Gwiezdny motyl
- Автор: Вербер Бернард
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:
Jocelyne-1 zaproponowała stworzenie jeszcze większej biblioteki, której każdy powierzyłby to, co zapamiętał ze starej Ziemi, na wypadek gdyby pewnego dnia te wspomnienia okazały się przydatne.
Było to jej ostatnie wielkie przedsięwzięcie.
Po czym Jocelyne-1 umarła, podobnie jak Caroline-1 i Adrien-1.
Nikt już nie pozostał z pierwszej ekipy rządzącej. Tylko zakątek na cmentarzu, gdzie rosły obok siebie drzewko oliwne, jabłoń, morela, do których dołączyły następnie figowiec, orzech i kasztanowiec.
Gwiezdny Motyl suną! zaś ciągle przez otchłań kosmosu, obojętny na to, co działo się z małymi pasożytami, które poruszały się w jego długim kadłubie w kształcie cylindra.
59. CHEMICZNE WESELE
Zasadzona nad ciałem żeglarki jabłoń wyrosła na wysokie majestatyczne drzewo o szerokim grubym pniu i szeleszczących liściach.
Umieszczony na fontannie ratusza kalendarz wskazywał trzynasty dzień piątego miesiąca sześćdziesiątego roku. Było to królestwo czegoś, co określano mianem trzeciej generacji.
Pierwsze pokolenie wylansowało modę na stroje w jaskrawych kolorach w motywy roślinne lub w motyle, drugie natomiast, prawdopodobnie na przekór, wybrało pastelowe barwy oraz paski i kwadraty. Co do trzeciego zaś, postawiło celowo na czerń i biel, jako jedyną ozdobę stosując jasne gwiazdki na czarnych ubraniach oraz ciemne planety na jasnych rzeczach.
Płaskowyż cmentarza został przekształcony w sad, na sąsiednim zaś urządzono następny.
Miasto Raj wzbogaciło się stopniowo o przedmieście, składające się z małych willi otoczonych wąskimi ogródkami. Ludzie coraz mniej chętnie mieszkali po kilkanaścioro w jednym domu, drzwi zaś wyposażono w zamki, co stanowiło sygnał, że po życiu we wspólnocie nastąpił powrót do życia w pojedynkę.
Dopiero wieczorem Motylanie spotykali się w ścisku w modnych lokalach, żeby potańczyć przy rytmicznej, ogłuszającej muzyce.
Nazywano to „zbiorowym transem”.
Wszyscy podrygiwali wtedy jednocześnie.
Telewizja, która transmitowała z początku przedstawienia na żywo odgrywane w amfiteatrze, zaczęła produkować własne spektakle. Było w nich sporo przemocy, tak jakby ludzie odczuwali naturalną potrzebę, żeby wyrzucić ukryty w nich jad.
W gastronomii zapanowała moda na pikantne przyprawy, toteż można było spotkać liczne pola papryki, gorczycy i pieprzu.
Tymczasem Zoe-27, młoda następczyni Jocelyne-1 na stanowisku burmistrza, nie miała ani jej autorytetu, ani charyzmy. Jako zwolenniczka szybkich przyjemności, często opuszczała ratusz i pod pretekstem walki z nudą bez przerwy urządzała orgie i przyjęcia.
Z obserwacji mrówek wyciągnęła tylko jeden wniosek, a mianowicie, że „każdy robi to, co mu się podoba”. Po okresie porządku, jaki zapanował za rządów ekipy założycielskiej, nastąpił okres rozprzężenia. Żeby nie komplikować wszystkim życia, sądy przestały karać za przestępstwa, zadowalając się publicznymi przeprosinami. Więzienia otwarto, skazańców zaś wypuszczono w imię ogólnego porozumienia.
Tylko Eli-1, Elo-2 i Ela-1, trójka dzieci Yves’a i Elisabeth, usiłowali bić na alarm, szybko jednak zostali uznani za „smutasów”. W czasach niemal przymusowej zabawy zaś stało się to straszną obelgą. Zgromadzenie Mędrców nie reagowało.
Ponieważ nikt nie chciał wykonywać ciężkiej pracy, w myśl zasady „każdy robi to, co mu się podoba”, zbiory okazały się bardzo marne i zaczęło brakować żywności.
Właśnie wtedy pojawił się niejaki Luc-66, który skrzyknął bandę młodych ludzi i wyszkolił ich w okradaniu domów przez wyłamywanie zamków za pomocą drągów albo wślizgiwanie się przez otwarte okna.
Został aresztowany przez to, co pozostało z policji, ledwie jednak wygłosił publiczne przeprosiny, wypuszczono go.
