Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]
- Автор: Троиси Личия
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Videograf II
- ISBN: 978-83-7183-583-4
- Переводчик: Zuzanna Umer
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]». Краткое содержание книги:
Światło słoneczne prawie ich oślepia, wznoszący się przed nimi Thal pluje ogniem i popiołem. Ale niebo wydaje się wolne.
Vesa macha potężnymi skrzydłami i w mgnieniu oka są już wysoko, w pachnącym siarką powietrzu, a ciepło wulkanu wypełnia im płuca.
Po raz pierwszy w swoim życiu gnom czuje, że to miejsce do niego należy. Walczył o nie, zakopał się w jego wnętrznościach, był ze swoim ludem, a teraz ta ziemia ognia i skał jest naprawdę jego domem.
Wyrwę ci ją, Donorze, wyrwę ci ją i przywrócę jej dawną wspaniałość — mówi do siebie.
Już ma się rozluźnić, kierując oczy w stronę ich dalekiego celu, kiedy czuje, jak pod jego udami mięśnie Vesy napinają się, a w niebo podnosi się ostry, bolesny ryk. Zaczynają gwałtownie opadać, jedno skrzydło smoka jest nieruchome.
Ido uczepia się łusek grzbietu i wystarcza mu jedno spojrzenie, żeby zrozumieć sytuację.
Ugryzienie. Złamało ranne skrzydło Vesy.
Ido szaleje z wściekłości.
Na skraju jego poła widzenia pojawia się przeklęty mały, połyskujący smok, a na nim rycerz, chłopiec zaledwie.
— Dalej, naprzód! — popędza Vesę, ale to na nic.
Smok jest wyczerpany, zdrowym skrzydłem próbuje wykorzystać prądy powietrza, ale nie udaje mu się to. Wyciąga więc zranioną kończynę, aby spowolnić upadek. Jego ryk zmienił się w głuchy jęk bólu.
Ido czuje, że coś przewraca mu się we wnętrznościach i oślepia go.
Odwraca się i widzi zbliżającego się do niego rycerza. Jego smok jest dość młody, niedoświadczony przynajmniej tak samo, jak jego pan. Jeździec trzyma włócznię prosto przed sobą, a Ido jasno domyśla się, co chce zrobić. Na jego twarzy widnieje uśmiech zwycięzcy, z pewnością marzy już o tym, jak wraca do bazy z jego głową w rękach, z głową straszliwego Ida.
Gnom skacze na równe nogi, utrzymując równowagę na grzbiecie Vesy. Chłopak podnosi ramię i szykuje się do uderzenia, jak w scenariuszu.
Kiedy przelatuje blisko, gnomowi wystarcza się pochylić, a następnie po prostu zdrową ręką uczepia się uprzęży nieprzyjacielskiego smoka. Chłopak gapi się ze zdumieniem, podczas gdy on, zwinny jak norka, wdrapuje się na siodło dokładnie za nim.
— Nie! — zdąży tylko wymruczeć.
Ido przesuwa ostrzem po jego szyi, czuje, jak wstrząsają nim drgania agonii, a po chwili już zwisa martwy w jego ramionach. Zrzuca go na dół kopnięciem i zostaje sam na grzbiecie smoka, który już złapał Vesę za ogon i szarpie zań gwałtownie. Ido wykrzykuje własną złość i z całej siły zanurza mu miecz w boku aż po rękojeść. Zwierzę ryczy, puszcza, ale udaje mu się jeszcze zionąć w kierunku Vesy ogniem.
— Przeklęty!
Ido jest rozwścieczony. Czepia się szyi smoka, walczy z mdłościami, kiedy ten wykręca się w bólu. Zsuwa się niżej, tam, gdzie wie, że miecz znajdzie łatwiejszy dostęp. Krzyczy i uderza, raz, drugi i jeszcze. Trzyma się tylko rannym ramieniem, a rozcięcie powoduje okrutne skurcze. Nieważne. To zwierzę skrzywdziło Vesę, musi za to zapłacić.
Prawie nieprzytomny Ido czuje, że spada. Smok pewnie umarł. Daje się ponieść. Nie może zrobić nic innego. Być może on też umrze, ale przynajmniej w walce, i to wystarczy. Co więcej, zginie, mszcząc Vesę. Uśmiecha się, spadając w pustkę.
