Tomek na tropach Yeti
- Автор: Шклярский Альфред
- Серия: Приключения Томека Вильмовского #4
- Год: 2011
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Muza S.A.
- ISBN: 978-83-7758-064-6
- Жанр: Детские и приключения
Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:
Przedtem jednak musiał wydostać się z mało znanego, dzikiego kraju. Oczywiście droga przez Rosję była dla niego zamknięta. W Turkiestanie Chińskim również nie mógł czuć się bezpieczny. Piewcow według wszelkiego prawdopodobieństwa rozgłosił tam o jego ucieczce. Wobec tego postanowił przejść przez Tybet do Kaszmiru. Z woreczkiem pełnym złota wyruszył w szaleńczy marsz. Trudno zrozumieć, w jaki sposób zdołał dotrzeć do granicy Ladakhu. Katastrofa zaskoczyła go dopiero w górach Karakorum już w pobliżu Hemis. Mianowicie trzej tybetańscy przewodnicy ujrzeli na śniegu na przełęczy jakieś tajemnicze ślady stóp, które według ich mniemania miał pozostawić legendarny stwór — Śnieżny Człowiek. Przesądni krajowcy odmówili dalszego towarzyszenia bratu, obawiając się ewentualnego spotkania z tym stworem.
Brat oczywiście nie wierzył w bzdurne przesądy. Był już jednak straszliwie wyczerpany ustawicznym czuwaniem, ponieważ przewodnicy od szeregu dni odmawiali dalszego udziału w wyprawie. Toteż pozwolił im odejść i sam ruszył ku Hemis oddalonemu zaledwie o dwa dni marszu. Jeszcze na przełęczy zaskoczyła go straszliwa burza śnieżna. Wkrótce padł mu jedyny juczny jak. Brat nie miał siły rozpiąć namiotu. Rankiem przypadkowo znalazł go pewien człowiek na wpół żywego, przysypanego śniegiem. W tym akurat czasie podążał tamtędy lama z klasztoru w Hemis. Zastał on Abdul Mahmuda, przekupnia z Leh, nad nieprzytomnym bratem. Razem przewieźli go do Hemis, gdzie na skutek odmrożenia trzeba było amputować mu obydwie nogi. Zaraz po odzyskaniu przytomności brat podyktował znającemu język angielski Mahmudowi list do mnie, adresowany do Hamburga na ręce pana Hagenbecka. Lamowie natychmiast wysłali pismo. Mahmud tymczasem nie oddalał się od ciężko chorego mego brata. Cierpliwie czekał na mój przyjazd. Wiedział, że brat wkrótce umrze. Wiedział również, że na przechowaniu u lamów znajduje się jego woreczek ze złotem.
— Czy Mahmud miał szeroką bliznę na twarzy? — zagadnął Tomek.
— Oczywiście, to on na pewno jest mordercą Abbasa — potwierdził Smuga. — Często widywałem go w Hemis. Prawdopodobnie śledził mnie potem w drodze do Bombaju, dokąd musiałem się udać w celu uzyskania zezwolenia władz na swobodne przekroczenie granicy podczas zamierzonej wyprawy. Zapewne miał zamiar napaść na mnie, ponieważ wiedział, że zabrałem z sobą część złota.
Jadąc do Bombaju, wstąpiłem do Alwaru, aby namówić mego przyjaciela, Pandita Davasarmana, do udziału w wyprawie i prosić go o pomoc w zdobyciu zezwolenia od władz angielskich. Bo muszę wam jeszcze wyjaśnić, że mój brat poinformował mnie o skarbie ukrytym w górach Ałtyn-tag oraz wręczył mi dokładny plan umożliwiający odnalezienie złota. Nieszczęśliwiec na łożu śmierci przez cały czas marzył o ofiarowaniu połowy skarbu towarzyszom niedoli zesłanym na Syberię. Dał mi nazwiska, adresy. Błagał, abym wydobył złoto z ukrycia i przekazał połowę według jego dyspozycji. Nie mogłem odmówić ostatniej, jedynej prośbie skazanego na śmierć tak mi bliskiego człowieka. Obiecałem wypełnić jego wolę.
Pandit Davasarman przez przyjaźń dla mnie zgodził się na udział w wyprawie. Razem udaliśmy się do Bombaju i to właśnie, jak obecnie się domyślam, pomieszało szyki knującemu złe zamiary Mahmudowi. Nie mógł dokonać napadu na nas dwóch, więc zapewne jak cień dążył za nami i szpiegował. W Bombaju nie zastaliśmy generała Mac Donalda, od którego należało uzyskać zezwolenie na wyprawę. Powiedziano nam, że przebywa w Delhi, wobec czego zaraz wyruszyliśmy w drogę. Mahmud musiał podpatrzyć, jak pozostawialiśmy dla was list i depozyt u Abbasa. Potem czekał tylko na sposobną chwilę, aby ukraść złoto.
