Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Mężczyzna spojrzał na niego przekrwionymi oczami i wycharczał:
- Myślisz, że ci powiem, zdrajco?
Nic. Żadnej, nawet najlżejszej sugestii. Jedynie lepkie, triumfalne rozbawienie.
Severus wycofał się, w ostatniej chwili uwalniając się od ekspansji najświeższego
wspomnienia Jugsona, wypełnionego przeszywającym dziewczęcym wrzaskiem i
głową okoloną kruczoczarnymi lokami, toczącą się powoli po błotnistej trawie.
Do oczu Severusa napłynęła smolista czerń. Przystawił różdżkę do szyi
Śmierciożercy i wyszeptał jadowicie:
- Powiesz, albo zadam ci takie cierpienia, że śmierć wyda ci się wybawieniem.
Mężczyzna zaczął się chrapliwie śmiać, krztusząc się własną krwią.
- Spróbuj, ale to i tak na nic. Nikt ci nic nie powie. Tylko jedna osoba zna miejsce
jego pobytu. I sama cię znajdzie.
Brwi Severusa zmarszczyły się.
Wyczuwał, że mówi prawdę. Ale ta prawda nic mu nie dawała. Mógłby dogłębnie
spenetrować jego umysł, rozdrapując go swymi szponami tak, aby pozostały z niego
jedynie parujące zgliszcza, ale znajdował się na polu bitwy. Był całkowicie odsłonięty.
Każdy mógłby go zaatakować, gdyby tylko...
- Co z Potterem? - wysyczał mu w twarz, jeszcze mocniej szarpiąc bezwładnym
ciałem. - Powiedz mi tylko, czy żyje!
W oczach mężczyzny zamigotało coś przerażającego, a w kąciku warg pojawiła się
bańka krwi. Śmiał się. Minęła chwila, zanim z jego ust dobiegł ochrypły, wypełniony
satysfakcją szept:
- Zwyciężyliśmy...
Oczy Severusa wypełniły się trującą, kąsającą ciemnością, uwalniając z klatki
drapieżcę o błyszczących kłach i długich pazurach i jego dłonie zacisnęły się na
gardle mężczyzny z taką siłą, iż niemal usłyszał pękające ścięgna i gasnący,
śmiertelny charkot.
- Convorto!
Magiczne zmysły Severusa wrzasnęły ostrzegawczo zanim jeszcze zobaczył
czerwony promień.
- Protego! - Pospiesznie rozciągnięta bariera była zbyt słaba i rozpadła się,
odrzucając Severusa do tyłu. Upadł w błoto i instynktownie przeturlał się w bok w tej
samej chwili, w której kolejna klątwa uderzyła wprost w miejsce, w którym przed
chwilą leżał. Kiedy tylko odzyskał pozycję do ataku, błyskawicznie odnalazł wzrokiem
poruszającego się na granicy widzenia Śmierciożercę, wycelował i krzyknął: Crucio!
Ale mężczyzna uchylił się, posyłając jednocześnie kolejną klątwę. Severus
odparował atak, ciskając w mężczyznę Sectumsemprą, ale i ta chybiła.
Cholera, był szybki. Wyjątkowo szybki.
Ale i na to był sposób...
Przy kolejnym ataku, zamiast w poruszającą się we mglę sylwetkę, wycelował w...
ziemię.
- Terraventus! - wysyczał. Powietrze wypełniło się drobinkami ziemi, tworząc wokół
Śmierciożercy gęsty, stożkowaty lej, wirujący z ogromną prędkością. Severus słyszał
jego urywane okrzyki, kiedy próbował cisnąć w niego kolejną klątwą, ale drobiny
piachu i błota wciskały mu się do ust i oczu, uniemożliwiając jakikolwiek atak.
Severus wyprostował się i przez chwilę po prostu przyglądał się szamoczącemu się
pośród żywiołu mężczyźnie, tak jak patrzy się na złapanego w pajęczą sieć robaka.
- Crucio! - powiedział lodowato, celując różdżką prosto w jego pierś. Ciało wydało
głuchy odgłos, upadając na ziemię, a przestrzeń wypełniło upiorne wycie bólu.
Severus powstrzymał wirujący wciąż żywioł machnięciem różdżki i podszedł do
nieruchomego ciała Jugsona. Jego puste oczy wpatrywały się przestrzeń. Przestąpił
nad nim i dotarł do wijącego się w spazmach i skamlącego żałośnie drugiego
Śmierciożercy.
Doskonale rozpoznawał tę twarz. Dołohow. Jeden z najbardziej zasłużonych
popleczników Czarnego Pana.
