Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 464 465 466 467 468 469 470 471 472 ... 508
Перейти на страницу:

cierpień przed śmiercią. W pewnym sensie przypominali to, co sami po sobie

zostawiali - zbroczone krwią ochłapy mięsa, poruszające się tylko i wyłącznie za

pomocą mechanicznej siły rozpędu, tratujące wszystko, co napotkały na swej drodze,

dopóki nie sczezły we własnych odchodach po spotkaniu z aurorem, który okazał się,

jakimś dziwnym trafem, przebieglejszy od nich.

Na razie straty po obu stronach wyglądały na wyrównane, chociaż zakapturzonych

ciał wydawało się być nieco mniej. Severus nie miał zamiaru mieszać się w walki, ale

ci głupcy, którzy ośmielali się go atakować, nie dawali mu wyboru. Musiał zachować

wszystkie swoje dojścia, zarówno po jednej, jak i drugiej stronie. Nawet jeżeli

wiedział, że po tej drugiej stronie jest całkowicie spalony, to nie zamierzał zamykać

sobie drzwi. Na razie starał się wcisnąć w nie stopę. Kiedy nadejdzie okazja, pchnie

je tak mocno, iż z pewnością otworzą się na całą szerokość.

Tym razem odległe echo perlistego śmiechu rozległo się bardziej na północ.

Był już blisko. Bellatriks zdawała się wciąż oddalać i zmieniać kierunki, ale on nie

stracił tropu ani na chwilę.

Przyspieszył. Gdzieś przed nim rozległy się huki i wrzaski wykrzykiwanych klątw,

więc błyskawicznie skręcił, jeszcze głębiej zaszywając się w skrywający go dym.

Po przejściu kilkunastu metrów, znów ją usłyszał. Znacznie bliżej.

Jego zmrużone i skrupulatnie badające okolicę oczy rozświetlił krótki, ostry rozbłysk.

Niczym wyładowanie elektryczne, zanim nadciągnie prawdziwa burza.

We mgle, parę metrów przed sobą dostrzegł kilka niskich głazów, układających się w

coś na kształt okręgu. Zatrzymał się z uniesioną różdżką. Pomiędzy głazami coś się

poruszało...

Zanim Severus zdążył wykonać jakikolwiek kolejny krok, potężna sylwetka oderwała

się od ziemi, obwąchując powietrze i Severus w jednej chwili zrozumiał, z kim ma do

czynienia. Ale wilkołak również to zrozumiał.

- No proszę, kogo my tu mamy... - wycharczał Greyback, porzucając zakrwawione,

rozszarpane ciało, którym się właśnie posilał, a następnie podnosząc się i

odwracając. Dolna połowa jego twarzy pokryta była brunatnoczerwoną posoką i

kawałkami mięsa.

- Zejdź mi z drogi - wycedził Severus, mierząc go spojrzeniem, które każdego innego

wprowadziłoby przynajmniej w lekki niepokój. Ale wilkołak jedynie wykrzywił usta w

parodii uśmiechu.

- Dokąd ci się tak spieszy, Severusie? - Greyback przechylił lekko głowę, obdarzając

go zaciekawionym spojrzeniem, zwykle zarezerwowanym dla tych, którzy jeszcze nie

zdają sobie sprawy z tego, że już niedługo jego kły będą wydzierać mięso z ich ciał.

Kawałek po kawałku. A najlepiej, gdy wciąż jeszcze będą się szamotać... - Chcesz

pomóc nam z tym szlamowatym plugastwem, czy też pragniesz dołączyć do

aurorów? Po której tak właściwie jesteś stronie?

Severus tak bardzo zmrużył oczy, iż w tej chwili wydawały się jedynie wąskimi

szczelinami, zza których spoglądała ciemność.

- Nie mam czasu wdawać się z tobą w dyskusje - wysyczał odpychająco, robiąc krok

w prawo i słysząc stłumiony warkot dobiegający od potężnej sylwetki wilkołaka. Jego

ciało wyglądało tak, jakby zatrzymało się w połowie transformacji pomiędzy

człowiekiem a bestią. Miał siłę drapieżnika i umysł Śmierciożercy. Na szczęście

żadna z tych cech nie była do końca rozwinięta. Gdy zmieszasz ze sobą dwa eliksiry,

naczynie nie stanie się nagle dwa razy pojemniejsze.

- To, że nie możemy cię zabić, nie oznacza, że nie możemy zadać ci wielu różnych

rodzajów bólu. - Jego głos już niemal całkowicie przypominał warkot.

