Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 137
Перейти на страницу:

— Szukałbym cię — rzekł, pragnąc, by go zrozumiała. — VaKashani powiedzieli mi, że zabili was wszystkich!

Ujrzał w jej twarzy nienawiść i oskarżenie, bo tego się spodziewał. Wyczerpany wędrówką i tym wszystkim, co ją poprzedzało, oszołomiony własnymi błędami i pomyłkami w ocenie rzeczywistości, Jana’ata osunął się powoli, przenosząc stopniowo ciężar ze stóp na ogon, na kolana, uda i pośladki, zanim wreszcie upadł ciężko na ziemię, z głową między rękami, które zapadły się w leśną ściółkę. Jej milczący wyrzut — sama jej egzystencja — były dla niego niczym śmiertelny cios i gorączkowo pragnął szybkiej śmierci, kiedy nagle poczuł jej drobne ręce unoszące jego głowę.

— Sipaj, Supaari — powiedziała, klękając, aby móc spojrzeć mu w oczy — czyjeś serce bardzo się raduje na twój widok.

Nie rozumie mnie, pomyślał ponuro. Zapomniała własnego języka.

— Ktoś myślał, że umarłaś — wyszeptał. — Ktoś próbowałby cię odnaleźć.

Przetoczył się do pozycji siedzącej, z kolanami spoczywającymi ukośnie na ziemi, i rozejrzał wokoło: legowiska z wdzięcznie pochylonymi trzcinowymi dachami, trzeszczące i chwiejące się na wietrze; utkane z liści osłony od wiatru, ozdobione kwiatami i wstążkami; platformy do siedzenia z pięknymi poduszkami. Runowie, krzątający się wokół swoich spraw, nietknięci przez jana’atarlskie prawa czy zwyczaje. Poza tą okropną blizną mała cudzoziemka wydawała się cała i zdrowa.

— Sipaj, Sofia — odezwał się w końcu — ktoś ma wielki talent do pomyłek. Może byłoby lepiej, gdybyś była wolna od jego pomocy.

Nic nie odpowiedziała, więc starał się odczytać wyraz jej twarzy, wywnioskować coś z jej zapachu, z postawy. Strasznie to denerwujące: nie wiedzieć, co to wszystko oznacza. Teraz wiedział już, jak bardzo nie rozumiał Sandoza, i zastanawiał się, czy miał rację, kiedy sądził, że Ha’an go lubi.

— Myślę — powiedział powoli w języku k’san, bo w ruanja brakowało słów, których potrzebował, a sądził, że Sofia zapomniała h‘inglish — myślę, że będziesz mnie nienawidzić, kiedy dowiesz się, co zrobiłem. Czy rozumiesz to słowo „nienawidzić”?

— Wybacz. — Krzyżując nogi, usiadła obok niego na niskiej trawie porastającej polankę. — Ktoś zapomniał twojego języka.

Ktoś zna go tylko trochę. — Spostrzegła, jak bardzo jest zmęczony; jego długa, piękna twarz wydała się jej chuda, a jego kości bardziej wystające niż to zapamiętała. — Sipaj, Supaari, przebyłeś taką długą drogę… — zaczęła, wypowiadając się w języku ruanja z taką swobodą, jakby mówiła nim przez całe życie. — Na pewno jesteś głodny. Czy…

Przerwał jej, przykładając miękką łapę do jej ust.

— Proszę — powiedział tonem, który Annę Edwards uznałaby za cierpki. — Proszę, nie częstuj mnie niczym. — Podniósł głowę gwałtownym ruchem. — Jak mógłbym jeść? — zapytał niebo w języku k’san. — Jak mógłbym jeść?

Z tłumu otaczającego kobiety VaKashani wystąpiła Djalao, usłyszawszy jego krzyk. Przyniosła mocny kosz, pełen zapasów dla niego i dziecka, i rzuciła go na ziemię.

— Jedz tak jak zawsze — powiedziała cicho, ale z twardym naciskiem, jakiego Sofia nigdy nie słyszała w głosie Runów.

