Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Cesarz przymknął oczy, zagryzł usta. Milczenie przeciągało się coraz bardziej.
— Cały Genno. Cały on. Zaczynam żałować, że pozwoliłem mu bawić się w gry Szczurów. Jeśli się nudził, należało podsunąć staremu ogierowi tuzin młodych kochanek, a może i pozwolić na jakiś pojedynek od czasu do czasu. Z odpowiednio dobranym przeciwnikiem, rzecz jasna. Wydałem jednak tę nieszczęsną zgodę, więc i odpowiedzialność częściowo spada na mnie. A wiecie, co mogłoby być pochodnią, która podpali Wielkie Stepy? Wieść, że Imperium straciło Genno Laskolnyka. Że Szary Wilk nie poprowadzi już naszych pułków przeciw Błyskawicom Ojca Wojny. Dlatego właśnie będziemy wydawać… Ile to było, Trzeci? Piętnaście tysięcy miesięcznie, by móc go jak najszybciej ściągnąć do domu. Wygląda na to, że stracę każdego orga, którego spodziewałem się zarobić na handlu bydłem.
Suka wyprostowała się nieco, uniosła wyżej głowę. Po jej twarzy przemknęła ledwo skrywana niechęć.
— Wasza Wysokość jest dla siebie zbyt surowy. To w końcu Laskolnyk, nieucywilizowany, uparty i krnąbrny barbarzyńca. Zawsze robił to, co chciał.
— I pewnie dlatego wygrał dla nas ostatnią wielką wojnę. — Luwo uśmiechnął się przepraszająco, w stylu „pozwólcie, że się wtrącę, choć wiem, że nie powinienem”. — Genno Laskolnyk zabrał na tę wyprawę swoich najlepszych ludzi, panie. Tych samych, z którymi szalał po Wielkich Stepach. Jeśli pozwalano mu na głębokie rajdy na wschód od Amerthy, w ledwo kilkadziesiąt koni, to…
— Nad Amerthą zawsze stał pułk pancerny.
— A w karawanseraju pod Konoweryn czeka ponad pięciuset naszych żołnierzy, panie — rzuciła Suka. — Dobrze wyszkolonych i uzbrojonych.
Cesarz zaśmiał się nagle, zaskakując całą trójkę.
— No proszę, Szczur i Ogar mówiący jednym głosem. Nie sądziłem, że tego kiedykolwiek doczekam. Dalej, hrabino. Czy to powstanie ma szansę na zwycięstwo?
Zawahała się.
— Ja…
— Żadnych domysłów ani spekulacji, Eusewenio — uciął krótko Kregan-ber-Arlens. — Tylko fakty.
Kobieta zamilkła, a kiedy wreszcie się odezwała, brzmiało to, jakby każde słowo wyciągano z niej poczwórnym konnym zaprzęgiem. Gentrell wymienił szybkie spojrzenie z Pierwszym Szczurem. Ależ to musiało ją boleć. Stać na czele najpotężniejszej organizacji szpiegowskiej w Imperium, dysponującej większą ilością złota niż niejedno małe królestwo i musieć się przyznać do niewiedzy…
— Niestety, nie wiem, panie. Nie da się tego przewidzieć z tymi informacjami, które mamy. Konoweryn wciąż nie otrząsnęło się z wydarzeń w Oku, Deana d’Kllean ma za sobą Ród Słowika i dwie trzecie Rodu Bawołów, ale sama kazała stracić lub uwięzić większość wyższych dowódców Bawołów i wszystkich dowódców Trzcin. Af’gemid, to znaczy dowódca Rodu Trzcin, znikł, a same Trzciny zostały zmasakrowane, w czasie gdy objawił się, jak powiadają na Południu, Płomień Agara. Armia księstwa liczy teraz mniej niż połowę sił sprzed tych wydarzeń. Większość stacjonuje w stolicy. Te jednostki, które nie posłuchały wezwania do koncentracji w Białym Konoweryn, zostały zniszczone albo odcięte na prowincji w pierwszych dniach buntu. Pani Płomienia nakazała szkolić oddziały lekkiej piechoty i około dwieście słoni bojowych, jednak nie wykonała zdecydowanych ruchów przeciw buntownikom. Oddała im właściwie bez walki pół kraju. Większe miasta zamknęły bramy. Plantacje, gospodarstwa i przysiółki rzemieślnicze albo opustoszały, albo są konsekwentnie plądrowane przez niewolników lub zbójeckie bandy, których namnożyło się bez liku.
Kregan-ber-Arlens słuchał raportu z półprzymkniętymi oczyma, od czasu do czasu kiwając lekko głową. Nie drgnął mu choćby mięsień, co chyba najbardziej wyprowadzało kobietę z równowagi, bo po ostatnim zdaniu zamilkła, jakby nie wiedziała, co dalej robić.
— A inne księstwa? — Imperator ponaglił ją łagodnym ruchem dłoni.
Przełknęła ślinę.
— W Kambehii panuje zamieszanie, Wasza Wysokość. Obrar był ostatni z linii mającej dostatecznie czystą krew, by wejść w Oko, a pretendenci do jego tronu zbierają wojska, nie troszcząc się zbytnio o rebelię. Wahesi to małe księstewko, ze słabą armią i jeszcze słabszym władcą. Nawet nie próbuje wyprzeć buntowników ze swojego terenu. Jedynie Geghii Północne zwalcza ich ostro, jego wojska pod dowództwem księcia Hantara Sehrawina niszczą każdy oddział niewolników, schwytani trafiają na stosy. Ale to tylko rozpala opór. Geghii Południowe i Bahdara zawarły coś w rodzaju sojuszu. W tych księstewkach nie było nigdy ani wielkich plantacji, ani kopalń, więc i niewolników jest niewielu. Oba ogłosiły więc, że bunt jest karą zesłaną przez Agara na „grzeszną” północ i nie będą się w nic mieszać. W tym chaosie niczego nie da się przewidzieć. Takie są fakty, Wasza Wysokość — dokończyła, zaciskając wargi w wąską kreskę.
W tej chwili Gentrell starał się nawet nie zerkać w jej stronę. Przyznanie się do niewiedzy musiało być dla niej tym samym, czym publiczne wyznanie kapłanki-dziewicy, że jest w trzecim miesiącu ciąży. Lepiej, by nie pamiętała, kto był obecny przy tym upokorzeniu.
— A armia niewolników?
— Z tego, co wiem, właśnie po te informacje udał się Genno Laskolnyk. Miał zamiar sprawdzić, ile warta jest ta tak zwana armia.
Cesarz pokiwał głową, wstał, odwrócił się do nich plecami.
— I na tym dziś skończymy. Możecie udać się do swoich kwater na mieście. Spotkamy się tutaj jutro, nie, pojutrze wieczorem i spodziewam się, że Eusewenia wzbogaci swoją wiedzę o wydarzeniach na Dalekim Południu, ze szczególnym uwzględnieniem informacji o tym, gdzie jest i co robi Laskolnyk. Trzeci poinformuje mnie, kiedy będę mógł ściągnąć generała do domu, Luwo będzie zaś miał już wieści o tej kompanii Górskiej Straży, o której mówiliśmy, i jej postępach w poszukiwaniu Key’li Kalevenh. To tyle na dzisiaj. Możecie odejść.