Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 137
Перейти на страницу:

Tylko Bardge nie ma rygli. Jego podwoje okazały się jak zwykle, otwarte na oścież i Maria nie wytrzymała — zapomniawszy o przysięgach, ponownie dała się skusić na jego lipną gościnność.

Bardge w ostatnim czasie też nie mógł pochwalić się tłumami gości, ale jakoś się trzymał. Witraże osadzone w oknach sprawiały, że w sali panował półmrok, ale światła z oszczędności nikt nie włączał. A może po to, żeby stworzyć podejrzaną intymność. Przy stołach siedziało kilka osób, ale po wejściu z dziennego światła wyglądali jak tajemnicze ciemne postacie bez twarzy — jak żywe lalki w snach — więc Maria nie zatrzymała się tam, tylko od razu poszła do długiego — wspomnienie dawnych dobrych czasów — baru, przed którym w równym szeregu sterczały puste stołki.

Ciotka Dina w zwykłym ciuchu — oślepiająco biała bluzka z koronkami — stała na posterunku. Leniwie przecierała szklanki, rzucając na salę niewesołe spojrzenia i potrząsając kruczoczarną grzywą.

— Witaj, Mario!

— Dzień dobry, ciociu Dino!

— Dla ciebie jak zwykle?

Nie doczekawszy się odpowiedzi, ciotka Dina nalała soku pomarańczowego do wysokiego kielicha ozdobionego starym herbem Harmont, zręcznie napełniła pucharek brązowymi kulkami lodów. Maria skwapliwie wgramoliła się na stołek, chwyciła wytworną łyżeczkę.

— Co u mamy i ojca? — Ciotka Dina wróciła do swego stałego zajęcia: przecierania kieliszków, rzucania spojrzeń i potrząsania grzywą.

Niby nie wiesz, pomyślała Maria. Przecież nie nocował dzisiaj w domu, posuwał cię. Matka znowu przez całą noc podlewała łzami poduszkę, dopiero przed świtem doszła do siebie…

— Dziękuję, dobrze.

— Ojciec musi znaleźć pracę. Ile już nie pracuje?

Niby nie wiesz, pomyślała Maria. Chociaż być może przed tobą nie sypie. W każdym razie ja bym się nie zdziwiła, gdyby się okazało, że nie sypie. Nawet jeśli nim trzęsiesz jak śliwką; ojciec to nie śliwka, nie sypie dokoła…

— Zwolnili go z instytutu pół roku temu.

Ciotka Dina przestała przecierać kieliszki, pochyliła się do! Marii, ukazując jej pejzaż ukryty dotychczas pod bluzką.

To ci dopiero — w tym wieku chodzi bez biustonosza, pomyślała Maria. W sumie ojca można zrozumieć.

Naszła ją nagle ogromna ochota, aby spłatać figla, na przy. kład pokazać ciotce Dinie pajączka. Niechby połaskotał ją między zderzakami. W dechę by było. Albo mocniej trochę — wpuścić jej tam karalucha. Ale by było pisku! Zresztą nie, nie warto! Jasne jak oczy własne — strumień nienawiści skieruje się natychmiast na Marię, ciotka Dina nie cukierek, połapie się, o co chodzi — ale walczyć tak z własnym złym humorem to prościzna, ludzka sprawa. W końcu ciotka Dina nie jest winna, że faceci lecą na jej zderzaki. Chyba po to Stwórca zrobił Adamowi operację plastyczną…

— Jesteś już dorosła — powiedziała ciotka Dina półgłosem. — I Dużo rozumiesz… Porozmawiałabyś z matką. Mogę go przyjąć do pracy nawet dzisiaj. Przecież kiedyś z moim mężem kręcili duże interesy. Żal mi go, marnuje się… Chłop z niego mocny, i skrzynki może nosić, i pomóc w kuchni. Pracowałby u mnie, to bym go trzymała od flachy na kilometr. Poza tym dostawałby pieniądze. Wprawdzie mało teraz mamy klientów, ale przecież coś zarabiamy.

Maria odłożyła łyżeczkę.

— Przecież ciocia dobrze wie, że ojciec nigdy nie zgodzi się, aby przecierać kieliszki i nosić skrzynki. Ciotka Dina westchnęła.

— Wszystko w życiu może się zmienić, dziewczyno. Ludzie też się zmieniają… Nawet mężczyźni. Po prostu nie można ich zostawiać w spokoju, trzeba ich szarpać, przypominać o obowiązkach wobec rodziny. — Ciotka Dina sama poczuła, jakim smalcem zajechały jej ostatnie słowa, umilkła, potrząsnęła grzywą i znowu zajęła się szklankami.

