Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Oczekiwałeś publicznych komunikatów, Zabawko? — spytała Tuon z niedowierzaniem w głosie. — Zresztą może Suroth się zastanawia, czy nie odebrać sobie ze wstydu życia. W dodatku spodziewasz się, że rozpowszechni ona taki zły omen dla Powrotu?
A więc Egeanin miała rację. To wciąż wydawało się niemożliwe, a w porównaniu ze znieruchomieniem kości także niezbyt ważne. Co zatem się zdarzyło? Potrząsnął ręką Tuon, nic więcej. Wymienili uścisk dłoni i zawarli ugodę. Mat zamierzał dotrzymać swojej części umowy... lecz co mówiły mu kości? Że dziewczyna dotrzyma swojej części paktu? Albo... że nie dotrzyma? Z tego, co wiedział, seanchańskie arystokratki miały w zwyczaju wychodzić za mąż za... Co Tuon powiedziała? Czym chciała go uczynić? Podczaszym? Może panie wielkich rodów w Seanchan stale poślubiały swoich podczaszych?
— Mam więcej informacji, Mat — powiedział Thom, przypatrując się Tuon w zadumie i z lekkim zaskoczeniem. Cauthonowi przyszło do głowy, że dziewczyna nie zmartwiła się zbytnio na myśl, że Suroth mogłaby się zabić. Może jednak była tak twarda, jak uważał Domon. Co te cholerne kości usiłowały mu powiedzieć?! Na pewno coś istotnego. Jednak gdy Thom wypowiedział kolejne zdania, Mat przestał myśleć zarówno o potencjalnej odporności Tuon, jak i o grzechoczących kościach. — Tylin nie żyje. Trzymają tę informację w tajemnicy z obawy przed zamieszkami, ale pewien oficer ze Straży Pałacowej, młody porucznik, który nie mógł utrzymać swojej brandy w dłoni, powiedział mi, że jednego dnia zamierzają odprawić jej pogrzeb i koronować Beslana.
— Jak to? — spytał Mat.
Tylin była od niego starsza, ale nie aż tyle! Koronacja Beslana! O Światłości! Jak Beslan poradzi sobie z tym wszystkim, skoro nienawidził Seanchan? Właśnie on wymyślił plan podpalenia zapasów na Drodze do Zatoki. Wywołałby w ten sposób powstanie, gdyby Cauthon go nie przekonał, że skończy się ono jedynie rzezią i bynajmniej nie rzezią Seanchan.
Thom zawahał się, gładząc wąsy kciukiem. W końcu westchnął.
— Znaleziono ją w komnacie sypialnianej rano po naszym odejściu, Mat. Nadal miała związane ręce i nogi. A jej głowę... Jej głowę odcięto.
Cauthon nie zdawał sobie sprawy z tego, że kolana się pod nim ugięły, póki nie usiadł ciężko na podłodze. W głowie mu brzęczało. Niemal słyszał jej głos. „Utną ci głowę, prosiaczku, jeśli nie zachowasz ostrożności, a mnie się to wcale nie spodoba”. Setalle pochyliła się przed siebie na wąskim łóżku i ze współczuciem przycisnęła dłoń do policzka.
— Poszukiwaczki Wiatru? — spytał głucho. Nie musiał mówić nic więcej.
— Według słów porucznika Seanchanie postanowili obwinić Aes Sedai. Ponieważ Tylin złożyła seanchańskie przysięgi. To właśnie obwieszczą podczas czynności pogrzebowych.
— Tylin umiera tej samej nocy, w której uciekają Poszukiwaczki Wiatru, a Seanchanie obwiniają o jej zabicie Aes Sedai? — Nie potrafił uwierzyć, że Tylin nie żyje. „Przygotuję dla ciebie kolację, kaczorku”. — To nie ma sensu, Thom.
Thom zawahał się, marszcząc brwi, jakby przez chwilę rozważał słowa Cauthona.
— Może była to zbrodnia polityczna, Mat, przynajmniej częściowo, wierzę jednak, że naprawdę tak sądzą. Ten porucznik twierdził, że w ich opinii Poszukiwaczki Wiatru uciekały zbyt zdecydowanie, ażeby się z jakiegokolwiek powodu zatrzymywać lub zbaczać z obranej drogi, a najłatwiejsza droga wyjścia wiedzie wszak obok zagród damane, które znajdują się daleko od apartamentów Tylin.
Cauthon chrząknął. Był przekonany, że stało się inaczej. Zresztą, cokolwiek się zdarzyło, i tak nic nie mógł na to poradzić.
