Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 76
Перейти на страницу:

— Gdzie spotkamy się z karawaną przemytników? — zapytał Wilmowski.

— Wyruszy ona z Baltit, siedziby króla Hunzów. On właśnie jest oficjalnym ofiarodawcą ślubnego podarunku.

— A więc idziemy do kraju zbójów oraz łowców niewolników, bo przecież Hunzowie i Nagarzy, zwani Kandżutami, byli postrachem wszystkich ludzi mieszkających między Afganistanem a Jarkendem — niechętnie rzekł Wilmowski. — Musimy pilnie czuwać, aby nam nie spłatali jakiegoś figla.

— Bądź spokojny, szlachetny sahibie, znajdujemy się pod opieką Anglików, którzy od chwili pokonania Kandżutów zdobyli sobie u nich niejakie wpływy — wtrącił Pandit Davasarman. — Przechodziłem już dwukrotnie przez ten dziki kraj i znam Nazim Chana, króla Hunzów. Tym niemniej zachowamy konieczną ostrożność.

Na tym skończyła się rozmowa, choć Wilmowski podejrzewał, że Pandit Davasarman nie zdradził im wszystkiego, co wie o podejrzanym przemycie. Zamyślony kurzył fajkę i z coraz większym niepokojem spoglądał na towarzyszy z zapałem czyszczących broń.

Przez trzy dni trwały przygotowania do drogi. Smuga i Pandit Davasarman z niezwykłą starannością dokonywali przeglądu sprzętu obozowego, miał on bowiem służyć im aż do końca wyprawy. Przede wszystkim zakupili w Gilgit dwa namioty o podwójnie szytych ściankach, zapewniających utrzymanie wewnątrz wyższej temperatury i ciepłe worki do spania, używane przez uczestników wypraw wysokogórskich. Oprócz tego przygotowali dwie maszynki do gotowania, zapas paliwa do nich, żywność, tytoń, dwa lekkie oskardy, trzy łopaty, latarki na świece i inne drobiazgi, konieczne w niezamieszkałych okolicach. Było to raczej skromne wyposażenie jak na wielotygodniową wyprawę, ale Pandit Davasarman odradzał obciążać się zbyt dużym bagażem. Jego zdaniem powodzenie wyprawy zależało w dużej mierze od szybkiego przemknięcia się przez Pamir i Chiński Turkiestan aż za miasta Chotan i Kerija [135], leżące u stóp gór Kunlun oraz ich odnogi — Ałtyn-tag. Bardzo obciążone juczne konie uniemożliwiałyby pospieszne marsze, co było niewskazane, a w Chotanie i Keriji mogli uzupełnić zapasy żywności.

Za radą Smugi wszyscy uczestnicy ekspedycji mieli odtąd podawać się za kupców z Chińskiego Turkiestanu. W związku z tym europejskie ubrania zmienili na długie, podbite futrem kaftany, płaskie, okrągłe, obramowane futrem czapki oraz wysokie kamasze z miękko wyprawionej skóry. Sporo kłopotu nastręczało zdobycie odpowiedniego rozmiarami odzienia dla niezwykle rosłego bosmana, ale w końcu przy pomocy miejscowego krawca udało się im należycie przystroić marynarza. Ubiór oraz zarosty na twarzach zmieniły ich nie do poznania, toteż Smuga zacierał dłonie z zadowolenia i rokował wyprawie pomyślny przebieg.

Oprócz tego, co włożyli na siebie, zabrali jeszcze trochę ciepłej bielizny i grube, filcowe buty, jako najbardziej odpowiednie do chodzenia po śniegu. Resztę przywiezionych z Europy osobistych rzeczy spakowali oddzielnie, by odesłać je do Szrinagaru, gdzie miały oczekiwać ich powrotu.

Przed opuszczeniem Gilgit Tomek napisał list do Sally. Informował ją tylko, iż po spotkaniu ze Smugą wyruszają na daleką wyprawę, wobec czego nie powinna się niepokoić, jeżeli przez kilka miesięcy nie otrzyma od niego wiadomości. Solennie przyrzekł opowiedzieć jej wszystko po powrocie do Anglii.

Czwartego dnia po przybyciu do Gilgit opuścili miasteczko jeszcze przed wschodem słońca, by jak najmniej zwracać na siebie uwagę mieszkańców. Po godzinnej jeździe wzdłuż rzeki Gilgit znaleźli się w miejscu, gdzie wpada do niej rzeka Hunza, zwana również Kandżutem. Państewka Nagarów i Hunzów leżą właśnie w odgałęzieniach górnej części doliny Hunzy, toteż karawana zboczyła wzdłuż jej biegu. Wschodzące słońce ukazało oczom podróżników dziką dolinę, otoczoną zewsząd granitowymi masywami górskimi. Droga umożliwiała względnie szybkie posuwanie się karawany, choć w niektórych miejscach należało przechodzić przez spełzające z gór wprost do rzeki języki lodowców.

Im dalej jechali, tym dolina Hunzy stawała się groźniejsza, a zarazem wspanialsza. Coraz to na niemal niedostępnych turniach dostrzegali obronne bastiony, niczym średniowieczne zamczyska. Nie tak jeszcze dawno w tym wojowniczym kraju ognie palone na szczytach górskich oznajmiały rozpoczęcie działań wojennych. Pandit Davasarman był w tych stronach, gdy Brytyjczycy dokonali ostatecznego podboju Nagaru i Hunzy. Teraz, korzystając z wolnego czasu, opowiadał towarzyszom o alpinistycznych wyczynach oddziału ekspedycyjnego podczas zdobywania [136] szturmem trudno dostępnych stanowisk obronnych.

