Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 158
Перейти на страницу:

— Mam już pracę. Chciałabym tylko stałych dochodów. — Wyjęła z wewnętrznej kieszeni żakietu dwa dowody osobiste i podała je Casimirowi.

— Co to? — Wziął dowody i otworzył szeroko oczy: na obu zobaczył własną fotografię; podpis brzmiał „Michael Saltillo”.

— Jedno to podstawowy dowód — wyjaśniła Sula — a drugie to specjalna przepustka do Górnego Miasta.

Casimir zmarszczył czoło, podszedł z kartami do biurka i uniósł je do światła.

— Dobra robota. Pani to zrobiła?

— Rząd to zrobił. Są autentyczne.

Wydął usta i skinął głową.

— Pracuje pani w Biurze Akt?

— Nie, ale znam kogoś, kto tam pracuje.

Spojrzał na nią spod ciężkich powiek.

— Musi mi pani powiedzieć, kto to jest.

Sula pokręciła głową.

— Nie, nie mogę.

Przysunął się bliżej.

— Muszę mieć to nazwisko — powiedział.

Patrzyła na niego, starając się opanować mięśnie, by nie drżały pod wpływem wzbierającej w żyłach adrenaliny.

— Po pierwsze — odparła cicho, by zdusić drżenie głosu — ona nie zechciałaby z panem współpracować. Po drugie…

— Jestem bardzo przekonujący. — Głęboki, chropawy głos wydobywał się jakby spod ziemi. Wilgotny oddech dotarł ciepłem do policzka Suli.

— Po drugie — kontynuowała jak najspokojniej — ona nie mieszka w Zanshaa i jeśli pan pojawi się u niej, wyda pana policji. Tam, gdzie przebywa, nie ma pan żadnej ochrony, żadnej przewagi.

W jednej na wpół opuszczonej powiece pulsował mięsień — Casimir nie lubił, gdy mu się sprzeciwiano. Sula przygotowywała się na atak i zastanawiała się, jak sobie poradzić z dwoma Torminelami.

Najpierw jednak musiała coś zrobić z butami na platformach, modnymi, ale nie nadającymi się do walki.

— Chyba nie usłyszałem pani imienia — powiedział Casimir. Spojrzała w jego półprzymknięte powiekami oczy.

— Gredel — odparła.

Odwrócił się, zrobił krok, a potem wykonał obrót i gwałtownym ruchem podał jej karty.

— Niech pani to weźmie. Nie zamierzam ich przyjmować od nieznajomej. Mogliby mnie zabić za posiadanie tego w biurze.

Sula uspokoiła palce przed odebraniem identyfikatorów.

— Wcześniej czy później będzie ich pan potrzebował, zważywszy na to, jak rozwija się sytuacja pod panowaniem Naksydów.

Jak zauważyła, tego też nie chciał słuchać. Wszedł za biurko i z opuszczoną głową układał długimi palcami papiery.

— Na Naksydów nic nie poradzę — stwierdził.

— Może ich pan zabić, zanim oni zabiją pana.

Utkwił wzrok w papierach, ale na ustach miał lekki uśmiech.

— Naksydów jest wielu, a ja jestem tylko jeden.

— Niech pan zacznie od góry i posuwa się na dół — poradziła Sula. — Wcześniej czy później zostanie osiągnięta równowaga.

Uśmiech nie znikał mu z warg.

— Ale z pani prowokator!

— Pięćdziesiąt za podstawowy identyfikator. Dwieście za specjalną przepustkę do Górnego Miasta.

Spojrzał na nią zdziwiony.

— Dwieście?

— Większości ludzi nie jest potrzebna. Ale dla tych, którzy będą jej potrzebowali, naprawdę będzie niezbędna.

Wykrzywił ironicznie usta.

— Kto chciałby teraz iść do Górnego Miasta?

— Ludzie, którzy chcą pracować dla Naksydów. Albo okradać Naksydów. Albo zabijać Naksydów. — Uśmiechnęła się. — Nawiasem mówiąc, ci ostatni dostają kartę za darmo.

Odwrócił głowę, by ukryć uśmiech.

— Ale z pani pistolet!

Sula nic nie odpowiedziała. Casimir stał przez chwilę zamyślony, a potem nagle usiadł na krześle — westchnęły zgniecione poduszki i układ hydrauliczny — i oparł nogi na biurku.

— Możemy się jeszcze spotkać? — spytał.

