Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 86
Перейти на страницу:

Samolot zatrzymał się i pasażerowie — w większości doświadczeni podróżnicy — jak jeden mąż wstali z miejsc. Maguire podniosła się także i wyjęła ze schowka swój bagaż i śmieszny niebieski płaszcz. March sięgnął po swoją walizkę.

— Przepraszam. Założyła płaszcz.

— Gdzie teraz?

— Ja jadę do hotelu, Fräulein. To, co pani zrobi, to pani sprawa.

Udało mu się wcisnąć przed grubego Szwajcara, wpychającego dokumenty do skórzanej teczki. Ten manewr pozwolił mu ją nieco wyprzedzić. Nie odwracając głowy podreptał przejściem między fotelami i wysiadł z samolotu.

W hali przylotów ruszył szybkim krokiem do kontroli paszportowej i zajął jedno z pierwszych miejsc w kolejce. Za plecami słyszał odgłosy sprzeczki. Amerykanka próbowała go dogonić.

Szwajcarski oficer graniczny, poważny młody człowiek z opadającym wąsikiem, przekartkował jego paszport.

— Podróżuje pan w sprawach służbowych czy dla przyjemności, Herr March?

— W sprawach służbowych. Zdecydowanie nie dla przyjemności.

— Chwileczkę. — Młody człowiek podniósł słuchawkę telefonu, wykręcił trzy cyfry i odwróciwszy się bokiem do Marcha, szepnął coś do mikrofonu. — Tak — odparł. — Tak. Oczywiście. — Odłożył słuchawkę i oddał paszport Xavierowi.

Było ich dwóch; czekali na niego przy karuzeli podającej bagaż. Zauważył ich z odległości pięćdziesięciu metrów: zwaliści mężczyźni z krótko przyciętymi włosami, ubrani w spięte paskami żółtawoszare płaszcze i masywne czarne buty. Policjanci są na całym świecie tacy sami. Minął ich bez jednego spojrzenia i raczej wyczuł, niż zobaczył, że ruszają w ślad za nim.

Nie zaczepiany minął, wybierając zielone przejście, odprawę celną i po chwili znalazł się w głównej hali dworca. Taksówki. Gdzie były taksówki?

Klap klap. Dochodzące z tyłu stukanie obcasów.

Temperatura na zewnątrz była o kilka stopni niższa niż w Berlinie. Klap klap, klap klap. Obrócił się. Biegła za nim w swoim płaszczu, zaciskając w ręku uchwyt walizki, kołysząc się na wysokich obcasach.

— Odejdź ode mnie, Fräulein. Rozumiesz? Potrzebujesz tego na piśmie? Wracaj do Ameryki i opublikuj tam swój głupi artykuł. Ja mam do załatwienia ważne sprawy.

Nie czekając na jej odpowiedź otworzył tylne drzwi taksówki, rzucił na siedzenie swoją walizkę i wsiadł do środka.

— Baur au Lac — powiedział kierowcy.

Wyjechali z terenu lotniska, kierując się na południe, w stronę miasta. Dzień miał się ku końcowi. Wykręcając szyję, żeby rzucić okiem do tyłu, March zobaczył siedzącą im na ogonie taksówkę, za którą jechał nie oznakowany biały mercedes. Chryste, to wszystko zaczynało się zamieniać w prawdziwą komedię. Globus ścigał Luthera, on ścigał Globusa, Charlie Maguire ścigała jego, a teraz obojgu im deptała po piętach szwajcarska policja. Zapalił papierosa.

— Nie umie pan czytać? — zapytał kierowca, wskazując głową napis: DZIĘKUJĘ ZA NIEPALENIE.

— Witamy w Szwajcarii — mruknął pod nosem Xavier i uchylił na kilka centymetrów szybę. Chłodne powietrze wyssało na zewnątrz niebieski obłoczek dymu.

Zurych był piękniejszy, niż się spodziewał. Śródmieście przypominało mu Hamburg. Stare budynki skupione wokół brzegu szerokiego jeziora. Pomalowane na zielono i biało tramwaje turkocząc mijały rozświetlone sklepy i kawiarnie. Kierowca słuchał „Głosu Ameryki”. W Berlinie słychać było same szumy i trzaski, tutaj odbiór był czysty. I wanna hold your hand, śpiewał młody angielski głos. I wanna hold your ha-a-and! W tle słychać było wrzask tysiąca nastolatek.

