Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 137
Перейти на страницу:

— A w najgorszych? — zapytała go tamtego wieczoru.

— Nawet jeśli jest tylko poezją, to jest to poezja, którą można żyć, poezja, za którą można umrzeć — odpowiedział ze spokojnym przekonaniem. Przez chwilę siedział zgarbiony, z opuszczoną głową, rozmyślając. — Może poezja jest jedynym sposobem, żeby zbliżyć się do prawdy Boga… A kiedy zawodzi metafora, myślimy, że to Bóg nas zawiódł! — zawołał, szczerząc zęby. — Tak, to jest pomysł! To nowy teologiczny labirynt!

D.W. Yarbrough często podkreślał, że Sofia jest dziedziczką starożytnej mądrości, a wywodzące się z niej prawo i etyka zostały wielokrotnie przetestowane w setkach kultur i we wszystkich klimatach moralnych. Jest to najmądrzejszy, najbardziej logiczny w dziejach świata kodeks postępowania. Pragnęła opowiedzieć Supaariemu o mądrości Hillela, który na sto lat przed Jezusem nauczał: „Nie czyń innym tego, czego sam nienawidzisz”. Jeśli nie możesz żyć tak, jak muszą żyć Runowie, przestań ich hodować, przestań ich wyzyskiwać, przestań ich zjadać!

Znajdź jakiś inny sposób życia. Miłuj miłosierdzie, nauczali prorocy. Czyń sprawiedliwość. Tyle było do przekazania! A jednak historia jej własnej planety to dzieje nieustannych wojen, a tak często, tak tragicznie często korzenie tych wojen sięgały wierzeń religijnych, uprzedzeń, zapiekłej pewności siebie. Pragnęła zapytać D.W., czy jeśli mamy nauczyć się czegoś od VaRakhati, to nie byłoby słuszne, żeby i oni czegoś się od nas nauczyli?

Nie wiem, co robić, myślała. Nawet prawa fizyki rozmieniają się na prawdopodobieństwa. Skąd mam wiedzieć, co robić?

„Bóg, który dał temu początek, doprowadzi to do doskonałości”, powtarzał Marc Robichaux. A Emilio Sandoz powiedział jej kiedyś: „Jesteśmy tu, ponieważ Bóg nas tutaj przywiódł, krok po kroku”. Nic nie dzieje się przypadkowo, nauczali żydowscy mędrcy. Może jestem tutaj, pomyślała, żeby zaszczepić tę mądrość na Rakhacie? Może właśnie dlatego ja jedyna przetrwałam?…

A może postradałam rozum, pomyślała po chwili, przerażona, że mogła coś takiego pomyśleć.

Był to bardzo ciężki dzień. Nie śmiała myśleć o tym, co by się mogło stać, gdyby tylko Supaari zrozumiał, że ona wciąż żyje. Ciesz się z tego, co masz, powiedziała sobie, układając się obok Kanchaya, tak żeby widzieć dziwną twarz swojego śpiącego synka, blisko Supaariego i jego maleńkiej, cudownej Ha’anali, blisko Sichu-Lana, Tinbara i wszystkich innych, którzy ją przygarnęli.

O świcie powróciły do niej słowa Supaariego. „Inni…” Usiadła, oddychając nierówno, i wpatrzyła się w ciemność. Inni. Przybyli inni ludzie.

— Sipaj, Fia! Co robisz? — zapytał Kanchay zaspanym głosem. On też usiadł, kiedy Sofia uklękła i zaczęła ręką dotykać skraju chaty. — Czego szukasz?

— Komputera — odpowiedziała i syknęła, bo zacięła się w rękę nożem, który ktoś pozostawił pomiędzy półmiskami.

— Ach, Fia! Przestań! — krzyknął Kanchay ze wstrętem, kiedy zaklęła i zaczęła ssać słoną rankę na swojej dłoni.

Inni też głośno wyrażali swoje obrzydzenie, zbudzeni nagłym uderzeniem zapachu krwi, który wyrwał ich ze snu tak, jak okrzyk może przebudzić ludzi, lecz Sofia nadal przeszukiwała skraj chaty, szperając wśród naczyń, zapasów i narzędzi.

— Emilio został wysłany na Ziemię na „Stelli Maris” — mruknęła do siebie. — To dlatego sygnał zamarł trzy lata temu.

Jej dłoń natrafiła na krawędź laptopa; porwała go i przycisnęła do piersi, a potem przeczołgała się przez zbitą masę ciał i wydostała na zewnątrz, gdzie niebo było już w połowie złote, a w połowie akwamarynowe. Mieli macierzysty pojazd i prom. Supaari nie był pewny, czy tylko sam Sandoz opuścił Rakhat. Ten drugi statek mógł wciąż być na orbicie. Ich prom mógł wciąż być na planecie. Jest paliwo.