Tak, pomyślała Maria. Kto jak kto, ale ty na pewno strasznie byś chciała, żeby pracował w Barge. „Chłop z niego mocny!.. ” Ale byś miała fajnie! Pokazałabyś mu swój podbluzkowy pejzaż, wciągnęłabyś do biura, raz-dwa i pełna kultura. Wszystko byłoby cacy. W domu nocowałby codziennie. Matka nie lałaby łez w poduszkę…

— Dobrze — powiedziała. — Przekażę mamie propozycję cioci.

— Maria! — rozległ się z tyłu znajomy głos. — Małpeczka!

Maria odwróciła się. Jej oczy przywykły już do półmroku i teraz dojrzała przy jednym ze stolików Dicka Nunnuna.

— Maria! — Nunnun zapraszająco pomachał widelcem. — przysiądź się!

— Idę! — Maria położyła przed ciotką Diną monetę, wzięła pucharek i szklankę i przeniosła się do stolika Nunnuna.

Miał na sobie swoje najlepsze ciuchy — malutki, krąglutki, różowiutki. I pewnie bardzo głodny, bo ciął kotleta z wyraźnym apetytem.

— Cześć, wujku Dick!

— Cześć, moja śliczna!

Maria zaczerwieniła się z zadowolenia, spuściła oczy. Mimo wszystko jest przyjemnie, kiedy mówią do ciebie „moja śliczna”. A nie „wilkołak”…

— Wydawało mi się, że weszłaś tu zdenerwowana. — Wujek Dick zawsze był cholernie spostrzegawczy. — Stało się coś?

Trzeba było szybko się odkleić.

— A, to nic szczególnego… Buty obtarły mi nogę. Mama dała mi dzisiaj nowe sandałki, stare zrobiły się cokolwiek małe.

Dick przestał żuć, kiwnął ze zrozumieniem głową. Oczy zrobiły mu się kłujące, uważne i bardzo smutne. Jak wiele lat temu. Nie, od wujka Dicka Nunnuna nie da się odkleić. Nigdy.

— Przestań, zielonooka! Bajki o nowych sandałkach możesz opowiadać Dinie Barbridge. Znowu masz problemy w szkole?

Nie pozostało jej nic innego, jak znowu spuścić głowę.

— Wujku Dick, za co oni mnie tak nienawidzą? Czy to ja jestem winna?

Wujek Dick chrząknął jakoś zupełnie nie po nunnunowsku.

— Wiesz co, dziewczyno, tak w ogóle to oni też nie są winni. Ludzie zawsze nienawidzą tych, którzy nie są do nich podobni. W najlepszym razie ledwie ich tolerują. Do czasu, kiedy ukażesz swoje niepodobieństwo… Taka już jest ludzka natura.

Maria podniosła na niego suche oczy:

— Ale ty masz inną ludzką naturę!

— Bo może wcale nie jestem człowiekiem. — Wujek Dick uśmiechnął się chytrze. — Może też jestem produktem Strefy…

Wiesz, jest tam taka rzecz, nazywa się „gadaj-spadaj”? Więc ja jestem taki żywy „gadaj-spadaj”. Jak mnie przycisną, to gadam. Albo spadam. — Puścił do Marii oko i okropnie zadowolony ze swojego żartu znowu zajął się kotletem.

Maria uśmiechnęła się. Jednak z wujkiem Dickiem było w dechę. Nie tak jak z innymi… Szczególnie w dechę było z wujkiem Dickiem w dzieciństwie, kiedy przychodził do nich w gości, przynosił prezenty: albo czekoladki, albo jakąś chytrą zabawkę, której nie miały dzieci z sąsiedztwa, podrzucał Marię pod sufit, zręcznie ją łapał, słuchał jej zachwyconego pisku, a potem rozmawiał z tatą o wszystkich tych mądrych rzeczach, dziwnie zerkając na mamę swoimi bardzo smutnymi oczami. Teraz nie było tak w dechę jak w dzieciństwie, ale humor Marii i tak się poprawił. Jakkolwiek by było, wujek Dick zawsze wiedział, czego chce od życia. I wcześniej wiedział, i teraz wie. Proszę, z jakim apetytem pałaszuje kotlet, jeszcze bardziej łapczywie niż Maria lody czekoladowe. Prócz tego, nawet jeśli i litował się nad Marią, to widocznie był to taki rodzaj litości, od którego nie dymiła czacha i nie tajały siły.

— Co ojciec robi?

Jego nie trzeba było okłamywać.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)