Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 210
Перейти на страницу:

Czy wte­dy po­tra­fi się oprzeć ty­siąc­let­niej tra­dy­cji wspo­ma­ga­nej przez po­li­tycz­ne ma­chi­na­cje? I ra­cję sta­nu? Ja­ka­kol­wiek by ona była.

Za­szczy­pa­ły ją oczy, krew ude­rzy­ła do gło­wy, a uśmiech prze­szedł w kwa­śny gry­mas. Znów po­zwo­li­ła my­ślom od­pły­nąć, pod­ry­fo­wa­ła wraz z nimi – i w jed­nej chwi­li jej spo­kój roz­padł się jak za­mek z pia­sku pod­my­ty mor­ską falą.

Cią­ża. Bło­go­sła­wio­ny stan.

Co­kol­wiek przy­nie­sie przy­szłość, sta­wi temu czo­ła, a te­raz nie ma sen­su pod­da­wać się stra­cho­wi i hi­ste­rii.

Po­chy­li­ła gło­wę i zmó­wi­ła krót­ką mo­dli­twę prze­ciw stra­cho­wi.

Mój naj­star­szy wróg jest za mną,

Pani, trzy­masz mnie za rękę.

Mój naj­star­szy wróg jest nade mną,

Pani, zła się nie ulęk­nę.

Mój naj­star­szy wróg sta­nął przede mną,

Pani, ser­ce dzie­lę z Tobą.

Mój naj­star­szy wróg jest we mnie,

Pani, śmierć na­szym wro­gom.

Pro­ste rymy dzie­cię­cej mo­dli­twy, któ­rej uczo­no w afra­agrach wszyst­kich chłop­ców i dziew­czyn­ki, gdy wrę­cza­no im pierw­szą praw­dzi­wą broń, na­dal mia­ły swo­ją siłę.

Usia­dła na skra­ju łoża i po­now­nie otar­ła La­we­ne­re­so­wi twarz. Jego po­wie­ki za­drża­ły, a po po­kry­tej dwu­dnio­wym za­ro­stem twa­rzy prze­mknął lek­ki gry­mas. Ju­tro znów trze­ba bę­dzie go ogo­lić. De­ana ro­bi­ła to oso­bi­ście, bo na myśl, że ktoś inny miał­by przy­kła­dać ostrze do gar­dła jej męż­czy­zny, coś skrę­ca­ło ją w żo­łąd­ku. Poza tym, jak wresz­cie się obu­dzi i za­py­ta o ko­lek­cję za­dra­pań i za­cięć na szyi, le­piej, żeby ża­den ze sług nie mu­siał się tłu­ma­czyć.

Po­trze­bo­wa­ła go, swo­je­go księ­cia, na­wet je­śli Va­ra­la twier­dzi­ła, że De­ana ra­dzi so­bie świet­nie.

Bo Va­ra­la z Ome­ru – ofi­cjal­nie pierw­sza ksią­żę­ca na­łoż­ni­ca, a tak na­praw­dę mat­ka pa­nu­ją­ce­go La­we­ne­re­sa, za­plą­ta­na rów­nie moc­no jak De­ana w sieć oby­cza­jów, tra­dy­cji i praw – sta­ła się w ostat­nich dniach jed­ną z jej naj­bar­dziej za­ufa­nych to­wa­rzy­szek.

To ona sta­nę­ła na cze­le Domu Ko­biet, któ­ry po za­mor­do­wa­niu Owiyi, po­przed­niej prze­ło­żo­nej, po­zo­sta­wał w sta­nie pa­ni­ki i roz­pa­du. Ra­zem z Owiyą zgi­nę­ły dziew­czę­ta szy­ko­wa­ne na ksią­żę­ce ob­lu­bie­ni­ce, część na­łoż­nic, służ­by, a na­wet pa­ła­co­wych ka­stra­tów. Plot­ka mó­wi­ła, że za­bój­cy wy­mor­do­wa­li­by wszyst­kich, gdy­by nie ona, De­ana d’Klle­an, pu­styn­na lwi­ca, któ­ra czu­jąc już na so­bie bło­go­sła­wień­stwo Aga­ra, prze­szła przez pa­łac w świę­tym gnie­wie, od­sy­ła­jąc do Domu Snu każ­de­go z na­po­tka­nych za­bój­ców. De­ana sama nie­chęt­nie wra­ca­ła do tam­tych chwil. Pa­mię­ta­ła tyl­ko, że wal­czy­ła w pa­ła­cu, za­bi­ja­ła mor­der­ców, któ­rych póź­niej zi­den­ty­fi­ko­wa­no jako Trzci­ny, a po­tem ru­szy­ła do Oka, z któ­re­go wy­szła jako Pło­mień Aga­ra.