— Marath’damane miały powód do zamordowania Tylin — oświadczyła nagle Selucia. — Na pewno się obawiały, że Tylin stanie się przykładem dla innych. Jaki powód miałyby damane, o których mówisz? Żadnego. Ręka sprawiedliwości żąda motywów i dowodów, nawet dla damane i da’covale. — Mat miał wrażenie, że Selucia czyta te słowa z jakiejś księgi. A kątem oka stale popatrywała przy tym na Tuon.
Cauthon zerknął przez ramię, lecz jeśli dziewczyna pokazała gestem, co służąca ma mówić, zdążyła już skończyć, gdyż jej ręce znów spoczywały na podołku. Obserwowała Mata z obojętnym wyrazem twarzy.
— Aż tak bardzo obchodziła cię Tylin? — spytała ostrożnie.
— Tak. Nie. Niech sczeznę, po prostu ją lubiłem! — Odwróciwszy się, przeczesał palcami włosy, spychając czapkę. Nigdy w życiu nie cieszył się tak bardzo jak teraz, że może opuścić jakąś kobietę, a jednak...! — Poza tym przecież zostawiłem ją związaną i zakneblowaną, aby nie mogła nawet wezwać pomocy. I stała się łatwą zdobyczą dla gholam — dokończył gorzko. — Bo gholam szukał mnie. Nie potrząsaj głową, Thomie. Wiesz o tym równie dobrze jak ja.
— Co to jest... gholam? — chciała wiedzieć Tuon.
— Pomiot Cienia, moja pani — odparł Thom, marszcząc brwi z niepokojem. Niełatwo było go zmartwić, jednak chyba tylko głupiec nie przejmowałby się gholam. — Wygląda jak człowiek, lecz potrafi się prześlizgnąć nawet przez mysią dziurę albo szczelinę pod drzwiami, a jest tak silny, że... — mruknął coś pod nosem. — No dobrze, dość tego. Mat, nawet gdyby Tylin pilnowało stu strażników, nie zapobiegliby jej śmierci.
„Nie potrzebowałaby stu strażników, gdyby nie zaprzyjaźniła się ze mną” — zripostował w myślach Cauthon.
— Gholam — szepnęła Tuon z lekką drwiną. Nagle mocno popukała Mata kłykciami w czubek głowy. Gwałtownie położył sobie dłoń w tym miejscu i zerknął na nią przez ramię z niedowierzaniem. — Jestem bardzo szczęśliwa, że okazujesz lojalność wobec Tylin, Zabawko — oznajmiła mu surowym tonem — ale nie daję wiary w zabobony. I nie zamierzam w nie wierzyć. To dla Tylin żaden honor.
Bodajby sczezła, śmierć Tylin najwyraźniej obchodziła ją równie mało jak ewentualne samobójstwo Suroth. Jaką kobietę miał poślubić?!
Tym razem, gdy ktoś załomotał pięścią w drzwi, Mat wcale się nie ruszył. Czuł się straszliwie odrętwiały i mocno podrapany. Do wozu bez pytania wszedł Blaeric w ociekającym od deszczu, ciemnobrązowym płaszczu. Płaszcz był stary, w niektórych miejscach nieco przetarty, ale jeśli przeciekał, na mężczyźnie nie robiło to wrażenia. Strażnik skoncentrował się wyłącznie na Cauthonie. Albo raczej niemal wyłącznie, jako że udało mu się przy okazji zerknąć na wydatną pierś Selucii!
— Joline cię wzywa, Cauthon — oświadczył, ciągle zerkając na służącą.
O Światłości! Tylko tego Mat potrzebował w tym okropnym dniu!
— Kim jest Joline? — spytała Tuon.
Cauthon zignorował ją.
— Przekaż jej, Blaericu, że spotkam się z nią, gdy tylko wyruszymy. — Ostatnia rzecz, na jaką miał w tej chwili ochotę, było wysłuchiwanie kolejnych skarg Aes Sedai.
— Chce się spotkać teraz, Cauthon.
Westchnąwszy, wstał i zebrał z podłogi czapkę. Sądząc po wzroku Blaerica, jeśli Mat odmówi, Strażnik spróbuje go stąd wywlec na siłę. A w swoim aktualnym nastroju Cauthon mógłby się za tę próbę odwdzięczyć mężczyźnie wbiciem mu noża w plecy. Blearic na pewno nie dałby się podejść łatwo, więc cała sprawa i tak nie skończyłaby się najlepiej dla Mata. Miał zresztą pewność, że umarł już kiedyś w ten sposób i nie było to stare wspomnienie. Bez wątpienia w miarę możliwości powinien unikać podejmowania ryzyka.