Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Vaterland [Fatherland - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Vaterland [Fatherland - pl]

Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1964. Nazistowskie Niemcy triumfują w Europie oraz Azji i przygotowują się do obchodów 75 urodzin Hitlera. Prezydent USA J.F.Kennedy ma przybyć z oficjalną wizytą do Rzeszy, aby przywrócić stosunki dyplomatyczne miedzy krajami. Wtedy uwagę władz przykuwa seria tajemniczych morderstw. Wszystkie ofiary łączy udział w planie eksterminacji Żydów i Słowian. Śledztwo rozpoczynają agencji niemieckiego wywiadu, szpiedzy i amerykańska dziennikarka. Rozwiązanie okaże się bardziej zaskakujące, niż ktokolwiek przypuszcza.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 86
Перейти на страницу:

Otworzyli jego pocztę. Kilka dawno przeterminowanych rachunków — szkoda, że ich nie uregulowali — i opatrzony wtorkową datą

list od byłej żony. Nie chciała, żeby w przyszłości widywał się z Pilim. Spotkania z ojcem za bardzo wytrącały chłopca z równowagi. Miała nadzieje, że nie będzie kwestionował tej decyzji. Jeśli okaże się to konieczne, gotowa jest złożyć wyjaśnienia przed Sądem Rodzinnym Rzeszy, ufa jednak, że nie będzie musiała tego robić — ze względu na dobro chłopca i Marcha. Podpisano: Klara Eckart. A więc powróciła do swego panieńskiego nazwiska. Zmiął list i rzucił go obok fotografii, na resztę śmieci.

Zostawili przynajmniej nietkniętą łazienkę. Wziął prysznic, ogolił się, a potem obejrzał w lustrze poniesione obrażenia. Nie wyglądały tak źle: wielki, rosnący szybko siniak na piersi, kilka innych z tyłu nóg i u podstawy krzyża; wyraźny ślad na szyi. Nic poważnego. Co takiego mówił zawsze jego ojciec — jak brzmiał jego balsam na wszystkie dziecięce zadrapania? „Przeżyjesz, chłopcze”. No właśnie. „Przeżyjesz!”

Wrócił nagi do salonu i wydobył ze stosu czyste ubranie, buty, walizkę i skórzaną torbę. Przez chwilę bał się, że zabrali mu paszport, ale w końcu znalazł go na samym dnie. Dostał go w roku 1961, kiedy kazano mu pojechać do Włoch po aresztowanego w Mediolanie gangstera. Z fotografii wpatrywał się weń jego młodszy sobowtór, bardziej pyzaty i lekko uśmiechnięty. Mój Boże, pomyślał, w trzy lata postarzałem się o dziesięć.

Wyszczotkował mundur, założył go na czystą koszulę, po czym spakował walizkę. Kiedy pochylił się, żeby ją zamknąć, zobaczył, że na kracie kominka leży jakiś przedmiot. Była to odwrócona na drugą stronę fotografia Weissów. Zawahał się, a potem podniósł ją, złożył w mały kwadrat — dokładnie tak samo, jak była złożona, kiedy znalazł ją przed pięciu laty — i schował do portfela. W przypadku gdyby go zatrzymano i przeszukano, mógł powiedzieć, że to jego rodzina.

A potem po raz ostatni rozejrzał się po mieszkaniu i wyszedł, zamykając za sobą, jak mógł najlepiej, wyłamane drzwi.

* * *

W głównym oddziale Deutschebank, przy Wittenberg Platz, zapytał, ile ma na koncie.

— Cztery tysiące dwieście siedemdziesiąt siedem Reichsmarek i trzydzieści osiem fenigów.

— Chcę, żeby mi je pan wypłacił.

— Wszystko, Herr Sturmbannführer? — Kasjer zamrugał skrytymi za drucianymi oprawkami oczyma. — Zamyka pan konto?

— Wszystko.

March obserwował uważnie, jak kasjer przelicza czterdzieści dwa stumarkowe banknoty. Wsadził je do portfela, obok fotografii. Niewiele jak na oszczędności całego życia.

Wszystko przez brak awansów i wypłacane przez siedem lat alimenty.

Kasjer wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczyma.

— Herr Sturmbannführer coś mówił?

Zaczynał myśleć na głos. Coś było nie w porządku z jego głową.

— Nie. Przepraszam. Dziękuję.

Podniósł walizkę, wyszedł z banku i złapał taksówkę, która zawiozła go na Werderscher Markt.

Siedząc samotnie w swoim gabinecie, Xavier zrobił dwie rzeczy. Zadzwonił do dyrekcji Lufthansy i poprosił szefa służby bezpieczeństwa — znanego mu osobiście byłego inspektora Kripo, niejakiego Friedmana — żeby sprawdził, czy na listach pasażerów lecących z Berlina do Zurychu w niedzielę i poniedziałek nie ma przypadkiem Martina Luthera.

