Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:

Ludzkość dąży uparcie i nieodwołalnie ku samozagładzie, robiąc wszystko, by zniszczyć Ziemię, dlatego Yves Kramer, inżynier specjalizujący się w podróżach kosmicznych, postanawia uciec na inną planetę, by tam zacząć wszystko od nowa.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 59
Перейти на страницу:

– Pozostaje teraz wybrać jednego z nas pięciu – oznajmił Nicolas-55.

– Powinniśmy ciągnąć słomki – zaproponował Ele-19.

Zamilkli ze świadomością, że czwórkę pechowców czeka śmierć w cylindrze Gwiezdnego Motyla.

Jocelyn-84 uśmiechnął się z rozczarowaniem.

– Sto czterdzieści cztery tysiące pasażerów na początku, wybranych naukowo spośród sześciu miliardów, a na koniec o losie dwójki ostatnich ma zdecydować zwyczajna słomka.

– Słomka? Nie, to zbyt przypadkowe – sprzeciwił się Gabriel-54. – Na tamtą planetę musi polecieć najlepszy z nas. Tu chodzi o przyszłość całego gatunku. W świecie zwierząt samce biją się o samicę. Urządzimy pojedynki, a najsilniejszy odejdzie razem z nią.

– Pojedynki na co? Na noże? Na miecze? Na łuki? Na maczugi? Na katapulty?

– Nie, pojedynki nagrodziłyby tego, który jest najbanalniejszy – oświadczył Ele-19. – Ja proponuję raczej szachowe turnieje. One wskażą najinteligentniejszego z nas.

– Mówisz tak, bo jesteś bardzo dobry w szachy, ale powinno się przeprowadzić test, w którym wszyscy mieliby jednakowe szanse na wygraną. Może karty? – podsunął Gabriel-54.

– A dlaczego nie bieg, żeby wyłonić najszybszego?

Nicolas-55 zasugerował walkę na pięści.

Adrien-18 próbę wytrzymałości na ból.

Ele-19 upierał się przy partii szachów.

Gabriel-54 obstawał przy pojedynku na miecze. Jocelyn-84 przy zawodach sportowych typu wyścigi. Długo się sprzeczali, aż wreszcie Adrien-18 wpadł na pomysł, który żadnemu z nich nie przyszedł dotąd do głowy.

– Ten kto poleci z Elith na obcą planetę, powinien zostać jej towarzyszem życia, może więc wystarczy po prostu ją zapytać, z kim ma ochotę się tam wybrać.

Trafność pomysłu wprawiła pozostałych w zdumienie.

Elisabeth-15 podeszła do pięciu mężczyzn, przyjrzała się im uważnie, po czym powąchała oddech każdego z nich i zażądała, żeby pokazali zęby i dłonie. Na koniec oznajmiła:

– Ty!

63. EMULSJA NA GORĄCO

Kilka godzin później Adrien-18 nauczył się na pamięć wszystkich wiadomości potrzebnych do pilotowania Muszki 2.

Pożegnawszy się z czwórką pechowców, wsiadł na pokład promu w towarzystwie Elisabeth-15, która promieniała bardziej niż kiedykolwiek, jakby wybierała się na uroczystość zaślubin.

Śluza zewnętrzna się otworzyła, silniki zostały uruchomione. Muszka 2 oderwała się od Gwiezdnego Motyla.

Przygotowali się na to, że po wylądowaniu będą się odżywiać za pomocą hermetycznie zamkniętych torebek, które zgromadzili w plecakach. Zabrali ze sobą także dwa łuki, noże i narzędzia: młotek, kielnię, motykę, łopatę…

Kiedy reaktory na paliwo umożliwiły im nabranie odpowiedniego dystansu do statku, Muszka 2 rozłożyła swoje małe złote skrzydła z mylaru.

– Boisz się? – zapytała Elisabeth-15.

– Oczywiście, a ty nie?

– Czuję się tak, jakby w mojej krwi znajdowały się miliardy dusz. Tak jakby wszyscy ludzie, począwszy od pierwszego człowieka, byli tutaj niczym zjawy, obserwując nas i zastanawiając się, czy nam się uda.

Widniejąca przed nimi ciemna kula obcej planety nieustannie rosła. Elisabeth-15 przypomniała sobie ostatnie zdanie z księgi Yves’a-1:

„Biologicznie Gwiezdny Motyl nie jest niczym innym jak tylko przekaźnikiem życia, podróżującym w poszukiwaniu planety-jaja, którą mógłby zapłodnić”.

– Kiedy byłem młodszy, wierzyłem, że wszechświat żyje. I że gwiazdy to oczy, które na nas patrzą.

Uśmiechnęła się.