— Po co? Omówić interesy? Możemy to zrobić teraz.

— Interesy oczywiście też. — Skinął głową. — Ale myślałem, że moglibyśmy się zabawić.

— Nadal uważa mnie pan za prowokatora?

Pokręcił głową.

— Policja pod rządami Naksydów nie dba już o zdobywanie dowodów. Prowokatorzy też rozglądają się teraz za pracą.

— Tak — powiedziała Sula.

Zamrugał.

— Co tak?

— Tak. Możemy się zobaczyć.

Uśmiechnął się szerzej. Miał równe, olśniewające zęby. Jego dentyście należą się gratulacje — pomyślała Sula.

— Dam panu swój kod komunikatora. Proszę ustawić displej na odbiór.

Uaktywnili swoje displeje mankietowe i Sula przekazała mu swój adres elektroniczny, który stworzyła wyłącznie na to spotkanie i był elementem jednej z licznych fałszywych tożsamości.

— Zatem do zobaczenia. — Ruszyła do drzwi, ale na chwilę przystanęła. — Tak przy okazji, zajmuję się dostawami. Jeśli musi pan coś przewieźć, proszę dać znać. — Pozwoliła sobie na uśmiech. — Dysponujemy bardzo dobrymi dokumentami. Możemy przewozić rzeczy, gdzie tylko pan chce.

Wyszła, nim opanowała ją złośliwa radość.

Na dworze dostrzegła szwędającego się po ulicy Macnamarę. Podrapała się w kark — sygnał, że wszystko poszło dobrze.

Mimo to wracając do domu, trzymała się procedur ostrożności, by mieć pewność, że nikt jej nie śledzi.

Casimir zadzwonił po północy. Sula po omacku dotarła do szafy, gdzie powiesiła bluzkę. Kazała mankietowi odpowiedzieć.

Kameleonowa tkanina ukazała jego twarz z niedbałym uśmiechem. W tle ryczała muzyka i rozbrzmiewał śmiech.

— Cześć, Gredel! Chodź się zabawić!

Sula przetarła oczy.

— Jestem śpiąca. Zadzwoń jutro.

— Pobudka! Noc jeszcze młoda!

— Pracuję od rana. Zadzwoń jutro.

Kazała mankietowi zakończyć transmisję i wróciła do łóżka. Dopiero wtedy się zorientowała, że zastawiła przynętę, i to bardzo sprawnie.

PIĘTNAŚCIE

Rano Sula musiała zrealizować kilka dostaw w Górnym Mieście, a przy okazji postanowiła posłuchać klubowych plotek. Znała gnuśność P.J., więc poczekała, aż słońce wzejdzie wysoko na zielononiebieskie niebo Zanshaa i dopiero potem zadzwoniła do niego z publicznego terminalu. Ufała jego intencjom, ale nie inteligencji, więc nie dała mu żadnego kontaktu do siebie ani nic, co by mógł zdradzić wrogom. To P.J. musiał czekać, aż ona się do niego odezwie.

— Tak? — zgłosił się. Oczy miał zamglone, przerzedzone włosy w nieładzie. Albo został obudzony, albo dopiero niedawno wstał.

— Cześć, P.J.! — zawołała radośnie. — Jak chłopak ma się dzisiaj?

Rozpoznał jej głos i oczy nagle mu pojaśniały, gdy spojrzał na obraz na displeju.

— Och! Wszystko wspaniale. Po prostu wspaniale.

Gdyby powiedział „pierwszorzędnie” zamiast „wspaniale”, oznaczałoby to, że Naksydzi go przyłapali i Sula powinna zignorować wszystkie jego słowa, zwłaszcza prośbę o spotkanie.

— Właśnie, lady… to znaczy panno… jest ktoś, kogo powinnaś poznać. Natychmiast.

— Za pół godziny?

— Tak, tak! — Zamyślił się, skubiąc podbródek. — Gdybyś zaszła do pałacu, pojechalibyśmy do jego… tam, gdzie ma firmę.

— Bądź ostrożny, jeśli chodzi o…

O to, że jestem rządem podziemnym — pomyślała.

— Oczywiście. — Mrugnął. — Nie będzie żadnych kłopotów. On nawet nie wie, że przyjedziemy.

O rany, P.J. zaraził się zapałem do działania — pomyślała Sula. Mam tylko nadzieję, że nie planuje wysadzenia czegoś w powietrze bez mojej rady.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)