Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bursztynowa Luneta
Bursztynowa Luneta - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bursztynowa Luneta

Электронная книга - «Bursztynowa Luneta». Краткое содержание книги:

Аннотация

Bursztynowa Luneta
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 112
Перейти на страницу:

Anielica przysunęła się do Lorda Asriela, a pani Coulter znalazła się obok afrykańskiego króla.

– Wybacz mi ignorancję, panie – powiedziała – ale nigdy nie widziałam ani nie słyszałam o istotach takich jak człowiek na błękitnym jastrzębiu, aż do wczorajszej walki w jaskini... Skąd on pochodzi? Czy możesz mi opowiedzieć o jego narodzie? Za nic nie chciałabym go obrazić, ale jeśli odezwę się, nie wiedząc nic o nim, mogę nieświadomie popełnić nietakt.

– Dobrze robisz, że pytasz – rzekł król Ogunwe. – Jego naród to dumni ludzie. Ich świat rozwijał się inaczej niż nasz; żyją tam dwa gatunki rozumnych istot, ludzie i Gallivespianie. Ludzie w większości służą Autorytetowi i odkąd pamięć sięga, usiłowali eksterminować mały ludek. Uważają ich za diabły. Więc Gallivespianie nadal nie ufają całkowicie nikomu naszych rozmiarów. Ale to groźni i dumni wojownicy, i cenni szpiedzy. Mogą być groźnymi wrogami.

– Czy wszyscy jego rodacy są z wami, czy też są podzieleni jak ludzie?

– Niektórzy stoją po stronie wroga, ale większość jest z nami.

– A aniołowie? Wiesz, panie, jeszcze niedawno myślałam, że aniołowie to średniowieczny wymysł, zwykłe wyobrażenie... Dziwnie się czuję, rozmawiając z jednym z nich... Ile aniołów jest z Lordem Asrielem?

– Pani Coulter – skarcił ją król – takie pytania zadaje tylko szpieg.

– Ładny ze mnie szpieg, skoro pytam tak otwarcie – zaśmiała się pani Coulter. – Przecież jestem jeńcem, panie. Nie ucieknę, nawet gdybym miała dokąd. Od tej chwili jestem nieszkodliwa, proszę mi wierzyć na słowo.

– Skoro tak mówisz, chętnie ci wierzę – ustąpił król. – Anioły trudniej zrozumieć niż istoty ludzkie. Nie wszystkie należą do jednego gatunku; niektóre mają większą moc; łączą je skomplikowane przymierza i dzielą odwieczne waśnie, o których niewiele wiemy. Autorytet uciskał je, odkąd powstał.

Przystanęła. Była prawdziwie wstrząśnięta. Afrykański król zatrzymał się obok niej, myśląc, że zasłabła. Rzeczywiście światło lampy malowało upiorne cienie na jej twarzy.

– Mówisz o tym tak niedbale – szepnęła – jakby każdy to wiedział, ale... Jak to możliwe? Autorytet stworzył światy, prawda? Istniał przed wszystkim innym. Jak mógł powstać?

– To anielska wiedza – odparł król Ogunwe. – Niektórzy z nas też byli wstrząśnięci, kiedy się dowiedzieli, że Autorytet nie jest stwórcą. Może istnieje jakiś stwórca, a może nie; tego nie wiemy. Wiemy tylko, że w pewnej chwili Autorytet przejął władzę i odtąd anioły się buntują, a istoty ludzkie również z nim walczą. To ostatnia rebelia. Nigdy przedtem ludzie, anioły i mieszkańcy wszystkich światów nie połączyli sił. To największa armia wszech czasów. Ale może nie wystarczyć. Zobaczymy.

– Ale co zamierza Lord Asriel? Co to za świat i dlaczego on tutaj przybył?

– Sprowadził nas tutaj, ponieważ ten świat jest pusty. To znaczy, bez rozumnego życia. Nie jesteśmy kolonialistami, pani Coulter. Nie przybyliśmy podbijać, lecz budować.

– I on zamierza zaatakować królestwo niebios?

Ogunwe popatrzył na nią spokojnie.

– Nie planujemy inwazji na królestwo – zaprzeczył – ale jeśli królestwo planuje inwazję, lepiej niech się przygotują do wojny, ponieważ my jesteśmy przygotowani. Pani Coulter, jestem królem, lecz moim najszczytniejszym celem jest stworzenie wspólnie z Lordem Asrielem świata, gdzie nie ma żadnych królestw. Żadnych królów, biskupów ani księży. Królestwo niebieskie znane jest pod tą nazwą, odkąd Autorytet po raz pierwszy wyniósł się ponad resztę aniołów. Nie chcemy do niego należeć. Ten świat jest inny. Pragniemy zostać wolnymi obywatelami republiki niebios.