— Jeśli jeszcze nie odjechali… — powiedziała na głos. — O Boże, och… błagam…

Sieć satelitarna, ustanowiona osiem lat temu przez załogę „Stelli Maris”, nadal funkcjonowała. Pracując gorączkowo, przeprogramowała radio, aby przeszukiwało systematycznie szerokie pasmo na orbicie Rakhatu, w nadziei natrafienia na jakiś aktywny nośnik informacji. Poszukiwanie nie trwało długo: 9,735 gigaherców.

— Tak! — krzyknęła, płacząc i śmiejąc się, lecz natychmiast umilkła, ignorując Runów, którzy teraz tłoczyli się wokół niej, a ich pytania wydawały się jej tak bezsensowne, nic nie znaczące jak deszcz.

Nie było odpowiedzi na jej sygnał wywoławczy, ale znała standardowe procedury nawigacyjne, specjalne interfejsy ustanowione przez Agencję Kosmiczną Narodów Zjednoczonych, kiedy wokół Ziemi zaczęło latać tyle statków i stacji, że groziło to katastrofą. Jak nawigator naziemny przejmujący frachtowiec, przejęła kontrolę nad systemem komputerowym „Magellana” i włamała się do jego rejestrów. Nie było zapisu powrotu załogi na statek. Nie było żadnych transmisji od około trzech lat. Ich prom musi być gdzieś na Rakhacie, może w pobliżu Kashanu.

Zaczęła nadawać powtarzające się wezwanie poprzez łącza „Magellana”, adresując je do wszystkich węzłów umieszczonych na lądzie i prosząc respondentów, by odpowiedzieli poprzez powrotną ścieżkę „Magellana”. Nasłuchiwała z bijącym sercem, oczekując czyjejśodpowiedzi, licząc najakąkolwiek wskazówkę, że ona i Izaak nie są jedynymi ludzkimi istotami na Rakhacie.

Było już dobrze po drugim wschodzie, kiedy oderwała się od komputera, usiadła i zaczęła myśleć. Brak odpowiedzi nie dowodził, że ci inni nie żyją. Mogło ich nie być przy żadnym z węzłów. Supaari uważał, że wciąż mogą żyć, ale znajdują się w niewoli, jak niegdyś Emilio. Sześć miesięcy, postanowiła, rozpalona intensywnością pracy, jaką wykonała. Tyle jest im winna. Nie porzuci swoich braci bez poważnej próby odnalezienia ich.

Sześć miesięcy.

Tylko sześć miesięcy. Potem, na Boga, o którego poezji już zapomniała, ukradnie ich prom i statek macierzysty. Potem, na Boga, Sofia Mendes wróci ze swoim synem do domu.

15. NEAPOL: lipiec 2061

Nie było formalnych oświadczyn. Siedząc na olbrzymim głazie nad plażą, który stał się jego sanktuarium w okresie, kiedy nie mógł odnaleźć nadziei w kościołach, Emilio obserwował Celestinę bawiącą się na plaży i gawędził z Giną, gdy nagle, po chwili wymownego milczenia, zapytał:

— Masz coś przeciwko ślubowi cywilnemu?

— Byłoby to na pewno milsze niż obrzucanie się obelgami — odpowiedziała Giną z powagą i dała mu się objąć, co miało oznaczać zgodę. — Kiedy?

— O ile wiem, w koiicu sierpnia jedziesz z Celestiną i rodzicami w góry, tak? A więc w pierwszy weekend września.

Giną skinęła głową.

— Może po południu? — zaproponowała po pięciu minutach, uśmiechając się w stronę morza. — Bo w ten sposób, jeśli małżeństwo okaże się nieudane, nie będziemy marnować całego dnia.

— O dziesiątej. O dziesiątej rano. Trzeciego września, w sobotę po twoim powrocie.

Środki umożliwiające takie rozwiązanie spoczywały od dawna niby skarb w pudle listów zgromadzonych przez Johannesa Voelkera w Rzymie i dostarczonych Sandozowi przez Johna Candottiego.

Przesyłki adresowane do Sandoza były rutynowo sprawdzane na obecność bomb lub bakterii, ale listy mogły zawierać słowa raniące bardziej niż bomby. Emilio wiedział, że jest wobec tego bezbronny, i nie zaglądał do poczty, ale Giną go kochała i była przekonana, że wszyscy inni muszą podzielać jej opinię o nim. Pewnego dnia na początku lipca, kiedy Emilio pracował w koiicu pokoju, a Celestiną bawiła się w dom z Elizabeth i wypchanym psem Franco Grossim, Giną usiadła na świeżo pozamiatanej podłodze, wysypała zawartość pudła i podzieliła listy na cztery kupki: nienawistne, miłe, śmieszne i interesujące. Kiedy skończyła, zabrała Celestinę i poszła z nią do kuchni, gdzie dopilnowała, by brat Cosimo spalił „nienawistne” listy. Cosimo należał do tych, którzy pochwalali ich związek, obdarował je teraz trzema lodami orzechowymi i talerzem resztek sałaty dla Elizabeth.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)