Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]
Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]

Электронная книга - «Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]». Краткое содержание книги:

Po ucieczce z Sekty Zabójców młoda wojowniczka Dubhe musi uwolnić się od klątwy, która została na nią rzucona. Jedyną osobą, która może ją uratować, jest Sennar, niegdyś najpotężniejszy czarodziej Świata Wynurzonego, do którego udaje się wraz z Lonerinem po pomoc i radę. Tropem Dubhe podąża Rekla, Strażniczka Trucizn, wierna członkini Sekty Zabójców, z zamiarem zgładzenia dziewczyny. Tymczasem krwiożercza Gildia odkrywa w końcu, jak przywrócić do życia wielbionego przez nich Tyrana — Astera. Potrzebują jedynie ciała, w którym mógłby się odrodzić. Ich wybrańcem zostaje San, wnuk Sennara i Nihal, którego przed pazurami dzikiej sekty chroni gnom Ido. Czy Sennar, który po śmierci Nihal w poczuciu winy odsunął się od ludzi, nie wierząc w uratowanie Świata…
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 91
Перейти на страницу:

Zobaczyła błysk niezadowolenia w jego oczach. Następnie Lonerin po prostu dał jej znak ręką.

Zdjęła z pleców łuk, wyciągnęła strzałę i wyprzedziła go.

— W każdym razie będę cię osłaniał — wyszeptał jej do ucha, kiedy przechodziła obok.

Dubhe uśmiechnęła się, mocniej schwyciła łuk i poszła jako pierwsza.

W miarę, jak posuwali się naprzód, na skale pojawił się mech, najpierw biały, o niezdrowym wyglądzie, potem coraz bardziej zielony i bujny. Na końcu tunelu ściany zaczęły połyskiwać w świetle słońca. Wpadająca z zewnątrz biel oślepiła ich. Byli pod ziemią już ponad tydzień.

Chociaż oczy były ślepe, Dubhe i tak z wielką jasnością wyczuwała ukształtowanie ich otoczenia. Wrażenie, że na zewnątrz coś na nich czeka, stało się silniejsze, a pod stopami wciąż jeszcze czuła owe rytmiczne wibracje, coraz wyraźniejsze. To były kroki. Olbrzymich zwierząt.

Założyła strzałę. Byli bardzo blisko wyjścia, tak że Lonerin zgasił już świetlistą kulę. Dubhe przyjrzała się nieokreślonemu kolorowi swojej koszuli w bladym, sączącym się z zewnątrz świetle: zdumiała się, jak bardzo była brudna i zniszczona. Na granicy swojego pola widzenia dostrzegła twarz Lonerina i chłopak wydał jej się okropnie blady i wyczerpany. To wszystko, co do tej pory przeszli, pozostawiło wyraźne ślady na ich ciałach.

Powietrze przeszył straszliwy ryk. Dubhe i Lonerin stanęli przygwożdżeni do swoich miejsc. Dubhe instynktownie podniosła łuk, i naciągnąwszy go, trzymała go przed sobą.

— Weź mój sztylet, poczuję się pewniej — powiedziała, a Lonerin nie kazał sobie tego dwa razy powtarzać.

Piskliwy dźwięk dobywanego ostrza przerwał absolutną ciszę, jaka nastąpiła po owym ogłuszającym hałasie.

Dubhe ostrożnie posuwała się naprzód. U wylotu groty zatrzymała się, opierając plecy o zimną skałę, nagle wstrząsaną kolejnymi krokami.

Wzięła głęboki oddech i odwróciła się.

Otoczyło ją światło, a ciepło słońca oszołomiło. Miriady zapachów odurzyły ją; rzuciła się na ziemię z jeszcze przymkniętymi oczami, które z trudem przyzwyczajały się do takiej jasności.

Nic.

Trzymała naciągnięty łuk, mięśnie były napięte z wysiłku. Wszystko było jak zawsze, jak wtedy, kiedy chodziła na polowanie z Mistrzem, kiedy pomagała mu w pracy. Jego wspomnienie było tak rozdzierające, że zatkało jej dech w piersiach, bardziej niż przy innych okazjach. Poczuła, jak jakaś dłoń chwyta ją za ramię, i zadrżała. Przez moment była pewna, że to właśnie on.

Odwróciła oczy i tym, co zobaczyła, była uspokajająca postać Lonerina; on też leżał płasko na ziemi, ze sztyletem zaciśniętym w dłoni. Jego spokojne spojrzenie powinno dodać jej odwagi, ale poczuła tylko dziwny zawód. Wówczas skoncentrowała się na tym, co znajdowało się wokół, ale dopiero po jakimś czasie naprawdę zdała sobie sprawę z tego, gdzie dotarli.

Leżeli na szczycie urwiska, które z jednej strony opierało się o skalną ścianę, a z drugiej spadało w głęboką dolinę, całkowicie pokrytą drzewami. Wydawały się identyczne jak te, które napotykali do tej pory, chociaż po raz pierwszy zobaczyli je z wysoka. Wyglądało to jak wąskie rozcięcie aż po horyzont wypełnione zielonym aksamitem. Tunel, który przebyli, wychodził natomiast na nazbyt regularną, żeby mogła być naturalna, ścieżkę, okrążającą całą dolinę. W niektórych miejscach była ona zapadnięta, ale można było nią przejść w zasadzie na całej długości.

