Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 137
Перейти на страницу:

W tym momencie kapitan podziękował im za wizytę, Clausen próbował go jakoś przekonać, znowu obiecywał mamonę, zaklinał się na starą przyjaźń, mówił, że ugrzązł w długach i że zorganizowanie tego polowania to dla niego sprawa życia i śmierci. W końcu do rozmowy wtrącił się również sam gentleman. Jak się okazało, miał wysoki, a chwilami nawet piskliwy głos. Powiedział, że jest zaszczycony znajomością z tak znakomicie polującym na ludzi myśliwym, że pała chęcią przyswojenia sobie choćby okruchów tego doświadczenia, że jest gotów zapłacić za to doświadczenie naprawdę gigantyczną sumę.

Wtedy kapitan oszalał. Wszystko, co mówił i co robił w ciągu następnych pięciu minut, pamiętał kiepsko. Nie wiadomo dlaczego w pamięci pozostał mu tylko szlochający Clausen i wciąż niewzruszony gentleman, który wkładając swój wspaniały płaszcz, nijak nie mógł trafić w rękawy, oraz to, jak zamyka za nimi drzwi i wlecze się do salonu.

Urżnął się tego wieczoru, urżnął się strasznie, polazł do Bargla, ale po drodze rozmyślił się, skierował do Michaeli i urządził tam cholerną awanturę z tłuczeniem naczyń na czele.

Wzdrygnął się.

Tam od frontu, w Strefie, wszystko zamarło, nie było najmniejszego ruchu. Kapitan miał wrażenie, że widzi po mistrzowsku namalowany obraz, że jeśli zrobi krok do przodu, uderzy nosem w płótno, a wtedy kurtyna opadnie, świat się zmieni, stanie się inny, a on nie będzie już kapitanem Quarterbloodem, lecz kimś zupełnie do kapitana niepodobnym.

Potem na tym płótnie poruszył się jakiś punkt, jakiś wzgórek i kapitan zapomniał o wszystkim. Ten punkt nie mógł być niczym innym jak stalkerem wracającym z fantami.

Quarterblood przyczaił się. Teraz trzeba tylko czekać i czekać, by w odpowiedniej chwili… żeby tylko trafić na odpowiednią chwilę!

W tym momencie usłyszał z przeciwnej strony szmer, a obejrzawszy się, przeklął cały świat. Kapral. Zupełnie nie kryjąc się, walił do jego kiosku, jakby spacerował po deptaku jakiegoś kurortu. Nie było możliwości zatrzymania go, bo każdy okrzyk czy gwizd zepsułby sprawę do końca.

Kapitan zgrzytnął zębami i zaczął czekać, aż ten szczyl podejdzie, mając tylko nadzieję, że stanie się to wcześniej, niż stalker go zauważy.

W końcu kapral znalazł się obok niego za kioskiem, więc poprzysiągłszy rozliczyć się później za wszystko, kapitan wyszeptał:

— Siedź i ani drgnij. Nie waż się poruszyć palcem. Po cholerę tu przylazłeś?

— Bo pomyślałem, że może potrzebna pomoc…

— Pomoc? Ja ci dam pomoc. Pomocnik się znalazł — wysyczał kapitan i nagle pojął, że zupełnie nie gniewa się na kaprala, może dlatego, że wyobraził sobie, jak ten bał się tam w wozie, sam, otoczony ciemną niewiadomą.

Niech będzie, Bóg z nim, z kapralem.

Wyjrzał zza kiosku i dosłownie o dwadzieścia metrów od siebie zobaczył ciemną postać ukosem kierującą się do sąsiednich domów. Nie było już na co czekać.

Kiedy naciskał na spust, nagle przypomniał sobie owego gumowego gentlemana. „Myśliwy!” Tak, myśliwy. I co z tego?

Seria rozdarła nocną ciszę. Lśniący szereg traserów przeszył ciemną postać, która, nawet nie drgnąwszy, szła dalej. Kapitan puścił drugą serię, która również nie wyrządziła zmierzającemu do domów człowiekowi najmniejszej szkody.

Zaczynając się domyślać kogo, a właściwie co ma przed sobą, Quarterblood rzucił się do postaci i omal nadział się na serię, którą wypuścił kapral.

Pociski przemknęły tuż przed jego twarzą.

— Zabiję! — wrzasnął rozwścieczony do sterczącego nad kioskiem hełmu. Wystraszony kapral jęknął i zniknął. Kapitan nie miał już czasu nawet strzelić w papę pechowego szczyla. Skoczył do wciąż jeszcze maszerującej figury, oświetlił ją latarką i zaklął.

