Vaterland [Fatherland - pl]
- Автор: Харрис Роберт
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Ksi
- ISBN: 978-83-245-7646-3
- Переводчик: Adnrzej Szulc
- Жанр: Альтернативная история
Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:
— Whisky jest bardzo dobra — powiedział.
— Oferta pokojowa.
— Przyjęta. Dziękuję. — Rzucił okiem na podstarzałą wiolonczelistkę. Rozstawiła szeroko grube nogi, tak jakby doiła krowę. — Bóg jeden wie, dlaczego miałbym ci ufać.
— Bóg jeden wie, dlaczego ja miałabym ufać tobie.
— Musimy ustalić pewne zasady — oznajmił stanowczo. — Po pierwsze: koniec z kłamstwami. Po drugie: będziesz robić to, co ci powiem, czy to ci się podoba, czy nie. Po trzecie: pokażesz mi to, co planujesz wydrukować, i jeśli poproszę, żebyś o czymś nie pisała, wykreślisz to. Zgoda?
— Umowa stoi. — Podała mu z uśmiechem rękę. Uścisnął ją. Jej dłoń była chłodna, uścisk mocny. Po raz pierwszy zauważył, że nosi męski zegarek.
— Co sprawiło, że zmieniłeś zdanie? — zainteresowała się.
— Jesteś gotowa do wyjścia? — zapytał, puszczając jej rękę. Wciąż miała na sobie tę czerwoną sukienkę. — Tak.
— Masz przy sobie notes? Dotknęła kieszeni płaszcza.
— Nigdzie się bez niego nie ruszam.
— Podobnie jak ja. Dobrze. Idziemy.
Otoczona zewsząd przez wrogów Szwajcaria była skupiskiem świateł w ciemności: na południu graniczyła z Włochami, na zachodzie z Francją, na północy i wschodzie z Niemcami. Fakt, że przetrwała, był prawdziwą zagadką: „szwajcarskim cudem”.
Luksemburg stał się Mosellandem, Alzacja i Lotaryngia Westmarkiem, Austria Ostmarkiem. Czechosłowacja — ten bękarci twór Traktatu Wersalskiego — skurczyła się do Protektoratu Czech i Moraw. Polska, Litwa, Łotwa i Estonia zostały wymazane z mapy. Na wschodzie Niemieckie Imperium podzielono na cztery Reichskommisariaty: Ostlandu, Ukrainy, Kaukazu i Moskowii.
Dwanaście krajów Zachodu — Portugalia, Hiszpania, Francja, Irlandia, Wielka Brytania, Belgia, Holandia, Włochy, Dania, Norwegia, Szwecja i Finlandia — otoczyło wianuszkiem Rzeszę, tworząc na mocy podpisanego w Rzymie traktatu Europejską Wspólnotę Gospodarczą. Niemiecki był drugim oficjalnym językiem we wszystkich szkołach. Ludzie jeździli niemieckimi samochodami, kupowali niemieckie radia i telewizory, pracowali w należących do Niemców fabrykach i narzekali na hałaśliwe zachowanie niemieckich turystów w zdominowanych przez Niemców kurortach. Niemcy wygrywali wszystkie międzynarodowe zawody sportowe z wyjątkiem krykieta, w którego grali tylko Anglicy.
W tym wszystkim Szwajcaria zachowała neutralność. Nie taki był pierwotny zamysł Führera. Ale zanim stratedzy Wehrmachtu opracowali plany podboju szwajcarskiego państwa, zaczął się pat zimnej wojny. Kraj pozostał skrawkiem ziemi niczyjej, w miarę upływu lat coraz bardziej użytecznym dla obu stron, miejscem, gdzie można się było w tajemnicy spotykać i prowadzić niekoniecznie legalne interesy.
— W Szwajcarii są tylko trzy kategorie obywateli — powiedział Marchowi ekspert Kripo. — Szpiedzy amerykańscy, szpiedzy niemieccy oraz szwajcarscy bankierzy, którzy próbują dobrać się do pieniędzy jednych i drugich.
W ciągu minionego stulecia bankierzy ci pojawili się na północnym brzegu Zürich See niczym złotonośny osad: wskaźnik rosnącego dobrobytu. Podobnie jak na Schwanenwerder ich kryjące się za gęstą zasłoną drzew wille ogrodzone były wysokimi murami i solidnymi bramami.
March pochylił się do przodu.
— Niech pan tutaj zwolni — powiedział kierowcy. Tworzyli teraz prawdziwą kawalkadę: za taksówką z Xavierem i Charlie jechały dwa samochody, każdy z siedzącym w środku szwajcarskim policjantem. Bellerive Strasse przeszła w See Strasse. March liczył numery posesji.
