Dzieci Boga [Children of God - pl]
- Автор: Расселл Мэри Дория
- Год: 2000
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7150-596-5
- Переводчик: Andrzej Polkowski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:
— Pokładam nadzieję w Chrystusie, że twoje zadanie jest cięższe, niż się wydaje, staruszku — wycedził Daniel Żelazny Koił przez zęby, zanim odwrócił się na pięcie, by odejść. — Bo jeśli nie, nie masz żadnego usprawiedliwienia.
— Tak. Jest ciężkie. Bardzo ciężkie — wyrzucił z siebie Giuliani takim tonem, że Danny zatrzymał się i ponownie odwrócił do niego. — Mogę się wyspowiadać, ojcze Żelazny Koniu? Ja wątpię. Na stare lata zwątpiłem. — Wstał i zaczął się przechadzać.
— Obawiam się, że byłem głupcem, żyjąc tak, jak żyłem, i wierząc tak, jak wierzyłem przez te wszystkie lata. Obawiam się, że błędnie wszystko pojmowałem. A wiesz dlaczego? Bo Emilio Sandoz nie jest ateistą. Danny, mamy wśród siebie jednego z nas, którego życie zostało dotknięte przez Boga tak, jak nigdy nie zostało dotknięte moje, a który wierzy, że jego dusza została spustoszona przez duchowy gwałt… że jego ofiara została wyszydzona, jego oddanie odrzucone, jego miłość zbezczeszczona.
Zatrzymał się przed młodym księdzem, żeby odpocząć, i powiedział bardzo cicho:
— Zazdrościłem mu kiedyś, Danny. Emilio Sandoz był wszystkim, czym ja chciałem być jako kapłan, a potem… to!
Próbowałem sobie wyobrazić, jak ja bym się czuł, gdybym był Sandozem i przeżył to, co on. — Spojrzał w ciemność i rzekł: — Danny, nie wiem, co począć z tym wszystkim, z tym, co jego spotkało… a przecież ja musiałem tylko tego wysłuchać!
I znowu zaczął chodzić tam i z powrotem — zewnętrzna oznaka wewnętrznej walki, która nie pozwalała mu się modlić, która podminowała jego wiarę, która pozbawiła go spokoju ducha.
— W ciemności duszy zastanawiałem się, czy Bóg raduje się, widząc ludzką rozpacz, tak jak podglądacza cieszy widok cudzego seksu. To by wyjaśniało wiele z historii ludzkości! Moja wiara w znaczenie życia Jezusa i w chrześcijańską doktrynę została wstrząśnięta aż do rdzenia — powiedział, a jego głos zdradził łzy, które teraz zabłysły w świetle księżyca. — Danny, jeśli mam zachować wiarę w dobroć i miłość Boga, który nie jest arbitralny, kapryśny i złośliwy, muszę uwierzyć, że to wszystko służy jakiemuś wyższemu celowi. I muszę uwierzyć, że wszystko, co mogę zrobić dla Emilia Sandoza, to umożliwić mu odkrycie tego celu.
Giuliani zatrzymał się i w gęstniejącym mroku poszukał wzrokiem twarzy drugiego człowieka, aby znaleźć w niej zrozumienie, i poznał, że został wysłuchany, że jego słowa do niego dotarły.
— To jest rozumowanie posthoc — rzekł Danny, odwracając się od niego. — Zjadanie własnego gówna. Sam powziąłeś decyzję i próbujesz usprawiedliwić to, co nie daje się usprawiedliwić.
— A co na pokutę? — zapytał Giuliani z ponurym rozbawieniem, które wyśmiewało ich obu.
— Żyj, stary — odpowiedział Danny. — Żyj z tym, co zrobiłeś.
— Nawet Judasz odegrał jakąś rolę w naszym zbawieniu — rzekł Giuliani prawie do siebie, ale po chwili przemówił z mocą, która należała do jego obowiązków: — Postanowiłem, ojcze Żelazny Koniu, że Towarzystwo Jezusowe znowu będzie służyło papiestwu, zgodnie z wolą jego założyciela i Naszego Pana.
Dramat odstępstwa dobiega końca. Ponownie zaakceptujemy władzę papieża, który może nas posłać na każdą misję, uznaną przez niego za dobrą dla zbawienia dusz. Ponownie „ze wszystkich sił musimy się starać o nabycie cnoty, którą nazywamy posłuszeństwem, najpierw wobec papieża, a w następnej kolejności wobec przełożonego zakonu”…
— We wszystkim, co nie jest grzechem! — zawołał Danny.
— Tak. Dokładnie: we wszystkim, co nie jest grzechem. Tak więc nie mogę i nie będę wydawać ci polecenia, abyś zrobił coś, co uznasz za niemożliwe do przyjęcia, Danny. Twoja dusza należy do ciebie… ale cudze dusze też ryzykują! Działaj w zgodzie z własnym sumieniem.
