Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 210
Перейти на страницу:

Ce­sarz przy­mknął oczy, za­gryzł usta. Mil­cze­nie prze­cią­ga­ło się co­raz bar­dziej.

— Cały Gen­no. Cały on. Za­czy­nam ża­ło­wać, że po­zwo­li­łem mu ba­wić się w gry Szczu­rów. Je­śli się nu­dził, na­le­ża­ło pod­su­nąć sta­re­mu ogie­ro­wi tu­zin mło­dych ko­cha­nek, a może i po­zwo­lić na ja­kiś po­je­dy­nek od cza­su do cza­su. Z od­po­wied­nio do­bra­nym prze­ciw­ni­kiem, rzecz ja­sna. Wy­da­łem jed­nak tę nie­szczę­sną zgo­dę, więc i od­po­wie­dzial­ność czę­ścio­wo spa­da na mnie. A wie­cie, co mo­gło­by być po­chod­nią, któ­ra pod­pa­li Wiel­kie Ste­py? Wieść, że Im­pe­rium stra­ci­ło Gen­no La­skol­ny­ka. Że Sza­ry Wilk nie po­pro­wa­dzi już na­szych puł­ków prze­ciw Bły­ska­wi­com Ojca Woj­ny. Dla­te­go wła­śnie bę­dzie­my wy­da­wać… Ile to było, Trze­ci? Pięt­na­ście ty­się­cy mie­sięcz­nie, by móc go jak naj­szyb­ciej ścią­gnąć do domu. Wy­glą­da na to, że stra­cę każ­de­go orga, któ­re­go spo­dzie­wa­łem się za­ro­bić na han­dlu by­dłem.

Suka wy­pro­sto­wa­ła się nie­co, unio­sła wy­żej gło­wę. Po jej twa­rzy prze­mknę­ła le­d­wo skry­wa­na nie­chęć.

— Wa­sza Wy­so­kość jest dla sie­bie zbyt su­ro­wy. To w koń­cu La­skol­nyk, nie­ucy­wi­li­zo­wa­ny, upar­ty i krnąbr­ny bar­ba­rzyń­ca. Za­wsze ro­bił to, co chciał.

— I pew­nie dla­te­go wy­grał dla nas ostat­nią wiel­ką woj­nę. — Luwo uśmiech­nął się prze­pra­sza­ją­co, w sty­lu „po­zwól­cie, że się wtrą­cę, choć wiem, że nie po­wi­nie­nem”. — Gen­no La­skol­nyk za­brał na tę wy­pra­wę swo­ich naj­lep­szych lu­dzi, pa­nie. Tych sa­mych, z któ­ry­mi sza­lał po Wiel­kich Ste­pach. Je­śli po­zwa­la­no mu na głę­bo­kie raj­dy na wschód od Amer­thy, w le­d­wo kil­ka­dzie­siąt koni, to…

— Nad Amer­thą za­wsze stał pułk pan­cer­ny.

— A w ka­ra­wan­se­ra­ju pod Ko­no­we­ryn cze­ka po­nad pię­ciu­set na­szych żoł­nie­rzy, pa­nie — rzu­ci­ła Suka. — Do­brze wy­szko­lo­nych i uzbro­jo­nych.

Ce­sarz za­śmiał się na­gle, za­ska­ku­jąc całą trój­kę.

— No pro­szę, Szczur i Ogar mó­wią­cy jed­nym gło­sem. Nie są­dzi­łem, że tego kie­dy­kol­wiek do­cze­kam. Da­lej, hra­bi­no. Czy to po­wsta­nie ma szan­sę na zwy­cię­stwo?

Za­wa­ha­ła się.

— Ja…

— Żad­nych do­my­słów ani spe­ku­la­cji, Eu­se­we­nio — uciął krót­ko Kre­gan-ber-Ar­lens. — Tyl­ko fak­ty.

Ko­bie­ta za­mil­kła, a kie­dy wresz­cie się ode­zwa­ła, brzmia­ło to, jak­by każ­de sło­wo wy­cią­ga­no z niej po­czwór­nym kon­nym za­przę­giem. Gen­trell wy­mie­nił szyb­kie spoj­rze­nie z Pierw­szym Szczu­rem. Ależ to mu­sia­ło ją bo­leć. Stać na cze­le naj­po­tęż­niej­szej or­ga­ni­za­cji szpie­gow­skiej w Im­pe­rium, dys­po­nu­ją­cej więk­szą ilo­ścią zło­ta niż nie­jed­no małe kró­le­stwo i mu­sieć się przy­znać do nie­wie­dzy…

