Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 76
Перейти на страницу:

Pandit Davasarman musiał być dobrze znany czerwonym lamom. Witali go “dostojnymi dżulami”, nie zważając na różnicę wyznań, albowiem buddyści zawsze raczej litowali się nad innowiercami, wyobrażając sobie, jakie to przykrości oczekują ich w przyszłych wcieleniach.

Jak spod ziemi wyrośli przed karawaną lamowie-robotnicy, by rozjuczyć konie i zaprowadzić je do stajen. Jeden z lamów wskazał podróżnikom drogę do pomieszczeń przeznaczonych dla nich na odpoczynek. Wszystkie bagaże zostały złożone w większej izbie, łączącej się z kilkoma mniejszymi, przypominającymi ubogie, klasztorne cele. Zastali w nich już przygotowane posłania z mat.

Zaledwie znaleźli się w swej kwaterze, Wilmowski przytrzymał lamę-przewodnika za ramię mówiąc:

— Dostojny lamo, przybyliśmy z bardzo daleka, aby zobaczyć się z szikarem Smugą. Czy możesz nas zaraz do niego zaprowadzić?

— Nie, lepiej mu teraz nie przeszkadzać. On sam przyjdzie do swych przyjaciół, gdy ostatecznie przekona się, iż żaden człowiek nie może zmienić tego, co mu los przeznaczył. Czekaj cierpliwie, szlachetny sahibie, szikar Smuga przyjdzie do was, zanim słońce ponownie rozproszy mrok nocy — zagadkowo odparł lama.

— Czyżby już nadszedł czas? — zapytał Pandit Davasarman.

Lama skinął głową, po czym kręcąc młynek modlitewny zniknął w mrocznym korytarzu.

— Cóż to wszystko znaczy? — zwrócił się Wilmowski do Davasarmana. — Nie lubię, gdy się próbuje grać ze mną w kotka i myszkę. Co ukrywasz przed nami, Pandicie Davasarmanie?

— Lepiej wal, brachu, prosto z mostu, bo mnie również zaczyna brakować cierpliwości. Nic nie rozumiem z tego, co rzekł ten kręci-młynek — zaperzył się bosman, kładąc swą ciężką rękę na ramieniu Pandita Davasarmana.

Hindus wahał się jeszcze. Zmarszczywszy brwi poważnie spoglądał w twarze białych sahibów, lecz po chwili namysłu powiedział:

— Mogę jedynie wyjaśnić słowa lamy. Otóż szikar Smuga przebywa obecnie przy łożu ciężko chorego, a nawet prawdopodobnie konającego człowieka. Lama jest przekonany, iż chory już nie doczeka świtu. Gdy skona, szikar Smuga przyjdzie do nas.

— A więc tak się rzeczy mają! — zawołał bosman.

— Kim jest ów ciężko chory człowiek? — pytał Wilmowski, nie spuszczając wzroku z Hindusa.

— To biały sahib, ale proszę, nie pytajcie mnie o nic więcej, ponieważ jedynie szikar Smuga może zaspokoić waszą ciekawość — stanowczo odpowiedział Pandit Davasarman.

— Ejże, szanowny panie, nie tak ostro, bo tu przecież nie chodzi o zwykłą babską ciekawość! Dopóki nie ujrzę Smugi, będę dobrze cię miał na oku — zagroził bosman.

Davasarman przeciągle spojrzał marynarzowi w oczy, ale doskonale zapanował nad sobą.

— Dobrze, nie oddalę się od ciebie ani na krok, biały sahibie, wkrótce jednak przekonasz się, iż nie byłem upoważniony do udzielania wyjaśnień — odparł.

— Niepokoimy się o naszego przyjaciela, proszę więc nie gniewać się na nas — wtrącił Tomek.

— Skoro czekaliśmy tyle czasu, to możemy poczekać jeszcze kilka godzin na wyjaśnienia — dodał Wilmowski. — Warto teraz zakrzątnąć się koło kolacji. Jestem już porządnie głodny.

W milczeniu zaczęli się posilać. Po skończeniu kolacji zapalili fajki. Nikt nie usiłował nawet nawiązywać rozmowy. Trzej biali podróżnicy wsłuchiwali się w odgłosy dochodzące z korytarza. Zdenerwowani i podnieceni rozmyślali o Smudze.

Pandit Davasarman pykał fajeczkę, obrzucając towarzyszy poważnym, pełnym skupienia spojrzeniem. Zaledwie wytrząsnął popiół z fajki, skinął wszystkim głową i zaczął przygotowywać się do snu. Tomek pierwszy poszedł w jego ślady. Szybko rozebrał się, układając ubranie tuż przy posłaniu. Następnie położył się na matach i okrył grubym kocem. Po chwili odwrócony twarzą do ściany udawał, że śpi; cierpliwie czekał, dopóki w kwaterze nie zgaszono kaganka.

