Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 465 466 467 468 469 470 471 472 473 ... 508
Перейти на страницу:

zmieniła się w płynny ołów, dewastując je pompowaną przez nie adrenaliną. Mięśnie

pulsowały, a zwężone płuca dopiero teraz nadrabiały zaległości z kilkudziesięciu

ostatnich sekund, podczas których wypełniała je jedynie ognista żądza mordu.

Jego ciało pokrywały zadrapania i siniaki. Czuł, jak powoli wypływają na

powierzchnię skóry.

Drżącą dłonią sięgnął do ukrytej w szacie kieszeni i pospiesznie wypił kilka łyków

bladofioletowego eliksiru.

Pomogło.

Kiedy otworzył oczy, ponownie wypełniała je jedynie bezlitosna, zdeterminowana

czerń.

Rozejrzał się w poszukiwaniu swojej różdżki. Znalazł ją w błocie, kilka metrów dalej.

Podniósł ją i wytarł w pelerynę, a następnie rozejrzał się czujnie wokół i nie mogąc

pozwolić sobie już na ani jedną chwilę zwłoki, wsunął się w dym, przyczajony niczym

szykujący się do ataku drapieżca.

Bellatriks gdzieś tam była. Oddaliła się, ale wciąż słyszał jej niesiony wiatrem śmiech.

Nie umknie mu.

*

Tonks zatrzymała się gwałtownie.

Ten śmiech... poznawała go.

Bellatriks!

Powietrze przeciął ochrypły wrzask, który sprawił, że jej ciało pokryło się gęsią

skórką. Nie należał on jednak ani do aurora, ani do żadnego dorosłego czarodzieja.

To był uczeń.

Zrobiła krok w tamtą stronę, ale zawahała się.

Powinna tam pobiec. Powinna im pomóc. Była aurorem. To był jej obowiązek, ale...

starcie z Bellatriks było zbyt ryzykowne. Nie miała żadnego wsparcia. A jeżeli zginie i

jej nie odn...

- Expelliarmus!

Moment, w którym rozpoznała ten głos, przypominał kąpiel w lodowatym strumieniu.

Zerwała się do biegu, myśląc jedynie o tym, że jej największy koszmar właśnie

nabierał realnych kształtów.

Luno...

Luno...

Nie mogła oddychać.

Boże, tam była Bellatriks! To już koniec. Koniec.

66. When love and death embrace

Where are you now?

Are you lost?

Wil I find you again?

Are you alone?

Are you afraid?

Are you searching for me?*

- Stój! - Hermiona zatrzymała się, nasłuchując. - Słyszę czyjeś głosy.

Jej nogi drżały z wysiłku. W przeciągu kilku ostatnich minut aż trzy razy natknęli się

na dymiące zgliszcza pozostałe po starciu aurorów ze Śmierciożercami. Wciąż

pamiętała wzrok jednego z konających mężczyzn, kiedy podeszła bliżej, aby

sprawdzić, czy ktoś przeżył. Spojrzał na nią tak, jakby patrzył z dna najboleśniejszej,

najpotworniejszej otchłani, jaką można sobie wyobrazić. Nie mógł mówić, ale widziała

w jego oczach bezgłośne błaganie. Błaganie o śmierć.

A ona nie mogła zrobić nic, by mu pomóc...

Później znowu uciekali, kiedy zostali zauważeni. Udało im się zgubić pościg i oddalić

od linii walk, ale wciąż natykali się na przebiegające w pośpiechu grupki. Musieli być

bardzo ostrożni. Śmierciożercy wydawali się być wszędzie.

Hermiona zmarszczyła brwi, wsłuchując się w zbliżające się głosy. Powinna złapać

Rona i jak najszybciej się stąd oddalić, ale potrzebowała... informacji. Jakichkolwiek.

Miała wrażenie, że oboje błądzą w ciemności i po części tak właśnie było.

- Zaczekaj - wyszeptała do Rona, opadając na kolana i kierując różdżkę na swoje

nogi. - Tacitus Gressus.

- Co robisz?

- Zaraz wrócę. Nie ruszaj się stąd - odparła szeptem, przesuwając się na czworaka w

stronę głosów.

- Hermiono! - Ron kucnął, przywołując ją szeptem z powrotem. - Wracaj! Nie idź tam!

Nie myliła się. Słyszała ich coraz wyraźniej. Kilkoro Śmierciożerców, przeczesujących

okolicę w poszukiwaniu kolejnych ofiar. Zatrzymała się, kładąc się na ziemi i starając

się nawet nie drgnąć. Widziała ich ciemne sylwetki poruszające się w gęstym dymie.