Od tej chwili Luc-66 pojął, że powinien się posunąć dalej. Założywszy uzbrojoną bandę, splądrował Miasto Raj. Porwał jako zakładników panią burmistrz i kilku mędrców ze zgromadzenia, po czym zabił kilku innych, aby mieć pewność, że będzie potraktowany poważnie. Akcja ta wywołała wstrząs. Wielu było już gotowych podporządkować się jego prawu. O mało nie przejął władzy, jednakże Elo-2, mająca już sześćdziesiąt lat, zdołała szybko zwołać armię, która stawiła mu czoło.
Od tej pory obie bandy jednocześnie rosły w siłę.
Zwolennicy Luca-66 przeciw zwolennikom Elo-2.
Wojna między obiema grupami trwała wiele tygodni.
Ku własnemu ogromnemu zdziwieniu członkowie obu armii lubowali się w zabijaniu bliźnich. To było dużo lepsze niż Karnawał. Zadawanie śmierci sprawiało tym większą radość, że pozwalało łamać najbardziej kategoryczny zakaz ich społeczeństwa. Od tej chwili obrona porządku stała się równie dobrym pretekstem do wyżywania się jak obrona chaosu.
Zabijali się nawzajem przy użyciu strzał, dzid, proc, niekiedy również pięści. Burmistrzowie przybrali wkrótce stary ziemski tytuł, którego dokładne znaczenie odeszło w niepamięć: króla.
W cylindrze pojawili się zatem Elo-2, stara królowa Raju, oraz Luc-66, młody król Piekła.
Ku własnemu zdumieniu Elo-2 zaczęła przejawiać talent stratega i wojowniczki, o których istnieniu nigdy by się nie przekonała, gdyby nie zmusiły jej do tego okoliczności.
Od tej pory to było niczym partia szachów.
Ten, kto pierwszy wpadł na pomysł, żeby atakować w nocy, zdobył punkt.
Ten, kto pierwszy wpadł na pomysł, żeby posłużyć się oddziałami na rowerach, a co za tym idzie – atakować szybciej, zdobył kolejny punkt.
Wydawało im się, że wszystko wynajdują na nowo: misje komandosów, jeńców, zakładników, szpiegów, tortury, zdradę.
Można było zobaczyć szarżę setek mężczyzn na rowerach, swego rodzaju lekkiej kawalerii zmechanizowanej, na szeregi łuczników. Oddziały uzbrojonych rowerzystów atakowały inne oddziały uzbrojonych rowerzystów. Były także okopy. Walczono niekiedy na liniach frontu, które sięgały aż do nieba, a nawet tworzyły pełne pierścienie stojące naprzeciwko innych pełnych pierścieni.
Ten pierwszy powszechny konflikt spowodował dobre dziesięć tysięcy ofiar. Znak czasu: dla wygody nie pochowano ich w osobnych grobach, lecz w wielkich zbiorowych mogiłach oddzielnych dla każdego obozu.
W końcu wyczerpani monarchowie zawarli pokój, po czym zbudowano palisadę, która stanowiła linię demarkacyjną oddzielającą strefę ze stolicą w Mieście Raju od tej ze stolicą w Mieście Piekle.
Na szczęście zawsze znalazł się sternik, który pilotował Gwiezdnego Motyla, ten ostatni zaś nadal sunął naprzód, a jego długie złote skrzydła napęczniałe od światła mimo wszystko utrzymywały kurs na trzy światełka.
Światło pierwotnego słońca osłabło wraz z odległością, a dwie czy trzy asteroidy, których nie zdołali wyminąć, przedziurawiły wielkie żagle z mylaru.
Motyl zaczai niedostrzegalnie tracić prędkość – najpierw do dwóch i pół miliona, później do dwóch milionów dwustu tysięcy kilometrów na godzinę.
60. TYSIĄC LAT DOJRZEWANIA
Po wojnie pokój.
Po pokoju znów wojna.
W przerwie zaś zaledwie kilkadziesiąt lat, akurat tyle, żeby zapomnieć o zgubnych skutkach wojny i racjach przemawiających za pokojem.
W modzie odzieżowej zapanował styl zielonego kamuflażu w liście, i to zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet. Malowano się w tym samym duchu.
Hodowlę zwierząt porzucono, plony spadały, ludność zaś zaczęły nękać głód i niedożywienie.
Organizmy stawały się mniej odporne.
Paradoksalnie – żeby dostarczyć mięso armatnie, zachęcano kobiety do rodzenia jak największej liczby potomstwa w imię świętej sprawy wojennej. Więcej dzieci, mniej żywności, więcej żołnierzy, mniej rolników – tak właśnie wyglądała logiczna spirala historii w cylindrze.