Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]
- Автор: Троиси Личия
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Videograf II
- ISBN: 978-83-7183-583-4
- Переводчик: Zuzanna Umer
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]». Краткое содержание книги:
San uśmiechnął się i poderwał na nogi.
Ido spędził noc, opowiadając mu historie, jedną po drugiej. Zresztą jego repertuar przygód był w zasadzie nieskończony. Opowieści o wojnie, o strachu, o miłości… Jego życie naprawdę pełne było anegdot i wciąż wypełniało się faktami i wspomnieniami, a jego ciało, jak papier, każdą przygodę rejestrowało nową raną. San słuchał go w uniesieniu — zapominając nawet o jedzeniu — śmiejąc się, kiedy trzeba było się śmiać, i płacząc, kiedy historie stawały się smutne. Dopiero kiedy było już bardzo późno, zaczął walczyć z pierwszymi oznakami zmęczenia. Jego powieki stały się ciężkie, a Ido złagodził ton głosu, żeby ukołysać go do snu. Kazał mu się położyć na swoim posłaniu i siedział koło niego, dopóki mały nie zasnął. Jego oczy były jeszcze napuchnięte od nadmiaru płaczu, ale wyraz twarzy był wreszcie pogodny.
Ido patrzył na niego w milczeniu i przysiągł, że teraz, kiedy go odnalazł, już nigdy nie pozwoli mu się wymknąć. Nikt nie tknie go nawet palcem, przynajmniej dopóki on będzie żył.
W ciągu następnych dni San okazał się troskliwym pielęgniarzem. Dwa razy dziennie zmieniał gnomowi opatrunki, przygotowywał posiłki i bez wytchnienia leczył go swoimi magicznymi mocami, chociaż było jasne, że dalej niechętnie korzysta z tych zdolności. Ido miał wrażenie, jak gdyby wrócił do przeszłości, przy Sanie czuł się jak za czasów Akademii, kiedy uczył studentów, a Nihal była już w podróży, wypełniając swoją misję.
Pewnego dnia San dołożył wszelkich starań, żeby z kilku korzeni, które znalazł w chlebaku Ida, przygotować zupę. Przez ponad godzinę ślęczał pochylony nad paleniskiem, z koszulą całkiem mokrą od potu, ognia i panującego tam gorąca, wynikającego z bliskości Thala. Kiedy wszystko było gotowe, przyniósł gnomowi zupę do łóżka i poczekał, aż spróbuje jej pierwszy.
Ido podniósł łyżkę do ust i pozwolił sobie na odegranie małej scenki. Powąchał, po czym ze skonsternowanym wyrazem twarzy odegnał dym. San czekał, dygocząc. Ido miał ochotę potrzymać go w niepewności jeszcze dłużej, bo dobrze się bawił, ale w końcu wrzucił w siebie pierwszy łyk. Nie była zła. Może trochę zbyt wodnista, ale smaczna. San był dobry.
— Jest świetna — powiedział.
Chłopiec odetchnął głęboko z ulgą i sam też zaczął jeść. Przez całą kolację patrzyli na siebie spod oka w milczeniu i dopiero pod koniec posiłku Ido postanowił, że nadeszła chwila, aby porozmawiać z nim poważnie.
— Zastanawiałeś się, kim byli ludzie, którzy cię porwali? — spytał go znienacka.
San wzdrygnął się lekko. Siedział oparty o łóżko, pewnie gotowy na słuchanie o dalszych przygodach, i zupełnie nie spodziewał się tego pytania. Ograniczył się do pokręcenia głową.
— Należeli do Gildii Zabójców. Wiesz, kim oni są, prawda?
Wyczytał to w jego oczach, jeszcze zanim chłopiec odpowiedział. Strach, jaki wzbudzała ta nazwa, był powszechny.
— Czego ode mnie chcą? — spytał San przestraszonym głosem.
— Chcą twojego ciała.
Dalej nie rozumiał.
— W Gildii wierzą, że Tyran był kimś w rodzaju proroka, który wywoła koniec świata. Aby go wskrzesić, potrzebują ciała. Jego dusza została już przebudzona i teraz brakuje im tylko wybrańca, którego będą mogli złożyć w ofierze.
San przez chwilę milczał.
— Ale dlaczego ja?
— Bo jesteś Pół-Elfem — odpowiedział sucho Ido.
Dłonie Sana instynktownie podniosły się do zaostrzonych uszu ukrytych pod włosami.
— Tak naprawdę, to nie jesteś dokładnie Pół-Elfem, bo tylko twój ojciec nim był, ale im to wystarczy. No i masz dwanaście lat, a to jest dokładnie…
— …tyle, ile miał Tyran, kiedy umarł. — San sam dokończył zdanie. To był rzeczywiście bystry chłopiec.
