Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 76
Перейти на страницу:

— Czy przypadkiem nie trzeba będzie jechać przez góry? — zapytał bosman.

— I to przez nie byle jakie!

Bosman posmutniał, ciężko wzdychając.

— Proponujesz szaleństwo, Janie — spokojnie powiedział Wilmowski.

— Nie przeczę, lecz czym byłoby dla mnie życie bez takich szaleństw? Nie zależy mi na tym złocie. Nie pragnę go dla siebie. Mimo to muszę dotrzymać obietnicy danej bratu. Poza tym, czyż wszyscy badacze tych regionów byli mniej szaleni ode mnie? Podczas wyprawy na pewno dotrę do miejsc, których nie dotknęła dotąd stopa białego człowieka. To posiada dla mnie niezmierny urok i gotów jestem ponieść znaczne ryzyko.

Podniecony Tomek nie spuszczał oczu ze Smugi. Naraz podniósł się i stanął przed ojcem.

— Wyprawa jest naprawdę szaleńcza. Ty, ojcze, i pan bosman nie możecie w niej wziąć udziału, lecz mnie władze rosyjskie nie uczynią krzywdy. Legalnie opuściłem Polskę. Nie gniewaj się, ojcze, i nie miej żalu, idę z panem Smugą. Zawsze marzyłem o takiej wspaniałej wyprawie!

Wilmowski siedział zadumany. W końcu spojrzał synowi prosto w oczy.

— Nie mogę ci tego zabronić, Tomku. Na twoim miejscu uczyniłbym to samo.

Uradowany młodzieniec rzucił się ojcu na szyję, ściskał go i całował. Bosman pociągnął łyk jamajki.

— Góry, i to nie byle jakie, a pal je sęk! Pewno będziemy mieli okazję pomacać kogo po łepetynie. Idę z wami! Kiedy wyruszamy? — rzekł śmiejąc się rubasznie.

— No tak, pozostało tylko ustalić termin wyruszenia w drogę — odezwał się Wilmowski.

— Jak to, ojcze, czy naprawdę i ty chcesz pójść na tę szaleńczą wyprawę? — zawołał zdumiony Tomek.

— Oprócz pana Pandita Davasarmana będę w waszym towarzystwie drugim rozsądnym człowiekiem. Myślę, że przydam się wam podczas wyprawy — odpowiedział Wilmowski, uśmiechając się poważnie. — Kiedy wyruszamy, Janie?

— Jutro o świcie, jeśli nie jesteście zbyt zmęczeni — odparł Smuga.

— A więc jutro — potwierdził Wilmowski.

— Panowie, wznoszę toast za powodzenie wariackiej wyprawy — zawołał bosman, nalewając rumu do kubków.

 Gniazdo rozbójników

Przez przeszło trzy tygodnie uczestnicy “szaleńczej” wyprawy podążali z Hemis do Gilgit, najdalej na północ wysuniętego angielskiego posterunku, panującego nad wszystkimi przełęczami gór Hindukusz.

Niemal niemożliwe byłoby opisać przeżywane przez naszych podróżników dzień po dniu wszystkie trudy i niebezpieczeństwa, jakie napotykali na swej drodze.

Początkowo jechali traktem, którym przybyli z Szrinagaru do Leh. Dopiero za oazą Kargil, mniej więcej w połowie drogi, zboczyli na północ ku miasteczku Gilgit.

W Tomka notatniku podróży pojawiły się nowe nazwy: Chorbatla [127], osada Goma Hanu, mieścina Chorbat, Lunkha, Kapalu, Skardu, Bannok-la, Astor i Gilgit. Cały ten odcinek drogi, podzielony na trzydzieści dwa uciążliwe, niebezpieczne marsze, wynosił ponad pięćset kilometrów.

Już sama panorama roztaczająca się z siodła przełęczy Chorbat napełniała mężne serce bosmana Nowickiego uczuciem prawdziwego niepokoju. Za górskimi lodowcami, spełzającymi długimi językami, które łączyły się w potrzaskane szczelinami i zasypywane przez lawiny pola lodowe, wystrzelały ku niebu skaliste szczyty. Na północy groźnie piętrzył się łańcuch Karakorum z potężnym K 2 [128], ustępującym wysokością jedynie najwyższemu szczytowi Ziemi — Mount Everest [129] w Himalajach [130]. Karakorum tworzy naturalną barierę pomiędzy Baltistanem i Chińskim Turkiestanem. Za przełęczą Chorbat, w osiedlu Goma Hanu, kończył się kraj buddystów. Dalej rozciągał się mahometański Baltistan, obramowany przez Himalaje, łańcuchy Hindukuszu, Karakorum i Wyżynę Tybetańską.

Chorbat-la zaśnieżona i mroźna, zdawała się być siedliskiem wszystkich złych wiatrów świata. Toteż podróżnicy poczuli się znacznie raźniej, gdy po zejściu z przełęczy arktyczna niemal okolica zmieniła się nie do poznania. Łagodniejsza od doliny Indusu dolina rzeki Szajok [131] witała ich subtropikalną zielenią. Tutaj w zacisznych głębokich dolinkach kwitły morele, czereśnie, orzechy włoskie, a grzędy pól uwieszone na zboczach żółciły się zbożem, groszkiem i lucerną. Kobiety kryły się przed podróżnikami w ulepionych z gliny domach bez okien, natomiast półnagie dzieci oraz mężczyźni, zawsze gotowi do drobnych usług, gromadzili się wokół obozowiska.

