Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 76
Перейти на страницу:

— Przyjemny ludek, nie ma co mówić — mruknął bosman, pochylając się do Tomka. — Niby to nas pozdrawiają, a ze ślepiów ich widać, że chętnie pchnęliby nożem w plecy!

— Może biorą nas za Anglików, chociaż w tym przebraniu więcej chyba przypominamy zbójecką bandę Ali Baby — odparł Tomek. — Mnie samemu ciarki przechodzą po krzyżu, gdy spoglądam na wasze obrośnięte twarze.

— Z kim się zadajesz, takim się stajesz — burknął bosman.

Wjechali w mury miasta. Wyglądało ono niczym piramida budynków, pnących się kondygnacjami ku bramie twierdzy; prowadziły do niej wąskie, kręte uliczki. Przed zamkniętą na łańcuch bramą stała warta uzbrojona w karabiny oraz handżyry. Pandit Davasarman nie schodząc z konia, przywołał wartę, po czym odezwał się w narzeczu burishki [138].

— Powiadomcie wielkiego thuma Hunzów, Nazim Chana, iż przybył oczekiwany przez niego posłaniec od wielkich białych przyjaciół, aby uścisnąć jego dłoń!

Warta natychmiast podała tę wiadomość dalej. Podróżnicy tymczasem przyglądali się groźnemu zamczysku. Dolne piętra były całkowicie pozbawione otworów okiennych. Szczyt zamku zdobiły drewniane, misternie rzeźbione balkony, a na najwyższej wieży widać było wiszący olbrzymi, święty bęben Hunzów. Bęben ten, według wierzeń przesądnych krajowców, sam odzywał się potężnym dudnieniem, ilekroć wielki thum miał stoczyć zwycięską wojnę.

Naraz rozległ się brzęk łańcuchów. Otwarto niskie, szerokie podwoje w murze zamczyska. Przed podróżnikami pojawił się wezyr chana.

— Wielki Nazim Chan wita szlachetnych sahibów, którzy przybywają od jego przyjaciół — rzekł kłaniając się dostojnie. — Przyjmie was, gdy tylko skończy modlitwy. Szlachetni sahibowie pozostawią tutaj broń, a potem będą mogli udać się ze mną do sali przyjęć.

Pandit Davasarman ostentacyjnie zawiesił swój karabin na łęku siodła. To samo uczynili Wilmowski, Smuga, bosman i Tomek, po czym zsiedli z wierzchowców.

Wezyr Humayun przeprowadził ich przez bramę do mrocznej, rozległej sali o kamiennych ścianach. W świetle zatkniętych w mur pochodni widać było kilka granitowych filarów podtrzymujących strop oraz pośrodku sali drewnianą drabinę, znikającą w kwadratowym otworze w suficie, przez który można było wejść na wyższe piętro. Wezyr pierwszy wszedł po drabinie i pogrążył się w ciemnym otworze. Za nim udali się biali sahibowie. W ten sam sposób przechodzili na coraz wyższe piętra, aż w końcu dotarli do ostatniej kondygnacji zamku. Niektóre komnaty były obszerne i wygodne, lecz większość z nich przypominała małe, ciemne cele.

Na najwyższym piętrze komnaty dzięki dziennemu światłu wpadającemu przez okna miały nieco przyjemniejszy wygląd. Mimo to każdy zdawał sobie sprawę, iż źle przyjęty przez chana gość nie miał jakichkolwiek szans ujścia z życiem z tego labiryntu komnat i korytarzy. Wezyr polecił podróżnikom zatrzymać się w małej salce; sam zniknął za pięknie rzeźbionymi drzwiami następnej komnaty.

— Siedzimy teraz niczym mysz w pułapce. Gdyby te zuchy miały względem nas złe zamiary, kiepsko byłoby z nami! Pan Davasarman niby to zna tego królika rozbójników, ale kazali nam pozostawić broń przy szkapach — odezwał się marynarz.

— Nie dziw się, bosmanie! Większość władców Nagarów i Hunzów nie zmarła śmiercią naturalną. Dlatego też chanowie, obawiając się zamachu na swe życie, zachowują daleko posuniętą ostrożność — rzekł Smuga.

— W jaki sposób i dlaczego ginęli tutejsi chanowie? — zapytał Tomek.

— Te sprawy najlepiej zna Pandit Davasarman — odparł Smuga.

— Mury tego zamku mogłyby wiele powiedzieć — wyjaśnił Hindus. — Poprzednik obecnego władcy, Safdar Ali Chan, który uciekł przed Anglikami do Chin, objął tutaj władzę po zamordowaniu swego ojca [139] i braci. Podobnie postąpił Rajah Uzr Chan, poprzedni król Nagaru. Mianowicie chcąc usunąć ewentualnych kandydatów do tronu, zabił także swych dwóch młodszych braci. W ten właśnie sposób od wieków obejmowano rządy w Kandżucie, co często zdarza się również i w innych państwach muzułmańskich. Dlatego chanowie kandżuccy są nadzwyczaj ostrożni.

