Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 101
Перейти на страницу:

-Całkowicie się zgadzam - powiedziała Rita, szarpiąc drugie, owinięte workiem zwłoki. - Po pierwsze, dlaczego „sukces” oznacza zawsze czyjegoś trupa, a po drugie, dlaczego to właśnie ja mam targać jakiegoś nieboszczyka?

-Wolałabyś, żeby to on cię ciągnął? - Schielke mocował się z drzwiami windy. - Trochę poświęcenia dla sprawy.

-Ja się mogę poświęcić, ale nie w charakterze grabarza.

-Na szczęście nie będziemy ich chować. Jedziemy na dach.

-Windą? Nie lepiej ruchomymi schodami?

Holmes i Watson zaczęli się śmiać, słysząc ten pokaz kobiecej logiki. W pewnym sensie rzeczywiście byłoby łatwiej. Nie trzeba byłoby wlec dwóch trupów na głębokie zaplecze, tylko skorzystać ze schodów w samym środku luksusowego domu handlowego Wertheima. Były tuż przy wejściu. Problem był tylko jeden. Co prawda radzieckie bombowce nie zaczęły jeszcze nalotów dywanowych, ale właśnie szalały nad miastem, co sprawiło, że ludzie pochowali się w piwnicach. Była więc szansa, że zwłoki dotrą do celu niezauważone. Windą na zapleczu. A nie schodami na środku ogromnej przestrzeni kompletnie pozbawionej ścian po to, by klienci mogli z każdego miejsca podziwiać bezmiar zgromadzonych towarów. Wystarczyłby jeden strażnik, albo nawet spłoszony rabuś, żeby cała akcja zakończyła się fiaskiem.

-Skąd wiesz, że jest prąd? - zapytała Rita, oświetlając ściany latarką. - Te ciemności to może nie być zwykłe nocne zaciemnienie.

-Nie ma prądu.

-To jak uruchomisz windę?

-Wertheim ma dwa własne generatory. Ale nie warto przy nich majstrować, bo windy towarowe mają jeszcze jeden.

Skinęła głową. Schielkemu udało się nareszcie pokonać zaporę ze skomplikowanych bloków ręcznego otwierania drzwi. Z trudem wciągnęli trupy do środka kabiny. Schielke otarł pot i wyjął z chlebaka przesłane przez Kirchoffa amerykańskie walkie-talkie.

-Ale ustrojstwo. - Watson z podziwem obserwował wyciąganą z obudowy antenę.

-Mhm. - Rita, o dziwo, pokazywała właśnie, że jest oficerem z prawdziwego zdarzenia. Obecność nieboszczyków nie robiła na niej wielkiego wrażenia. Z równym jak Polacy podziwem patrzyła na zagraniczną maszynę. - Niezły mają sprzęt.

-Cywilizacja się rozwija - dodał Holmes. - Ale nie sądziłem, że aż tak szybko.

Schielke przyłożył do ucha ciężką, mniej więcej półmetrowej długości skrzynkę.

-Heini? Słyszysz mnie?

-Tak jest, panie kapitanie - rozległo się z głośnika.

-Uruchom generator.

-Tak jest.

Wszyscy wokół kręcili głowami w podziwie. Ot, kieszonkowa radiostacja. Co prawda dla kogoś o wyjątkowo dużych kieszeniach, niemniej robiła wrażenie. Świat zmierzał w jakimś kierunku i to coraz szybciej. Jednak teraz jeszcze nie sposób było go rozpoznać.

Nie rozległ się żaden dźwięk, byli dość daleko od generatora. Jedynym znakiem, że jest już prąd, były czerwone, awaryjne światła, które zapłonęły w środku. Schielke szarpnął odpowiednią wajchą i powoli, prawie bezszelestnie ruszyli do góry. W końcu był to najbardziej nowoczesny i szykowny dom handlowy w Breslau, nawet windy towarowe były więc eleganckie.

Cholerny Tietz i jego potrzeba odnoszenia spektakularnych sukcesów. Na szczęście Holmes był mistrzem w łączeniu przyjemnego z pożytecznym. Tietz chciał sukcesów, a Julien Bow chciał skutecznie zniknąć. Ale przecież nikt nie powiedział, że ma to zrobić po cichu. Nie lepiej go zabić w trakcie spektakularnej akcji gdzieś w centrum miasta? Anglik był pod wrażeniem prostoty tego planu i jego skuteczności. Oczywiście, że trzeba go zastrzelić w jakimś widocznym miejscu przy świadkach. Rozwiązywało to skutecznie jego problem z Rosjanami i ułatwiało ucieczkę z Breslau. A ponieważ Holmes i Schielke potrzebowali sukcesu dla Abwehry, więc oczywiście dostarczył im angielską radiostację, dokumenty, broń i amunicję, osobiste notatki i listy, popiół ze spalonych książek kodów z kilkoma jednak skrawkami do identyfikacji, nawet kopie starszych, nieistotnych dla sprawy meldunków. A ponieważ plan naprawdę mu się podobał, dostarczył im też perełkę. Prawdziwą. Perełka była szarą kopertą kryjącą kilka dokumentów. Anglikowi już niepotrzebnych, skoro zmieniał miejsce pobytu, a dla nich cennych z dwóch ważnych powodów. Potem Bow wymienił się z Holmesem dokumentami, które sobie wcześniej obiecali, załatwił dwa trupy z kostnicy i... zniknął.