Va­ra­la wy­ko­rzy­sta­ła tę hi­sto­rię, by do­dać do le­gen­dy ro­sną­cej wo­kół jej nie­ofi­cjal­nej „sy­no­wej” jesz­cze kil­ka wer­sów. W opo­wie­ściach na­łoż­ni­cy De­ana po­ko­na­ła dwu­dzie­stu za­bój­ców i oca­li­ła ży­cie więk­szo­ści służ­by w pa­ła­cu. Jej gniew był świę­ty, a czy­ny nie­ska­la­ne, na­wet gdy wy­pru­wa­ła wnętrz­no­ści i pod­rzy­na­ła gar­dła. Pło­mie­nie świec tań­czy­ły w rytm cio­sów jej sza­bel, a ogień w ko­min­kach i świa­tło lamp roz­bły­ski­wa­ły sa­mo­ist­nie, by wska­zy­wać wy­bran­ce Pana Ognia miej­sca, gdzie ukry­wa­li się pod­li, tchórz­li­wi mor­der­cy. Cuda i bło­go­sła­wień­stwa stą­pa­ły jej śla­da­mi.

De­ana nie mia­ła sił ani chę­ci pro­sto­wać tych opo­wie­ści. Tym bar­dziej że im moc­niej pró­bo­wa­ła, tym czę­ściej je po­wta­rza­no.

W tej chwi­li Dom Ko­biet przy­po­mi­nał coś w ro­dza­ju pań­stwa w pań­stwie, za­mknię­te­go na wszyst­kie moż­li­we spu­sty, strze­żo­ne­go przez od­dzia­ły ko­biet i dziew­cząt wy­po­sa­żo­nych w dzi­wacz­ną mie­sza­ni­nę uzbro­je­nia obron­ne­go i za­czep­ne­go. Kil­ka­na­ście dni temu De­ana ob­ser­wo­wa­ła, jak pięt­na­sto­let­nia na oko słu­żą­ca ście­ra ku­rze, tasz­cząc ze sobą coś w ro­dza­ju gi­zar­my wy­cią­gnię­tej Wiel­ka Mat­ka wie skąd. Wi­dok był za­baw­ny i nie­po­ko­ją­cy za­ra­zem, bo bu­dził pa­skud­ne py­ta­nia: „Kie­dy sta­łam się kimś, za kogo lu­dzie go­to­wi są wal­czyć i umie­rać? Dla­cze­go mam brać na bar­ki taką od­po­wie­dzial­ność?”.

Pró­bo­wa­ła in­ter­we­nio­wać, bo po­ty­ka­ją­cy się o drzew­ce bro­ni pod­lo­tek nie wy­glą­dał na ko­goś, kto po­tra­fi obro­nić na­wet sie­bie, a co do­pie­ro mó­wić o in­nych, ale Va­ra­la ucię­ła dys­ku­sję krót­ko i zde­cy­do­wa­nie. „Już raz ka­stra­ci i pa­ła­co­wi straż­ni­cy za­wie­dli – od­par­ła. Dla­te­go wszyst­kich stąd ode­sła­łam. Je­śli same nie za­dba­my o wła­sne bez­pie­czeń­stwo, kto to zro­bi? Zwłasz­cza te­raz, gdy wy­ję­łaś spod pra­wa Ród Trzcin. Pa­mię­tasz? To szpie­dzy i za­bój­cy, ale dzię­ki niech będą Aga­ro­wi, ni­g­dy nie przyj­mo­wa­li w swo­je sze­re­gi ko­biet, więc trud­no im bę­dzie prze­nik­nąć do tych kom­nat. Stra­że po­zo­sta­ną więc na ze­wnątrz, a w Domu Ko­biet każ­dy męż­czy­zna bę­dzie in­tru­zem. No, może poza tru­ci­cie­lem i Evi­kia­tem”.

— A poza tym — Pierw­sza Na­łoż­ni­ca zni­ży­ła wów­czas głos — sama spraw­dzi­łam te dziew­czy­ny. One wie­rzą.

— W co? — De­ana za­py­ta­ła lek­ko po­iry­to­wa­na ko­lej­nym wy­kła­dem.

— W cie­bie — pa­dła od­po­wiedź. — W ko­bie­tę, któ­ra sama wła­da swo­im lo­sem, wal­czy le­piej niż każ­dy z męż­czyzn i któ­rą Pan Ognia wy­brał na swój głos. Za­ufaj im. Cięż­ko ćwi­czą.

Za­bra­kło jej wte­dy słów, cię­ta ri­po­sta nie chcia­ła się po­ja­wić, a zresz­tą co by to dało? Dom Ko­biet rzą­dził się wła­sny­mi pra­wa­mi, na­wet je­śli te pra­wa ule­gły ostat­nio zmia­nom.

De­ana pod­da­ła się, ale na­stęp­ne­go dnia od­wie­dzi­ła ka­ra­wan­se­raj pod mia­stem. Oczy­wi­ście w po­rów­na­niu z jej po­przed­nią wi­zy­tą ta wy­glą­da­ła jak na­jazd ca­łej ar­mii. Mu­sia­ła za­brać ze sobą set­kę odzia­nych w żół­te je­dwa­bie wo­jow­ni­ków w peł­nym uzbro­je­niu, a na gra­ni­cy obo­zo­wi­ska kup­ców sta­nę­ło pod bro­nią ty­siąc Ba­wo­łów i dru­gie tyle Sło­wi­ków. Jej wi­zy­ta wy­wo­ła­ła nie­złe za­mie­sza­nie, pa­ni­kę wręcz, ale De­ana nie za bar­dzo się tym prze­ję­ła. No i za­ła­twi­ła to, po co przy­szła.

Wia­ra czy­ni cuda, ale rza­dziej niż do­brze wy­szko­lo­ny szer­mierz.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)