Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 101
Перейти на страницу:

-Gotowe - zameldował Watson.

-To do roboty.

Mężczyźni wyciągnęli z kabur pistolety.

-Fuj! - Rita odwróciła się z obrzydzeniem.

Z pewnej odległości oddali po kilka strzałów do zwłok i sprzętów. Potem Schielke i Watson wzięli angielskie steny.

-Skąd atakujemy?

-Od windy.

-E, tam się nie ma gdzie ukryć. - Holmes spojrzał na dziewczynę. - Rita, zbierasz nasze łuski?

-Zbieram, zbieram.

Schielke podrapał się w brodę.

-Dobra, poszliśmy do restauracji, sądząc, że tam się ukryli. Wtedy oni nas zobaczyli i zaczęli strzelać.

-No, dobry plan. - Watson skinął głową. - A więc jazda. Przykryjmy sami siebie ogniem.

Przeładowali automaty. Na szczęście tę broń mógł obsłużyć każdy, bez żadnego przeszkolenia. Obaj wystrzelili po kilka krótkich serii, nie celując, z bioder. Restauracja na dachu, szczególnie szyby były nieźle zniszczone. Zmienili magazynki i opróżnili je mniej więcej do połowy, celując ciągle w tę samą stronę.

-Dobra, teraz spróbujmy...

Holmes urwał w pół słowa, widząc postać wymachującą rękami, która biegła w ich kierunku. Jedynie Watson wykazał się refleksem i wywalił resztę zawartości magazynka w tamtym kierunku.

-Chryste Panie!

Rita zszokowana zapaliła latarkę.

-Zgaś!

Przypadli za najbliższymi ławkami, usiłując się ukryć.

-Ilu ich jest?

-Ja cię...

-Cholera, rozdzielmy się i...

Rita znowu zapaliła latarkę. Było za późno, żeby doskoczyć, poza tym Schielke potknął się o krawężnik alejki i zatoczył na jakiś krzew w gustownej donicy.

-Stój!

Rita podeszła do leżącego ciała.

-Spokojnie. To jakiś stary z obrony przeciwlotniczej.

Szlag! Wszystko jasne. Trwał nalot, więc zgodnie z regulaminem posiali staruszka na dach, żeby w razie bezpośredniego trafienia i pożaru wszczął alarm. Pewnie wcale nie wymachiwał rękami i nie chciał ich zaatakować. Słysząc strzały, spanikował po prostu i chciał się poddać.

-Sprawdźmy, czy był sam.

-Mhm. - Watson nagle zwymiotował.

-Wszystko w porządku?

-Tak, daję radę.

Obaj z Holmesem poszli przeszukać dach. Schielke nie mógł nic zrobić. Stał ze ściśniętym gardłem nad trupem jak wmurowany. Miało nie być trupów poza tymi, którzy nie żyli wcześniej i zostali tu przywleczeni. O Boże, co za aberracje.

-Słuchaj. - Rita nachyliła się nad leżącym i znowu zapaliła latarkę. - Mamy problem.

Ale wymyśliła! No pewnie, że mają.

-Czy ty mnie słyszysz? Naprawdę mamy problem.

-Jaki?

-On żyje.

Schielkego coś zaćmiło. Dłuższą chwilę stał, nie mogąc się ruszyć.

-Jezu, zawołajmy lekarza!

Ritą aż zatrzęsło.

-Oszalałeś?! - krzyknęła.

-Wezwijmy lekarza - nagle jednak dotarło do niego, gdzie jest i co robi. - Nie, nie, nie. Nie możemy wezwać lekarza.

-No pewnie. Jeśli on przeżyje, to już po nas.

-Tak, tak... - Nie potrafił sklecić zdania.

Patrzyła na niego, drżąc lekko.

-To na co czekasz? Dobij go!

-Ja? - bezradnie zapytał Schielke.

-A kto?

-Sama dobij.

-To ty masz stena.

-Więc ci go dam.

Absurdalny dialog przerwał powrót Holmesa.

-Co się tu przekrzykujecie jak dzieci w piaskownicy?

-Bo on, niech to szlag, normalnie żyje!

-To go dobij.

-Ja? - pytanie padło po raz kolejny.

-Ty masz stena.

-Chcesz, to ci go dam.

Idiotyczna dyskusja zaczęła się powtarzać słowo w słowo. Na szczęście w ciemnościach pojawił się Watson.

-Teren czysty. Był tylko jeden.

-Jeszcze jest.

-Co? Nie rozumiem.

