U martwych w Dallas
- Автор: Харрис Шарлин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
Po przejechaniu kilku ulic zaparkowałam przed biblioteką i wyjęłam mapę za schowka na rękawiczki. Zajęło to dwa razy więcej czasu niż powinno, bo mój mózg prawie nie funkcjonował przez ostatnie wydarzenia, ale odkryłam, jak dostać się na lotnisko.
Tam też pojechałam. Odnalazłam tabliczkę z napisem WYPOŻYCZALNIA SAMOCHODÓW i zaparkowałam tam, po czym oddałam kluczyki i odeszłam. Udało mi się kupić bilet na najbliższy lot do Shreveport, który odlatywał za godzinę. Dziękowałam Bogu, że miałam kartę kredytową.
Nigdy wcześniej nie korzystałam z automatów telefonicznych, więc zajęło mi to dłuższą chwilę. Na szczęście udało mi się umówić z Jasonem, że odbierze mnie z lotniska.
Rankiem byłam już w domu.
Nie zaczęłam płakać aż do następnego dnia.
Tłum. Puszczyk 1
Rozdział 9
Bill i ja już się kiedyś kłóciliśmy. Czasami złościłam się, zmęczona wszystkim, co było związane z wampirami – choć musiałam nauczyć się to akceptować mimo przerażenia. Czasami po prostu chciałam pobyć z ludźmi.
Właśnie tym zajmowałam się przez te trzy tygodnie. Nie zadzwoniłam do Billa, a on nie zadzwonił do mnie. Wiedziałam, że wrócił z Dallas, bo zostawił moją walizkę na ganku. Kiedy ją rozpakowałam, znalazłam w bocznej kieszeni czarne, aksamitne pudełeczko na biżuterię. Chciałabym mieć siłę, żeby powstrzymać się przed otwarciem go, ale nie miałam.
W środku była para topazowych kolczyków i karteczka o treści: „Będą pasowały do brązowej sukienki”. Chodziło o tę bawełnianą sukienkę, którą założyłam wtedy, gdy szliśmy do siedliska Stana. Pokazałam pudełku język i pojechałam do domu Billa, żeby wrzucić je do skrzynki na listy. Kiedy w końcu kupił mi prezent, musiałam mu go oddać.
Nawet nie starałam się dokładnie przemyśleć wszystkich spraw. Kiedy mój mózg się oczyści, będę mogła zdecydować, co dalej.
Czytałam gazety. Wampiry w Dallas i ich ludzcy znajomi zostali uznani za męczenników, co prawdopodobnie całkowicie odpowiadało Stanowi. Północna Masakra w Dallas była wymieniana we wszystkich gazetach jako przykład przestępstwa podyktowanego nienawiścią. Prawodawcy byli zachęcani do uchwalenia różnych niedorzecznych praw, które sprawiłyby, że ludzie czuliby się lepiej; praw, które przyznawałyby wampirom bierne prawo wyborcze (chociaż nikt nie zasugerował, że wampir mógłby zasiadać w Senacie lub Izbie Reprezentantów). Była nawet próba uczynienia wampira prawnym katem stanu w Teksasie. Senator Garza powiedział: „Śmierć przez ugryzienie wampira powinna być bezbolesna, a wampiry dzięki temu mogłyby się lepiej odżywiać”.
Mam wiadomość dla pana, senatorze Garzo. To, czy ugryzienie jest bezbolesne, zależy tylko od woli wampira. Jeśli wampir nie zauroczył najpierw swojej ofiary to poważne ugryzienie (zupełnie inne od tego lekkiego podczas seksu) bolało jak cholera.
Zastanawiałam się, czy senator Garza może być spokrewniony z Luną, ale Sam powiedział mi, że to popularne nazwisko wśród Amerykanów z Meksyku – tak samo jak „Smith” wśród tych pochodzących z Anglii.
Sam nie zapytał, dlaczego chciałam wiedzieć. To sprawiło, że poczułam się nieco opuszczona, bo przywykłam do myśli, że jestem dla Sama ważna. Ale ostatnio był czymś pochłonięty, zarówno w czasie pracy, jak i po niej. Arlene powiedziała, że według niej Sam się z kimś umawia – po raz pierwszy, z tego, co pamiętałyśmy. Kimkolwiek ona była, żadna z nas jej nie widziała, co samo w sobie było dziwne. Starałam się powiedzieć Samowi o zmiennokształtnych w Dallas, ale tylko się uśmiechnął i znalazł wymówkę, by zająć się czymś innym.