— Nie­ste­ty, nie wiem, pa­nie. Nie da się tego prze­wi­dzieć z tymi in­for­ma­cja­mi, któ­re mamy. Ko­no­we­ryn wciąż nie otrzą­snę­ło się z wy­da­rzeń w Oku, De­ana d’Klle­an ma za sobą Ród Sło­wi­ka i dwie trze­cie Rodu Ba­wo­łów, ale sama ka­za­ła stra­cić lub uwię­zić więk­szość wyż­szych do­wód­ców Ba­wo­łów i wszyst­kich do­wód­ców Trzcin. Af’ge­mid, to zna­czy do­wód­ca Rodu Trzcin, znikł, a same Trzci­ny zo­sta­ły zma­sa­kro­wa­ne, w cza­sie gdy ob­ja­wił się, jak po­wia­da­ją na Po­łu­dniu, Pło­mień Aga­ra. Ar­mia księ­stwa li­czy te­raz mniej niż po­ło­wę sił sprzed tych wy­da­rzeń. Więk­szość sta­cjo­nu­je w sto­li­cy. Te jed­nost­ki, któ­re nie po­słu­cha­ły we­zwa­nia do kon­cen­tra­cji w Bia­łym Ko­no­we­ryn, zo­sta­ły znisz­czo­ne albo od­cię­te na pro­win­cji w pierw­szych dniach bun­tu. Pani Pło­mie­nia na­ka­za­ła szko­lić od­dzia­ły lek­kiej pie­cho­ty i oko­ło dwie­ście sło­ni bo­jo­wych, jed­nak nie wy­ko­na­ła zde­cy­do­wa­nych ru­chów prze­ciw bun­tow­ni­kom. Od­da­ła im wła­ści­wie bez wal­ki pół kra­ju. Więk­sze mia­sta za­mknę­ły bra­my. Plan­ta­cje, go­spo­dar­stwa i przy­siół­ki rze­mieśl­ni­cze albo opu­sto­sza­ły, albo są kon­se­kwent­nie plą­dro­wa­ne przez nie­wol­ni­ków lub zbó­jec­kie ban­dy, któ­rych na­mno­ży­ło się bez liku.

Kre­gan-ber-Ar­lens słu­chał ra­por­tu z pół­przy­mknię­ty­mi oczy­ma, od cza­su do cza­su ki­wa­jąc lek­ko gło­wą. Nie drgnął mu choć­by mię­sień, co chy­ba naj­bar­dziej wy­pro­wa­dza­ło ko­bie­tę z rów­no­wa­gi, bo po ostat­nim zda­niu za­mil­kła, jak­by nie wie­dzia­ła, co da­lej ro­bić.

— A inne księ­stwa? — Im­pe­ra­tor po­na­glił ją ła­god­nym ru­chem dło­ni.

Prze­łknę­ła śli­nę.

— W Kam­be­hii pa­nu­je za­mie­sza­nie, Wa­sza Wy­so­kość. Ob­rar był ostat­ni z li­nii ma­ją­cej do­sta­tecz­nie czy­stą krew, by wejść w Oko, a pre­ten­den­ci do jego tro­nu zbie­ra­ją woj­ska, nie trosz­cząc się zbyt­nio o re­be­lię. Wa­he­si to małe księ­stew­ko, ze sła­bą ar­mią i jesz­cze słab­szym wład­cą. Na­wet nie pró­bu­je wy­przeć bun­tow­ni­ków ze swo­je­go te­re­nu. Je­dy­nie Ge­ghii Pół­noc­ne zwal­cza ich ostro, jego woj­ska pod do­wódz­twem księ­cia Han­ta­ra Seh­ra­wi­na nisz­czą każ­dy od­dział nie­wol­ni­ków, schwy­ta­ni tra­fia­ją na sto­sy. Ale to tyl­ko roz­pa­la opór. Ge­ghii Po­łu­dnio­we i Bah­da­ra za­war­ły coś w ro­dza­ju so­ju­szu. W tych księ­stew­kach nie było ni­g­dy ani wiel­kich plan­ta­cji, ani ko­palń, więc i nie­wol­ni­ków jest nie­wie­lu. Oba ogło­si­ły więc, że bunt jest karą ze­sła­ną przez Aga­ra na „grzesz­ną” pół­noc i nie będą się w nic mie­szać. W tym cha­osie ni­cze­go nie da się prze­wi­dzieć. Ta­kie są fak­ty, Wa­sza Wy­so­kość — do­koń­czy­ła, za­ci­ska­jąc war­gi w wą­ską kre­skę.

W tej chwi­li Gen­trell sta­rał się na­wet nie zer­kać w jej stro­nę. Przy­zna­nie się do nie­wie­dzy mu­sia­ło być dla niej tym sa­mym, czym pu­blicz­ne wy­zna­nie ka­płan­ki-dzie­wi­cy, że jest w trze­cim mie­sią­cu cią­ży. Le­piej, by nie pa­mię­ta­ła, kto był obec­ny przy tym upo­ko­rze­niu.

— A ar­mia nie­wol­ni­ków?

— Z tego, co wiem, wła­śnie po te in­for­ma­cje udał się Gen­no La­skol­nyk. Miał za­miar spraw­dzić, ile war­ta jest ta tak zwa­na ar­mia.

Ce­sarz po­ki­wał gło­wą, wstał, od­wró­cił się do nich ple­ca­mi.

— I na tym dziś skoń­czy­my. Mo­że­cie udać się do swo­ich kwa­ter na mie­ście. Spo­tka­my się tu­taj ju­tro, nie, po­ju­trze wie­czo­rem i spo­dzie­wam się, że Eu­se­we­nia wzbo­ga­ci swo­ją wie­dzę o wy­da­rze­niach na Da­le­kim Po­łu­dniu, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem in­for­ma­cji o tym, gdzie jest i co robi La­skol­nyk. Trze­ci po­in­for­mu­je mnie, kie­dy będę mógł ścią­gnąć ge­ne­ra­ła do domu, Luwo bę­dzie zaś miał już wie­ści o tej kom­pa­nii Gór­skiej Stra­ży, o któ­rej mó­wi­li­śmy, i jej po­stę­pach w po­szu­ki­wa­niu Key’li Ka­le­venh. To tyle na dzi­siaj. Mo­że­cie odejść.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)