-Ty jesteś wprawiony. Dobij gościa.

Watson nie odpowiedział. Zwymiotował po raz drugi.

-Ludzie - warknęła Rita. - Dobijcie go wreszcie!

-Sama dobij! - odwarknął Holmes.

-Boże - jęknął nagle Schielke. - A jeśli on nas słyszy?

Cała czwórka odruchowo popatrzyła w tył. Stali w kompletnej ciszy, zerkając nerwowo na siebie nawzajem. Tylko Rita szeptała coś pod nosem.

-Prawdziwi mordercy, zimna krew, te sprawy. Czy jest tu jakiś mężczyzna?

Wszyscy spojrzeli na nią. Musiała to opacznie zrozumieć, bo wyrwała Schielkemu stena i podeszła do rannego. Zapaliła latarkę, podnosząc broń.

-No! - westchnęła nagle z ulgą. - Starszy pan poszedł na współpracę i dobrowolnie opuścił nasze nudne towarzystwo.

-Sam z siebie?

-Nie! - wysyczała. - Umarł ze śmiechu, słysząc waszą czczą gadaninę, nieustraszeni pogromcy oddziałów geriatrycznych.

-Ruszmy się. - Holmes zaczął tracić cierpliwość. - Mimo tych wybuchów ktoś jednak mógł usłyszeć tę strzelaninę.

-Tego akurat bym się nie bała.

Rzucili steny przy ciałach „Anglików”. Kiedy biegli w kierunku restauracji, Watson dodatkowo rzucił granat między trupy. Jeśli ktokolwiek chciałby analizować stan zwłok, napotka spore trudności.

-Wezwij oddział. - Holmes odruchowo chciał zapalić papierosa, ale po namyśle zrezygnował, dostrzegając absurd sytuacji. Palacz w ogniu walki.

Schielke podniósł walkie-talkie.

-Heini, jesteś?

-Tak jest, panie kapitanie.

-Szybko ślij oddział na górę, ale niech nie wychodzą z windy bez mojego rozkazu. Znajdź jakiś telefon i połącz się z pułkownikiem. Powiedz, że otoczyliśmy brytyjskich agentów.

Chłopiec aż stęknął.

-Panie kapitanie. A nie mógłbym ja też na górę?...

-Heini, wykonaj rozkaz! Potem możesz wejść.

-Tak jest! - W jego głosie słuchać było wyraźny żal.

Zajęli pozycje. Winda towarowa była bardzo pojemna, więc istniała możliwość, że ich niewielki oddział zmieści się tam w komplecie. Z drugiej strony nazwanie tej zbieraniny oddziałem z trudem przechodziło Schielkemu przez usta. Holmes był innego zdania. Wszystkie jednostki, które dostaną nasze zapotrzebowanie, z wielką chęcią wykorzystają je do pozbycia się osób niewygodnych - tłumaczył. Wszelkich oferm batalionowych, dekowników, kombinatorów, spryciarzy tyłowych. A ja z tych ludzi wybiorę tych, których potrzebujemy. Kombinatorów i dekowników, bo to często ludzie niezwykle inteligentni, którzy zdobyli umiejętność przeżycia wojennego piekła i dobrze wiedzą, jak to zrobić. Szybko też zrozumieją, że my im pomożemy w dążeniu do celu pod warunkiem, że nie będą zadawać jakichkolwiek pytań; że szansę przetrwania daje język za zębami i to, że nic ich nie będzie dziwić.

Kiedy winda dotarła na szczyt budynku, okazało się, że chyba miał rację. Ktoś domyślił się, co trzeba robić. Drzwi otworzyły się, robiąc tylko wąską szparę. W środku było ciemno. Zgasili nawet oświetlenie awaryjne.

-Wyskakiwać pojedynczo i kryć się. Skok w prawo - rozkazał Holmes.

Otworzyli drzwi do połowy szerokości i zaczęli skakać jeden za drugim, natychmiast znajdując prowizoryczne kryjówki. Co do oferm, Holmes znowu miał rację. Ci ludzie, których macierzyste oddziały chciały się pozbyć, wcale nie byli ofermami. Jeden właśnie podczołgał się do Schielkego.

-Gdzie oni są, panie kapitanie? - wyszeptał.

-Nie wiem dokładnie. Mniej więcej tam. - Schielke wskazał kierunek, gdzie leżeli „Anglicy”. - Wywiązała się idiotyczna strzelanina. Ale jak rzuciliśmy granatem, ucichli.

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)