Dubhe podczołgała się zatem ku krawędzi przepaści, aby mieć szerszy widok na znajdującą się pod nimi dolinę. Ostrożnie przesuwała łokcie, z łukiem wciąż naciągniętym przed sobą. Lonerin przemieszczał się u jej boku.

Nie zobaczyła nic poza zielenią, posplatanymi koronami drzew oraz szerokimi i mięsistymi liśćmi. Potem wszystko stało się bardzo szybko. Skała pod nią zatrzęsła się podczas — jak im się wydawało — trzęsienia ziemi, a ciepły oddech owionął jej twarz.

Był o włos od jej nosa, olbrzymi i wypuszczający kłęby dymu. Jej serce zamarło.

Usłyszała obok siebie Lonerina i zobaczyła, jak zwierzę się odwraca.

Jego głowa była wielka przynajmniej na długość ramienia. Głowa smoka. Pysk był wydłużony, w tylnej części przechodził w szeroki kostny grzebień. Łuski miał błyszczące i zaostrzone, w kolorze ciemnobrązowym, przy korzeniach przechodzącym w czerń. Grzebień natomiast był biały z czerwonymi żyłkami. Odwracające się w stronę Lonerina nozdrza wydały prychający odgłos, jak z olbrzymiego ściśniętego miecha. Jednak bardziej niż strach, który już i tak paraliżował jej nogi, coś innego unieruchomiło Dubhe. Było to oko, które skierował na nią smok: czerwone, żywe, błyszczące. Wydawało się niezmierzonym wirem, w którym łatwo się było zgubić, otchłanią tysiącleci, z których zwierzę kontemplowało świat z najwyższym dystansem.

Bestia zamilkła, jakby przerażona. Dubhe doskonale zdawała sobie sprawę, że od śmierci dzieliło ją zaledwie kilka cali. Potężne kły umieszczone za tymi wargami były gotowe przebić wszystko. Przez moment przyszły jej na myśl dziwne stworzenia, jakie napotkali podczas swojej drogi, i pomyślała, że tym razem puszcza weźmie na nich odwet i ich zabije.

Kontemplowała cudowne oczy smoka, rozświetlone żółtymi jak złoto drobinkami, pewna, że na świecie nie może być nic innego równie pradawnego i wspaniałego. Chociaż znajdowali się w obliczu stworzenia absolutnie śmiercionośnego, Dubhe była nim zafascynowana.

Smok wpatrywał się w nią, jak gdyby ją analizował. Jego oddech był niewyczuwalny, powietrze wokół niego nie poruszało się.

Potem Dubhe poczuła, jak Lonerin ją dotyka. Odwróciła się gwałtownie i zobaczyła, jak na kolanach posuwa się w kierunku smoka. Jego twarz miała ów pełen przekonania i nieporuszony wyraz, który tak bardzo podziwiała.

W tej chwili wiedziała z całą pewnością, że to dla tej miny uległa mu za pierwszym razem w grocie. Bo Lonerin był osobą, która decydowała, i nigdy nie bał się wyborów.

Jak we śnie zobaczyła, że wyciąga rękę do smoka, który lekko odsunął pysk.

Lonerin zatrzymał się z dłonią skierowaną ku zwierzęciu, jego spojrzenie było pogodne. Nie bał się ani trochę i to było widać.

Smok wydał się niemal rozbawiony, dziwny błysk przemknął przez jego oczy, błysk zrozumienia. Pyskiem odsunął rękę czarodzieja, ale gest ten wcale nie był wrogi, wyrażał raczej żartobliwe oburzenie. Lonerin wycofał zatem ramię i po prostu się ukłonił, dotykając czołem skały.

Dubhe uznała, że musi zrobić to samo. Był to gest, którego nie rozumiała, ale pojęła, że musi go wykonać, nie zważając na wszelkie logiczne wyjaśnienia. Zrobiła to i poczuła się odsłonięta, bezbronna. Gdyby smok postanowił ich zaatakować, nawet by tego nie zauważyła.

Oddech zwierzęcia znów stał się mocniejszy i kątem oka dziewczyna zobaczyła, jak smok powoli zbliża się do Lonerina, a następnie dotyka jego głowy czubkiem pyska. To samo zrobił z nią, z tym samym spokojem i delikatnością. To dotknięcie w jakiś sposób ją wzruszyło. Podniosła głowę i w ostatniej chwili zobaczyła ten olbrzymi pysk i czerwone oczy patrzące na nią z dystansem. Potem smok zniknął za krawędzią urwiska.

Lonerin obok niej westchnął, opadając plecami na skałę.

Dubhe obserwowała go, jak gdyby był kimś zupełnie nieznajomym. Jego zimna krew zaskoczyła ją.

— Wszystko poszło dobrze, nie patrz na mnie z taką miną. Myślę, że teraz wreszcie Nieznane Krainy postanowiły zostawić nas w spokoju.

— To to właśnie zrobiliśmy? Pozwoliliśmy, żeby on nas zaakceptował? — spytała Dubhe słabym głosem.

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)