— To jest bardzo prawdopodobne — dorzucił Wilmowski. — Wątpię jednak, czy on odważy się teraz na powrót do Leh. Będzie obawiał się, że ty i pan Pandit Davasarman zidentyfikujecie go jako mordercę Abbasa.
— Mahmud wiedział, że zabrałem od lamów tylko połowę złota — rzekł posępnie Smuga. — Tego niestety nie ukrywałem przed nim, bo przecież podstępnie wkupił się w łaski mego brata. To chytra sztuka. Zapewne pokusi się jeszcze o dostanie w swoje ręce drugiej połowy zawartości woreczka.
— Można by tu zaczaić się na niego — poddał bosman.
— Niech szlachetni sahibowie pozostawią tę sprawę sir Younghusbandowi — zauważył Pandit Davasarman. — Jestem pewny, że zdoła schwytać mordercę.
— Pandit ma rację. Younghusband potrafi wytropić go nawet pod ziemią — potwierdził Smuga. — Nie mówmy już więcej na ten temat... oczywiście do pewnego czasu. W Azji wszelkie wiadomości, a szczególnie intrygi, obiegają kraj lotem błyskawicy.
— Teraz już wiecie, dlaczego wezwałem was do Indii — dalej mówił Smuga. — Obawiałem się opisywać całą sprawę w liście. W celu odnalezienia skarbu należy przedrzeć się przez tereny należące do Rosji i Chin. Nawet nieumyślne rozgłoszenie wiadomości o zamierzonej wyprawie mogłoby okazać się szczególnie niebezpieczne dla ciebie, Andrzeju, oraz dla bosmana.
Prosiłem Pandita Davasarmana, aby w czasie drogi do mnie nie rozmawiał z wami na temat mego brata i wyprawy. Wiedziałem, że będziecie się niepokoili o mnie, lecz właśnie ten szczerze okazywany przy wielu okazjach niepokój, moim zdaniem, doskonale powinien ukrywać przed zbyt ciekawymi osobami właściwy cel naszego spotkania i Indiach. Niestety otrzymana w Delhi wiadomość o poważnym pogorszeniu się stanu zdrowia mego brata zmusiła mnie do natychmiastowego przyjazdu do Hemis. Z tego powodu nie mogłem czekać na was w Alwarze, jak to uprzednio planowałem. Wybaczcie mi więc tę może przesadną ostrożność i tajemniczość, lecz postępowałem tak jedynie przez wzgląd na wasze bezpieczeństwo.
Wszystko przygotowałem do drogi. Muszę jednak jeszcze raz uprzedzić, że wyprawa jest bardzo ryzykowna i zrozumiem was, jeśli nie zechcecie na nią pójść.
Smuga zaczął nabijać fajkę tytoniem. Wilmowski pierwszy przerwał kłopotliwe milczenie.
— Po rozmowie z sir Younghusbandem w Leh, który natarczywie wypytywał nas o rosyjskie dokumenty osobiste, przyszło mi na myśl, iż zamierzasz jakąś wyprawę na tereny należące do Rosji. Obecnie moje obawy potwierdziły się; to oczywiste szaleństwo, Janie. Linia graniczna pomiędzy Indiami a Rosją jest na pewno doskonale strzeżona przez obydwie strony. Wpadlibyśmy jak mysz w pułapkę.
— Ryzyko jest duże, aczkolwiek starałem się przewidzieć niebezpieczeństwo grożące podczas wyprawy — przyznał Smuga. — Poczyniłem nawet pewne kroki. Powinny one ułatwić nam wykonanie tego szalonego przedsięwzięcia. Władze angielskie w Indiach sprzyjają ekspedycji.
— Czy bezinteresownie? — zagadnął Wilmowski.
— O to nie można posądzać Anglików — odparł Smuga. — Oni są bardzo ciekawi wszystkiego, co się dzieje w Rosyjskim Pamirze i Chińskim Turkiestanie. Dlatego zgodzili się ułatwić przejście z Indii do Pamiru pod warunkiem, iż będzie mi towarzyszył ich wywiadowca. Pan Pandit Davasarman zgodził się na ochotnika i... mogłem przyjąć ten warunek.
— Powiem szczerze, towarzystwo angielskiego wywiadowcy powiększa jeszcze i tak już ogromne niebezpieczeństwo — stwierdził Wilmowski.
— To zależy jedynie od składu osobowego wyprawy. Wszyscy uczestnicy muszą przemykać się w obcych krajach w przebraniu. Jeżeli wszyscy również potrafią trzymać język na wodzy, niebezpieczeństwo nie będzie tak duże. Ruch na uczęszczanych od wieków traktach jest znaczny, łatwo się można prześliznąć. Natomiast na bezdrożach kilku dobrze uzbrojonych, pewnych ludzi da sobie radę. Pan Davasarman posiada kontakty w wielu krajach Azji Środkowej. Podjął się też roli przewodnika wyprawy.