Oczywiście martwiak.

W związku z tym koniec polowania. Na dziś. Kapitan dobrze wiedział, że nie ma już sensu czekać na stalkera. Pewnie, może leży gdzieś tu obok, o sto metrów, za pagórkiem, ale nie wstanie, będzie czekał, aż odjadą. Poleży nawet dobę. Cierpliwy bydlak.

Trzeba ruszać do domu. Kapitan pomyślał, że dzisiaj koniecznie musi wpaść do Michaeli. Nie będzie awantur. Nie, dziś będzie jak trzeba, cicho i spokojnie. Ale kapral… Kapralowi pokaże, gdzie raki zimują.

Quarterblood skierował się z powrotem do kiosku, a kiedy zostało mu do niego kilka kroków, pojął, że gdzieś w głębi duszy cieszy się z nieudanego polowania. Zaskoczyło go to, ponieważ nigdy przedtem nie odczuwał porażki w ten sposób. Aż się zatrzymał, żeby zrozumieć, co się w końcu stało, i widząc znowu wysunięty ponad ścianę hełm kaprala, zrozumiał, że przyczyną jest ten gentleman myśliwy. Tak, właśnie on i jego propozycja. Trzeba mieć nieźle porąbane: safari na ludzi. Polowanie. Rozrywka.

Kapral nagle zaczął machać rękami.

— To on! Niech pan patrzy! — krzyknął.

Kapitan odruchowo obejrzał się i zobaczył stalkera. Biegł ciężko, nie oglądając się, tą samą trasą co martwiak. Do najbliższego domu, w którym zamierzał się schować, zostało co najwyżej dziesięć metrów. Odwracającego się Quarterblooda zadziwiło piękno i bezsens jego pomysłu. Gdyby kapral nie wyjrzał, stalker uciekłby, przemknął dosłownie pod ich nosem.

Czas jakby zwolnił, stanął w miejscu. Wciąż jeszcze odwracając się i ściągając z ramienia automat, kapitan zobaczył wyraźnie jak na zdjęciu twarz tego gentlemana myśliwego. Przez jego głowę zdążył nawet przemknąć wers nie wiadomo skąd znanego mu wiersza: „I myśliwy powrócił ze wzgórz…” Potem chlasnął z automatu z niewygodnej pozycji, nie mierząc, a postać, już niemal dobiegająca do rogu budynku, zgięła się w pół, jęknęła i runęła na ziemię.

— Ale go pan rąbnął! — radośnie wykrzyknął kapral.

Ale kapitan go nie słyszał. Szedł w kierunku stalkera, niespiesznie, ostrożnie, gotów w każdej sekundzie oddać strzał. Zdarzało się, że niektórzy, zwłaszcza nowicjusze, brali ze sobą do Strefy broń. Ten jej nie miał. I jeszcze żył. Kapitan zrozumiał to, zatrzymawszy się o pół metra od ciała, gdy stalker jęknął i wolno, nie widząc kapitana, jakby nie uświadomiwszy sobie, co się właściwie stało, zaczął pełznąć w kierunku domu. Nie wypuszczał z rąk worka z fantami, wlókł go za sobą po kocim mchu.

Należało go dobić. Złego słowa nikt by kapitanowi nie powiedział, nikt by go nie osądził, ponieważ tu, na obrzeżu Strefy, stalkerzy byli wyjęci spod prawa. Poza tym wcześniej w podobnych wypadkach zawsze ich dobijał. Taką miał zasadę.

Ale nie teraz.

Tak, nie zrobię tego, powiedział sobie kapitan. Nie zrobię tego, bo nie jestem myśliwym, bo tylko wypełniam swój obowiązek, a on nie jest zwierzyną, jest człowiekiem.

A jego ręce podnosiły już automat, wolno, zdawałoby się: cały wiek, ale jednak podnosiły. Stalker obejrzał się i kapitan zobaczył jego wysmarowane błotem oblicze, wykrzywione w zwierzęcym grymasie śmiertelnego przerażenia.

Nie, nie zrobisz tego! — znowu powiedział sobie kapitan, 1 wpadając w przerażenie, ponieważ uświadomił sobie, że ręce przestały go słuchać: robią coś swojego, co potrzebne jest tylko im, rękom.

— Nie! — wrzasnął rozpaczliwie, wciąż próbując odzyskać nad nimi władzę.

Zagrzmiała seria, stalker runął twarzą w koci mech…

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)