Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 236
Перейти на страницу:

Tuon wydała długie gniewne sapnięcie, które bynajmniej nie potwierdziło tej teorii.

— Pamiętasz oblicze Jastrzębiego Skrzydła, Zabawko? — spytała.

Pani Anan zamrugała w zdumieniu, a Selucia usiadła prosto na łóżku, zmarszczyła czoło i zapatrzyła się na niego. Na niego! Dlaczego marszczyła czoło, patrząc na niego?! Nie przestawała mu się także przyglądać Tuon, złożywszy ręce na podołku. Ta dziewczyna była równie chłodna i opanowana jak Mądre w Niedzielę.

Matowi uśmiech zamarł na twarzy. O Światłości, co ta dziewczyna wie? Skąd mogła cokolwiek wiedzieć?

Leżał pod płonącym słońcem, trzymając się obiema rękoma za bok, starając się powstrzymać uchodzące z niego życie i dumając, czy warto dalej żyć. Aldeshar przestał już istnieć. Jakiś cień przesłonił na moment słońce, a później kucnął tuż obok niego wysoki mężczyzna w zbroi, z hełmem wciśniętym pod pachę i o ciemnych, głęboko osadzonych oczach nad haczykowatym nosem.

— Dobrze walczyłeś przeciwko mnie, Culainie, i dziś, i w dniach przeszłych — powiedział ten pamiętny głos. — Będziesz żył ze mną w pokoju?

Roześmiał się wydającemu ostatnie tchnienie Arturowi Jastrzębie Skrzydło w twarz.

Mat nienawidził wspomnień związanych z umieraniem. Jego umysł zresztą dręczyło również kilkanaście innych starożytnych wspomnień, które należały teraz do niego. Już przed rozpoczęciem wojen Artur Paendrag był człowiekiem trudnym we współpracy.

Wziąwszy głęboki wdech, przez chwilę starannie dobierał słowa. Pora nie była odpowiednia na bluzganie w Dawnej Mowie.

— Oczywiście, że nie! — skłamał. Kobiety łatwo się rozprawiały z mężczyzną, który nie potrafił przekonująco kłamać. — O Światłości, Jastrzębie Skrzydło umarł wszak tysiąc lat temu! Co to za pytanie?

Tuon otworzyła powoli usta i przez sekundę Cauthon był pewien, że dziewczyna mu coś buntowniczo odburknie.

— Głupie pytanie, Zabawko — przyznała jednak w końcu. — Nie wiem, skąd mi coś takiego przyszło do głowy.

Usztywniające mu ramiona napięcie opadło i Mat nieco się odprężył. Oczywiście! Był ta’veren, toteż ludzie w jego otoczeniu robili rzeczy i mówili słowa, które nie zdarzały im się nigdzie indziej. Rozmaite nonsensy znajdowały zatem usprawiedliwienie. Tym niemniej tego typu stwierdzenia bywały niewygodne, szczególnie gdy były bliskie prawdy.

— Nazywam się Mat. Mat Cauthon — powiedział, choć wcale nie musiał nic mówić.

— Nie umiem ci powiedzieć, Zabawko, jak postąpię po powrocie do Ebou Dar. Jeszcze nie zdecydowałam. Może zrobię z ciebie da’covale. Nie jesteś dość dobry na podczaszego, istnieje wszakże możliwość, że zechcę cię do tej roli. Tak czy inaczej, poczyniłeś wobec mnie pewne obietnice, toteż i ja mam ochotę ci coś przyrzec. Póki będziesz dotrzymywał swoich obietnic, zobowiązuję się, że nie ucieknę, w żaden sposób cię nie zdradzę ani nie doprowadzę do tarć między twoimi zwolennikami. Sądzę, że wymieniłam wszystkie ewentualności.

Tym razem pani Anan zagapiła się na nią, a Selucia wydała gardłowy dźwięk, Tuon wszakże jawnie zignorowała obie. Patrzyła tylko na Cauthona wyczekująco, domagając się odpowiedzi.

Mat również mimowolnie wydał gardłowy dźwięk. Nie jęknięcie, po prostu dźwięk. Twarz Tuon pozostała równie gładka jak sroga maska z ciemnego szkła. Jej spokój wzbudzał w nim wściekłość i przyprawiał go o szaleństwo! Jednocześnie Cauthon pomyślał, że ta dziewczyna jest chyba obłąkana, skoro uważa, że on uwierzy w jej obietnicę. No, chyba że o to jej chodziło. Może potrafiła kłamać lepiej od niego, lepiej niż jemu kiedykolwiek się uda. Znów ogarnęło go straszliwie przeczucie, że Tuon wie więcej niż on. Myśl ta była oczywiście absurdalna, lecz nie potrafił się jej pozbyć. Przełknął grudę w gardle. Twardą grudę.