- Zaraz sam poznasz jeden z nich, jeśli natychmiast nie usuniesz się z drogi - odparł

lodowato Severus, jeszcze mocniej ściskając różdżkę i celując nią prosto pomiędzy

jego zniekształcone połowiczną transformacją oczy.

Nie miał ochoty z nim walczyć. Musiał zachować wszystkie siły na Bellatriks. I na to,

co nadejdzie później...

Wyglądało na to, że bestia w końcu zrozumiała, na czyim terytorium się znalazła, i

powoli zaczęła się wycofywać.

Severus, nie spuszczając różdżki z twarzy Greybacka, ruszył na wprost w kierunku, z

którego ostatnio dobiegał śmiech Bellatriks. Lecz kiedy go mijał, usłyszał cichy

warkot, jakby wilkołak za wszelką cenę chciał mieć ostatnie zdanie:

- Kiedy Czarny Pan już zabije Pottera, radzę ci uciekać jak najdalej stąd, ponieważ

wielu będzie chciało cię dopaść.

Severus zatrzymał się, wbijając w niego spojrzenie o stalowej pewności siebie.

- W takim razie cię rozczaruję. - Przybliżył się, aby mężczyzna doskonale usłyszał

jego słowa. - Czarny Pan nie zabije Pottera.

Ujrzał, jak połączone ze sobą brwi wilkołaka marszczą się, próbując rozgryźć te

słowa, ale jego umysł był zbyt mocno zatruty popędem drapieżcy, by poradzić sobie

z tak trudnym zadaniem.

Severus opuścił nieco różdżkę i odwrócił się do niego bokiem, ruszając dalej, ale

kiedy znów usłyszał jego przypominający warczenie głos, zatrzymał się w pół kroku.

- Jak śmiesz w to wątpić, zdrajco? Oczywiście, że go zabije. Moim zdaniem właśnie

w tej chwili obdziera go ze skóry. Bardzo powoli, aby chłopak cierpiał straszliwe

katusze za wszystkie plany, które zniweczył. - Severus zaczął się odwracać w stronę

wilkołaka. A jego oczy... jego oczy... - A później odda nam resztki jego

zmaltretowanego ciała. Jestem pewien, że będą smakować wybornie... Cóż to

będzie za ucz...

To, co się później stało, utonęło w zalewającej wszystko, czerwonej posoce

szaleństwa.

Wilkołaki były silne i szybkie. Ale te cechy nie dawały przewagi w obliczu pojedynku z

kimś, kogo prowadzi ślepa, płomienna furia, wykuta w kuźni szału i dająca niemal

nadludzką siłę.

Powietrze wypełniło się rykiem, kurzem i krwią. Severus nie widział niczego poza

czernią, konsumującą jego duszę, nie pragnął niczego poza zmiażdżeniem kości,

zgnieceniem czaszki, zadaniem niewyobrażalnego bólu. Gdzieś na granicy

ciemności słyszał przerażające skamlenie, ale jego umysł przypominał w tej chwili

jedynie czysty, rozgrzany do czerwoności, żelazny pręt, bezlitosny i ostry niczym grot

strzały. Mający tylko jeden cel.

Zabić.

Zabić.

Widział swe własne dłonie, ściskające głowę wilkołaka i uderzające nią o głaz. Raz.

Drugi. Trzeci.

Bez końca.

- Zdychaj... - ochrypły, mściwy charkot, który wydobył się z jego własnych ust, wdarł

się w ciemność, wyławiając go z powodzi krwi w tej samej chwili, w której

zmiażdżona czaszka ustąpiła, pokrywając jego ręce brunatną posoką, aż po łokcie.

Kłujące, gorzkie powietrze wdarło mu się do płuc, przywracając opanowanie i

rozwiewając ciemność.

Odsunął się i spojrzał na swe dzieło. Bezwładne ciało opierało się o jeden z głazów.

Z rozbitej, zmiażdżonej głowy wylewała się krew, przypominając spływający po

kamieniach, niewielki potok.

Ciemność powoli odpływała, przeganiana przez zieleń wpatrzonych w niego oczu.

Widział je. Tak wyraźnie. Tuż przed sobą.

- Nie dotknie cię - wycharczał ochrypłym głosem, wyciągając rękę, ale jego dłoń

odnalazła jedynie powietrze.

Zacisnął powieki, walcząc z zawrotami głowy i powracającym gwałtownie czuciem.

Wszystko w nim płonęło. Miał wrażenie, jakby na niewielką chwilę krew w jego żyłach

1 ... 464 465 466 467 468 469 470 471 472 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)