W Baltistanie niezbyt często napotykali skupiska ludzkie. Cała kraina nosiła jeszcze wyraźnie piętno rabunkowych najazdów wojowniczych Kandżutów oraz fanatycznych mahometan z sekty Suni.

Drogi, a raczej ścieżki górskie, wiodły przez gorące piaski, rumowiska i osypiska. Te ostatnie trzeba było czasem omijać, pnąc się na granie górskie, bądź też przemykać się ponad nimi po rusztowaniach zawieszonych u zboczy skalnych. Podróżnicy nie tracili zbyt wiele czasu na wypoczynek.

Warunki atmosferyczne pogarszały się i lada tydzień mogły uczynić Baltistan na długi czas całkowicie niedostępny. Wobec tego spieszyli się, aby uniknąć przykrych, a nawet groźnych niespodzianek.

Z doliny rzeki Szajok znów przeszli w dziką dolinę Indusu. W Skardu przeprawili się na drugi brzeg rzeki na gupsarach, to jest tratwach, sporządzonych z nadętych powietrzem kozich skór, przykrytych lekkimi drewnianymi rusztowaniami. Kilka godzin odpoczywali w dawnej stolicy Baltistanu. Była to mała osada o kilkudziesięciu glinianych domkach i bazarze, wobec których prawdziwie imponująco wyglądał zbudowany na skale wojskowy fort otoczony murem z wieżycami.

Po opuszczeniu osady podróżnicy wkrótce zaczęli zbliżać się do przełęczy Bannok. Na zboczach górskiego pasma zieleniły się sosny, wiązy i jałowce, lecz w górach i na przełęczy szalała śnieżna zawieja. Odetchnęli lżej dopiero w pobliżu Astor, gdzie zaczęli schodzić z gór ku drodze wiodącej do Gilgit. Szczególnie bosman Nowicki poczuł się raźniej, gdyż za chwilę kończyła się karkołomna jazda. Na nocleg zatrzymali się niemal na progu szerokiej, posępnej doliny. Podczas gdy wysoko w górach panowała surowa zima, tutaj w dolinie trwało upalne lato. U podnóża górskich zboczy kwitły róże, storczyki i bławatki.

Czas do zapadnięcia zmroku podróżnicy spędzili bardzo pracowicie: napełniali wory świeżą wodą, gromadzili paszę dla koni i drzewo na opał, albowiem dolina Astor była w rzeczywistości kamienistą, jałową, dziką pustynią, pod każdym względem niegościnną tak dla ludzi jak i zwierząt.

Wczesnym wieczorem udali się do namiotów na spoczynek. Noc na pustkowiu minęła spokojnie. Zaledwie różowy świt wkradł się w dolinę, w pobliżu obozowiska rozbrzmiały strzały karabinowe. Tomek i jego towarzysze natychmiast zerwali się z posłań. Z bronią w ręku co prędzej wybiegli z namiotów.

Huk strzałów nadal rozbrzmiewał w górach. Zaniepokojeni spojrzeli w tamtym kierunku.

Z przełęczy po stromym stoku zjeżdżał na koniu samotny jeździec. O dwieście lub trzysta metrów za nim gnali dwaj inni i gdy tylko wyłaniał się zza załomów skalnych, natychmiast prażyli do niego z karabinów.

— Do licha, zabiją go ci zbóje! — zawołał Wilmowski, przyjrzawszy się nierównej walce.

— Zamiast się bezczynnie gapić, panowie, wspomóżmy słabszego — pospiesznie doradził bosman.

— Wybiegniemy mu naprzeciw i powstrzymamy napastników — gorączkował się Tomek.

Pandit Davasarman w milczeniu przyglądał się przez lornetkę pościgowi. Po czym schował ją do futerału i jak zwykle opanowany, rzekł:

— Przede wszystkim powinniśmy się przekonać, po czyjej stronie jest prawo. Nie zawsze słabszy ma słuszność. Wobec tego proponuję najpierw zatrzymać uciekającego, a potem razem z nim poczekać na pościg. Wtedy z łatwością dojdziemy prawdy.

вернуться

127

Chorbat-la (po tybetańsku “la” znaczy “przełęcz”) znajduje się na wysokości 5089 m.

вернуться

128

Angielscy topografowie nadawali różnym szczytom orientacyjne nazwy szyfrowe wedle kolejności pomiaru; np.: Karakorum 1 (K 1) itd. Poszczególne nazwy nadawane górze K 2 nie przyjęły się, dopiero w pierwszej połowie XX w. otrzymała ona nazwę krajową Czogori, czyli Góra Gór. Wysokość jej wynosi 8611 m.

вернуться

129

Mount Everest (Czomolungma = Bogini Matka Gór) — najwyższy szczyt świata, ma 8848 m wysokości. Nazwa jego pochodzi od imienia hinduskiego topografa płk George'a Everesta, dyrektora Survey of India.

вернуться

130

Himalaje — w języku sanskryckim: Hema Alaia, czyli Kraina Śniegu.

вернуться

131

Szajok — Shayok.

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)