— No cóż, doceniam twoją obietnicę — odrzekł, starając się zyskać na czasie — ale co z Selucią? — Zyskiwał na czasie, ale do czego zużyje ten czas? I tak nie mógł się skupić, gdy w czaszce grzechotały mu wyobrażone kości do gry.

— Selucia zrobi to, co jej każę, Zabawko — odparła dziewczyna niecierpliwie.

Niebieskooka służąca wyprostowała się i zagapiła na Mata. Wydawała się oburzona, że wątpił w słowa jej pani. Jak na służącą potrafiła wyglądać niezwykle dziko, jeśli tylko chciała.

Cauthon nie wiedział, co powiedzieć czy zrobić. Bezwiednie splunął na dłoń, po czym wyciągnął ją do Tuon, jak gdyby zamierzał przypieczętować umowę na zakup konia.

— Twoje zwyczaje są... prymitywne — oceniła Tuon oschle, tym niemniej również splunęła sobie na rękę i uściskała mu dłoń. — W ten sposób podpisaliśmy nasz traktat. Czyli że zawarliśmy porozumienie. Co znaczy napis na twojej włóczni, Zabawko?

Tym razem Mat jęknął, ponieważ dziewczyna przeczytała inskrypcję w Dawnej Mowie na jego ashandarei. W takiej sytuacji nawet cholerny kamień by zajęczał. W dodatku gdy dotknął ręki Tuon, kości w jego głowie znieruchomiały. O Światłości, co się stało?

Znów ktoś zastukał kłykciami w drzwi. Cauthon był tak zdenerwowany, że bezwiednie się obrócił i spuścił z rękawa nóż w dłoń, gotów rzucić się na tego, kto wejdzie.

— Stań za mną — warknął.

Drzwi się otworzyły i do środka zajrzał Thom. Nie zrzucił kaptura płaszcza z głowy, z czego Mat wywnioskował, że na dworze pada. Skupiony na Tuon i grzechoczących kościach, przeoczył odgłosy deszczu uderzającego w dach wozu.

— Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłem? — spytał Thom, gładząc długie, białe wąsy.

Mata paliła twarz. Setalle zamarła nad haftem z niebieską nicią nawleczoną na grubą igłę, a jej brwi uniosły się tak wysoko, jakby próbowały wyskoczyć kobiecie przez czubek głowy. Siedząca w napięciu na krawędzi drugiego łóżka Selucia z wielkim zainteresowaniem obserwowała, jak Cauthon wsuwa na powrót nóż w rękaw. Dotąd Mat nie podejrzewał, że Selucia należy do kobiet, które lubią niebezpiecznych mężczyzn. Sam wolał takich kobiet unikać, gdyż w jakiś sposób potrafiły one skłonić mężczyzn do ponoszenia jeszcze większego ryzyka. Oparł się pokusie spojrzenia za siebie, na Tuon, która prawdopodobnie gapiła się na niego, jak na kogoś, kto wydziwia niczym Luca. Fakt, że nie chciał się ożenić, nie dawał przyszłej żonie prawa do nazwania go głupcem.

— Co odkryłeś, Thom? — spytał obcesowo. Coś musiało się zdarzyć, w przeciwnym razie kości nadal by mu dokuczały. Na tę myśl stanęły mu na karku wszystkie włoski. Kości już po raz drugi zatrzymały się w obecności Tuon. A właściwie po raz trzeci, jeśli liczyć incydent przy bramie wiodącej z Ebou Dar. Trzy cholerne zdarzenia, wszystkie związane z tą dziewczyną.

Nieznacznie kulejąc, białowłosy mężczyzna wszedł głębiej, po czym odrzucił kaptur i zamknął za sobą drzwi. Kuśtykał z powodu starej rany, a nie kłopotów w mieście. Wysoki i szczupły, o twardej skórze, przenikliwych, niebieskich oczach i śnieżnobiałych wąsach, które zwisały mu aż pod podbródek, Thom wydawał się przyciągać ludzką uwagę, gdziekolwiek szedł, potrafił jednakże ukryć się przed wzrokiem innych, zaś jego ciemnobrązowa kurtka i płaszcz z brązowej wełny sugerowały mężczyznę, który chce wydać trochę pieniędzy, choć nie ma ich zbyt wiele.

— Ulice pełne są pogłosek o niej — oświadczył, kiwając głową ku Tuon. — Nic się wszakże nie mówi o jej zniknięciu. Postawiłem po drinku kilku seanchańskim oficerom i dowiedziałem się, że w ich opinii dziewczyna jest bezpieczna w Pałacu Tarasin albo wyprawiła się gdzieś na inspekcję. Moim zdaniem żaden z moich rozmówców niczego nie udawał. Oni nie mają pojęcia o porwaniu, Mat.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)