Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]
Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]

Электронная книга - «Honor na wygnaniu [Flag in Exile - pl]». Краткое содержание книги:

Przybita ostatnimi wydarzeniami i rozgoryczona rozwojem sytuacji lady Honor Harrington udaje się na planetę Grayson, by zając się zarządzaniem domeną Harrington i zaleczyć wewnętrzne rany.
Spokój jednak nie jest pisany — z jednej strony atakują wrogowie wewnętrzni, dla których kobieta — patron stanowi obrazę, z drugiej zewnętrzni: zrewolucjonizowana Ludowa Republika Haven kolejny raz próbuje zdobyć system Yeltsin. Na drodze do zwycięstwa jednych i drugich stoi tylko jedna przeszkoda — admirał lady Honor Harrington. Admirał, ale nie Królewskiej Marynarki…
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 113
Перейти на страницу:

Jeżeli nauczy się zlecać zadania podkomendnym, stanie się nadzwyczajnym oficerem, jeśli nie, pozostanie tylko bardzo dobrym. Nawet teraz Honor była z niego całkowicie zadowolona jako ze swego zastępcy (był najstarszy stopniem po niej). Słusznie też przewidziała jego reakcję na krytykę — w pełni zdawał sobie sprawę z własnych błędów i nie żywił cienia urazy do Yanakova czy do niej za zablokowanie mu łączności i tym samym pozbawienie możliwości dowodzenia. Co więcej, wykorzystał otrzymaną lekcję już w następnych ćwiczeniach i z każdym dniem zdawał się odzyskiwać pewność siebie.

Zupełnie inny problem stwarzał Judah Yanakov — Honor musiała cały czas uważać, by nie puszyć się z racji tego, że ma go pod swoimi rozkazami, i nie dać odczuć, że jest jej faworytem. Yanakov był dokładnym przeciwieństwem Trailmana tak fizycznie, jak psychicznie, zupełnie jakby skonstruowano go z takim właśnie zamiarem. Był najmłodszym z jej dowódców — niski, chudy, z szopą blond włosów i szarymi oczyma, poruszał się, przywodząc na myśl sprężynę, z energią, której brak było pozostałym, a zwłaszcza Trailmanowi. Był także agresywny, ale tę cechę równoważyła zimna kalkulacja zawodowego gracza. No i był siostrzeńcem świętej pamięci Bernarda Yanakova, czyli kuzynem Protektora. I nie miał żadnych uprzedzeń do kogokolwiek odmiennej płci.

Ponieważ Honor nigdy nie lubiła faworyzować czy być faworyzowaną, celowo dokładała wysiłków, by uniknąć takiego traktowania Yanakova. Jednakże niezbitą prawdą było, iż o wiele bardziej ufała jego instynktowi niż instynktowi Trailmana czy Brentwortha. Jak zademonstrowały ćwiczenia, mógł wykazać aż za dużo pomysłowości, ale stopniowo ustatkowywał się, nie tracąc przy tym wyczucia i inicjatywy. Jedynym poważnym problemem, jaki z nim miała, było to, że on miał problemy z zaakceptowaniem Alfredo Yu.

Honor westchnęła ciężko i potarła ponownie nos, spoglądając niewidzącym wzrokiem na ciemny ekran komputera. Wszyscy podlegający jej graysońscy oficerowie mieli swoje powody, by krzywo patrzeć na kogoś, kto praktycznie zniszczył całą ich flotę systemową tuż przed podpisaniem traktatu z Królestwem Manticore. Brentworth i Trailman albo doszli ze swoimi zastrzeżeniami do ładu, albo starannie je ukrywali, w co wątpiła. Yanakov nie doszedł, choć starał się, by nie dawały o sobie znać na płaszczyźnie zawodowej. On i Honor znajdowali się w nader podobnej sytuacji — ona obwiniała Yu za śmierć Courvosiera, on za śmierć wuja, w czym nie było nic dziwnego, jako że obaj zginęli w zorganizowanej przez niego zasadzce. Honor zresztą w miarę upływu czasu coraz bardziej żałowała, że wraz z poprzednikiem admirała Matthewsa nie mieli dość czasu i okazji, by poznać się bliżej i przezwyciężyć różnice kulturowe, gdyż wszystko, czego się o nim dowiadywała, potwierdzało, iż był naprawdę wyjątkowym człowiekiem.

Obecnie najistotniejsze było jednak nie to, jak nadzwyczajnym człowiekiem był admirał Yanakov, lecz to, że jego śmierć stanowiła powód rozdźwięku między jego siostrzeńcem i Yu. Było to tym groźniejsze, że sama czuła niechęć do Yu i zdawała sobie sprawę, że powinna to uczucie przezwyciężyć. Wydawało jej się, że powoli to osiąga, ale proces trwał zbyt długo i było to całkowicie jej winą.