Ido przytaknął.
— Zostałem wysłany po to, aby cię szukać. Tak naprawdę nic nie wiedziałem o twoim istnieniu. Wiedziałem tylko o Tariku, bo twój dziadek do mnie napisał, i byłem pewien, że Gildia chce porwać jego.
— Ale jak możesz być pewien, że to właśnie tego chcą?
— Rada Wód miała w Gildii swojego informatora, czarodzieja. To jemu udało się wyprowadzić stamtąd należącą do sekty dziewczynę, która nam wszystko zdradziła.
San wyglądał na wstrząśniętego, a Ido go rozumiał. Do poprzedniego tygodnia mieszkał sobie w wieży, zmagając się ze swoim przyjemnie nudnym życiem, a teraz niespodziewanie znalazł się w środku intrygi, która mogła doprowadzić Świat Wynurzony do ruiny.
— Znasz Radę Wód?
San pokręcił głową.
— Złożona jest z przedstawicieli czarodziejów, generałów i panujących Marchii Bagien, Marchii Lasów i Krainy Morza, które zjednoczyły się w coś w rodzaju federacji, aby spróbować powstrzymać działania Dohora.
Było wyraźnie widać, że San stara się nadążać za nim w tych wszystkich zawiłościach, ale nie bardzo mu się to udaje.
— To tak jak Rada Czarodziejów, do której należał twój dziadek — ciągnął dalej Ido jak najspokojniejszym tonem. — Tylko że są tam nie tylko czarodzieje. Należę do niej na przykład ja.
San przytaknął. Kroniki Świata Wynurzonego znał bardzo dobrze.
— Właśnie owa Rada wysłała do Gildii Zabójców Lonerina, czarodzieja, o którym ci mówiłem. Chcieliśmy poznać ich plany, zważywszy, że już podejrzewaliśmy istnienie sojuszu pomiędzy Sektą a Dohorem.
San wydawał się zgorszony.
— Trudno w to uwierzyć, przynajmniej komuś, kto nie zna Dohora tak dobrze jak ja, ale to prawda.
Ido zaczerpnął powietrza.
— Sądzę, że znasz historię Pół-Elfów.
— Mój ojciec opowiadał mi ją. Prześladowania Tyrana, moja babcia była jedyną, która ocalała… to ta historia, prawda?
Ido potaknął.
— Istniało proroctwo, które mówiło o zniszczeniu Tyrana przez Pół-Elfa. To dlatego wszystkich wybił. Pozostali tylko Nihal i Aster. Teraz Nihal nie żyje, a ty i twój ojciec byliście ostatnimi, w których żyłach płynęła krew Pół-Elfów. Sprawa jest dość skomplikowana, ale generalnie czyjaś dusza może zostać wprowadzona tylko do ciała jak najbardziej podobnego do tego, jakie miała za życia. Mówię ci to tak, jak wytłumaczyli mi to czarodzieje, jasne?
San przytaknął skupiony.
— Ty, z twoją pół-elficką krwią i wiekiem takim samym, jaki miało ciało Tyrana z czasu, kiedy umarł, jesteś idealny, aby pomieścić jego duszę.
Ido pomyślał o dziwnych mocach Sana i zaczął się zastanawiać, czy Yeshol wiedział o nich, czy też był to tylko niepokojący zbieg okoliczności.
Wydawało się, że chłopiec potrzebuje czasu, aby przyswoić sobie te rewelacje. Jego twarz pobladła.
— Czyli nie przestaną mnie szukać — powiedział w końcu.
Ido kiwnął głową.
— Ale tym się nie przejmuj. Przede wszystkim ja jestem tu właśnie po to i może nie wydaję ci się w szczególnej formie, ale zapewniam cię, że kiedy tylko dojdę do siebie, będę się bił jak lew.
Spróbował się uśmiechnąć, ale San tego nie podchwycił.
— A poza tym mamy też inne plany. Tamten czarodziej i dziewczyna z sekty idą do twojego dziadka.
Tym razem San wytrzeszczył oczy.
— Ale przecież mój dziadek nie żyje! — wykrzyknął.
Ido poczuł, że lodowacieje. Tego nie przewidział.
Chłopiec zauważył jego zagubiony wzrok, po czym zaczął szybko mówić:
— Tata opowiadał mi, że babcia umarła młodo, a dziadek wkrótce potem… Nie powiedział mi nigdy, jak, coś w walce, z bólu, nie wiem… Kiedy mój ojciec odszedł z domu, dziadka już nie było! Jeżeli tamta dwójka, o której mówisz, tam wyruszyła… no cóż, nikogo tam nie znajdą.