Danny już odchodził, ginąc w mroku.
— Ale pamiętaj o stawce i ryzyku! — zawołał za nim ojciec generał.
Parę chwil później Daniel Żelazny Koń stwierdził, że patrzy w jasno oświetlone okna sypialni. Zawahał się, nawet do połowy odwrócił, ale w końcu podszedł do drzwi garażu i zapukał. Na schodach rozległy się lekkie, szybkie kroki, a potem usłyszał metaliczny szczęk haczyka. W otwartych drzwiach pojawił się Sandoz i przez jakiś czas obaj stali w milczeniu, opanowując swoje reakcje; przed chwilą obaj pomyśleli o tym, że po drugiej stronie drzwi może być Giną.
— Ojcze Żelazny Koniu — odezwał się w końcu Sandoz — wygląda ojciec jak człowiek, który pragnie coś wyznać. — Danny zamrugał, uderzony tymi słowami. — Dość długo byłem księdzem, Danny. Rozpoznaję oznaki. Wchodź na górę.
Sandoz kładł się już do łóżka, ale założył z powrotem protezy i sięgnął do kredensu po dwie szklanki i butelkę Ronrico, ostrożnie nalewając sobie i Danny’emu. Jego wspomagana bioinżynierią sprawność ruchowa miała w sobie dziwny wdzięk. Usiadł przy stole naprzeciw Żelaznego Konia i pochylił głowę, gotów do wysłuchania.
— Przyszedłem, żeby cię przeprosić — powiedział Danny — za to świństwo, które ci zrobiłem zeszłej zimy… kiedy powiedziałem, że przywlokłeś to coś, na co umarł Yarbrough. Wiedziałem, że to nie to. Zrobiłem to, żeby zobaczyć, jak zareagujesz. To było nieuczciwe, zarozumiałe i okrutne. Wstydzę się tego. Sandoz milczał przez chwilę.
— Dziękuję ci — powiedział w końcu. — Przyjmuję twoje przeprosiny. — Zwarł palce wokół szklanki i wstrząsnął zawartością. — Niełatwo ci to było wyznać — zauważył, wypijając łyk.
— Ale myślę, że cel uświęca środki. Pomogłeś mi wziąć się w garść. Czuję się o wiele lepiej.
— Wierzysz w to? — zapytał Danny z dziwnym przejęciem.
— Że cel uświęca środki?
— Czasami. Oczywiście to zależy. Jak ważny jest cel? Jak przykre są środki?
Żelazny Koń obracał w dłoniach szklankę z niewypitym trunkiem; jego łokcie prawie sięgały rogów stołu.
— Powiedz mi, Sandoz — zapytał po chwili — czy jest coś, co mogłoby cię przekonać do powrotu z nami na Rakhat?
Emilio chrząknął i uniósł szklankę, upijając spory łyk.
— Szczerze mówiąc, nie sądzę, żebym zdołał tak się upić, by uznać to za dobry pomysł — mruknął — ale możemy spróbować.
— Giuliani i papież wierzą, że Bóg chce, abyś tam wrócił. D.W. Yarbrough powiedział, że zostałeś poślubiony Bogu i…
— Nietzsche byłby zdania, że jestem wdowcem — przerwał mu szorstko Emilio. — Ja uważam, że jestem rozwodnikiem. To nie było przyjacielskie rozstanie.
— Sandoz — powiedział powoli Danny — nawet Jezus myślał, że Bóg Go opuścił.
Emilio opadł na krześle do tyłu i zmierzył go pogardliwym spojrzeniem boksera stojącego przed nierównym sobie przeciwnikiem. „Nie próbuj ze mną takich sztuczek”, mówiło to spojrzenie, ale Żelazny Koń nie opuścił oczu. Sandoz wzruszył ramionami: ostrzegłem go.
— U Jezusa to trwało tylko trzy godziny — powiedział spokojnie, a Danny zamrugał. — Skończyłem z Bogiem, Danny.
Nie chcę mieć z Nim do czynienia. Jeśli piekło to nieobecność Boga, to będę rad znaleźć się w piekle.
— Córka mojego brata Waltera utonęła — rzekł Danny, biorąc szklankę z rumem i wyciągając ją przed siebie na długość ręki. — Miała cztery lata. Jakieś sześć miesięcy po pogrzebie Walter wystąpił o rozwód. To nie była wina mojej bratowej, ale Walt musiał to na kogoś zwalić. Następne dziesięć lat spędził, próbując zapić się na śmierć i w końcu mu się to udało. Pewnej nocy skasował swój samochód. Musisz być bardzo samotny — dodał ze szczerym współczuciem.