— Martina Luthera, tak? — Friedman wydawał się szczerze ubawiony. — Interesują cię jeszcze jakieś inne nazwiska, March? Może cesarza Karola Wielkiego? Pana von Goethego?

— To ważne.

— Zawsze jest ważne. Jasne, wiem. — Friedman obiecał, że zaraz przekaże mu informację. — Gdyby zmęczyło cię bawienie się w berka z ambulansami, wiedz, że jeśli zechcesz, możesz zawsze pracować u mnie.

— Dziękuję. Może skorzystam.

Odłożywszy słuchawkę, zdjął zwiędłą roślinę z szafki. Wyjął ją z doniczki, wsadził na samo dno mosiężny kluczyk, umieścił roślinę z powrotem i postawił doniczkę na stare miejsce.

Pięć minut później zadzwonił Friedman.

Gabinet Artura Nebego mieścił się na czwartym piętrze: cały w przyćmionym świetle, kremowych dywanach, czarnych skórzanych obiciach. Na kremowych ścianach wisiały fotografie rzeźb Thoraka.

Atletyczne postaci o gargantuicznych torsach toczyły pod górę olbrzymie głazy, upamiętniając w ten sposób wysiłek budowniczych autostrad; potężne Walkirie zmagały się z potrójnym demonem Ignorancji, Bolszewizmu i Słowiańszczyzny. Monumentalne rozmiary prac Thoraka były tematem nieustannych żartów. Przezywano go Thorax[4]. „Herr Professor nie przyjmuje dzisiaj żadnych gości — pracuje właśnie nad lewym uchem konia”.

Adiutant Nebego, Otto Beck, gładko wygolony absolwent Heidelbergu i Oksfordu, zmierzył ostrym wzrokiem wchodzącego do sekretariatu Marcha.

— Chcę mówić z Oberstgruppenführerem.

— Nie przyjmuje nikogo.

— Mnie przyjmie.

— Nie przyjmuje nikogo.

March oparł pięści o biurko i pochylił się, zbliżając twarz do twarzy Becka.

— Zapytaj.

— Czy mam wezwać straż? — usłyszał za sobą głos sekretarki.

— Chwileczkę, Ingrid. — Wśród absolwentów akademii SS w Oksfordzie do dobrego tonu należało popisywanie się angielską flegmą. Adiutant strzepnął niewidzialny pyłek z rękawa munduru. — Jakie mam podać nazwisko?

— March.

— Ach, ten słynny March… — Beck podniósł słuchawkę. — Mam tutaj Sturmbannführera Marcha. Domaga się, aby pan go przyjął, Herr Oberstgruppenführer. — Spojrzał na Xaviera i kiwnął głową. — Tak jest.

Nacisnął ukryty pod biurkiem guzik, otwierający elektroniczne rygle.

— Pięć minut, March. Potem ma spotkanie z Reichsführerem.

Dębowe drzwi do gabinetu miały sześć centymetrów grubości. Szczelnie zasunięte żaluzje nie wpuszczały do środka dziennego światła. Pochylony nad biurkiem Nebe tkwił w żółtym kręgu lampy, studiując przez powiększające szkło jakiś maszynopis. Skierował w stronę gościa olbrzymie rozmazane rybie oko.

— Kogo tutaj mamy? — zapytał, opuszczając lupę. — Sturmbannführer March. Obawiam się, że z pustymi rękoma?

— Niestety.

Oberstgruppenführer kiwnął głową.

— Dowiedziałem się od oficera dyżurnego, że komisariaty w całej Rzeszy zaczynają pękać w szwach. Wypełniają je żebrzący starcy, uciekinierzy z oddziałów geriatrycznych i starzy pijacy, którzy zgubili dokumenty… Globus nie upora się z nimi wszystkimi do Bożego Narodzenia. — Oparł się plecami o krzesło. — Jeśli znam Luthera, jest o wiele za sprytny, żeby wystawić teraz nos na ulicę. Poczeka kilka dni. To nasza jedyna nadzieja.

— Chciałem o coś prosić.

— Słucham.

— Chciałbym wyjechać z kraju.

Nebe uderzył obiema rękami w blat biurka, wybuchając gromkim śmiechem.

— Twoje dossier jest bardzo obszerne, ale nigdzie nie wspomina się tam o poczuciu humoru. To było wyborne! Kto wie? Może nawet uda ci się przetrwać. Zostaniesz ulubieńcem komendanta kacetu.

— Chciałbym wyjechać do Szwajcarii.

— Oczywiście. Bardzo malowniczy kraj.

— Miałem wiadomość z Lufthansy. W niedzielę po południu Luther poleciał do Zurychu. Wrócił ostatnim wieczornym lotem w poniedziałek. Uważam, że korzystał w tym czasie z bankowej skrytki depozytowej.

вернуться

4

Thorax (łac.) — pancerz (przyp. tłum.)

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)