– Myślę, że wszechświat ma swoje plany. Kiedy nie może ich zrealizować w określony sposób, wybiera inną drogę, a potem jeszcze następną. Właśnie dlatego jest tak dużo plemników. Żeby przynajmniej jednemu się udało. Jeśli poniesiemy klęskę, inni pójdą w nasze ślady później, gdzie indziej, inaczej.

– O ile na starej Ziemi są jeszcze jacyś ludzie…

Przełknęła ślinę i przeszła do kolejnego pytania.

– A ty jak uważasz, na czym polega wielki plan Wszechświata?

Chłopak sprawdził coś na desce rozdzielczej, żeby zyskać trochę czasu przed odpowiedzią.

– Powiedziałbym tak: na złożoności. Najpierw jest nic. Nic będące eksperymentem tkwiącej u podstaw złożoności. Potem materia, i tu sprawy trochę się komplikują. Następnie życie – to bardziej skomplikowane. Później inteligencja, później świadomość.

– I tutaj sprawy ogromnie się komplikują.

– Jesteśmy przekazicielami doświadczenia prawdopodobnie najbardziej zaawansowanej złożoności we wszechświecie: ziemskiej świadomości ludzkiej. Przynajmniej tego, czym ta świadomość jest teraz, po tym, jak dojrzewała ona przez wiele tysiącleci w wielu miliardach umysłów służących jako probówki. Właśnie ten owoc przekazujemy.

Dziewczyna uśmiechnęła się rozbawiona tym pomysłem, po chwili jednak jej uśmiech zamienił się w pełen niepokoju grymas.

Przez szybę w kokpicie widziała starego Gwiezdnego Motyla. Siedząc w środku, nigdy nie zdawała sobie sprawy, jaki jest wielki. Ogromne skrzydła z mylaru miały tysiące dziur, jakby żaglowiec brał udział w bitwie na armaty.

Tylko w najwyższym oknie kadłuba paliło się małe światełko. Ostatnia lampa, jaka ocalała z wojen domowych. Po raz pierwszy mogła się przyjrzeć z zewnątrz gigantycznemu statkowi będącemu rezultatem szalonych snów Yves’a-1.

– A jeśli ze starej Ziemi nie wystartują inne statki? – zapytała. – Jeśli jesteśmy jedynym „plemnikiem” pochodzącym z jedynej planety, na której jest życie, inteligencja i świadomość?

Adrien-18 nie od razu odpowiedział.

– W takim razie wszechświat pozostanie pusty. I wszędzie zapanuje tylko spokój, chłód, cisza oraz bezruch bez końca. Wszystko powróci do Niczego.

Dziewczynę przeszedł niepowstrzymany dreszcz. Chwyciwszy jabłko, które zabrała przed wyjściem, wbiła w nie zęby, pragnąc nigdy nie umierać.

Nigdy dotąd nie uświadomiła sobie tak mocno własnej szansy na pozostanie przy życiu ani pragnienia, żeby trwało to nadal.

64. CZARNY DYM

Złote, napęczniałe od światła żagle sunęły ku ostatecznemu celowi.

Przed lądowaniem, zgodnie z Instrukcją obsługi, Adrien-18, który zdążył się nieźle wprawić w pilotowaniu Muszki 2, umieścił prom na orbicie, aby przyjrzeć się planecie z daleka.

Nie zdołał jednak dostrzec jej powierzchni przysłoniętej szaro-czarnym płaszczem gęstych chmur.

– Ma swoją atmosferę i to jest już jedna pozytywna wiadomość.

– A także grawitację, ale słabszą niż ta, którą mieliśmy na statku. Będziemy się szybko męczyć.

– Będziemy dużo spać.

– A jeśli będziemy mieli dzieci, staną się większe od nas – szepnął tak cicho, że nie usłyszała.

Znajdująca się przed ich pełnymi zachwytu oczami obca planeta ciągle rosła.

– Mam złe przeczucie – wyznała dziewczyna.

– Powinniśmy zaufać Yves’owi-1 – odrzekł chłopak, który chwilami także się niepokoił.

– A jeśli się pomylił? Trudno tak naprawdę zobaczyć planetę z daleka. A tym bardziej stwierdzić, czy mogą na niej zamieszkać ludzie.

Przygryzł wargę.

– Jedyny sposób, żeby się przekonać, to tam polecieć.

Zapięli pasy bezpieczeństwa.

– Gotowa?

Adrien-18 poruszył jakąś dźwignią, po czym Muszka 2 zanurzyła się w płaszcz chmur, czemu towarzyszył najpierw grzmot pioruna, a następnie ogłuszający łoskot.

W wyniku zetknięcia z kilsonem wszystko zaczęło drgać. Silne tarcie sprawiło, że ogromne skrzydła zapaliły się w jednej chwili niczym owad, który wpadł w płomień świecy. Pozbawiona skrzydeł Muszka 2 zaczęła coraz szybciej spadać.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)