Na nocleg zatrzymali się u podnóża fortu Chalt, zajmowanego przez oddział kaszmirskich sipajów. Następnego dnia około południa, zbliżali się już do stolic dwóch królestw, leżących na przeciwnych brzegach rzeki. Teraz co kilka kilometrów napotykali osady Hunzów, umocnione murami z obronnymi wieżami. W pobliżu osad w zacisznych dolinach każdą piędź ziemi wykorzystywano pod uprawę. Jakże niezwykły kontrast z śnieżno-lodową górską panoramą stanowiły dolinki o kwitnących sadach! Dawniej, w niespokojnych czasach, wieśniacy kandżuccy na noc chronili się za mury osad, teraz zamieszkiwali obok swych poletek w pozbawionych okien domkach o płaskich dachach, pokrytych gliną zmieszaną z drobno pociętą słomą. Kandżuckie domki były charakterystyczne, mianowicie dzienne światło doprowadzano do ich wnętrza przez wycięty w środku dachu duży, gwiaździsty otwór. We wszystkich wioskach spotykało się miniaturowe meczety. Większość ciężkich prac wykonywały kobiety, natomiast mężczyźni przeważnie siedzieli w podcieniach domów i palili fajki. Mężczyźni, a nawet i starsi chłopcy nosili handżyry, długie, zakrzywione noże oraz okute żelazem pałki.

Podróżnicy minęli Nagar, ufortyfikowaną osadę z wielkimi wieżycami, po czym przez drewniany, chwiejący się pod końskimi kopytami most przejechali na drugi brzeg rzeki Hunzy, kierując wierzchowce ku doskonale widocznej na tle niebotycznych skał stolicy Hunzów, miastu Baltit.

— Ho, ho, nieźle musieli napocić się Anglicy, zanim zdobyli to rozbójnicze gniazdo — zawołał Tomek, ujrzawszy wysoko wśród skał obronny zamek.

— Teraz chyba zrozumiałeś, sahibie, dlaczego Anglicy tak bardzo obawiali się rosyjskich wpływów w Kandżucie. Gdyby Rosjanie dostarczyli Kandżutom nowoczesnej broni i amunicji, Baltit byłby nie do zdobycia — wtrącił Pandit Davasarman. — Kandżut dzięki swemu położeniu jest jakby naturalną fortecą. Zewsząd otaczają go przepaściste góry i śnieżno-lodowe, ogromne pustynie. Od strony południowej, a więc z Kaszmiru do Baltit można dotrzeć jedynie doliną rzeki Hunzy wpadającej do Gilgit, lecz ta na pozór obecnie dość wygodna droga dostępna jest jedynie przez kilka miesięcy w roku. Na wiosnę rzeka zasilana wodą z topniejących lodowców gwałtownie wzbiera i zalewa całą dolinę, odcinając ją zupełnie od Kaszmiru. Wtedy jedynie kozice oraz wytrawni alpiniści mogą pokusić się o przejście karkołomnych, skalnych ścieżyn.

— Skoro tak jest, to i Rosjanie mieli równie trudny dostęp do Kandżutu — zauważył Tomek.

— Mylisz się, sahibie — zaoponował Pandit Davasarman. — W górze doliny, a więc od strony północnej, istnieje szereg stosunkowo łatwych przejść przez góry Hindukusz do Pamiru oraz Chińskiego Turkiestanu. Tym samym Rosjanie znajdują się w dogodniejszym położeniu od Anglików.

— Właśnie z jednego z tych przejść i my skorzystamy — dodał Smuga.

Wierzchowce wolno podchodziły w górę, z terasy [137] na terasę. Niby potężne naturalne stopnie, wiodły one do otoczonego murem miasta. Ponad nim wznosiła się rozległa, pięciopiętrowa twierdza, zbudowana z kamieni, drzewa i suszonego w słońcu błota. Na tarasach zieleniły się uprawne pola i sady. Kobiety pracujące na polach, szczelnie opatulone w chusty, odwracały się na widok obcej karawany. Natomiast mężczyźni śmiało zaglądali jeźdźcom w oczy. Byli odziani w długie, wełniane suknie choga, przepasane szerokimi pasami, w bawełniane koszule i spodnie oraz w łapcie z nie wyprawionej skóry.

вернуться

135

Chotan (Khotan) i Kerija (Keriya) — miasta leżące w oazach Kotliny Kaszgarskiej, która łącznie z oddzieloną od niej górami Tien-szan Dżungarią tworzy chińską prowincję Sinkiang. Tędy przez tzw. “Wrota Dżungarskie” wiedzie z Chin na zachód karawanowa “droga jedwabna” przez miasta: Chotan, Jarkend i Kaszgar.

вернуться

136

Państewka Hunzów i Nagarów zostały pokonane przez wojskową ekspedycję Brytyjczyków w 1891 r.

вернуться

137

Terasa lub taras — płaski, prawie poziomy próg na zboczu doliny rzeki, obrywający się stromo ku rzece. Jest wynikiem wzmożonej erozji wód.

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)