Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 137
Перейти на страницу:

— Byłem — powiedział Sandoz. — Ale już nie jestem.

— Zmień zdanie — błagał Danny, wychylony do przodu. — Proszę cię. Leć z nami.

Emilio parsknął zduszonym śmiechem.

— Danny, ja się żenię za dwadzieścia pięć dni! — Spojrzał na zegarek. — I trzynaście godzin. I jedenaście minut. Może to wreszcie do was dotrze, co? — Uśmiech spełzł z jego twarzy, kiedy patrzył na Żelaznego Konia; widok tego wielkiego, nie poddającego się emocjom mężczyzny, teraz bliskiego płaczu, był dziwnie wzruszający. — Dlaczego tak ci na tym zależy? Boisz się? Danny, ty i reszta macie już tyle za sobą! Wiecie o wiele więcej od nas, kiedy tam wylądowaliśmy. Tak, będziecie popełniać błędy, ale przynajmniej nie te, które my popełniliśmy. — Żelazny Koń spojrzał w bok, oczy mu lśniły łzami. — Danny, jeśli jest coś innego…

— Tak. Nie… nie wiem — wydusił wreszcie z siebie Danny. — Ja… potrzebuję trochę czasu, żeby to przemyśleć… Ale… Po prostu nie ufaj żadnemu z Giulianich.

Emilio zmarszczył brwi, zaskoczony. Danny sprawiał wrażenie, jakby zdradzał jakąś tajemnicę, a przecież każdy wiedział, że rodzina ojca generała należy do kamorry. Nie wiedząc, co o tym myśleć, i szukając jakiegoś wyjścia z tej sytuacji, Emilio postanowił po prostu zmienić temat.

— Posłuchaj, John pytał mnie o pewien ruriski syntaks… Zrobiłem mu parę notatek, ale wiem, że pracowałem nad czymś takim tuż przed… przed masakrą. Powiedziałem Giulianiemu, żeby mi dał wszystko, co przesłaliśmy do systemu, ale nie mogę znaleźć tego pliku. Czy istnieje możliwość, że jakaś część moich plików jest przechowywana oddzielnie?

Myśli Danny’ego krążyły gdzie indziej, ale zmusił się do zastanowienia nad tym, co Sandoz powiedział.

— To było na końcu wszystkich transmisji?

— Tak. To była ostatnia rzecz, jaką przesłałem na statek.

Danny wzruszył ramionami.

— Może to wciąż czeka w ogonku na wysłanie.

— Co? Nadal jest na statku? Dlaczego?

— Dane były przekazywane w pakietach. System komputerowy na pokładzie był tak zaprogramowany, by przechowywać wasze raporty i wysyłać je w grupach. Gdyby się zdarzyło, że słońca Rakhatu albo nasze Słońce były w złej pozycji, system mógłby zawiesić przekazywanie do czasu, gdy transmisje nie będą zakłócane przez interferencję gwiezdną.

— To dla mnie coś nowego. Zawsze myślałem, że wszystko wychodziło zaraz po naszym zalogowaniu — powiedział Sandoz, zaskoczony. Nie bardzo go obchodziły te wszystkie szczegóły techniczne. — Więc jest możliwe, że to siedziało w pamięci przez rok, aż do czasu, gdy załoga „Magellana” odesłała mnie na Ziemię? Czy mogła być taka rozpiętość czasowa między pakietami?

— To możliwe. Sam nie wiem zbyt wiele o mechanice międzygwiezdnej. Były cztery gwiazdy, które system musiał brać pod uwagę. Zaraz… ludzie z „Magellana” weszli na pokład „Stelli Maris”, prawda? Może kiedy dobrali się do pamięci systemu pokładowego, wyłączyli kod dostępu. — Im bardziej się nad tym zastanawiał, tym bardziej wydawało mu się to możliwe. — Ostatni pakiet prawdopodobnie wciąż jest w pamięci systemu. Mogę go ściągnąć, jeśli chcesz.

— Mogę poczekać do rana.

— Nie. To rzeczywiście ciekawe. — odpowiedział Danny, ucieszony, że może zrobić coś konkretnego. — Zajmie mi zaledwie parę minut. Nie wiem, dlaczego ktoś wcześniej tego nie sprawdził.

Podeszli razem do ściany urządzeń fotonicznych i Żelazny Koń zalogował się do zasobów pamięci „Stelli Maris”.