A oni mieli problem. Jak po cichu przetransportować zwłoki do centrum? Tworząca się powoli grupa szybkiego reagowania nie była jeszcze gotowa, a poza tym nie wolno było wszystkim ufać. W grę wchodziła tylko czwórka bezpośrednio wtajemniczonych. Trudno, zapakowali nieboszczyków do służbowego samochodu kripo i pojechali w pobliże domu towarowego Wertheima, czekając na zapowiedziany nalot. Niestety, sowieccy piloci nie zamierzali się stosować do rozkazów własnego dowództwa, które przekazano Holmesowi przez radio. Latali, gdzie chcieli i bombardowali to, co akurat było pod nimi. Miało to jednak dobre strony. Wszystko, co dotąd przebywało na powierzchni ziemi, pochowało się nagle w piwnicach, a ulice były kompletnie puste.

Kiedy dotarli na górę, Schielke nie otwierał drzwi windy na całą szerokość.

-Jest tam ktoś?

Watson zbliżył głowę do wąskiej szpary.

-Za ciemno. Nawet dachu dobrze nie widać.

Schielke otworzył drzwi trochę szerzej. Najpierw wymknął się Holmes, potem Watson. Rita potrząsnęła głową.

-Ja wiedziałam, że tak będzie - mruknęła.

-Co? - Nie zrozumiał.

-Typowe dla mężczyzn. Wy wszyscy gdzieś pójdziecie, a kobieta ma zostać sama z trupami w małej klitce.

-Wolisz iść na zwiad?

-Pewnie.

Sprawnie przecisnęła się przez szczelinę i zapaliła mocną latarkę, żeby cokolwiek zobaczyć. Holmes i Watson na widok światła zrobili klasyczne „padnij”.

-No i czego się boicie? - Omiotła promieniem najbliższą okolicę. - Nikogo nie ma.

-A jeśli jest, to już się ukrył - westchnął Watson, gramoląc się zza obudowy ogromnego wentylatora.

-E tam...

Z trudem wyciągnęli pierwszego nieboszczyka z windy.

-Gdzie go dajemy?

Schielke rozejrzał się wokół. Teraz, gdy wzrok już przyzwyczaił się do ciemności, mógł zauważyć nawet szczegóły rozświetlane łunami dalekich pożarów. Na dachu widoczny był nowoczesny pawilon letniej restauracji, mały park z krętymi alejkami wijącymi się po niewielkim, zadrzewionym terenie spacerowym, stanowiska z lunetami do obserwacji panoramy miasta, małe jeziorko, a właściwie sadzawka z nieczynną teraz fontanną.

-Tutaj. - Wskazał mosiężny barek służący do serwowania napojów spacerowiczom, ukryty pod wielką markizą. - Blisko do masztów flagowych.

-Tak, dobre miejsce. - Holmes i Watson podciągnęli pierwsze ciało. - Stąd mogliby nadawać.

Schielke przywiązał antenę do linki flagowej i szybko wciągnął na maszt. Rita rozłożyła radiostację, notesy radiotelegrafisty, resztki książki kodów, teczki z dokumentami i wielki chlebak z rzeczami brytyjskich agentów. Holmes i Watson przyciągnęli drugie ciało.

-Dobra, rozpoczynamy nadawanie.

Watson sprawnie uruchomił radiostację. Błyskawicznie wystukiwał tekst napisany przez Bowa. Najwyraźniej miał duże doświadczenie.

-Długo jeszcze? Myślisz, że już nas Abwehra namierzyła?

-Na pewno. I Abwehra, i gestapo.

-To kończymy. Oni są całkiem blisko.

Schielke skinął głową.

-Tak. Już tutaj jadą. - Podał Watsonowi ostatnią kartkę. - Wyślij jeszcze to. Otwartym tekstem.

Podszedł do barierki, patrząc na panoramę miasta. Zwrócił uwagę na ogromny pożar gdzieś blisko, chyba w Rynku. Wrzucił monetę do automatu, żeby go odblokować i zerknął przez jedną z przymocowanych do statywu lornetek. Tak, to Rynek. Płonął konkurencyjny do Wertheima dom handlowy braci Barasch. Na razie wyścig o przetrwanie wygrywał Wertheim, potwierdzając swoją renomę niezniszczalnego budynku. Ten drugi, jeśli w ogóle będzie można go odbudować z popiołów, powinien chyba otrzymać nazwę Feniks.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)