Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 137
Перейти на страницу:

„Miłe” listy pochodziły głównie od dawnych studentów Emilia; najdawniejsi mieli po piętnaście lat, kiedy uczył ich początków łaciny, a teraz byli panami w średnim wieku, czule wspominającymi szkolne lata. Niektórzy — prawnicy, adwokaci — oferowali swoje usługi, proponując wytoczyć proces Konsorcjum Kontakt o oszczerstwo i zniesławienie. Giną podziwiała ich lojalność, ale Emilio wciąż uważał się za winnego pewnych zarzutów, które postawiono mu zaocznie. Odłożyła więc te listy na bok, mając nadzieję, że może kiedyś się przydadzą.

Wśród „śmiesznych” było kilka listów od kobiet, których samokontrola nad popędem reprodukcyjnym była słabsza od znajomości podstaw szantażu; przypisywały one ojcostwo swoich dzieci księdzu, którego nawet nie było na planecie Ziemi w czasie ich poczęcia. Emilio przeczytał jeden z nich, ale nie był tak rozbawiony jego treścią, jak Giną, więc cały stosik został skazany na spalenie.

Pozostały więc „interesujące”.

Większość z nich, jak sądziła, można było od razu odrzucić: prośby o wywiad, umowy o książkę i tak dalej. Był jednak list od firmy prawniczej z Cleveland w stanie Ohio, a koperta zawierała również kopię odręcznej noty z datą 19 lipca 2021 roku, podpisanej przez Annę Edwards — lekarkę, która wraz ze swoim mężem, inżynierem George’em Edwardsem, była członkiem pierwszej misji jezuickiej na Rakhat. Emilio niechętnie mówił o Annę, więc Giną zastanawiała się, czy rozdrapywać tę ranę. Uznała jednak, że list dotyczy ważnej sprawy prawniczej, wręczyła go zatem Sandozowi, który przeczytał go i pobladł.

— Caro, czy to coś złego? O co chodzi?

— Nie wiem, co z tym zrobić — odpowiedział, kręcąc głową i rzucając papiery na biurko. Wstał i odszedł parę kroków, wyraźnie wyprowadzony z równowagi. — Nie. Nie chcę tego.

Czego? Co tam jest? — zapytała Celestina, siedząca na podłodze. Przestraszona, spoglądała to na matkę, to na Emilia, a potem się rozpłakała. — Mamo, czy to jeszcze jeden dokument rozwodowy?

— O mój Boże… — jęknął Emilio i podszedł do dziecka, aby przy nim uklęknąć i wziąć w ramiona. — Nie, nie, cara mia — To nic takiego, Celestino! Nic złego. — Spojrzał na Ginę, która wzruszyła bezradnie ramionami. — To coś o pieniądzach. Nic ważnego, cara… To tylko pieniądze. Może to coś dobrego?

Muszę to przemyśleć. Nie jestem przyzwyczajony do tego, że inni ludzie o mnie myślą. Może to coś dobrego.

Testament Annę był krótki; napisała go w pewien słoneczny dzień, w trakcie przygotowań do wyprawy, wspominając o swojej śmiertelności zdawkowo i teoretycznie. „Nie można kupić szczęścia, moi kochani. Zdrowia też nie. Ale trochę forsy nigdy nie zaszkodzi. Bawcie się dobrze”. Ona i George ustanowili fundusze powiernicze dla każdego z członków jezuickiej misji, a jak informowała firma prawnicza, po czterdziestu latach wartość imiennych depozytów znacznie wzrosła. Poza tym Emilio Sandoz, Sofia Mendes i James Quinn dziedziczyli cały majątek osobisty Edwardsów, więc należała mu się jedna trzecia. Warunki szczegółowe testamentu głosiły, że jeśli Sandoz będzie nadal członkiem Towarzystwa Jezusowego, powinien założyć fundację wspomagającą zagraniczne dzieła miłosierdzia w zakresie edukacji i medycyny. Jeśli jednak z jakiegoś powodu porzuci kapłaństwo, może zrobić z pieniędzmi to, co uzna za stosowne.

