Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 296
Перейти на страницу:

Uśmiechnął się szerzej, potem przeniósł Moc, splatając strumienie Wody – struga wody uniosła się z beczki ku górze. Aviendha cofnęła się o krok, z ciekawością przyglądając się zjawisku.

– Przenoszący mężczyzna nie robi już na tobie wrażenia – zauważył, tworząc swego rodzaju znieruchomiałą fontannę i grzejąc wodę strumyczkiem Ognia.

– Nie ma już powodów, abym się tym przejmowała. Gdybym nie zaakceptowała twojego Talentu, zachowywałabym się niczym mężczyzna, który nie chce zapomnieć kobiecie hańby, mimo iż ona sprostała już swojemu toh.

– Nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek mógł okazać się równie beznadziejny – rzucił, rzucając na bok swoją szatę i stając obok niej. – Proszę. Oto relikt „starożytnej wiedzy”, która najwyraźniej nie daje ci spokoju.

Woda była już idealnie ogrzana, strumieniami Mocy posiekał ją na grube krople, które spłynęły na nich gęstą mgłą. Aviendha westchnęła, z zaskoczenia chwytając go za rękę. Wbrew temu, co mówiła o nasiąkaniu obyczajami mokradeł, woda wciąż budziła w niej sprzeczne uczucia lęku i respektu.

Rand splotem Powietrza schwycił mydło z umywalni, zeskrobał z niego garść wiórków i dodał do wodnej mgły – spowił ich wir baniek mydlanych. Następnie zamieszał w nim Powietrzem, które szarpnęło go leciutko za włosy. Długie przemoczone pasma włosów Aviendhy uniosło do góry, skręciło, a potem opuściło łagodnie na jej ramiona.

Kolejnym strumieniem wody spłukał mydło, a potem usunął nadmiar wilgoci z ich ciał, nie susząc ich wszakże. Później całą wodę umieścił z powrotem w beczce i po chwili wahania wypuścił saidina.

Piersi Aviendhy unosił przyśpieszony oddech.

– To było kompletnie zwariowane i nieodpowiedzialne.

– Dzięki – powiedział, rzucając jej zdjęty z wieszaka ręcznik. – Większość rzeczy, które robiliśmy w Wieku Legend, uznałabyś za zwariowane i nieodpowiedzialne. To były inne czasy, Aviendha. Talenty przenoszenia Mocy występowały znacznie powszechniej, sztuki operowania nią uczono nas od młodości. Nie musieliśmy znać się na wojaczce, nie uczyliśmy się zabijać. Wyeliminowaliśmy ból, głód, cierpienia, wojnę. Zamiast tego wykorzystywaliśmy Jedyną Moc do czynności, które można uznać za pospolite i codzienne.

– Wydawało wam się tylko, że wyeliminowaliście wojnę – zauważyła Aviendha, parskając cicho. – Myliliście się. A wasza ignorancja była waszą słabością.

– Zaiste. Ale nie umiem stwierdzić, czy mając taką szansę, żyłbym inaczej. To były dobre lata, wiele dobrych lat. Dziesięciolecia, stulecia. Zdawało się nam, że żyjemy w raju. Być może od tego przekonania zaczął się nasz upadek. Chcieliśmy żyć życiem doskonałym, więc ignorowaliśmy wszelkie niedoskonałości. Ignorowaliśmy problemy, które przez to narastały i nawet gdyby nie otwarła się Sztolnia, wojna i tak pewnie by wybuchła. – Wytarł się do sucha.

– Rand – zaczęła z wahaniem Aviendha, podchodząc do niego. – Dzisiaj chciałabym cię prosić o przysługę. – Położyła rękę na jego ręce. Skóra jej dłoni była szorstka i pokryta odciskami – dłoń Panny Włóczni. Aviendha nigdy nie będzie wyglądać jak kąpane w mleku damy dworów Cairhien i Łzy. Ale Randowi to całkowicie odpowiadało. To były dłonie, które wiedziały, czym jest ciężka robota.

– Jaką przysługę? – zapytał. – Podejrzewam, że dziś nie będę w stanie niczego ci odmówić.

– Do końca jeszcze nie wiem, co to będzie.

– Nie rozumiem.

– Nie musisz – zapewniła go. – I nie musisz mi obiecywać, że się zgodzisz. Uznałam po prostu, że powinnam cię z góry uprzedzić, jako że nie zastawia się takich pułapek na kochanka. W każdym razie przysługa będzie od ciebie wymagała zmiany planów, być może nawet drastycznej i będzie dla mnie bardzo ważna.

