Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 158
Перейти на страницу:

Zespół 491 zrealizował ostatnią dostawę — cygara i próżniowo pakowane ziarna kawy — zebrał trochę nieistotnych informacji od pracowników klubu, a potem udał się do pałacu Ngenich. P.J. otworzył już bramę przy wjeździe gospodarczym i czekał przed rozrośniętym starym banianiem, ocieniającym jego domek. Stał w typowej dla siebie leniwej pozycji i palił papierosa.

— Panno Ardelion! Panie Sterling! — powitał energicznie Spence i Macnamarę, po czym zwrócił się do Suli: — Lady eee… panno Lucy!

— O co chodzi? — spytała Sula.

Pojaśniał.

— Za chwilę zobaczycie, co Sidney ma u siebie w sklepie. Będziecie skakać z radości.

Zgasił papierosa, wyprowadził ich na zewnątrz i zamknął bramę na zamek kodowy, a potem ruszyli przez ulice, mniej więcej po przekątnej Górnego Miasta. P.J. niemal podskakiwał z podniecenia. Ulice były prawie puste, na niektórych skrzyżowaniach stały samochody z naksydzkimi żandarmami. Gdy Sula czuła na sobie spojrzenia ich ciemnych oczu, odwracała wzrok, świadoma, że pod kurtką ma zatknięty za pas pistolet. Potem pomyślała, że nie powinna odwracać wzroku, gdyż wzbudza w ten sposób podejrzenia. Wreszcie doszła do wniosku, że prawdopodobnie i tak nikt na nich nie patrzy. Wszyscy wydają się równie podejrzani.

Żaden z Naksydów nie zrobił najmniejszego ruchu, by ją zatrzymać.

Z połowy sklepów dobiegał odgłos aejai. Upalnego dnia nie chłodził nawet najdelikatniejszy podmuch wiatru i wszyscy czworo błyszczeli od potu, gdy stanęli przed warsztatem mieszczącym się w uliczce, przy której znajdowały się sklepiki handlujące antykami, delikatnym mięsem, mundurami na miarę czy delicjami dla Daimongów.

DOSKONAŁA BROŃ SIDNEYA — głosiła tablica. Drzwi przecinała taśma z napisem: ZAMKNIĘTE Z ROZKAZU LORDA UMMIRA, MINISTRA POLICJI.

Sula poczuła w nerwach elektryczne buczenie. Ekstra — pomyślała. Muszę pamiętać, żeby dać P.J. coś bardzo ładnego na urodziny.

— Dowiedziałem się w klubie, że Sidney zamyka interes — wyjaśnił P.J. Zaprowadził ich na tył budynku. — Zaszedłem tu wczoraj, pogadać z nim i od tej pory czekałem, aż się zgłosisz.

P.J. stanął przed zielonkawymi metalowymi drzwiami i mocno zastukał. Czekali chwilę w gorącej ciszy. Między szarymi gumowymi kubłami na śmieci Sula zauważyła ciało kanamida — zwierzę leżało sześcioma zakrzywionymi nogami do góry; prawdopodobnie zabił go jakiś kot.

Metalowe drzwi odsunęły się z elektrycznym szumem. Osłoniwszy ręką oczy przed oślepiającym słońcem, Sula zobaczyła, stojącego w cieniu za drzwiami chudego mężczyznę. Miał białe włosy, brodę i wywoskowane zakręcone wąsy — podobne nosili podoficerowie Floty. Z otwartych drzwi dobiegał dymny zapach.

— Milordzie, czy to pańscy przyjaciele? — spytał mężczyzna szorstkim głosem.

— Tak, panie Sidney — odparł P.J. lekko triumfalnym tonem. — To panna Lucy, panna Ardelion i pan Sterling.

Oczy mężczyzny o źrenicach szerokich jak wlot śrutówki patrzyły uważnie na Sulę i jej towarzyszy.

— Proszę wejść — powiedział i odsunął się.

Na tyłach sklepu znajdował się świetnie urządzony warsztat. Stały tam sterowane komputerowo obrabiarki, na stojakach błyszczały narzędzia, lupy i manipulatory, w szafkach leżały zabezpieczone kawałki egzotycznego drewna i kości słoniowej, na półkach świeciły lufy strzelb. Sula z radością patrzyła na panujący wszędzie nienaganny porządek.

Jednak zbił ją z tropu zapach haszyszu i kłąb dymu unoszący się z błyszczącej metalowej fajki, którą Sidney wziął ze stołu narzędziowego.