Próbowała zrozumieć, o czym rozmawiają, ale do jej uszu dobiegały tylko fragmenty

zdań. Miała nadzieję, że wspomną o Harrym albo chociaż o Voldemorcie, ale nie

mówili o niczym, co mogłoby jej pomóc, więc wycofała się szybko, nasłuchując, czy

nie skręcają w ich stronę, ale oddalili się.

- I co? - zapytał Ron, kiedy tylko udało jej się do niego wrócić. Wyprostowała się,

spojrzała na niego i pokręciła głową.

- Nic. Ani słowa o Harrym - westchnęła, biorąc głęboki, drżący oddech.

Była już tak bardzo zmęczona... Chwilami miała wrażenie, jakby śniła. Jakby to

wszystko było tylko koszmarem, z którego niedługo się obudzi. I znowu będzie w

Hogwarcie. I będą tam wszyscy. Wszyscy, którzy... odeszli. I będą się szykować do

egzaminów, jak zawsze. A jej jedynym zmartwieniem będzie zdobycie jak

najwyższego wyniku na owutemach w przyszłym roku...

Zadrżała i złapała się za ramiona, rozmasowując je. Zerknęła na Rona. Patrzył na nią

ze zmarszczonymi brwiami i... czymś, co wyglądało jak poirytowanie.

- Nie wiem, po co to zrobiłaś. Czego się spodziewałaś? I tak niczego się od nich nie

dowiesz - powiedział z goryczą, spluwając na ziemię.

Dziewczyna spojrzała na niego bez słowa. Ron również wyglądał na potwornie

zmęczonego, ale wcale nie miała mu tego za złe. Sama ledwie trzymała się na

nogach, a wydawało się, że są równie daleko od odnalezienia Harry'ego, jak w chwili,

w której tu przybyli. Wszystko szło... nie tak.

- Znajdziemy go, Ron - powiedziała cicho, łapiąc go za rękę i ściskając mocno.

- Jak? Sama widziałaś te wszystkie trupy! - Rozpaczliwie machnął ręką, wskazując

zadymioną okolicę. - Skąd wiesz, że nie przegraliśmy? Może wszyscy już dawno

zginęli, a tylko my tu zostaliśmy i biegamy w kółko jak zagubione psy?

- Przestań! - Wyszarpnęła rękę z jego uścisku. - Na pewno tak się nie stało. Lupin by

nam powiedział...

- Lupin sam nic nie wie! Moim zdaniem powinniśmy dać sobie spokój z tym

bezcelowym bieganiem i poszukać mojej rodziny!

- Twoja rodzina na pewno trzyma się razem i wspiera wzajemnie, a Harry jest tam

sam!

Oczy Rona zapłonęły dziko.

- Harry jest moim najlepszym przyjacielem i zawsze wszystko dla niego

poświęcałem, ale tym razem nic nie możemy zrobić! Ty nie masz tu rodziny! Nie

wiesz, jak to jest się o kogoś bać!

Jej ręka poderwała się, zanim zdążyła opanować zalewającą jej piersi falę

płomiennego gniewu. Ron, zaskoczony, cofnął się pod wpływem ciosu, który

wymierzyła mu pięścią w obojczyk.

- Boję się o ciebie, ty kretynie! - krzyknęła, podnosząc rękę, aby uderzyć ponownie. -

Boję się o Harry'ego! Boję się, że już go nie zobaczymy, że możemy tu oboje zginąć,

że któreś z tych ciał, które spotykamy, może należeć do Luny albo do Neville'a, albo

do...

- Może trochę ciszej, panno Granger, chyba że chcecie ściągnąć tu wszystkich

Śmierciożerców z okolicy.

Hermiona odwróciła się gwałtownie, unosząc różdżkę.

*

Szybciej...

Szybciej.

Szybciej!

W biegu mijała rozmazane sylwetki walczących, przeskakiwała nad ciałami i ciskała

zaklęciami, jeżeli tylko dostrzegła sugestię czarnego kaptura.

- Tonks, uważaj! - Okrzyk walczącego ze Śmierciożercą Artura Weasleya ostrzegł ją

o zbliżającej się klątwie. Zrobiła unik i biegnąc w pozycji pochylonej, powaliła

Śmierciożercę zaklęciem żądlącym. Wyminęła Molly i jej córkę, a kilka metrów dalej

dostrzegła w dymie Freda i George'a Weasleyów, rzucających w dwóch

Śmierciożerców eksplodującymi oślepiająco kulkami.

1 ... 465 466 467 468 469 470 471 472 473 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)