Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 76
Перейти на страницу:

— Święta racja, szanowny panie — przyznał bosman. — Bierzmy się do dzieła.

Zanim jednak zdążyli wmieszać się do walki, uciekający powstrzymał konia, zeskoczył z siodła i podparłszy broń na głazie, strzelił. Jeden z pędzących za nim wierzchowców stanął dęba, po czym upadł na bok i zaczął staczać się po stoku góry. Niefortunny jeździec w ostatniej chwili ześliznął się z grzbietu rumaka. Tylko dzięki głazowi na skraju drożyny uniknął upadku w przepaść.

Uciekający znów dosiadł swego wierzchowca i pognał ku dolinie, co chwila oglądając się za siebie.

— Cwana sztuka! — z uznaniem zauważył bosman. — Teraz chyba da sobie radę ze zbójami.

— Zuch z niego, wyrwie się pogoni — powtórzył Tomek.

— Musimy go zatrzymać — stanowczo powiedział Smuga. — Nie mam zaufania do ludzi, którzy w tak rozległym dzikim kraju zabijają konie.

— Cóż miał robić? Ich jest dwóch, a on jeden — oburzył się Tomek.

— Szlachetny młody sahibie, nie bierz przedwcześnie niczyjej strony — spokojnie powiedział Pandit Davasarman. — Osaczmy go tak, aby nie mógł nam się wymknąć.

— Ruszcie wszyscy tyralierą naprzeciw niego — szybko zadecydował Smuga. — Natomiast ja z bosmanem ukosem podbiegniemy do stoku góry. Gdyby próbował wyminąć was, wpadnie wprost w nasze ręce.

Przewidywania Smugi sprawdziły się niebawem. Jeździec, ujrzawszy przed sobą kilku uzbrojonych mężczyzn, bez chwili wahania skierował swego konia wzdłuż stoku góry. Dwóch goniących, na widok tego, co działo się w dolinie, zaczęło raz po raz strzelać w powietrze, jakby chcieli zwrócić na siebie uwagę nieoczekiwanej pomocy.

Zaledwie Smuga to spostrzegł, zawołał do biegnącego obok niego marynarza:

— Bosmanie, ten zuch nie może nam umknąć! Jeśli nie usłucha naszego wezwania, strzelaj i.... mierz dobrze!

— Aj, aj, kapitanie! Lubię męską decyzję, polegaj na mnie — ochoczo odkrzyknął bosman i wielkimi susami wyprzedził swego towarzysza.

Mimo olbrzymiego cielska był zwinny jak sarna. Dobiegł do stoku góry, zanim jeździec zdążył ich minąć. Zagrodził mu drogę trzymając broń w pogotowiu. Uciekający, zaskoczony jego widokiem, wypalił pospiesznie z karabinu, po czym zboczył w górę na stok.

Kula bzyknęła w pobliżu głowy bosmana.

— O, draniu! Potrafisz kąsać — krzyknął marynarz.

Błyskawicznie przyłożył karabin do ramienia. Huknął strzał. Koń uciekiniera upadł, a następnie potoczył się po stoku. Powlókł za sobą jeźdźca.

Bosman podskoczył ku niemu.

Jeździec zdołał w końcu uwolnić swą stopę ze strzemienia. Trochę oszołomiony podniósł się z ziemi. Ujrzał bosmana. Padając zgubił karabin, lecz nie był jeszcze zupełnie bezbronny.

Zdecydowany na wszystko wydobył zza pasa długi nóż.

Bosman zatrzymał się o kilka kroków przed nim. Ujrzał na jego twarzy szeroką bliznę. Natychmiast skierował lufę swego karabinu wprost w pierś przeciwnika.

— Rzuć nóż i łapy do góry — rozkazał ostro.

Może uciekinier nie usłuchałby rozkazu, ale w tej samej chwili Smuga ukazał się zza krzewów.

— Ręce do góry, Abdul Mahmudzie, lub strzelam! — ostrzegł stanowczym głosem.

Po krótkim wahaniu Mahmud rzucił nóż na ziemię i podniósł w górę dłonie.

— Czego chcecie ode mnie?! — krzyknął z trudem tłumiąc wściekłość.

— Nie poznajesz mnie? — zapytał Smuga podchodząc bliżej ku niemu.

— Nie znam ciebie, przeklęty niewierny! — zaprzeczył Mahmud.

— Czy mego brata również nie znałeś?

Zanim mógł odpowiedzieć, nadbiegli Pandit Davasarman, Wilmowski, Tomek i hinduscy żołnierze. Pandit Davasarman dał znak, aby wszyscy cierpliwie czekali na nadejście pogoni. Wkrótce też ścigający, jeden na koniu, drugi pieszo, zbliżyli się do nich. Teraz zdjęli białe burnusy z kapturami, pod którymi uprzednio kryli mundury armii maharadży Kaszmiru. Stanęli przed Panditem Davasarmanem na baczność.

