Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Mogła tego nie robić. Mogła tu nie podchodzić. Mogła tego nie widzieć. Powinna
odejść jak najszybciej, kiedy tylko ujrzała te dwa ciała, ale musiała się upewnić...
musiała.
- Ron, zostań, tam gdzie stoisz. Nie podchodź tutaj. - Nie poznawała własnego głosu.
- Co się stało, Hermiono?
Usłyszała jego zbliżające się kroki.
Odwróciła się i wbiła w niego drżące spojrzenie.
- Ron, ja... tak bardzo mi przykro.
Jego oczy rozszerzyły się. Rzucił się do przodu, odsuwając ją na bok, i kiedy spojrzał
w dół...
To nie była Luna. Odkryła to od razu, kiedy podeszła bliżej.
- Nie... - Ten cichy, złamany szept był gorszy niż wrzask. Wydawał się dobiegać nie z
gardła, a z samej duszy. - Nie. Nie Bill...
Kiedy zobaczyła, jak Ron opada na kolana, jej serce opadło wraz z nim.
- Zasłonił Fleur własnym ciałem - wyszeptała cicho, przyklękając obok i kładąc dłoń
na jego drżącym ramieniu.
Tak żałowała, że nie może go objąć, ale musiała zachować czujność. W tej sytuacji
tylko ona była w stanie zapewnić im bezpieczeństwo, ponieważ on wydawał się w
ogóle nie pamiętać o otaczającym świecie, wpatrując się z niedowierzaniem w ciało
swojego brata i bezgłośnie poruszając drżącymi wargami.
Merlinie, jak wiele by dała, by to powstrzymać, by zakończyć to szaleństwo, by już
nikt z ich bliskich nie cierpiał... ale tylko odnalezienie Harry'ego mogło przybliżyć ich do zwycięstwa, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że wiązało się ono
również ze spotkaniem z Voldemortem. A na to nikt z nich nie był odpowiednio
przygotowany.
Nagły ruch po lewej zwrócił jej uwagę. Błyskawicznie odwróciła głowę i na chwilę
straciła dech w płucach, kiedy ujrzała ciemną sylwetkę i wycelowaną w Rona
różdżkę.
- Expelliarmus! - wrzasnęła, odpychając Rona na bok. Zaklęcie świsnęło tuż pod jej
ramieniem, uderzając w ziemię i rozbryzgując na boki wilgotne błoto.
Różdżka Śmierciożercy wylądowała kilka metrów od nich i kiedy zerwała się, aby po
nią pobiec, zobaczyła, jak mężczyzna rzuca się na zaskoczonego Rona,
przygniatając go do ziemi i zaciskając ręce na jego szyi. Wycelowała w niego,
krzycząc:
- Reduc...
Na lewo od siebie dostrzegła jasnożółty promień klątwy i musiała błyskawicznie się
schylić, aby jej uniknąć.
Było ich dwóch.
Podniosła się i desperacko rozejrzała, próbując zlokalizować drugiego
Śmierciożercę. Zobaczyła, jak Ron szamoce się, próbując zrzucić z siebie
przeciwnika, ale ten wymierzył mu cios prosto w twarz. Nie zdołała już jednak
dostrzec nic więcej poza oślepiającym blaskiem rzuconej w nią klątwy.
- Protego!
Tarcza zadrżała, ale zdołała powstrzymać atak. Hermiona cofnęła się kilka kroków,
niemal upadając w błoto.
Kolejna klątwa rozbiła jej tarczę w drobny mak.
- Protego!
Druga była znacznie słabsza, ale wytrzymała kolejne uderzenie.
Rozbieganym wzrokiem dostrzegła Rona. Jego twarz zalana była krwią, ale nadal
walczył, wymierzając pięściami ciosy w pierś i brzuch siedzącego na nim
Śmierciożercy.
- Drętwota! - wrzasnęła, celując w źródło nieustających ataków, ale Śmierciożerca
bez większego trudu odbił jej zaklęcie i w momencie, w którym wymierzyła w tego,
który walczył z Ronem, kolejna klątwa niemal trafiła ją w twarz. Poczuła swąd
palących się włosów.
Miała tylko jedno, jedyne wyjście. Odciągnąć go stąd.
Rzuciła się przed siebie, celując przez ramię w nacierającego na nią mężczyznę.
- Impedimento!
Usłyszała za sobą huk i śmiech ścigającego ją Śmierciożercy.
- Pudło, ślicznotko!
Ale tuż po tym do jej uszu dotarł kolejny huk, dochodzący zza pleców i dwa znajome
głosy, krzyczące:
- Zostaw naszego brata, ty Ścierwojadzie!
