Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 87
Перейти на страницу:

— W rzeczy samej, panie Lang. Na własne nieszczęście.

No, no, pomyślałem. Doprawdy urocze. Na własne — nieszczęście handluję bronią. Stwierdzenie równie mocne, jak on bogaty.

Spuścił wzrok z udawaną skromnością.

— Tak, kupuję i sprzedaję broń — wyznał. — Muszę powiedzieć, że chyba z powodzeniem. Pan tego oczywiście nie pochwala, jak wielu z pańskich rodaków. To cena, jaką płacę za swoją profesję. Ciężar, który muszę dźwigać.

Podejrzewam, że nabijał się ze mnie, ale nie brzmiało to w ten sposób. Naprawdę sprawiał wrażenie, jakby moja dezaprobata czyniła go nieszczęśliwym.

— Rozpatrywałem swoje życie i zachowanie z pomocą wielu przyjaciół, ludzi religijnych. Jestem przekonany, że mogę odpowiadać przed Bogiem. W istocie pozwolę sobie uprzedzić pańskie pytanie, jestem przekonany, że mogę odpowiadać tylko przed Bogiem. A więc, czy będzie miał pan coś przeciwko temu, jeżeli przejdziemy dalej?

Znów się uśmiechnął. Ciepły, uroczo skruszony. Radził sobie ze mną z wprawą człowieka, którzy przywykł do radzenia sobie z ludźmi takimi jak ja — jakby był uprzejmą gwiazdą filmową, którą poprosiłem o autograf w niefortunnym momencie.

— Ładne meble — stwierdziłem.

Odbywaliśmy wycieczkę po pokoju. Rozprostowując nogi, wietrząc płuca, trawiąc obfity posiłek, którego nie zjedliśmy. Do pełnego obrazka brakowało jeszcze pary psów hasających nam wokół kostek i bramy, o którą można by się oprzeć. Nie mieliśmy ich, dlatego musiałem zadowolić się meblami.

— To Boulle — powiedział Morderstone, wskazując na dużą drewnianą szafkę stojącą obok mnie. Kiwnąłem głową w sposób, w jaki kiwam zawsze, gdy ludzie podają mi nazwy roślin, i nachyliłem się ku misternej mosiężnej intarsji.

— Bierze się arkusz forniru i arkusz mosiądzu, skleja je razem, a następnie wycina wzór. Tamta — wskazał na faktycznie podobną szafkę — to contrę Boulle. Widzi pan? Idealny negatyw. Nic się nie marnuje.

Pokiwałem głową w zamyśleniu i przenosząc wzrok między obiema szafkami, próbowałem sobie wyobrazić, ile motocykli musiałbym kupić, zanim zacząłbym wydawać pieniądze na takie sprzęty.

Morderstone najwyraźniej miał dość spaceru i ruszył w kierunku sofy. Sposób, w jaki się poruszał, wydawał się wskazywać, że pudełko z uprzejmościami było już niemal puste.

— Dwa przeciwstawne obrazy tego samego przedmiotu, panie Lang — powiedział, sięgając po kolejnego papierosa. — Ktoś mógłby powiedzieć, że te dwie szafki przypominają nasz mały problem.

— Mógłby — zgodziłem się i zamilkłem, ale on nie miał ochoty rozwinąć tej myśli. — Oczywiście musiałbym najpierw z grubsza wiedzieć, o czym pan mówi.

Odwrócił się w moją stronę. Połysk wciąż był na miejscu, podobnie jak uroda amatora zamkniętych przestrzeni. Ale poufałość przygasała, żarząc się na palenisku i nie ogrzewając już nikogo.

— Oczywiście mówię o Projekcie Absolwent, panie Lang.

Wyglądał na zaskoczonego.

— Oczywiście — odparłem.

— Mam pewne powiązania — powiedział Morderstone — z pewną grupą ludzi.

Stał teraz przede mną, ręce szeroko rozwarte w geście „Witaj w mojej wizji”, którego tak chętnie obecnie używają politycy. Ja siedziałem rozwalony na sofie. Niewiele się zmieniło, poza tym, że w pobliżu ktoś smażył paluszki rybne. Zapach nie do końca pasował do pomieszczenia.

— Ludzie ci — kontynuował — to przeważnie moi przyjaciele. Ludzie, z którymi robiłem interesy przez wiele, wiele lat. Ludzie, którzy mi ufają, którzy na mnie liczą. Rozumie pan?