Między Djalao i Supaarim doszło do jakiegoś milczącego porozumienia, ale Sofia nie potrafiła odczytać niczego z języka ich ciał. Dzieci — goniące się po łące, podniecone widokiem przybyszów i jakąś odmianą — stawały się coraz bardziej głośne i rozbrykane i zanim Sofia zdążyła krzyknąć ostrzegawczo, Puska, córka Kanchaya, skorzystała z tego, że jej ojciec pogrążył się w rozmowie z innymi dorosłymi i skoczyła mu na plecy, aby natychmiast odbić się od nich i dać zapierającego dech w piersiach susa — prosto na kosz Supaariego, przewracając go i wysypując zawartość. Kanchay z niewzruszonym spokojem odłączył się od grupy dorosłych i szybko powkładał pakunki do kosza, zanim dzieci zdążyły poczuć zapach, a potem podszedł do nich z szeroko rozłożonymi ramionami, kołysząc się komicznie, i zagarnął je w rozradowaną, piszczącą grupkę.

Sofia uśmiechnęła się i rozejrzała za Izaakiem, sądząc, że odszedł gdzieś, korzystając z tego, że wszyscy są zajęci czym innym. Był jednak blisko, leżąc na plecach i obserwując skrzydlate nasiona w ‘ralii wirujące w powietrzu. Sofia westchnęła i znowu spojrzała na Supaariego siedzącego w oszołomieniu na trawie.

— Sipaj, Fia. Wszystko się zmieniło — powiedział. Zerknął na Djalao VaKashan i stulił uszy. — Ktoś nie rozumiał! — krzyknął. — Ktoś wiedział, ale nie rozumiał. Wszystko się zmieniło.

— Sipaj, Supaari — powiedziała Djalao, stając nad nim. — Jedz. Wszystko jest takie, jakie było.

Nie co… kto jest w tym koszyku?, pomyślała Sofia, do której dotarło, źe Kanchay szybko powsadzał pakunki do środka, żeby dzieci nie zobaczyły, co w nich jest. Wzdrygnęła się, spojrzała na Supaariego i pomyślała: On je Runów. To djanada.

Długo trwało milczenie, zanim którekolwiek z nich było w stanie przemówić.

— Sipaj, Supaari, jesteśmy, czym jesteśmy — powiedziała w końcu Sofia z prostą ruńską logiką, jedyną rzeczą, którą potrafiła opanować.

Wstała i chwyciła Jana’atę za ramię, jakby go chciała podnieść na nogi. Popatrzył na nią rozkojarzonym wzrokiem.

— Chodź i jedz. Życie biegnie dalej — dodała, szarpiąc go lekko za ramię. — My-i-ty-także pomyślimy o tych sprawach później.

Supaari podniósł się, pragnąc jak najszybciej zabrać kosz i zjeść coś z dala od Runów, w miejscu, skąd wiatr nie będzie przynosił na polanę zapachu mięsa. Zawsze musiał mieć się na baczności; nawet uprzednio nigdy nie jadł mięsa w obecności Runów. Powarkując cicho, zmagał się z koszem, którego uchwyty przystosowane były do rąk Runów i poczuł się jeszcze gorzej, kiedy Kanchay wyrwał się z plątaniny dzieci, żeby mu pomóc.

Kinsa — już nie dziecko, a jeszcze nie dorosła — przez cały czas siedziała przy Ha’anali, mrucząc łagodnie i nie bardzo wiedząc, gdzie jest jej miejsce. Kiedy spostrzegła, że Supaari odchodzi, postanowiła mu towarzyszyć, niosąc dziecko na plecach. Sofia, idąc obok niej, dotknęła palcem drobnych, zakrzywionych pazurków.

— Supaari! — krzyknęła. — Twoje? Ale jak? Ktoś myślał…

— To długa, pieśń — odpowiedział, kiedy Sofia wzięła Ha’analę w ramiona, a Kanchay spokojnie rozpakował porcję mięsa. — Kiedy ktoś przybył do Kashanu po buncie… — Urwał, spoglądając na jej pokiereszowaną twarz. — Rozumiesz słowo „bunt”? — Sofia spojrzała naniego znad dziecka spoczywającego najej podołku i potwierdzająco uniosła podbródek. — Va Kashani byli bardzo wzburzeni. Tylu odeszło, a wśród nich większość Starszych. Nie było nikogo, kto by mi wszystko opowiedział dokładnie, wszędzie było fierno, nawet kilka dni po uboju. Wasz „prom” wciąż tam był, ale VaKashani mówili, że wszyscy cudzoziemcy odeszli. Ścierwo zostało zjedzone, tak powiedzieli.

Myślała o tym, jaka to radość mieć dziecko, które nie unika spojrzenia matki, ale słysząc to… Oczywiście, pomyślała. Mięso to mięso. Ale nawet po tym, co się stało z Annę i D.W., nigdy jej nie przyszło do głowy, że inni zostali… Och, Jimmy, pomyślała, czując gwałtowny ucisk w gardle.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)