Któregoś dnia mój brat, Jason, wpadł na lunch. Nie było tak, jak zwykle bywało, gdy żyła babcia. Babcia miałaby na stole dużo jedzenia, które jedlibyśmy przez cały dzień. Jason przychodził wtedy całkiem często; babcia była znakomitą kucharką. Ja byłam w stanie zaserwować kanapki z klopsikami i sałatkę ziemniaczaną (nie powiedziałam mu, że ją kupiłam). Na szczęście miałam też trochę herbaty brzoskwiniowej.
– Co z tobą i Billem? – zapytał bez ogródek, kiedy już zjadł. Gdy wracaliśmy z lotniska, pohamował swoją ciekawość.
– Wkurzyłam się na niego – odpowiedziałam.
– Dlaczego?
– Złamał dane mi słowo.
Jason starał się udawać dobrego starszego brata, a ja powinnam zaakceptować to, że się o mnie martwi i się nie irytować. Jednak złościło mnie to już nie po raz pierwszy, więc możliwe, że jestem bardziej porywcza, niż sądziłam do tej pory. Przynajmniej w pewnych okolicznościach. Stanowczo zablokowałam swój szósty zmysł, żeby słyszeć tylko to, co Jason akurat mówi.
– Widziano go w Monroe.
Wzięłam głęboki wdech.
– Z kimś innym?
– Tak.
– Z kim?
– Nie uwierzysz. Z Portią Bellefleur.
Nie byłabym bardziej zdziwiona, gdyby Jason powiedział, że Bill umawia się z Hillary Clinton (chociaż Bill był demokratą). Gapiłam się na brata, jakby mi właśnie oznajmił, że jest Szatanem. Jedyne, co łączyło mnie i Portię, to miejsce urodzenia, płeć i fakt, że obie mamy długie włosy.
– Cóż – powiedziałam obojętnie. – Nie wiem, czy się zirytować, czy śmiać. Co o tym myślisz?
W końcu, jeśli ktoś był specem od relacji damsko-męskich, to właśnie Jason. Przynajmniej znał się na nich z męskiego punktu widzenia.
– Jest twoim przeciwieństwem – powiedział z nadmierną życzliwością. – W każdy sposób, jaki przychodzi mi na myśl. Ma wyższe wykształcenie, pochodzi z, jak można to nazwać, arystokratycznej rodziny i jest prawniczką. Poza tym, jej brat jest policjantem. Chodzą do filharmonii i innych takich.
Łzy zapiekły mnie w oczy. Poszłabym z Billem do filharmonii, gdyby mnie poprosił.
– Z drugiej strony, jesteś mądra, ładna i gotowa zaakceptować jego inność.
Nie byłam całkiem pewna, co Jason miał na myśli, kiedy to mówił, ale uznałam, że lepiej nie pytać.
– Ale na pewno nie jesteś arystokratką. Pracujesz w barze, a twój brat jest buduje drogi.
Jason uśmiechnął się do mnie krzywo.
– Jesteśmy tu tak długo, jak Bellefleurowie – powiedziałam, starając się nie brzmieć posępnie.
– Wiem to. I ty też to wiesz. I Bill pewnie też to wie, bo wtedy jeszcze żył.
Święta prawda.
– Co w sprawie przeciwko Andy’emu? – zapytałam.
– Nie postawiono mu jeszcze zarzutów, ale po mieście krąży mnóstwo plotek o jakimś seks-klubie. Lafayette był taki zadowolony, że go zaproszono; najwyraźniej wspomniał o tym kilku osobom. Twierdzą, że skoro naczelną zasadą klubu jest zachowanie dyskrecji, Lafayette naprawdę był podekscytowany.
– Co o tym sądzisz?
– Myślę, że gdyby ktokolwiek tworzył jakiś seks-klub w Bon Temps, powinien mnie do niego zaprosić – powiedział śmiertelnie poważnie.
– Masz rację – przyznałam, zdziwiona, jak wrażliwy Jason może być. – Byłbyś numerem jeden na liście.
Czemu nie pomyślałam o tym wcześniej? Jason nie tylko miał reputację faceta, który leci na wszystko, co nosi spódniczkę, ale był też przystojny i nieżonaty.
– Jedyne, co przychodzi mi do głowy – zaczęłam – to fakt, że Lafayette był gejem, jak wiesz.
– I?
– I może ten klub, jeśli istnieje, akceptuje tylko ludzi, którym to nie przeszkadza.
– Może i masz rację – powiedział.
– Tak, Panie Homofobie.
Jason zaśmiał się i wzruszył ramionami.
– Każdy ma słaby punkt – powiedział. – Dodatkowo, jak wiesz, dość regularnie umawiam się z Liz. Myślę, że każdy, kto ma trochę oleju w głowie, uznałby, że Liz nie podzieli się z nikim nawet serwetką, co tu mówić o narzeczonym.