— Zobacz. Jest. Wciąż zakodowany i skompresowany.

Zresetował system, żeby zdekompresować dane. Czekali.

— Uaau. Dużo tego — zauważył Sandoz, wpatrując się w ekran. — Jest tu trochę nowych raportów Marca. Joseba będzie zachwycony. Tak! Jest i mój. Wiedziałem, że już to zrobiłem. — Stał przez chwilę w milczeniu, patrząc na ekran ponad ramieniem Danny’ego. — A to coś dla ciebie — powiedział, kiedy pojawił się nowy plik. — Sofia pracowała nad sieciami handlowymi… Zaraz. Poczekaj, poczekaj, poczekaj. Wróć! Możesz to zatrzymać?

— Nie. Najpierw musi się wszystko zdekompresować… No, już.

Sandoz odwrócił się, oddychał ciężko.

— Nie dla Towarzystwa. Nie dla Kościoła — wyszeptał. — Nie. Nie. Nie. Widziałem ją martwą.

Danny obrócił się razem z fotelem.

— O czym ty właściwie mówisz, mistrzu?

— Zjeżdżaj — warknął nagle Sandoz.

Danny wstał z fotela, a Sandoz zasiadł przed ekranem. Usadowił się wygodnie i odetchnął głęboko, jakby się spodziewał ciosu, a potem wyraźnie podał hasło identyfikacyjne, ściągając ostatnią grupę plików czekających w kolejce. Zapytał o datę. Były zalogowane wiele miesięcy po jego ostatniej transmisji. Teraz od ich zalogowania minęło na Rakhacie jakieś osiemnaście lat.

— Sandoz, co jest? Co zobaczyłeś? Nie rozumiem… — Przerażony bladością Emilia, Danny zawisł nad jego ramieniem i spojrzał na wyświetlany plik. — Och, Boże… — wyszeptał.

W ciągu ostatnich miesięcy, studiując raporty i naukowe doniesienia wysłane na Ziemię przez członków załogi „Magellana”, Daniel Żelazny Koń miał czasami dziwne poczucie nieokreślonej winy, kiedy otwierał pliki zawierające portrety analityka Al Sofii Mendes: zdigitalizowane i przekazane przez radio akwarele malowane przez ojca Marca Robichaux, przyrodnika pierwszej wyprawy. Pierwsza zrobiona była podczas ślubu Sofii z astronomem Jimmym Quinnem; inne zostały namalowane później, kiedy ciąża zmiękczyła klasyczne linie jej twarzy. Kiedy Danny ujrzał te portrety po raz pierwszy, pomyślał, że Robichaux musiał ją idealizować, bo na ostatniej akwareli Sofia Mendes była piękna jak Madonna z bizantyjskiego Zwiastowania. Musiał to namalować na kilka dni przed jej śmiercią podczas masakry koło Kashanu. Kiedy jednak dla porównania wyświetlił parę zarchiwizowanych zdjęć Sofii, pozostało mu tylko podziwiać naukową dokładność Robichaux. Niezwykła kobieta… Pod każdym względem.

— Och, mój Boże — powtórzył Daniel Żelazny Koń, wciąż wpatrując się w ekran.

— Nie wrócę tam nawet dla niej — wyszeptał Sandoz, dygocąc.

16. TRUCHA SAI: 2047 czasu ziemskiego

— Supaari, czy ty rozumiesz, o co prosisz? — zapytała Sofia. — Nie mogę ci obiecać, że kiedykolwiek wrócisz do domu…

— Do domu — powtórzył Izaak.

— Nie będę chciał wracać! Nie ma powodu, bym wracał!

— Jestem tu niczym. Jestem mniej niż niczym…

— Niż niczym — powtórzył Izaak.

— A więc pomyśl o Ha’anali! — zawołała Sofia. Dziecko, o którym wspomniała, spało w jej ramionach: futrzana kulka pełna uśpionej energii. — Jaką może mieć przyszłość wśród mojego ludu?

— Ród mojego ludu — powtórzył Izaak.

Sofia spojrzała w dół; rzadki błąd w wymowie zwrócił jej uwagę na syna. Był czas, kiedy dźwięk głosu Izaaka napełniał ją radością i poczuciem ulgi; teraz wiedziała już, że to tylko echolalia, bezwolne, monotonne papugowanie — pozbawione sensu i bardzo denerwujące.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)