Ulga była tak osłabiająca, że Hermiona niemal potknęła się i przewróciła w błoto, ale
kolejna klątwa, która świsnęła jej tuż obok ramienia, skutecznie poderwała ją do
dalszego biegu.
- Reducto! Drętwota! Petrificus Totalus!
Rzucała zaklęcia na oślep, byleby go tylko spowolnić, byle dać sobie trochę
oddechu. Niemal wpadła na niską, krępą czarownicę, ale zanim zdążyła ją ostrzec,
klątwa ścigającego ją Śmierciożery trafiła w kobietę, odrzucając ją na kilka metrów,
jednak Hermiona nie mogła się zatrzymać. Biegła dalej, skręcając gwałtownie, aby
go zmylić. Przeskoczyła nad leżącymi na ziemi zwłokami przypominającymi drobne
ciałko któregoś z pracujących w Hogwarcie skrzatów i zbyt późno dostrzegła
rozbłyski zaklęć przed sobą.
Wbiegła wprost pomiędzy kilkoro walczących ze sobą aurorów i Śmierciożerców.
- Co ty wyprawiasz, dziewczyno? - usłyszała krzyk jednego z nich, kiedy zanurkowała
ku ziemi, przebiegła pomiędzy nimi niemal na czworakach i puściła się dalej biegiem.
Odwróciła się dopiero po kilkudziesięciu metrach, ale ścigającego nigdzie nie było
widać. Najwyraźniej on nie miał tyle szczęścia co ona. Wolała jednak nie zawracać,
aby to sprawdzić.
Zatrzymała się i przez chwilę dyszała ciężko, opierając się rękami o kolana. Kiedy
odzyskała oddech, wyprostowała się i rozejrzała uważnie. Słyszała dobiegające z
oddali okrzyki i eksplozje. I nagle, gdzieś niedaleko, w powietrze wzbiło się bolesne
wycie, które sprawiło, że jej ciało przeszył lodowaty dreszcz.
Rozpoznawała ten głos...
Ścisnęła mocniej różdżkę i ruszyła w tamtą stronę.
*
Powinna być gdzieś tutaj. Jej śmiech dobiegał dokładnie z tego miejsca. Śmiech
przerwany przez ten dziwny, przeszywający wrzask. Wrzask, który nie przypominał
ani krzyku torturowanej ofiary, ani niczego, co Severus znał, chociaż miał niejasne
przeczucie, że gdzieś go już kiedyś słyszał.
Powoli wsunął się w kolejny kłąb dymu, uważnie rozglądając się wokół. Minął spalony
doszczętnie krzak.
Musiał być ostrożny. Na pewno nie tylko on usłyszał ten odgłos. Echo poniosło go tak
daleko, iż był niemal pewien, że w tej samej chwili zmierzają tu wszyscy znajdujący
się w okolicy Śmierciożercy. Niczym stado wilków, które przyciąga tu obietnica
obfitego posiłku.
Tam!
Kilka metrów dalej dostrzegł leżące na ziemi, odziane w czerń ciało. Severus
podszedł bliżej, rozglądając się na boki i dopiero, kiedy był już niemal nad zwłokami,
spojrzał na zamarłą w wyrazie bezbrzeżnego zdumienia twarz... Bellatriks.
Błoto, w którym stał, zrobiło się nagle znacznie bardziej grząskie niż wcześniej. Jakby
próbowało go pochłonąć. Dłoń, w której trzymał różdżkę, opadła, a oczy przysłonił
mroczny cień, gasząc połyskujący na ich dnie, słaby blask.
Jego jedyny klucz do Pottera... Jedyny...
Nogi mimowolnie poprowadziły go w dół. Przyklęknął, wyciągając rękę i dotykając
chłodnej dłoni martwej kobiety.
Czyżby... czyżby Czarny Pan popełnił błąd, powierzając miejsce swojego pobytu
osobie, która mogła przecież zostać pokonana?
Niemożliwe.
Może nie chodziło o to, co Bellatriks wiedziała, a o to, co mogła mieć przy sobie...
Jego dłoń powędrowała wzdłuż jej boku, poszukując ukrytej kieszeni.
Wskazówkę. Jakąkolwiek wskaz...
Jego zmysły krzyknęły ostrzegawczo. Zerwał się gwałtownie, ale nie zdążył już
unieść różdżki. Klątwa trafiła w niego z tak ogromną siłą, iż płuca skurczyły się na
chwilę, odcinając dopływ powietrza, a on upadł na ziemię, mając wrażenie, jakby