Gwiezdny motyl
- Автор: Вербер Бернард
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:
Osoby sprzeciwiające się Stałości karano śmiercią w męczarniach, aby odstraszyć pozostałych.
Słowa, takie jak „ewolucja”, „nowość”, „propozycja”, „sugestia”, „ambicja”, „oryginalność”, zostały zabronione jako nośniki idei destabilizacyjnych. „Jutro musi być kolejnym wczoraj” – brzmiała dewiza nowego króla. Stałość traktowano jako jedyną ochronę przed Chaosem. Zgodnie z filozofią stałości, szczęście polega na trwałości. Celem każdej szlachetnej jednostki powinien być bezruch. Według „oficjalnych” filozofów wszelkie nieszczęścia człowieka biorą się stąd, że nie jest on nigdy zadowolony ze swojego losu. Nie potrafi cieszyć się w spokoju tym, co ma, tylko chce tego, czego nie ma. Zużyto wiele energii, aby broń Boże nic nie drgnęło.
Po zasadzie „dwóch kroków w przód i dwóch kroków w tył” nowy wódz wymyślił nowy program, a mianowicie „ani kroku w przód, ani kroku w tył”.
Plan pięcioletni przewidywał, jak będzie wyglądało jutro, z tym większą dokładnością, że bardzo liczna policja i tajne służby istniały właściwie po to, żeby to zagwarantować.
W celu rozładowania napięć Ele-4 Niezmienny wprowadził kolejne trzy dni Karnawału oraz mecze piłkarskie na obszarze zamkniętym, które traktowano jako zapobieganie wojnie.
Stałość wymyślona przez Ele-4 trwała czterdzieści lat, podczas których nie wydarzyło się nic godnego uwagi.
Trzeba było poczekać, aż tyran się zestarzeje, żeby bunt, wzniecony przez jego ministra do spraw bezpieczeństwa, który nazwał się później Ele-5, położył wreszcie kres Wielkiej Stałości.
Za sprawą innych zazdrosnych ministrów nastąpiły liczne zamachy stanu, podział na rywalizujące ze sobą małe baronie i wreszcie na koniec okres totalnej anarchii.
Po pokoju wojna.
Po centralizacji rozproszenie.
Po wielkich miastach wioski.
Po rządach demokratycznych rządy autorytarne.
Po spokoju szaleństwo.
Po anarchii totalitaryzm.
Po rzeziach narodziny.
Po pstrej modzie moda zasadnicza.
Tłum pasażerów zaznał czegoś, co zostanie z czasem nazwane „historycznym oddechem ludzkiego stada”.
Po wdechu wydech.
Pewna kobieta, Elisabeth-5, wpadła nawet na pomysł opracowania naukowego systemu, który obliczał prawdopodobieństwo następowania po sobie cyklów wojennych, gospodarczych, epidemiologicznych, rolnych, ubraniowych czy żywieniowych. Napisała dzieło zatytułowane Sezonowe cykle Głupoty. Nikt jednak nie chciał jej słuchać i nikt nie chciał poznać przyszłości.
W roku dziewięćset piątym dwóm szefom band udało się zorganizować dwa wyraźne obozy. Przejąwszy Miasto Raj i Miasto Piekło, rozegrali między sobą wojnę dokładnie jak ich przodkowie kilka wieków wcześniej, posługując się katapultami i „rowerową kawalerią”.
Po cylindrze nie sposób się było poruszać bez zbrojnej eskorty. Drobny handel, który rozkwitł między miastami, zakłócały napady rabusiów.
Zasadę „trzech kroków w przód i jednego kroku w tył” zastąpiono zasadą „jednego kroku w przód i trzech kroków w tył”.
Następujące kolejno po sobie pokolenia powielały błędy ojców, szukając właściwych rozwiązań, wypróbowując nowe style życia, nowe religie, nowe filozofie, nowe prawa, nowych tyranów, nowych przywódców, nowe mody. Za każdym razem upadek okazywał się jeszcze bardziej bolesny. Epidemie zbierały jeszcze potężniejsze żniwo śmierci. Tyrani stali się jeszcze bardziej krwawi. Okresy anarchii zaś powodowały jeszcze więcej zniszczeń.
Po zasadzie „jednego kroku w przód i trzech kroków w tył” przyszła kolej na „jeden krok w przód i cztery kroki w tył”. Teraz zbita była połowa lamp słonecznych, lecz nikt nie potrafił ich naprawić ani wyprodukować nowych.
Zawsze jednak istniał jeden krok w przód.
Nastąpiły okresy pokoju i nadziei. Cudowni królowie, którzy wprowadzili nowatorskie pomysły.
