Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 460 461 462 463 464 465 466 467 468 ... 508
Перейти на страницу:

roztrzaskując czaszki.

Widziała umierających przyjaciół. Susan Bones, którą zmiotła ognista kula, grzebiąc

ją pod ciałami czarodziejów, którzy stali wokół niej. Angelinę Johnson, która zginęła

rozszarpana przypadkowym zaklęciem. Lee Jordana, który powalił trzech

Śmierciożerców, zanim trafiła go Klątwa Uśmiercająca rzucona przez Dołohowa.

Ale w całym tym chaosie brakowało tego, dla którego tu przybyli. Nigdzie, nawet

przez ułamek sekundy nie dostrzegła ani Harry'ego, ani Voldemorta.

- UWAGA! - Krzyk Neville'a niemal rozdarł jej uszy.

Jej spłoszone spojrzenie przeczesało całą okolicę, widząc rozbiegających się we

wszystkie strony czarodziejów. Zbliżający się coraz potężniejszy huk wydawał się

dobiegać spod samej ziemi, która zaczęła nagle dygotać pod stopami. Zarówno

aurorzy jak i Śmierciożercy, nie mogąc złapać równowagi, przewracali się. Hermiona

upadła na kolana, zanurzając dłonie w nasączonym krwią podłożu i wtedy... ziemia

zaczęła nagle opadać. Spojrzała przed siebie. Leżący na ziemi czarodzieje znikali

nagle w tworzącym się uskoku.

- UCIEKAJCIE!

Powietrze wypełniło się panicznymi wrzaskami. Ziemia rozstępowała się,

pochłaniając każdego, kto znalazł się na linii urwiska, z którego wznosiły się kąsające

języki ognia.

- Hermiono!

Ziemia pod jej kolanami zniknęła i poczuła, jak opada w dół, ale Ron szarpnął nią z

całej siły, przyciągając do siebie. Oboje wylądowali w błocie, czując porażający żar

płomieni. Podnieśli się i na wpół pełznąc, na wpół biegnąc, zaczęli uciekać przed

wciąż osuwającą się ziemią. Dopiero kiedy znaleźli się kilka metrów od uskoku,

zatrzymali się i spojrzeli na ognistą barierę. Luna, Neville, Dean i Seamus zostali po

drugiej stronie.

Wszyscy zaczęli się rozdzielać. Widziała niewielkie grupki aurorów i Śmieciożerców,

nacierające na siebie. Niektórzy uciekali do lasu.

Hermiona podążyła wzrokiem za uskokiem, widząc jak dociera do granicy drzew i

musiała osłonić oczy dłońmi, kiedy ujrzała oślepiający rozbłysk. Las zaczął płonąć.

Ale to nie był zwykły ogień. Płomienne bestie Szatańskiej Pożogi pożerały całe

połacie drzew, rozrastając się w tak błyskawicznym tempie, iż była pewna, że nikt,

kto tam wbiegł, nie zdążył uciec.

Jeszcze raz spojrzała na drugą stronę uskoku. Wydawało jej się, że widzi braci Rona

i Ginny, ale równie dobrze mogło to być złudzenie. Widziała za to bardzo wyraźnie,

jak Bellatriks wybucha gromkim śmiechem, ruszając w pościg za czwórką

oddalających się sylwetek. A potem wszystko przykrył gęsty dym i nie zobaczyła już

nic więcej.

*

Kiedy tylko Severus poczuł pod stopami ziemię, natychmiast przyklęknął. Jego

różdżka zadrgała, kiedy potężne zaklęcie świsnęło mu na głową, uderzyło w

znajdujące się obok drzewo i rykoszetem trafiło w aurora, który aportował się za nim.

Spojrzał przed siebie, ale jedyne, co dostrzegł, to gęsty dym i przeszywające go

niczym błyskawice strumienie zaklęć. Powietrze drżało od wypełniającej je magi ,

zniekształcając i potęgując otaczające go dźwięki - krzyki i wrzaski, rzucane na oślep

klątwy i czary, biegające w popłochu sylwetki. Kilka metrów od niego rozległ się huk i

pobliskie drzewo eksplodowało, zasypując go gradem odłamków. Osłonił się

peleryną i błyskawicznie schronił za najbliższym pniem.

Wciąż pamiętał zaskoczenie na otaczających go twarzach, kiedy na ułamek sekundy

przed aportacją, puścił ich dłonie, pozwalając, by dyrektor, McGonagall, Kingsley,

Lupin i kilkoro innych najsilniejszych aurorów aportowało się bez niego. Ich zadaniem

było odwrócenie uwagi Śmierciożerców i wprowadzenie popleczników Czarnego

Pana w popłoch, aby inni mogli bez przeszkód dostać się na miejsce. Nikt poza

dyrektorem nie wiedział jednak, że Severus ma zupełnie inne plany.