— Niech pan się zatrzyma.
Taksówka podjechała do krawężnika. Policyjne samochody minęły ją; sto metrów dalej błysnęły ich światła stopu. Charlie rozejrzała się dookoła.
— Co teraz?
— Teraz przyjrzymy się willi doktora Hermanna Zaugga.
March zapłacił kierowcy, który szybko zawrócił i odjechał w stronę śródmieścia. Ulica była pusta.
Wszystkie wille były dobrze zabezpieczone, ale Zaugga — trzecia w kolejności — stanowiła prawdziwą fortecę. Wysoka na trzy metry brama sporządzona była z litego metalu i osadzona w kamiennym murze. Wejście śledziła specjalna kamera. March podał Charlie ramię i ruszyli razem niczym zażywający spaceru zakochani. Przeszli na drugą stronę ulicy i zatrzymali się przy podjeździe. Xavier spojrzał na zegarek. Była godzina dziewiąta. Minęło pięć minut. Właśnie miał zaproponować, żeby wracali, kiedy zazgrzytała maszyneria i brama zaczęła się otwierać.
— Ktoś wyjeżdża — szepnęła Charlie.
— Nie — odparł, kiwając głową w stronę ulicy. — Ktoś nadjeżdża.
Limuzyna była wielka i potężna: pomalowany na czarno brytyjski samochód marki Bentley. Nadjechał z dużą szybkością od strony miasta i skręcił w aleję dojazdową. Z przodu siedział szofer i jeszcze jeden mężczyzna; z tyłu błysnął wianuszek siwych włosów — najprawdopodobniej Zaugg. March zdążył zauważyć, jak nisko zawieszona jest karoseria. A potem opony zaabsorbowały jedna po drugiej uderzenie o krawężnik — bump, bump, bump, bump — i bentley zniknął im z oczu.
Brama zaczęła się zamykać, a potem zatrzymała się w połowie drogi. Od strony domu szli szybkim krokiem dwaj mężczyźni.
— Hej, wy! — zawołał jeden z nich. — Wy oboje! Nie ruszajcie się z miejsca! — Od ulicy dzieliło go już tylko kilkanaście kroków. Xavier złapał Charlie za łokieć. W tej samej chwili jeden z policyjnych samochodów ruszył szybko, wyjąc silnikiem, do tyłu. Ochroniarz spojrzał przez ramię, zawahał się i cofnął.
Samochód zatrzymał się, zarzucając kołami.
— Wsiadajcie, do jasnej cholery — odezwał się zmęczony głos.
March otworzył tylne drzwi, wepchnął do środka Charlie i wsunął się w ślad za nią. Szwajcarski policjant zakręcił o sto osiemdziesiąt stopni i dodając gazu ruszył w stronę miasta. Goryle Zaugga zdążyli zniknąć; zatrzasnęła się za nimi brama.
March obrócił się, żeby wyjrzeć przez tylną szybę.
— Czy wszyscy wasi bankierzy są tak dobrze chronieni?
— Zależy, z kim prowadzą interesy. — Policjant poprawił lusterko, żeby mieć ich na oku. Zbliżał się do pięćdziesiątki i miał zaczerwienione od niewyspania oczy. — Czy planuje pan jakieś następne przygody, Herr March? Może chce pan wziąć udział w jakiejś bijatyce? Na przyszłość lepiej niech pan nas uprzedzi.
— Myślałem, że mieliście nas śledzić, a nie pilnować.
— „Śledzić i jeśli to konieczne chronić”, tak brzmią nasze rozkazy. W samochodzie z tyłu jedzie mój partner. To był cholernie długi dzień. Przepraszam za niewyparzony język, Fräulein; nie powiedzieli nam, że będzie w to zamieszana kobieta.
— Może nas pan podrzucić z powrotem do hotelu? — zapytał March.
— Więc teraz na dodatek mam być jeszcze szoferem? — mruknął policjant i włączył radiotelefon. — Już po bólu. Wracamy do Baur au Lac — poinformował partnera.
Charlie otworzyła na kolanie notes i zawzięcie w nim pisała.
— Kim są ci ludzie?
March zawahał się, ale potem uświadomił sobie, że nie ma to w końcu żadnego znaczenia.
— Ten pan i jego kolega są funkcjonariuszami szwajcarskiej policji — powiedział. — Mają dopilnować, żebym pozostając poza granicami Rzeszy nie zwrócił się przypadkiem o azyl polityczny. A także zadbać, żebym wrócił cały i zdrowy.
— Zawsze z przyjemnością pomagamy naszym niemieckim kolegom — mruknął głos z przodu.
— Istnieje niebezpieczeństwo, że mógłbyś nie wrócić? — zapytała Charlie.