— Dzielnie spisaliście się, ptaszek wpadł w sidła, a nam przecież tylko o to chodziło — pochwalił Davasarman. — Co macie z nim zrobić? Jaki jest rozkaz sir Younghusbanda? Czy zabierzecie go z sobą do Leh?

— Ukarzemy go według miejscowego zwyczaju — odparł jeden z żołnierzy.

— Słusznie, szkoda dla niego kuli. Wykonujcie swoją powinność.

Żołnierze przystąpili do schwytanego. Jeden z nich odezwał się:

— Abdul Mahmudzie, jesteś aresztowany za morderstwo dokonane w Bombaju na pracowniku linii okrętowej. Ukradłeś również własność obecnych tu sahibów. Zwróć im ją, zanim zostaniesz ukarany.

— Nigdy nie dostaniecie już tego złota, przeklęci... — warknął Mahmud.

— Zrewidować go! — rozkazał Pandit Davasarman.

Żołnierze nic nie znaleźli przy Mahmudzie. Nie tracąc dłużej czasu Pandit Davasarman polecił nałożyć mu więzy i wszyscy razem powrócili do obozu.

— Co macie zamiar z nim uczynić? — zapytał Wilmowski Davasarmana.

— Wkrótce przekonasz się, szlachetny sahibie. Bądź spokojny, poniesie zasłużoną karę.

W pół godziny później jechali dalej posępną doliną Astor. Nowy szlak, ukończony zaledwie przed kilkoma laty, biegł między dwoma starymi gościńcami. Na każdym z nich nawet para mułów nie mogła się wyminąć. W lecie panował tutaj upał nie do zniesienia, zaś w zimie trakt stawał się zupełnie niedostępny z powodu nagłych, bardzo zimnych wiatrów, burz śnieżnych i mrozów. W ten sposób Gilgit przez dwie trzecie roku pozostawało całkowicie odcięte od Kaszmiru. Zapuszczając się w groźną dolinę Astor, karawany musiały zabierać wodę, paszę dla zwierząt i opał. Jako widomy znak niebezpieczeństwa często bieliły się przy drodze szkielety ludzkie i zwierzęce.

Po kilku godzinach marszu Pandit Davasarman zboczył nad bryzgający białymi pianami Indus. Obydwaj kaszmirscy żołnierze nadmuchiwali powietrzem gupsar, po czym rozwiązawszy ręce Mahmudowi, zmusili go do wejścia z worem umocowanym na sznurze w nurt rzeki.

Pandit Davasarman stał na brzegu z karabinem gotowym do strzału. Mahmud poszarzały na twarzy desperacko walczył z ostro rwącym nurtem rzeki. Dzięki temu, że gupsar uwiązany był na linie, zdołał jakoś uniknąć rozbicia o ostre głazy. Wkrótce wyczerpany wydostał się na przeciwny stromy brzeg. Wtedy żołnierze z powrotem przyciągnęli zaimprowizowaną tratwę.

Biali podróżnicy w milczeniu przyglądali się niezwykłej scenie. Mahmud przykucnął na głazie po drugiej stronie rzeki.

— Cóż to ma znaczyć, panie Pandicie Davasarman? Czy macie zamiar zostawić tego łotra na wolności?! To ma być kara za niecne morderstwo? — zdziwił się bosman.

— Uspokój się, szlachetny sahibie — odparł Davasarman. — Spotkała go okrutniejsza kara, niż myślisz. Według miejscowego zwyczaju, obowiązującego od wieków, skazańców przyprowadza się w tę okolicę, by pozostawić ich tutaj na drugiej stronie rzeki własnemu losowi. Dotąd żaden z nich nie zdołał stamtąd umknąć. W tym dzikim, niedostępnym i jałowym kraju bezbronny człowiek musi zginąć z głodu lub też dostaje się w ręce nie mniej dzikich krajowców, którzy zabiją go bądź sprzedadzą w niewolę. Nie na darmo przecież ten kraj zwie się często Syberią Kaszmiru...

— Ha, skoro tak, to Bóg z nim! Zasłużył sobie na to — mruknął dobroduszny bosman i zaraz odwrócił uwagę, by nie patrzeć na samotnego człowieka, siedzącego na przeciwległym brzegu.

Kaszmirczycy, wynagrodzeni przez Smugę, otrzymali ponadto od Pandita Davasarmana jednego konia w zamian za zabitego i zaraz wyruszyli w powrotną drogę do Leh. Nasi podróżnicy natomiast zapuścili się dalej w dolinę Astor. Wkrótce znaleźli się w Dardistanie, obejmującym dwa dominia maharadży Kaszmiru: Astoria i Gilgi, a także dwa małe chanaty Hunzów i Nagarów oraz niepodległą republikę Yasin.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)