Alfredo Yu był jednym z najlepszych i najbardziej kompetentnych oficerów, jakich miała okazję poznać. Jego reakcja na zasadzkę Yanakova nie była przypadkowym przebłyskiem geniuszu — połączenie spokoju, nie poddawania się panice i błyskawicznego myślenia było dlań typowe i Honor doskonale zdawała sobie sprawę, jakim był cennym pomocnikiem z zawodowego punktu widzenia. Co gorsze, dzięki Nimitzowi znała uczucia skrywane za kamiennym obliczem i wiedziała, że naprawdę żałował tego, co zrobił, wypełniając rozkazy związane z operacją „Jerycho”. Podobnie jak wiedziała, że Mercedes miała rację odnośnie roli, jaką odegrał w losach rozbitków z niszczyciela Madrigal. I właśnie dlatego nie potrafiła sobie wybaczyć własnej niezdolności do wybaczenia mu tego, co stało się wcześniej.

Z pewnym zadowoleniem przyjrzała się cicho chrapiącemu Nimitzowi. Gdyby nie spał, bez wątpienia zrugałby ją po swojemu za to, że czuje się winna. On sam nie miał nic przeciwko Yu i nie widział powodów, by ona miała do siebie pretensje o to, że nie lubi tego oficera. Co zresztą niczego nie zmieniało — Yu był ideałem kapitana flagowego i prawdopodobnie posiadał większe kwalifikacje na admirała niż ona, a poza tym był uczciwy i porządny i zasługiwał na lepsze traktowanie i sprawiedliwszą ocenę, na które ona nie mogła się zdobyć. Nie podobało się jej, że jest aż tak małostkowa i pamiętliwa.

Jeszcze raz westchnęła, wstała i zdjęła Nimitza z wyściełanej grzędy, po czym skierowała się w stronę sypialni. Treecat poruszył się leniwie, otworzył jedno oko i poklepał ją delikatnie chwytną łapą po policzku. Wyczuła jego leniwe zadowolenie płynące z faktu, że w końcu idzie spać, i podrapała go za uszami. Była tak zmęczona, że nie spodziewała się żadnych snów — ani dobrych, ani złych. Jutro i ją, i całą eskadrę czeka ciężki dzień… Ziewnęła szeroko i zgasiła światło.

Trzech mężczyzn siedziało w wygodnych fotelach w bibliotece, której ściany zastawione były regałami pełnymi starych, drukowanych jeszcze na papierze książek. Każdy dzierżył smukły kielich pełen rubinowego w barwie wina, a jego zapas stał na niskim stoliku. Za oknami panowała gwiaździsta noc, a masywna budowla zwana Burdette House, mieszcząca tę bibliotekę, pogrążona już była w ciszy i spokoju. Scenka ta mogła się wydawać symbolem spokoju czy wręcz sielskości, jak długo nie spojrzało się na gospodarza. William Fitzclarence bynajmniej nie był spokojny, a jego błękitne oczy ciskały gromy.

— A więc ich decyzja jest ostateczna? — spytał jeden z siedzących.

Patron Burdette zgrzytnął zębami.

— Jest — przyznał. — Synod podporządkował się całkowicie temu pozbawionemu jaj cymbałowi zajmującemu fotel Protektora i gotów jest skazać cały Kościół i nas przy okazji na potępienie wieczne.

Pytający poruszył się niespokojnie, ale widząc zdziwione spojrzenie gospodarza, wzruszył z irytacją ramionami i wyjaśnił:

— Zgadzam się, że Synod nie wykazał mądrości, której wierni mieliby prawo po nim oczekiwać, ale Benjamin Mayhew jest dobrym Protektorem.

— Doprawdy? — Burdette skrzywił się pogardliwie.

— Doprawdy — odparł stanowczo John Mackenzie. Domena Mackenzie była prawie tak stara jak domena Burdette, a on był bezpośrednim potomkiem pierwszego patrona, co dawało mu pozycję równą, a w niektórych sytuacjach wyższą od gospodarza. Ród Fitzclarence rządził domeną Burdette zaledwie od siedmiuset lat.

— Co byś nie sądził o Protektorze Benjaminie, jest wyłącznie twoją sprawą. Jego ród od początku dobrze służył Graysonowi, a on sam parę lat temu uratował nas wszystkich przed tymi szaleńcami z Masady. Nikt nie będzie go obrażał w mojej obecności — stwierdził Mackenzie, przyglądając się twardo gospodarzowi.

Zapadła pełna napięcia cisza, którą przerwało dopiero chrząknięcie trzeciego z obecnych.

— Panowie, kłócąc się, nie służymy ani interesom Graysona, ani Boga — upomniał ich spokojnie patron Mueller.

Obaj spojrzeli na niego i po paru sekundach Burdette pociągnął z kielicha, mruknął coś i zwrócił się do Mackenziego:

— Samuel ma rację. Nie cofnę tego, co powiedziałem, ale i nie powtórzę.

Mackenzie kiwnął głową świadom, że właśnie usłyszał przeprosiny w jedynej formie dopuszczalnej dla przepraszającego — Burdette był po prostu psychicznie niezdolny przyznać się, że postąpił źle.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 113
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)