Tomek na tropach Yeti
- Автор: Шклярский Альфред
- Серия: Приключения Томека Вильмовского #4
- Год: 2011
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Muza S.A.
- ISBN: 978-83-7758-064-6
- Жанр: Детские и приключения
Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:
Długo witali przyjaciela, a on nie mniej od nich cieszył się, ściskając ich serdecznie. Smuga opowiedział, jak nie poznał Tomka w przebrania buddyjskiego mnicha, z czego natychmiast skorzystał bosman, by zażartować:
— Miałem, moi panowie, zamiar wynająć jakiś jachcik i wypuścić się z Tomkiem na dłuższą morską wyprawę, ale teraz wolę z tego zrezygnować — mówił. — Bo skoro w Australii Tomek przystał do rozbójników, w Afryce przedzierzgnął się w murzyńskiego czarownika, w Ameryce został indiańskim wodzem, a teraz lama z niego jak się patrzy, to przecież gdybyśmy wyruszyli w morze, jak amen w pacierzu, zamieniłby się w wieloryba i tyle byśmy go już widzieli!
— Przestań żartować, bosmanie — skarcił go Tomek. — Przyrodni brat pana Smugi umarł tej nocy.
— Co ty gadasz, brachu? Czyżby po nieszczęsnym panu Abbasie teraz przyszła kolej na szanownego brata pana Smugi?! Ha, jeśli to nowa sprawka tego draba z blizną na gębie, to czas najwyższy dobrać się do jego skóry — zawołał do głębi oburzony marynarz. — Za dużo trupów pozostawiamy na naszej drodze podczas tej wyprawy!
— Janie, nigdy nie słyszałem od ciebie o twoim bracie! — wtrącił zaniepokojony Wilmowski. — Czy umarł naturalną śmiercią, czy też może to znów tragiczny wypadek?!
Smuga zdumiony spojrzał na podnieconych przyjaciół.
— Nie rozumiem, o co wam chodzi?! — odezwał się po chwili zaniepokojony. — Czy może coś nieprzyjemnego przytrafiło się Abbasowi?
— Święta racja, przecież pan nic nie wiesz o tym — pospieszył z wyjaśnieniem bosman. — Ten biedak Abbas został zamordowany akurat wtedy, gdy wręczał nam list i depozyt. Zabił go drab o gębie przeciętej szeroką blizną.
Smuga oniemiał zaskoczony usłyszaną wiadomością. Wkrótce jednak gniewnie zmarszczył brwi i pytająco spojrzał na Pandita Davasarmana. Ten zapewne zrozumiał nieme pytanie.
— Zdałem już dokładną relację sir Younghusbandowi — odrzekł. — Obiecał zająć się odszukaniem mordercy. Nie ujdzie on karzącej ręki sprawiedliwości.
— Ej, panie Davasarman, przecież przy nas nie mówiłeś o tym z rezydentem — zaperzył się bosman.
— Zaraz po naszej wspólnej wizycie jeszcze raz odwiedziłem sir Younghusbanda — wyjaśnił Hindus.
Wilmowski opowiedział przebieg wypadków w Bombaju. Kończył właśnie mówiąc:
— Morderstwo dokonane na Abbasie, a potem przedłużająca się podróż twoim tropem, Janie, niepokoiły nas bardzo. Muszę nawet wyznać, że czasem byliśmy nieufni w stosunku do pana Pandita Davasarmana, za co teraz serdecznie przepraszamy.
— Faktycznie wyglądał nam pan trochę podejrzanie, ale prawda jak oliwa zawsze na wierzch wypływa. Teraz już zgoda między nami — dodał bosman. — Chyba nie będziesz się pan boczył na nas?
Pandit Davasarman złożył ręce jak do modlitwy, skłonił głowę i rzekł:
— Troska o przyjaciela jest dowodem szlachetności serca. Nie można się o to gniewać.
— To ja naraziłem was na niepokój, a Pandita Davasarmana na wasze podejrzenia — odezwał się Smuga. — Ostrożność nakazywała mi wstrzymać się z wszelkimi wyjaśnieniami. Niestety, nie przewidziałem, że nieszczęście zupełnie przypadkowo może dotknąć tego poczciwego Abbasa. Domyślam się, kto jest jego mordercą. Wy również za chwilę zrozumiecie wszystko. Opowiem historię mego brata. Należy wam się wyjaśnienie, w jakim celu prosiłem was o przybycie do Hemis.
— Teraz to już nic pilnego — powiedział Wilmowski. — Widzimy cię w zdrowiu, a o to przecież głównie nam chodziło. Janie, wyglądasz mizernie. Zapewne długo czuwałeś przy chorym? Może wypocząłbyś najpierw?
— Święte słowa, skoroś pan zdrów i cały, nie ma pośpiechu z wyjaśnieniami — dodał dobroduszny bosman.
— Wprawdzie nie spałem dwie noce, ale nie jestem zbytnio zmęczony — odparł Smuga. — Surowe górskie powietrze dobrze mi służy. Nawet to niebezpieczne drżenie dłoni ustało zupełnie [124]. Obecnie strzelam tak celnie jak dawniej.