Z pewnością musiał wiedzieć coś więcej niż Jugson. Ale tym razem Severus nie miał
zamiaru tracić czasu na bezproduktywne dyskusje. Wiedział, że żaden z nich nie
powie mu niczego z własnej woli. Bardzo wyraźnie ujrzał to na powierzchni umysłu
Jugsona. Traktowali go jak zdrajcę. Czarny Pan go potrzebował, więc nie mogli go
zabić, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że będą na niego polować.
Podejrzewał, że Czarny Pan dał im wolną rękę. O tak, to było do niego podobne.
Zaplanował dla niego perfekcyjnie okrutną grę naszpikowaną pułapkami, wiedząc, że
niezależnie od tego, w jakim Severus znajdzie się stanie, i tak nie zawróci.
- Witaj, Dołohow - wysyczał z odrazą, klękając obok i celując różdżką w jego pierś. -
Infirmitate - wypowiedział i ciało mężczyzny zwiotczało, tak jakby pozbawiono je siły
napiętych niczym postronki mięśni. Rozglądając się uważnie wokół, Severus sięgnął
do ukrytej głęboko w szacie kieszeni, w której zawsze trzymał kilka silnych, dobrze
zabezpieczonych eliksirów, poczynając od odtrutek, a skończywszy na Veritaserum,
które właśnie wziął w dłoń.
Kiedy jednak odkorkował kciukiem butelkę i przysunął ją do twarzy mężczyzny,
kątem oka dostrzegł poruszający się we mgle cień.
Odwrócił głowę i uniósł różdżkę, gotów do rzucenia klątwy, ale bardzo szybko
rozpoznał twarz swojej niedoszłej ofiary, pomimo pokrywającej ją sadzy i kropli
zaschniętej krwi. Wystarczająco wiele razy widział na lekcjach jej skupione oblicze.
- Drętwota! - wrzasnęła rozpaczliwie Cho Chang, celując różdżką za siebie. Severus
poderwał się, chowając eliksir do kieszeni szaty i rzucając okiem na podążające za
nią, odziane w czerń sylwetki.
Wypełniony zdziczałym strachem wzrok dziewczyny padł na niego, a jej oczy
rozszerzyły się od napływającej do nich nadziei.
- Profesorze Sn...
Celnie rzucona klątwa trafiła ją prosto w plecy. Nadzieja prysła, zmieniając się w
zaskoczenie i pękający w źrenicach ból. Upadła na kolana, niczym pozbawiona sił
kukiełka, wprost u jego stóp.
Nadal jednak dyszała.
- Mam ją! - Severus usłyszał pełen uniesienia głos młodego Notta. - Trafiłem ją, tato!
Ubłocona dłoń złapała go za szatę. Severus zerknął w dół w tej samej chwili, w której
z mgły wyłonili się dwaj Nottowie, a zaraz za nimi ośmioro innych Śmierciożerców.
- Witaj, Severusie - powitał go Nott, przeciągając sylaby. Severus zerknął na
trzymaną przez niego różdżkę. Cała jego dłoń pokryta była krwią. Wciąż świeżą.
Spływała po uniesionym ramieniu, wsiąkając w rękaw szaty. - Muszę przyznać, że
znakomicie wyszkoliłeś mojego syna. Dzięki jego umiejętnościom, udało nam się
rozbić całą grupę tych pełzających wszędzie małych larw. - Wskazał różdżką na
leżącą na ziemi dziewczynę.
- Rozwaliliśmy ich na kawałki. - Głos młodego Notta ociekał samozadowoleniem. -
Jeszcze tylko ona. - Podszedł bliżej, wyciągając różdżkę. Severus widział na jego
twarzy mściwą, pozbawioną skrupułów satysfakcję. Wiedział, że dziewczyna żyje
jeszcze tylko dlatego, że chłopak nie może się zdecydować, którego zaklęcia użyć,
aby zadać jej jak najwięcej cierpień. A znał ich wiele. Severus sam go ich nauczył.
- Gratulacje - odparł chłodnym, doskonale opanowanym tonem. - Czarny Pan z
pewnością doceni wasz wkład w bitwę. Zabicie kilkoro niewyszkolonych dzieciaków
to już niemal zwycięstwo. Jestem pewien, że zostaniecie za to odpowiednio
wynagrodzeni.
Widział, jak Nott marszczy brwi w umysłowym wysiłku, ale w tej samej chwili usłyszał
uradowany głos jego syna.
- Już wiem!
Pociągnięcie za szatę skierowało jego wzrok ponownie w dół, wprost na wpatrujące