Musiał od czegoś zacząć. A raczej... od kogoś.

W oddali, na lewo od niego nad koronami unosiła się czerwona łuna ognia. Ktoś

podpalił las, najprawdopodobniej po to, by wywabić wszystkich, którzy znaleźli

schronienie wśród drzew.

Severus zmrużył oczy, uniósł różdżkę i zanurzył się w duszących oparach.

*

Tonks zacisnęła powieki w tej samej chwili, w której usłyszała pierwsze sylaby

klątwy, której skutki widziała już zbyt wiele razy, aby obraz mięśni wystających spod

roztopionej skóry nie wyrył jej się w głowie, prześladując ją nocami.

- Liqi...

- Expelliarmus!

Gwałtownie otworzyła oczy. Śmierciożerca, odrzucony siłą zaklęcia, uderzył w

pobliskie drzewo i zsunął się po nim niczym połamana kukiełka.

Do jej ściśniętych boleśnie płuc wdarło się szczypiące w gardło, kwaśne powietrze.

Odwróciła głowę i ujrzała stojącą nieopodal grupkę szóstorocznych Krukonów.

- Nic ci nie jest? - zapytała Cho Chang, podbiegając i wyciągając do niej rękę. Jej

twarz była osmalona, ale dziewczyna nie wydawała się być ranna, w przeciwieństwie

do Padmy Patil, którą podtrzymywał jasnowłosy chłopak.

Tonks potrzebowała chwili, aby galopujące szaleńczo serce uspokoiło się odrobinę, a

rozchwiane zmysły powróciły na miejsca.

- Nie, nic - odparła ochryple, przyjmując wyciągniętą rękę i podnosząc się z ziemi. -

Widzieliście gdzieś Lunę?

Cho pokręciła głową.

- Nie. Kiedy się aportowaliśmy, wszędzie byli Śmierciożercy. Rozdzieliliśmy się i

uciekliśmy do lasu i... co to za hałas? - Rozejrzała się, skonsternowana.

Tonks także go słyszała. Ryk przypominający stado galopujących centaurów.

Nadciągających z ogromną prędkością.

Odwróciła się i nad koronami drzew ujrzała krwawą łunę. Coraz jaśniejszą i gorętszą.

Jej serce zamarło.

- Uciekajcie stąd! - krzyknęła. - To Szatańska Pożoga!

*

Unoszące się wszędzie kłęby dymu utrudniały mu widoczność, ale stanowiły

jednocześnie znakomitą ochronę. Widział przebiegające w pobliżu sylwetki aurorów i

uczniów, otaczała go kakofonia wrzasków i jęków. Jego wyostrzone zmysły szalały,

atakowane ze wszystkich stron hałasem, hukiem, zapachem krwi i oślepiającymi

rozbłyskami. Każdy ruch wymagał przemyślenia, każdy krok mógł być jego ostatnim.

Severus doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Śmierciożercy nie przyjmą go z

otwartymi ramionami, ale wciąż nie był pewien, co mógł powiedzieć im Czarny Pan i

jak bardzo wpłynie to na wszelkie konfrontacje z nimi. Na razie musiał utrzymać

absolutną czujność na wypadek, gdyby...

Zatrzymał się nagle, kiedy przestępując nad ciałem nieznanego mu czarodzieja,

dostrzegł wyłaniający się z mgły żółty promień.

- Protego! - krzyknął, cofając się o krok i wbijając wzrok w gęstą przestrzeń.

Wystarczył ułamek sekundy i sugestia ciemnego kaptura, aby zrozumiał z kim ma do

czynienia. - Sectumsempra!

Śmierciożerca zawył i upadł na ziemię, dygocząc spazmatycznie, a z rozcięć na jego

skórze trysnęła krew.

Severus dopadł do niego, łapiąc go za szatę na piersi i pociągając w górę, aż ich

twarze znalazły się na wprost siebie. Rozpoznał go.

- Gdzie jest Czarny Pan, Jugson? - wysyczał lodowato, zagłębiając spojrzenie w jego

oczach i penetrując zewnętrzne obszary umysłu. Odpowiedź powinna wypłynąć na

samą powierzchnię od razu po zadaniu pytania i nawet gdyby to żałosne ścierwo

próbowało ją ukryć, to i tak byłoby już za późno.

1 ... 460 461 462 463 464 465 466 467 468 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)