Rzecz jasna nie pytał mnie, czy zrozumiałem naturę tych konkretnych relacji. Chciał tylko wiedzieć, czy słowa takie jak Zaufanie i Niezawodność nadal miały jakiekolwiek znaczenie w dołach społecznych, w których się obracałem. Skinąłem głową, że owszem, jeżeli trzeba, potrafię je przeliterować.

— Chcąc okazać tym ludziom swoją przyjaźń, podjąłem pewnego rodzaju ryzyko. Bardzo rzadko mi się to zdarza.

— Uznałem, że to dowcip, więc się uśmiechnąłem, z czego wydawał się zadowolony.

— Osobiście ubezpieczyłem sprzedaż pewnej ilości towaru.

Zamilkł i spojrzał na mnie, oczekując jakiejś reakcji.

— Sądzę, że natura produktu jest panu dobrze znana.

— Helikoptery — powiedziałem. Wdawało się, że na tym etapie udawanie idioty nie ma większego sensu.

— No właśnie, helikoptery. Muszę panu powiedzieć, że osobiście za nimi nie przepadam, ale powiedziano mi, że wyjątkowo dobrze spełniają niektóre funkcje.

Zaczynał się robić nieco afektowany — udając odrazę do prostackich, poplamionych olejem maszyn, dzięki którym mógł sobie kupić dom i, z tego co wiedziałem, tuzin podobnych — dlatego w imieniu zwykłych ludzi postanowiłem sprowadzić rozmowę trochę bardziej na ziemię.

— Niewątpliwie — przyznałem. — Helikoptery, które pan sprzedaje, potrafią zniszczyć średniej wielkości wieś w czasie krótszym niż minuta. Razem z wszystkimi jej mieszkańcami, rzecz jasna.

Przymknął na sekundę oczy, zupełnie jakby sama myśl o czymś takim sprawiła mu ból. Nie trwało to długo.

— Jak już powiedziałem, panie Lang, nie sądzę, abym musiał się przed panem usprawiedliwiać. Nie interesuje mnie, do czego zostanie ostatecznie wykorzystany towar, który sprzedaję. Interesuje mnie, ze względu na dobro moich przyjaciół oraz moje własne, czy produkt znajdzie odbiorców.

Splótł dłonie i czekał. Jakby teraz to już był mój problem.

— Niech je pan zareklamuje — zaproponowałem. — Na przykład na ostatnich stronach „Woman's Own”.

— Hm — mruknął, jakbym był idiotą. — Nie jest pan biznesmenem, panie Lang.

Wzruszyłem ramionami.

— A ja, widzi pan, jestem — kontynuował. — Wydaje mi się więc, że powinien pan zaufać mojej wiedzy na temat rynku.

Wydawało się, że przyszła mu do głowy jakaś myśl.

— Ostatecznie ja nie ośmieliłbym się doradzać panu, jak się powinno…

Znalazł się w kropce, ponieważ uświadomił sobie, że moje CV nie dawało żadnych powodów do przypuszczeń, że istnieje cokolwiek, co potrafiłbym robić najlepiej.

— Jeździć na motocyklu? — podpowiedziałem z galanterią.

Uśmiechnął się.

— No właśnie.

Ponownie usiadł na sofie. Tym razem trochę dalej ode mnie.

— Produkt, którym się zajmuję, wymaga, jak sądzę bardziej wyrafinowanego podejścia niż reklama na łamach „Woman's Own”. Jeżeli produkuje pan nową pułapkę na myszy, to reklamuje ją pan jako nową pułapkę na myszy. Z drugiej strony — wskazał ręką w drugą stronę, aby pokazać mi, jak wygląda druga strona — jeżeli próbuje pan sprzedać pułapkę na węże, najpierw musi pan przekonać wszystkich, że węże to złe stworzenia. Dlaczego trzeba je łapać? Rozumie pan? Znacznie, znacznie później zjawia się pan ze swoim produktem. Dostrzega pan sens tego mechanizmu?

Uśmiechał się cierpliwie.

— A więc — powiedziałem — zamierza pan sfinansować zamach terrorystyczny i pozwolić, aby pańska mała zabawka dała pokaz swoich możliwości w wiadomościach o dziewiątej. Wszystko to już wiem. Rusty wie, że wszystko to już wiem.

Zerknąłem na zegarek, starając się sprawić wrażenie, że za dziesięć minut mam jeszcze umówione spotkanie z innym handlarzem bronią. Jednak Morderstone nie był człowiekiem, którego dałoby się popędzać.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)