Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 210
Перейти на страницу:

Rozdział 9

Ce­sarz chrząk­nął, prze­ry­wa­jąc na­ra­sta­ją­cą ci­szę.

— I ja­kie wy­cią­gnę­li­ście wnio­ski z wy­da­rzeń na Da­le­kim Po­łu­dniu?

— Wy­wiad nie jest od wy­cią­ga­nia wnio­sków, tyl­ko od do­star­cza­nia in­for­ma­cji, Wa­sza Wy­so­kość.

Gen­trell zmie­nił zda­nie. Suka nie była od­waż­na, lecz obłą­ka­na.

Kre­gan-ber-Ar­lens od­wró­cił się do nich ple­ca­mi, w stro­nę po­łu­dnio­wej ścia­ny kom­na­ty. Gdy­by wiel­kość po­miesz­cze­nia na to po­zwa­la­ła, a Sza­leń­stwo Em­bre­la obej­mo­wa­ło więk­szy ka­wa­łek świa­ta, jego wzrok mu­siał­by się błą­kać w oko­li­cach wy­ku­te­go w mar­mu­rze od­wzo­ro­wa­nia Bia­łe­go Ko­no­we­ryn i in­nych le­żą­cych za Tra­va­hen ziem.

— Wnio­sek jest taki, że Nie­śmier­tel­ni też kan­tu­ją w grze. Bo to jest ja­kaś gra, moja dro­ga. Na pół­no­cy, na Wy­ży­nie Ly­the­rań­skiej, pra­wie prze­bu­dzi­ła się isto­ta, któ­ra mo­gła zdro­wo na­mie­szać w pan­te­onie. Ana’bóg. Po­tęż­ny jak ża­den inny przez ostat­nie ty­sią­ce lat. A w kil­ku in­nych miej­scach świa­ta pra­wie rów­no­cze­śnie do­szło do ata­ków na ma­triar­chi­stów, i to nie ja­kichś zwy­kłych ru­cha­wek fa­na­ty­ków, lecz nie­omal wo­jen re­li­gij­nych. Na­dal nie wie­my, ja­kie siły star­ły się w Pon­kee-Laa, kto wal­czył prze­ciw komu, kto wy­grał, a kto prze­grał. Ale moim zda­niem mo­że­my wy­klu­czyć Pana Bi­tew jako in­spi­ra­to­ra tam­tych wy­da­rzeń.

Suka za­mru­ga­ła, zmarsz­czy­ła brwi.

— Wa­sza Wy­so­kość, nie są­dzę…

— Je­śli wy­wiad nie jest od wy­cią­ga­nia wnio­sków, dro­ga hra­bi­no, to nie jest tak­że od są­dze­nia. O czym­kol­wiek. Mam ra­cję?

Po raz pierw­szy ob­li­cze Eu­se­we­nii Wam­lesch po­kry­ło się głę­bo­ką czer­wie­nią. Gen­trell nie po­słał jej trium­fal­ne­go uśmie­chu, ale i nie ode­rwał wzro­ku od jej twa­rzy.

— To nie Re­agwyr stał za roz­ru­cha­mi w Pon­kee-Laa — cią­gnął ce­sarz. — Nasi Nie­śmier­tel­ni są zwią­za­ni z wła­sny­mi przy­dom­ka­mi sil­niej, niż moż­na by są­dzić. Pan Bi­tew to wo­jow­nik, żoł­nierz. Nie prze­grał­by star­cia w sa­mym ser­cu swo­jej naj­więk­szej świą­ty­ni w dru­gim co do wiel­ko­ści mie­ście kon­ty­nen­tu, chy­ba że świą­ty­nia i samo mia­sto le­gło­by w gru­zach. Ro­zu­miesz?

— W ta­kim ra­zie wy­grał. — Suka nie od­pusz­cza­ła.

— Moż­li­we. Jed­nak­że wte­dy wła­śnie za­miesz­ki wy­ga­sły. Więc je­śli Re­agwyr się wtrą­cił, zro­bił to, by po­wstrzy­mać re­li­gij­nych fa­na­ty­ków. Wła­snych czci­cie­li. Więc to nie on nimi kie­ro­wał. A je­śli Re­agwyr nie brał w tym udzia­łu, to inne siły pró­bo­wa­ły wcią­gnąć jego Świą­ty­nię w kon­flikt z wy­znaw­ca­mi Mat­ki. A tym sa­mym z Im­pe­rium. Taka jest lo­gi­ka wy­da­rzeń w Pon­kee-Laa. A na Da­le­kim Po­łu­dniu wi­dać to jesz­cze wy­raź­niej. Ktoś pró­bo­wał prze­kształ­cić po­wsta­nie nie­wol­ni­ków w woj­nę re­li­gij­ną, któ­ra za­koń­czy­ła­by się rze­zią na ska­lę, ja­kiej nie wi­dzie­li­śmy od cza­sów, gdy na­sze mia­sta pło­nę­ły w trak­cie starć mię­dzy róż­ny­mi kul­ta­mi. Ale mu się nie uda­ło. Ob­rar Pło­mien­ny nie za­siadł na tro­nie i nie roz­pa­lił se­tek ty­się­cy sto­sów dla zbun­to­wa­nych me­ekhań­skich nie­wol­ni­ków. I nie, nie po­sła­li­by­śmy tam ar­mii; jak Gen­trell słusz­nie za­uwa­żył, nie mamy dość sił. Ale mu­sie­li­by­śmy moc­no ogra­ni­czyć kon­tak­ty han­dlo­we. Wy­sy­ła­my na po­łu­dnie stal, por­ce­la­nę, szkło, sól, miedź, cynę i na­sze sław­ne wina. Do­sta­je­my w za­mian przy­pra­wy, je­dwab, per­ły, zło­to. I na­kła­da­my po­dat­ki na kup­ców. Bez han­dlu bar­dzo ucier­piał­by nasz skar­biec. Jed­nak­że kam­be­hij­ski ksią­żę zgi­nął w Oku z ręki De­any d’Klle­an. A tyl­ko in­ter­wen­cja Aga­ra mo­gła oca­lić tę is­sar­ską dzi­ku­skę od spło­nię­cia.