Zwłaszcza Ele-12, zwanym Bystrym, a potem jego równie natchniony syn, Ele-13, zwany Wspaniałym. Nastała era Zgromadzeń Mędrców, które przyczyniły się do rozwoju nauki i podniesienia poziomu wiedzy. Egalitarnych społeczeństw, w których panowała powszechna solidarność, szczęście jednostki zaś nie mogło istnieć bez powodzenia ogółu.
Stworzono wielkie symfonie, freski, zadziwiające rzeźby, finezyjne wynalazki, nowatorskie budowle.
Po czym znów dała o sobie znać strachliwa, żądna przemocy małpa drzemiąca w ludzkim umyśle. Pokój okazał się czymś kruchym. Wystarczył morderca szaleniec, grupa terrorystów, przebiegły dyktator i pozostający na jego usługach spiskowcy, żeby cała budowla społeczna legła w gruzach.
Po Ele-13 Wspaniałym nastał Ele-14 Fanatyk.
Po Ele-15 Tolerancyjnym nastał Ele-16 Krwawy.
Po mędrcach nastali tyrani.
Ci zaś, odwołując się do najniższych instynktów, mieli jednak większy posłuch niż ci, którzy dążyli do wzniesienia umysłów na wyższy poziom. Po kroku w przód przyszła kolej na pięć kroków w tył. Stare teksty nie uległy jednak zapomnieniu, ciągle więc w Wielkiej Bibliotece Miasta Raju można było znaleźć księgi opisujące dzieje Gwiezdnego Motyla. Była to nić przewodnia, która chociaż napięta, nie została zerwana, nawet najwięksi despoci i najdziksi rabusie chcieli bowiem wiedzieć, dlaczego tu są i dokąd zmierza statek.
W roku tysięcznym Gwiezdny Motyl znajdował się jeszcze daleko od gwiazdy JW103683. Za sprawą najczystszego przypadku wśród ludzkości cylindra tego roku panował pokój.
Trzy światełka znajdowały się nadal naprzeciwko, jednak teleskopy i radioteleskopy na statku ciągle nie były w stanie wychwycić gwiazdy, która zgodnie z opowieścią Yves’a-1 powinna się pojawić pośrodku.
W roku tysiąc piątym przyszedł czas na kolejną epidemię, kolejną wojnę, kolejną dyktaturę, kolejną rewolucję, kolejny pokój.
Potem już nikt nie zwracał na to uwagi. Tak jak nie zwraca się uwagi na następujące po sobie pory roku.
W roku tysiąc dwieście pięćdziesiątym pierwszym niejaki Jocelyn-84, który pełnił wtedy funkcję sternika, namierzył wreszcie jakąś gwiazdę pośrodku trójkąta utworzonego przez trzy światełka.
W tym momencie z powodu chorób i wojen z początkowej liczby stu czterdziestu czterech tysięcy pasażerów pozostało… sześciu osobników.
61. POZOSTAŁOŚCI PO EKSPERYMENCIE
W kadłubie Gwiezdnego Motyla było ciemno.
Ze stu dwudziestu fragmentów sztucznego słońca nad marmurowym tarasem działał tylko jeden. Im głębiej człowiek wchodził do kilsonu, tym gęstszy ogarniał go mrok, zdziczałe rośliny zaś zagradzały drogę.
Jocelyn-84, stojący na szczycie tarasu opanowanego przez kolczaste pnącza, podłączył przewody i właśnie wypróbowywał mikrofon.
– Udało się! Mamy jakiś układ słoneczny w polu widzenia. Jego głos popłynął ze wszystkich działających nadal głośników.
Reszta ocalałych nadbiegła dolnymi i górnymi schodami. Kiedy ustawili się rzędem na tarasie, mógł im się przyjrzeć. Było to pięciu pasażerów Motyla.
Sześcioro ostatnich pasażerów Motyla (sześcioro razem z nim) pokrywały strupy, ich ubrania zaś były całe w strzępach.
Wszyscy byli młodzi. W wieku od szesnastu do dziewiętnastu lat. Mieli długi zarost, zniszczoną skórę i wydzielali silny zwierzęcy zapach.
Znajdowała się wśród nich tylko jedna dziewczyna, którą można było poznać po długich włosach i braku brody.
Cofnąwszy się do stadium myśliwych-zbieraczy, ostatni przedstawiciele gatunku ludzkiego z Gwiezdnego Motyla mieszkali w ruinach Miasta Raju, nie uprawiając niczego, żywiąc się jagodami i grzybami. Strzelali z łuku do zielonych fosforyzujących królików, które rozmnażały się bezustannie, odkąd ludzie przestali nad nimi panować. W ciemnościach cylindra świecące króliki były niczym łatwe do ucelowania błędne ogniki. Podobnie jak ryby z otchłani, przystosowały się one do mroku, tak zmieniając kod genetyczny, żeby wytwarzać własne światło.