— Wspaniała nowina! — zawołał uradowany Tomek.
— Wyśmienita! Musimy ją oblać butelczyną prawdziwej jamajki — dodał bosman.
— Doskonała myśl, bosmanie! Przy szklanicy oraz fajce łatwiej mi będzie opowiedzieć wam moją niezwykłą historię — zachęcił Smuga.
Zasiedli na matach. Bosman ochoczo napełnił kubki rumem, zapalili fajki. Smuga wydmuchnął kłąb błękitnego dymu, po czym zaczął mówić:
— Moja lakoniczna depesza sprawiła wam wiele niepokoju, wszakże zrozumiecie, że nie mogłem inaczej postąpić. Zamierzam udać się na bardzo ryzykowną wyprawę, której powodzenie, jak potwierdziło moje smutne wydarzenie w Bombaju, głównie zależy od zachowania całej sprawy w ścisłej tajemnicy. Dlatego też usilnie was proszę, abyście natychmiast zapomnieli o wszystkim, co wam powiem, jeśli oczywiście uznalibyście swój udział w wyprawie za niemożliwy.
— Możesz na nas liczyć, Janie — poważnie zapewnił Wilmowski. Inni potakująco skinęli głowami.
— Po śmierci matki odziedziczyłem trochę pieniędzy i wtedy to wyruszyłem na włóczęgę po świecie. Od czasu do czasu pisywałem listy do mego ojczyma i przyrodniego brata, którzy zamieszkiwali w Warszawie. Już około dwóch lat pracowałem u Hagenbecka, gdy nagle w 1887 roku Michał, mój przyrodni brat, został aresztowany za udział w tajnej organizacji polskiej. Wywieziono go na Sybir i wkrótce słuch po nim zaginął. Ojczym, zgnębiony losem Michała, zmarł w rok później. Byłem przekonany, że więcej już nie usłyszę o przyrodnim bracie. Kilka miesięcy temu nieoczekiwanie otrzymałem list z Indii. Po długich dwudziestu latach dowiedziałem się, że Michał, straszliwie okaleczony, przebywa w buddyjskim klasztorze w Hemis. W liście pisanym przez obcego człowieka usilnie prosił mnie o zachowanie w ścisłej tajemnicy wiadomości o jego odnalezieniu się w Indiach. Dlatego właśnie nie powiedziałem wam o tym i natychmiast udałem się w podróż do Hemis.
Po przybyciu do klasztoru ujrzałem mego biednego brata. Nie byłem już w stanie pomóc mu w czymkolwiek. Był to tylko strzęp dzielnego niegdyś człowieka. Z ogromnym wzruszeniem wysłuchałem jego niezwykłej historii. A było to tak.
W drodze na Syberię grupa zesłańców, w której znajdował się mój brat, spotkała wyprawę odkrywczą Piewcowa, udającą się do Azji Środkowej. Uczestniczył w niej polski geolog i podróżnik, Karol Bohdanowicz. Znał on mego brata, jako dobrze zapowiadającego się geologa, toteż za pośrednictwem Piewcowa, wyjednał przydzielenie go do wyprawy badawczej. Zaręczył, iż po zakończeniu badań skazaniec uda się dobrowolnie do miejsca zesłania. Wyprawa podążyła do Chińskiego Turkiestanu i w pogranicznych górach założyła bazę. Oczywiście Bohdanowicz, wbrew własnemu zaręczeniu, nie miał zamiaru namawiać brata do powrotu do miejsca zesłania. Toteż gdy w 1890 roku kończyli badania na północnym pograniczu Tybetu, doradził mu i ułatwił ucieczkę. Pewnej nocy brat zabrał objuczonego niezbędnymi zapasami konia i umknął z obozu. Zaszył się w dziczy górskiej. Po oddaleniu się wyprawy z okolicy przez długie lata wędrował po górach Ałtyn-tag.
Smuga wypił spory łyk jamajki, po czym mówił dalej:
— Zapewne pamiętacie doskonale dwóch poszukiwaczy złota, O'Donnellów, których Tomek uratował w Australii przed buszrendżerami [125]. Otóż tak jak oni w górach Nowej Południowej Walii, mój brat znalazł w górach Ałtyn-tag w strumieniu rodzime złoto, naniesione przez wodę [126]. Przez kilka miesięcy wydobywał je własnymi rękami, po czym ukrył w bezpiecznym miejscu. Postanowił wrócić po skarb w liczniejszym gronie.
124
Podczas łowów w Afryce Smuga został zraniony zatrutym nożem, na skutek czego nabawił się drżenia prawej dłoni. Odtąd nie był pewny celności swych strzałów. Opis tego wydarzenia Czytelnik znajdzie w powieści pt. “Tomek na Czarnym Lądzie”.
125
Buszrendżerzy — australijscy bandyci.
126
Nowa Południowa Walia — jeden z 6 stanów Związku Australijskiego.