— Chodźmy do sklepu — zaprosił. Weszli do wąskiego pomieszczenia od frontu. Na stojakach i w politurowanych zamykanych szafkach lśniła broń. Sidney zatrzymał się przed czarną jak węgiel metalową kasetą z długolufową strzelbą myśliwską. Wyjął ją i uniósł w powietrze. Lufę zbudowano z damasceńskiej mieszanki kontrastujących metali, cudownie razem kutych; srebro i czerń goniły się wzdłuż lufy jak węże. Kolba zrobiona była z ciemnoczerwonego polerowanego drewna, inkrustowanego wzorem kwiatowym z hebanu. Strzelba miała powiększający displej barwy ciemnego bursztynu, wygodny dla oka w nocy, oraz żelazny celownik dla osób wolących klasykę.

— Skonstruowałem to dla lorda Richarda Li — powiedział, trzymając fajkę między zębami.

Sula drgnęła na dźwięk tego imienia. Lord Richard był jej kapitanem, zginął wprowadzając „Nieustraszonego” do akcji pod Magarią. Był zaręczony z Terzą Chen, kobietą — nie, z przebiegłą dziwką — która potem poślubiła Martineza.

Sula z trudem wydobyła się ze wspomnień przesłaniających jej umysł.

— Naksydzi zamknęli pana sklep? — spytała.

Było to niezbyt błyskotliwe pytanie, ale przynajmniej udało jej się wykrztusić jakieś zdanie.

— Nawet się dziwię, że tak się ociągali — odparł Sidney. — Chyba mieli na głowie inne sprawy, nowy rząd. Nie wiem. — Włożył strzelbę do kasety i w zadumie pykał fajkę. — Mógłbym starać się o ponowne otwarcie sklepu, gdybym się zgodził, że będę sprzedawać tylko Naksydom, ale nie chcę, żeby ci dranie używali moich karabinów do zabijania zakładników, a broń skonfigurowana dla innych gatunków i tak nie będzie się sprzedawać.

Zamknął kasetę i odwrócił się. Patrzył na nich twardo.

— Problem polega na tym, że nie mogę sprzedać tej broni. Ale nowe przepisy nic nie mówią o rozdaniu jej za darmo.

Sula patrzyła na Sidneya zaskoczona. Miał jakąś nieśmiałość w wyrazie twarzy. Wyjął fajkę z ust.

— Zaniedbałem gości — powiedział. — Czy ktoś z państwa ma ochotę zapalić?

— Uhm… — zaczął P.J., gotów przyjąć zaproszenie, ale Sula odpowiedziała za wszystkich:

— Teraz nie, dziękujemy. Chce pan dać nam całą tę broń?

Spojrzał na nią twardo.

— Jeśli ją pani dobrze wykorzysta.

— Jest pan bardzo… — Suli zaschło w ustach — …hojny.

Sidney wzruszył ramionami.

— Teraz jest bezużyteczna. Nie mogę zwrócić jej producentom, im też zabroniono prowadzenia interesów. Muszę zwolnić lokal, nie mogę sobie pozwolić na zatrzymanie tego sklepu, na składowanie broni. Mógłbym czekać, aż rząd mi to skonfiskuje, ale po co? — Znów wzruszył ramionami. — Wolę, żeby zrobiono z niej użytek. — Pokręcił głową i włożył fajkę między zęby. — Oczywiście nie chcę wiedzieć, jak pani jej użyje. — Odwrócił się i położył dłoń na leżącej na ladzie metalowej kasecie. — Tylko kilku rzeczy nie mogę oddać, to indywidualne prace. Gdyby którąś z nich znaleziono po jakimś… nieszczęśliwym wypadku… ślad prowadziłby prosto do mnie.

Cofnął się o krok i zatoczył ręką, wskazując na szafki z rzędami lśniących pistoletów dostosowanych do ręki Lai-ownów.

— To broń naturalnie sportowa — wyjaśnił. — Ma ograniczone zastosowanie wojskowe, ale we właściwych rękach…

Possał fajkę i wypuścił gęsty kłąb dymu. Sula popełniła błąd, wciągając powietrze, i rozkasłała się.

— Przepraszam — powiedział uprzejmie Sidney.

Kaszel ustał i Sula usiłowała zebrać myśli, które krążyły jej po głowie. Wiedziała, że wkrótce będzie jej potrzebne świeże powietrze.

— Panie Sidney — powiedziała wreszcie — czy dobrze rozumiem, że pan sam projektuje broń?

— Tak jest — odparł. Znowu wypuścił dym i Sula cofnęła się o krok.

— Chyba mógłby mi pan pomóc — rzekła i znów zakasłała. Po chwili odzyskała głos, ale łzy nadal ją oślepiały. — Rozglądam się za szczególnym rodzajem strzelb.

Oczy Sidneya błysnęły zainteresowaniem.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)