Pani Coulter chciała jeszcze porozmawiać, zadać dziesiątki pytań, które cisnęły się jej na usta, ale król ruszył dalej, żeby dowódca na niego nie czekał, więc musiała pójść za nim.

Schody prowadziły tak głęboko, że kiedy skończyły się na ostatnim poziomie, niebo w górze całkiem znikło. Już w połowie drogi pani Coulter zabrakło tchu, ale nie narzekała i schodziła dalej, aż dotarła do rozległej sali, oświetlonej rozjarzonymi kryształami w kolumnach podtrzymujących sufit. Mroczną przestrzeń w górze przecinały belki, kładki, pomosty i drabiny, na których krzątały się małe figurki.

Lord Asriel rozmawiał ze swoimi dowódcami, kiedy zjawiła się pani Coulter. Nie zaczekał, żeby odpoczęła, tylko ruszył przez wielką halę, gdzie od czasu do czasu świetlista postać śmigała mu nad głową lub lądowała na podłodze, żeby zamienić z nim kilka krótkich słów. Powietrze było ciepłe i gęste. Pani Coulter zauważyła, że – prawdopodobnie przez grzeczność wobec Lorda Roke – każda kolumna miała pustą półkę na wysokości ludzkiej głowy, gdzie Gallivespianin mógł posadzić swojego jastrzębia i włączyć się do dyskusji.

Lecz nie zostali długo w wielkiej sali. Na drugim końcu nadzorca z wysiłkiem otworzył przed nimi ciężkie podwójne drzwi i wyszli na peron kolejowy. Tam czekał na nich mały zamknięty wagon, ciągnięty przez anbaryczną lokomotywę.

Inżynier ukłonił się, a jego brązowa dajmona-małpa schowała się za jego nogami na widok złocistej małpy. Lord Asriel zamienił parę słów z inżynierem i zaprosił pozostałych do wagonu, który podobnie jak salę oświetlały rozjarzone kryształy, umieszczone w srebrnych uchwytach na lustrzanych mahoniowych panelach.

Jak tylko Lord Asriel dołączył do reszty, pociąg ruszył gładko, wśliznął się do tunelu i szybko przyspieszył. Tylko stukot kół na szynach świadczył o prędkości jazdy.

– Dokąd jedziemy? – zapytała pani Coulter.

– Do zbrojowni – odparł krótko Lord Asriel i odwrócił się, żeby porozmawiać z anielicą.

Pani Coulter zwróciła się do Lorda Roke:

– Milordzie, czy zawsze wysyłacie szpiegów parami?

– Dlaczego pytasz?

– Ze zwykłej ciekawości. Mój dajmon i ja zostaliśmy przez nich obezwładnieni w jaskini i zaintrygowało mnie, jak dobrze walczą.

– Czemu zaintrygowało? Nie spodziewałaś się, że ludzie naszych rozmiarów potrafią dobrze walczyć?

Spojrzała na niego zimno, świadoma jego płomiennej dumy.

– Nie – przyznała. – Myślałam, że łatwo was pobijemy, a tymczasem wy prawie nas pobiliście. Chętnie przyznaję się do błędu. Ale czy zawsze walczycie parami?

– Przecież ty tworzysz parę ze swoim dajmonem. Spodziewałaś się, że damy wam przewagę? – odparł i hardym spojrzeniem, przenikliwie czystym nawet w miękkim świetle kryształów, wyzywał ją do zadawania dalszych pytań.

Skromnie spuściła oczy i zmilczała.

Minęło kilka minut i pani Coulter poczuła, że pociąg zjeżdża w dół, jeszcze głębiej do serca góry. Nie potrafiła ocenić, jak daleko zajechali, ale co najmniej po piętnastu minutach pociąg zaczął zwalniać. Wkrótce zatrzymał się przy peronie, gdzie anbaryczne światła wydawały się oślepiające po mrocznym tunelu.

Lord Asriel otworzył drzwi i wysiedli. Powietrze było tu tak gorące i gęste od wyziewów siarki, że pani Coulter aż się zakrztusiła. Wszystko wibrowało od uderzeń potężnych młotów i donośnego zgrzytu metalu o kamień.

Nadzorca odsunął drzwi prowadzące z peronu i natychmiast hałas się podwoił. Zalała ich fala gorąca. Odruchowo osłonili oczy przed ostrym, rażącym blaskiem. Tylko Xaphania zniosła bez mrugnięcia gwałtowne natarcie światła, dźwięku i żaru. Po chwili, kiedy zmysły pani Coulter się przystosowały, rozejrzała się z ciekawością.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 112
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)