– W porządku…

Pokiwała tajemniczo głową i zaczęła zbierać swoje rzeczy. Czas był już się ubierać.

We śnie Egwene okrążała kolumnę skrzepłego szkła. Jarzyła się delikatną poświatą, jakby była słupem nieruchomego światła. Jakie mogła mieć znaczenie ta senna figura? Nawet się nie domyślała.

Obraz zmienił się przed jej oczyma, teraz miała przed sobą sferę. Tym razem wiedziała, że symbolizuje świat. Była popękana. Szaleńczo zabrała się do owijania jej sznurami, usiłując zdążyć, zanim się rozpadnie. Wiedziała, że sobie poradzi, choć z najwyższym trudem…

Sen pierzchnął, zaczęła się budzić. Natychmiast objęła Źródło i utkała z Mocy kulę światła. Nie miała pojęcia, gdzie jest.

Miała na sobie koszulę nocną i leżała w łożu w Białej Wieży. Nie we własnej sypialni, ponieważ w jej komnatach dalej trwał remont, konieczny w następstwie próby zamachu. Do jej gabinetu przylegała mała sypialnia i teraz tu nocowała.

Czuła łomotanie serca. W jej głowie przewijały się niejasne obrazy z zeszłej nocy, kiedy w swoim namiocie na Polu Merrilora ze szczypiącymi oczyma do późna wysłuchiwała raportów z Caemlyn. Dopiero Gawyn w pewnym momencie późną nocą uparł się, aby Nynaeve otworzyła bramę do Białej Wieży, gdzie Egwene mogła się przespać w prawdziwym łóżku, nie zaś na sienniku rzuconym na ziemię.

Wymamrotała coś pod nosem. Wstała. Chciał dobrze i najprawdopodobniej miał całkowitą rację, jednak pamiętała, że coś w tonie jego głosu zirytowało ją niepomiernie. I nikt go nie przywołał do porządku, nawet Nynaeve! Koniuszkami palców rozmasowała skronie. Ból głowy nie był tak koszmarny, jak jedne z tych, na które cierpiała, gdy „opiekowała się” nią Halima, ale bolało nielicho. Bez wątpienia jej ciało wyrażało swe niezadowolenie w obliczu niedostatków snu z ostatnich tygodni.

Jakiś czas później – już umyta, ubrana i z odrobinę lepszym samopoczuciem – wyszła z sypialni i zobaczyła siedzącego za biurkiem Gawyna. Studiował jakiś raport i ignorował nowicjuszkę kręcącą się pod drzwiami.

– Powiesiłaby cię za oknem nogami do góry, gdyby zobaczyła, co robisz – sucho oznajmiła Egwene.

Gawyn aż podskoczył.

– To nie jest jeden z jej prywatnych raportów – protestował. – To są ostanie wieści od mojej siostry, dotyczące sytuacji w Caemlyn. Ledwie parę minut temu przybyłem po ciebie przez bramę.

– I tak sobie czytasz?

Zarumienił się.

– Żebym sczezł, Egwene. To mój dom. Raport nie był zapieczętowany. Chciałem tylko…

– W porządku, Gawyn – westchnęła. – Zobaczmy, co tam jest napisane.

– Wiele się zeń dowiedzieć nie można – skrzywił się i podał jej papiery.

Równocześnie skinieniem głowy odesłał nowicjuszkę. Parę chwil później wróciła, niosąc tacę z pomarszczonymi owocami czapetki, chlebem i dzbankiem mleka.

Egwene zasiadła za swoim biurkiem, żeby posilić się od razu na miejscu, w gabinecie, równocześnie czując ukłucie winy na widok pleców wychodzącej nowicjuszki. Większość Aes Sedai z Białej Wieży i trzon jej sił zbrojnych mieszkał w namiotach na Polu Merrilora, podczas gdy ona objadała się owocami – cóż z tego, że niezbyt świeżymi – i wysypiała w wygodnym łóżku.

Z drugiej strony trudno było odmówić słuszności argumentom Gawyna. Jeżeli wszyscy będą sądzić, że znajduje się w swoim namiocie, wtedy ewentualny zabójca najpierw uderzy tam. Po tym, jak omalże nie zginęła z rąk seanchańskich asasynów, gotowa była przystać na dodatkowe środki bezpieczeństwa. Zwłaszcza jeśli skutkiem ubocznym był porządny wypoczynek w nocy.

– Ta Seanchanka – powiedziała Egwene, wbijając wzrok w zawartość swego kubka. – Ta, która przyszła tu z Illianinem. Rozmawiałeś z nią?

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)