— Kto się sparzy na gorącym, ten na zimne dmucha — sentencjonalnie zakończył bosman. — Na szczęście nie jesteśmy chana krewniakami, to i nie będzie na nas dybał. Spójrzcie, panowie, przez okno! Cóż to za potężne górzysko piętrzy się tam na południu doliny? Proszę, proszę, lodowiec opuszcza się z niego aż do linii lasu!

— Spoglądasz na górę Rakaposhi, szlachetny sahibie, wysoką na 7790 metrów — wyjaśnił Davasarman.

W tej chwili drzwi otworzyły się szeroko. W progu stanął wezyr Humayun.

— Wielki król Hunzów gotów jest przyjąć szlachetnych sahibów — oznajmił.

Weszli do obszernej komnaty. Wokół ścian stała szeroka drewniana ława. Na obydwóch jej końcach wznosiły się drewniane słupy, sięgające aż do rzeźbionych belek powały. W otwartym kominku palił się ogień. Podłogę pokrywał olbrzymi, puszysty, kaszmirski dywan. Komnatę zdobiły chińskie skrzynie z wymalowanymi złotymi smokami oraz piękne wiklinowe kosze — zapewne dary chińskich protektorów chanów Kandżutu.

Nazim Chan, przyrodni brat zbiegłego króla Hunzów, był dobrze zbudowanym mężczyzną w średnim wieku. Siedział w głębi komnaty na wspaniale rzeźbionej ławie, przykrytej z wierzchu miękkim dywanem. Strój chana był niezmiernie kosztowny. Miał na sobie długą choga, gęsto przetykaną złotymi nićmi, od spodu podbitą śnieżnej białości piórami. Szeroki, kapiący wprost od złota pas otaczał jego biodra. Zza pasa wystawały rękojeści dwóch długich handżyrów oraz dwóch nabijanych srebrem pistoletów. Spod czapki w kształcie worka, bogato zdobionej złotem, opadały na policzki chana splecione w pierścienie, czarne włosy.

Nazim Chan siedział po turecku z podwiniętymi nogami. Piastował na kolanach dużego, czarnego kota. Przenikliwym, niespokojnym wzrokiem mierzył białych przybyszów. Tuż przed nim prężyła się przyboczna straż z długimi, gołymi mieczami w rękach, za ławą natomiast stali pachołkowie z barwnymi wachlarzami z piór.

Wezyr Humayun z szacunkiem zatrzymał się w pewnej odległości od chana. Skłonił się nisko.

— Dostojny, wielki królu Hunzy — odezwał się w języku angielskim. — Sahibowie w imieniu twoich możnych białych przyjaciół pragną złożyć ci pokłon.

Podróżnicy w ślad za Panditem Davasarmanem pochylili głowy, jednocześnie potrząsając wyciągniętymi przed siebie, złożonymi razem obydwiema dłońmi.

— Czy jesteś zdrów i zadowolony z podróży, Pandicie Davasarmanie? — zapytał Nazim Chan. — Angielski rezydent w Gilgit powiadomił mnie o twej nowej, tajemnej wyprawie do rozległych krajów Wielkiego Ak-Padszy [140]. Czy twoi towarzysze są angrezi sarkar [141]? Jeżeli tak, to doskonale udają krajowców.

— Pozdrawiam cię wielki, dostojny królu Hunzy — odpowiedział Pandit Davasarman. — Moi towarzysze nie są Anglikami. Pochodzą z bardzo odległego kraju, obecnie zawojowanego przez Ak-Padszę. Oni są Polakami. Kilkanaście lat temu ich rodak w służbie Ak-Padszy, generał Grąbczewski, przebywał w Kandżucie jako gość Safdar Ali Chana.

— Pamiętam go doskonale. Safdar Ali Chan twierdził, iż ten poseł przyrzekł mu poparcie Wielkiego Ak-Padszy. W mojej zbrojowni znajduje się nawet karabin podarowany przez tego posła Safdar Ali Chanowi — odparł zdziwiony Nazim Chan. — Skoro jednak sahibowie pochodzą z kraju podległego Wielkiemu Ak-Padszy, to nie widzę powodu, dla którego musielibyście przekradać się do Bam-i-Dunya  [142], również należącego do cara Rosji.

вернуться

138

Narzecze to pochodzi od sanskrytu, to jest starożytnego języka literackiego Hindusów, należącego do języków indoirańskich.

вернуться

139

Miało to miejsce w 1886 roku.

вернуться

140

Wielki Ak-Padsza oznacza w języku kadżuckim — Wielki Biały Car, oczywiście mowa tu o carze rosyjskim.

вернуться

141

Angrezi sarkar — angielscy obywatele.

вернуться

142

Bam-i-Dunya — perska nazwa “Dach Świata”, którą krajowcy określają Pamir.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)