Tomek czujnie nasłuchiwał. Łowił uchem oddechy śpiących towarzyszy, a jednocześnie zwracał pilną uwagę na odgłosy dochodzące z korytarzy. Ciche, jakby ukradkowe stąpania przywodziły mu na myśl postacie lamów kręcących młynki modlitewne. W miarę jak czas upływał, szmery na korytarzach stawały się coraz rzadsze, aż w końcu zupełnie zamarły.

Tomek ostrożnie wyśliznął się spod koca. Usiadł na posłaniu i po ciemku zaczął się ubierać. Przez cały wieczór rozmyślał o Smudze, czuwającym przy śmiertelnie chorym człowieku. Kim mógł być ten nieszczęśliwiec? Niewątpliwie musiał być dla Smugi kimś bardzo bliskim, jeśli nie odstępował go w tragicznej chwili życia. Tomek szczerze współczuł Smudze, chciał służyć mu pomocą i pociechą. Szczególny niepokój Tomka budziło wspomnienie mordercy z Bombaju — człowieka z blizną na twarzy. Może obecnie czai się gdzieś w pobliżu Smugi — by zabić go tak, jak przedtem zabił Abbasa? A może ten konający człowiek był również jego ofiarą?

Jeśli Smuga naprawdę znajdował się w klasztorze i czuwał przy chorym, to odnalezienie ich nie powinno być zbyt trudnym zadaniem. Tak rozumując postanowił pomyszkować po zakamarkach klasztornych.

Obawa o przyjaciela spędziła sen z jego powiek, coraz straszniejsze myśli przychodziły do głowy.

Smuga przecież musiał czuć się zagrożony, skoro prosił ich o pomoc i o jak najszybsze przybycie do Indii. Tymczasem już od kilku tygodni dążyli jego tropem, który w końcu doprowadził ich do ponurego, buddyjskiego klasztoru. A może Smuga ukrywał się tutaj przed jakimiś wrogami? Może Pandit Davasarman i wszyscy inni nie mówili im całej prawdy?

Wkrótce Tomek był już ubrany. Wsunął rewolwer za pas spodni, po czym prawie bezszelestnie zbliżył się do maty osłaniającej otwór drzwiowy. Ostrożnie wychylił głowę. Odblask rozjarzonego gwiazdami nieba nieśmiało wpełzał przez wąskie okienka do ciemnego korytarza.

Gdzieś w głębi migotał oliwny kaganek.

Tomek wymknął się zza zasłony na mroczny korytarz. Krok za krokiem posuwał się wzdłuż ściany w kierunku płonącego kaganka. Przed każdym otworem wiodącym do celi, przystawał i nasłuchiwał. Wszędzie panowała niczym nie zmącona cisza. Płonący kaganek znajdował się już zaledwie o kilkanaście metrów od niego. Naraz usłyszał szmer kroków. Przylgnął do zimnego muru. Zorientował się, że korytarz, którym dąży, łączy się z poprzeczną, rozjaśnioną teraz migotliwym światłem, galerią. Jacyś ludzie zbliżali się do załomu korytarza. Tomek gorączkowo rozejrzał się wokoło. O wyciągnięcie dłoni spostrzegł wejście do celi. Bez namysłu wśliznął się za zasłonę. Teraz uchylił maty i przez szczelinę zerknął na zewnątrz.

W czerwonym odblasku pochodni zatańczyły na ścianach duże, nieforemne cienie.

W sąsiedniej galerii ukazał się dwurząd lamów. Jedni nieśli zapalone pochodnie, inni kręcili modlitewne młynki, mamrocąc święte buddyjskie formuły. Głuchy pomruk modlitw lamów pełzł po korytarzach.

Tomek nieco więcej uchylił zasłony, by odblask płonących pochodni pozwolił mu rozejrzeć się po przypadkowej kryjówce. Znieruchomiał obejrzawszy się za siebie. Tuż obok spał na macie jakiś człowiek przykryty kocem. Tomek odruchowo cofnął się i naraz coś szorstkiego dotknęło jego twarzy. Z trudem stłumił okrzyk mimowolnego przestrachu. Odwrócił się szybko. Odetchnął z ulgą! Czerwony odblask padł właśnie na zawieszone na kółku odzienie śpiącego mnicha, o które się otarł. Tomka jakby olśniło. Pospiesznie zdjął z koła ubranie i gdy tylko lamowie zniknęli w głębi galerii, wysunął się znów na korytarz. Przy mdłym świetle kaganka ubrał się w czerwoną spódnicę, ramiona owinął szerokim szalem i wcisnął na głowę czapę.

Tak przebrany, śmielej podążył w kierunku, w którym dopiero co zniknął dwuszereg lamów. Minął galerię, by zapuścić się w inny korytarz. Po kilkunastu krokach znów przystanął. Tuż za pobliskim zakrętem rozbrzmiały uderzenia dzwonka. Powtarzały się w krótkich, regularnych odstępach czasu.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)