Przerażony tym spadkiem, nie mając zielonego pojęcia o jego egzekucji, długo nie mógł zasnąć. Rano skontaktował się jednak z bratem Edwardem Behrem, który przed wstąpieniem do zakonu był maklerem giełdowym, i zasięgnął jego porady, stopniowo przyzwyczajając się, że jest teraz dość bogaty. Decyzję podjął po tygodniu od czasu pierwszego przeczytania testamentu Annę. W Internecie znalazł listę antykwariatów w rejonie Rzymu i Neapolu i po zapoznaniu się z ich ofertami zamówił jeden z pokazywanych w katalogu antycznych mebli. Zrobiwszy to, położył się z powrotem do łóżka i zasnął natychmiast po przyłożeniu głowy do poduszki, co wziął za dobry omen.

Vincenzo Giuliani, odwiedziwszy pewnego dnia swoje neapolitańskie biuro i wszedłszy do gabinetu, zdumiał się na widok wspaniałego siedemnastowiecznego stolika, którego ozdobiony bogatą intarsją blat lśnił w blasku słońca wlewającego się przez wysokie, dzielone kamiennymi kolumienkami okna. Stolik nie był dokładną kopią tego, który Emilio Sandoz roztrzaskał jedenaście miesięcy temu, ale prawie mu dorównywał. Leżała na nim koperta, w której znajdował się dokument potwierdzający przekazanie Towarzystwu Jezusowemu zapierającej dech w piersiach sumy, pochodzącej z prywatnego konta EJ. Sandoza. Wszystko to spowodowało, że ojciec generał pozwolił sobie na długie i wymyślne przekleństwo.

Po spłaceniu długów, dysponując środkami pozwalającymi na dostatnie życie, wynajęcie osobistych ochroniarzy i utrzymanie rodziny, Emilio Sandoz stał się niezależnym, czterdziestosiedmioletnim mężczyzną, który mógł bez niepokoju myśleć o swojej przyszłości. Widma przeszły w stan spoczynku, poczucie winy coraz bardziej blakło, Bóg został odrzucony.

Jeszcze nie jest za późno, aby żyć, pomyślał. A więc postanowione: ślub cywilny 3 września o dziesiątej rano, w obecności kilku przyjaciół.

Szczegółowe raporty o tym, co Giną Giuliani i Emilio Sandoz mieli prawo uważać za swoją czysto osobistą sprawę, napłynęły latem do trzech wiekowych instytucji, docierając z różną szybkością do generała Towarzystwa Jezusowego, papieża Kościoła rzymskokatolickiego i neapolitańskiego capo di tutti cappi, wzbudzając w każdym z nich zainteresowanie z różnych, choć zazębiających się przyczyn. W obliczu tych nowych, niezbyt pomyślnych okoliczności, podjęli wspólną decyzję: należy przyspieszyć przygotowania do kolejnej wyprawy na Rakhat.

Pojazd przeznaczony do tej wyprawy był już w pełni przystosowany do podróży międzygwiezdnej. Carlo Giuliani nadał mu nazwę „Giordano Bruno”, na pamiątkę florenckiego księdza spalonego na stosie w 1600 roku za głoszenie poglądu, że gwiazdy są podobne do Słońca, a wokół nich mogą krążyć planety, na których może istnieć życie. „Giordano Bruno” został wysoce zautomatyzowany; jego załoga była mała, ale kompetentna i doświadczona, a szkolenie należących do niej jezuitów dobiegało końca. Na pokład statku, znajdującego się na orbicie Ziemi, przewożono już prowiant, towary wymienne, zaopatrzenie medyczne, urządzenia komunikacyjne i środki niezbędne do przeżycia. Programy nawigacyjne zostały zalogowane; start przewidziano na połowę września 2061 roku.

Nie było potrzeby przynaglania Sandoza. Już i tak szkoleni przez niego jezuici padali ze zmęczenia, bo założył sobie, że ukończy analizę k’sanu do końca sierpnia, i zabrał się do realizacji projektu ze zdumiewającą energią.

Niecałe dwa lata wcześniej, złożony ciężką chorobą i przykuty do łóżka, Emilio Sandoz powitał Johna Candottiego pytaniem: „Angielski?” Teraz był ciągle w ruchu, krążąc tam i z powrotem po bibliotece, wyjaśniając, uzasadniając, dowodząc, wymachując rękami, przerzucając się z łatwością z k’sanu do łaciny, z ruanja do angielskiego, aby nagle zatrzymać się, zamilknąć i pogrążyć w zamyśleniu. Ciemne włosy opadały mu na oczy; podrzucał je gwałtownym ruchem głowy, zastanawiając się przez chwilę nad jakąś zagadką, a potem znowu zaczynał krążyć po sali, powracając do wykładu.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)