Potem nagłe szarpnięcie i wszystko się zatrzymuje. Koszula zaciska mu się wokół szyi, dusząc go. Wokół niego jakiś ciepły oddech.
Ido natychmiast pojmuje.
— Vesa… — mruczy.
Złapał go w locie zębami, ratując przed rozbiciem.
Delikatnie kładzie go na ziemi, a potem Ido słyszy głuchy odgłos upadku — Odwraca się i widzi swojego smoka leżącego bezwładnie na skałach, z głową opartą bokiem na podłożu. Oddycha z trudem, jego brzuch podnosi się i opada nieregularnie, krew miesza się z czerwienią łuskowatej skóry.
Ido nie chce uwierzyć. Nie może uwierzyć. Podnosi się gwałtownie, nie dbając o ból ran, obchodzi swojego smoka, ogląda go.
Prawe skrzydło jest ucięte, a naciągnięta między kośćmi membrana całkiem rozdarta. Ogon jest poszarpany od ugryzień, a poparzony brzuch cuchnie spalenizną.
Ido zrozumiał. Już zrozumiał, ale nie może tego zaakceptować.
Głaszcze głowę Vesy, klękając przed nim.
— Wszystko dobrze, Vesa, wszystko dobrze. Jasne, nieźle cię pokiereszował, ale damy sobie radę, nie? Jak zawsze. Widziałeś, jak cię pomściłem?
Nerwowo głaszcze mały grzebień na pysku, a jego dłonie wypełniają się krwią.
— Wszystko dobrze. Teraz trochę odpoczniemy, a potem polecimy, prawda?
Czuje już, jak Izy cisną mu się do oczu.
Vesa patrzy na niego zgaszonym spojrzeniem. Po raz pierwszy Ido widzi w tych oczach coś, co wydaje się strachem i rezygnacją. Vesa się poddaje.
— Nie, Vesa, do diabła, nie! Potrzebuję cię, rozumiesz? Nie możesz się poddać!
Ale oczy smoka nie rozbłyskują, tak jak zawsze, kiedy on go woła. Bywał już ranny i za każdym razem, za każdym cholernym razem, kiedy on mówił mu, że wszystko będzie dobrze, Vesa wydawał się odpowiadać mu oczami, żeby go uspokoić. Tak, wszystko jakoś pójdzie, bo należeli do siebie od niezliczonych lat, bo widzieli już wszystko, bo to byli oni.
Ido pochyla się nad pyskiem Vesy, kręci mu się w głowie i serce wali w piersi jak szalone. Zatrzymuje się o włos od jego oczu, tak blisko, że może zobaczyć każdą łuskę jego wspaniałej czerwonej skóry.
— Vesa, błagam cię, wytrzymaj… Ja się nie poddałem, byłem w złym stanie, ale tej nocy naprawdę walczyłem, tak jak ty — Ty jesteś wszystkim, co mam, nie zostawiaj mnie…
Smok patrzy mu nieruchomo w źrenice. Zupełnie, jak gdyby przed Idem stał człowiek, który mówi, a nie zwierzę.
„Ja muszę odejść”.
— Nie możesz mnie zostawić! — Ido krzyczy tak głośno, że drapie go w gardle. — Nie rób mi tego!
„Wszystko ma swój czas. Mój kończy się dzisiaj”.
— To nieprawda, nie zgadzam się! Pamiętasz, kiedy przychodziłem do ciebie po zakończeniu każdej walki i mówiłem, że schowam miecz do pochwy, pamiętasz? Ale nie zrobiłem tego! Nie możesz i ty mnie opuścić, nie możesz!
Oczy Vesy stają się spokojne, jego oddech, niegdyś tak potężny, staje się słaby jak u niemowlęcia, jego pierś podnosi się ledwo widocznymi, urywanymi ruchami.
„Pozwól mi odejść”.
Ido zaczyna płakać jak dziecko.
Dostojny oddech Vesy zawsze wyznaczał rytm walki. Ido słuchał go, aby uspokoić się przed bitwą, a potem, kiedy potyczka dobiegała końca, słyszał jego zadyszkę i było to brzmienie zwycięstwa. Kiedy podróżowali z obozu do obozu, zasypiał przy tym dźwięku. Teraz jednak był on szmerem, który wkrótce zaniknie.