Baur au Lac dzieliła od jeziora tylko szerokość ulicy. March zapłacił kierowcy w markach — we wszystkich krajach kontynentu przyjmowano Reichsmarki, była to wspólna europejska waluta — i wszedł do środka. Nebe nie oszukał go, hotel był rzeczywiście luksusowy. Cena pokoju równała się jego półmiesięcznemu wynagrodzeniu. „Wymarzone miejsce na ostatnią noc skazańca”. Składając podpis w księdze zauważył w drzwiach niebieską plamę, za którą szybko pojawiły się żółtawoszare płaszcze. Stałem się istnym gwiazdorem, pomyślał, wchodząc do windy. Gdziekolwiek idę, podążają za mną dwaj detektywi i piękna brunetka.

Rozłożył na łóżku plan miasta i usiadł obok, czując, jak ugina się pod nim miękki materac z gąbki. Miał tak mało czasu. Szeroka plama Zürich See wrzynała się niczym niebieskie ostrze w szachownicę ulic. Według posiadanych przez Kripo informacji Hermann Zaugg mieszkał przy See Strasse. March odnalazł ją. Biegła wzdłuż wschodniego brzegu jeziora, mniej więcej cztery kilometry od hotelu.

Ktoś zapukał cicho do drzwi. Usłyszał wypowiedziane męskim głosem swoje nazwisko.

A to co znowu? Ruszył przez pokój i otworzył drzwi na oścież. Na korytarzu stał z tacą w ręku kelner. Wydawał się trochę przestraszony.

— Przepraszam pana. Z pozdrowieniami od pani z pokoju dwieście siedemdziesiąt siedem.

— Tak. Oczywiście. — March stanął z boku, wpuszczając go do pokoju. Kelner wszedł z lekkim wahaniem do środka, tak jakby bał się, że March może go uderzyć. Postawił tacę na stoliku i chwilę się ociągał w oczekiwaniu napiwku. Nie doczekawszy się go, wyszedł. March zamknął za nim drzwi na klucz.

Na stoliku stała butelka Glenfiddich z dołączonym liścikiem, na którym widniało tylko jedno słowo: „Detente?”

March stał przy oknie z rozluźnionym krawatem, popijając jęczmienną whisky i wpatrując się w Zürich See. Wokół czarnej tafli jeziora nanizane były paciorki żółtych latarni; dalej podskakiwały i mrugały odbite w wodzie czerwone, zielone i białe światełka. Zapalił milionowego w tym tygodniu papierosa.

Na podjeździe pod jego oknem śmiali się ludzie. Po jeziorze przesuwało się jakieś światło. Nie było Wielkiego Pałacu, nie było maszerujących orkiestr i wszechobecnych mundurów. Po raz pierwszy od jak dawna? — co najmniej od roku — znalazł się daleko od wykutego w żelazie i granicie Berlina. Tak. Podniósł w górę szklaneczkę i przyjrzał się bladej wypełniającej ją cieczy. Byli jeszcze inni ludzie, były inne miasta.

Zauważył, że oprócz butelki zamówiła dwie szklanki.

Usiadł na skraju łóżka i spojrzał na telefon. Przez chwilę bębnił palcami po blacie nocnego stolika.

Chyba oszalał.

Miała zwyczaj wbijania rąk głęboko w kieszenie płaszcza i przechylania głowy na bok. Na jej ustach pojawiał się wtedy drwiący uśmieszek. W samolocie, zapamiętał to, ubrana była w czerwoną, spiętą skórzanym paskiem wełnianą sukienkę. Na zgrabnych nogach miała czarne pończochy. A kiedy była czymś zdenerwowana albo ubawiona — czyli właściwie bez przerwy — skubała włosy za uchem.

Śmiech za oknem umilkł.

„Gdzieś ty się podziewał przez ostatnie dwadzieścia lat?” Jej pogardliwe pytanie w apartamencie Stuckarta.

Tyle wiedziała. Bawiła się z nim jak kot z myszą.

Trzy miliony Żydów, którzy zginęli podczas wojny.

Obrócił jej liścik w palcach, nalał sobie kolejną whisky i położył się na plecach na łóżku. Dziesięć minut później podniósł słuchawkę.

— Z pokojem dwieście siedemdziesiąt siedem — poprosił telefonistkę.

Szaleństwo, istne szaleństwo.

Spotkali się w holu, pod liśćmi rozłożystej palmy. W przeciwległym rogu przygrywał kwartet skrzypcowy, prezentując wybór melodii z „Zemsty nietoperza”.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)