— Bóg zła­mał­by wła­sne pra­wa? — Eu­se­we­nia od­zy­ska­ła już nor­mal­ne ko­lo­ry.

— Jest praw­da ksiąg pi­sa­nych na za­mó­wie­nie i inne praw­dy. Nie­praw­daż? — Ce­sarz od­wró­cił się do nich i uśmiech­nął kpią­co, choć bez zło­śli­wo­ści w oczach. — Czyż nie od­da­je­my Ver­dan­no ich by­dła, mimo że jako wła­sność bun­tow­ni­ków po­win­ni­śmy je skon­fi­sko­wać? Lecz prze­cież kie­ru­je­my się ho­no­rem Im­pe­rium, na­wet je­śli nas ob­ra­żo­no. Czy ła­mie­my wła­sne pra­wa, to inna rzecz. A pra­wa Aga­ra? W Oku nie spło­nie tyl­ko ten, kto ma w so­bie wy­star­cza­ją­co dużo krwi jego awen­de­ri. Tak mó­wią tam­tej­sze świę­te księ­gi. A ile to jest wy­star­cza­ją­co? Kto wie? Tyl­ko Pan Ognia. Moim zda­niem praw­da — uśmie­szek wład­cy znikł — wy­glą­da tak, że Aga­ro­wi, po­dob­nie jak Panu Bi­tew, rzu­co­no wy­zwa­nie. Pró­bo­wa­no go zmu­sić, by zro­bił coś, na co nie miał ocho­ty, a on od­po­wie­dział i zro­bił to, przy­zna­cie, wy­jąt­ko­wo prze­wrot­nie. Uczy­nił swo­im Pło­mie­niem Is­sar­kę. Wy­znaw­czy­nię Wiel­kiej Mat­ki. Gdy­by to nie było tak prze­ra­ża­ją­ce, by­ło­by na­wet za­baw­ne.

Im­pe­ra­tor usiadł na krze­śle, wy­cią­gnął nogi, wes­tchnął.

— No więc mamy dwóch po­tęż­nych bo­gów, któ­rych ktoś pró­bo­wał wcią­gnąć w kon­flikt z Ba­el­ta’Ma­th­ran. A więc tak na­praw­dę, ktoś pró­bo­wał zmu­sić Me­ekhan do wal­ki z Re­agwy­rem i Aga­rem. I to w chwi­li, gdy Wschód wy­glą­da jak roz­wa­lo­na cha­łu­pa i nie wia­do­mo, czy z jej resz­tek zbu­du­je­my coś trwa­łe­go, czy ca­łość zaj­mie się ogniem. Na szczę­ście dla nas obaj Nie­śmier­tel­ni oka­za­li się… roz­sąd­ni. Gen­trell, ile wła­ści­wie świą­tyń Pana Ognia jest w Im­pe­rium?

Za­sko­czy­ło go to py­ta­nie. Mu­siał chwi­lę grze­bać w pa­mię­ci.

— Oko­ło trzy­stu, pa­nie.

— Aż tyle?

— To w grun­cie rze­czy nie­zbyt wie­le, Wa­sza Wy­so­kość. Mamy po­nad dzie­sięć ty­się­cy świą­tyń Mat­ki i dru­gie tyle przy­byt­ków in­nych bóstw. Nie li­cząc klasz­to­rów, zgro­ma­dzeń za­kon­nych i in­nych miejsc kul­tu. A naj­więk­sza świą­ty­nia Pana Ognia przy­po­mi­na wiel­ko­ścią spo­rą staj­nię. To nie jest zbyt po­pu­lar­ny bóg na na­szych zie­miach.

— Jego ka­pła­ni są lo­jal­ni?

— Im mniej­sza re­li­gia, tym mniej kło­po­tów, pa­nie. My uzna­je­my Aga­ra za jed­ne­go z Wiel­kie­go Ro­dzeń­stwa, jego ka­pła­ni ofi­cjal­nie uzna­ją zwierzch­nic­two Ba­el­ta’Ma­th­ran.

— Do­brze. Skon­tak­tuj się z ich hie­rar­chą i prze­każ w moim imie­niu da­tek w wy­so­ko­ści trzech… nie, dwóch ty­się­cy or­gów. I osiem ty­się­cy dla Świą­ty­ni Re­agwy­ra.

— Jaka bę­dzie in­ten­cja dat­ku, Wa­sza Wy­so­kość?

Kre­gan-ber-Ar­lens uśmiech­nął się, a Trze­ci Szczur zro­zu­miał, że wca­le mu się nie spodo­ba to, co za­raz usły­szy.

— Dla Re­agwy­ra żad­na. Tyl­ko moja sym­pa­tia. Ale ka­pła­ni Aga­ra niech od­pra­wią mo­dły w in­ten­cji po­ko­ju na Da­le­kim Po­łu­dniu. Niech się mo­dlą o za­koń­cze­nie roz­le­wu krwi i o wol­ność dla tych, któ­rzy jej po­żą­da­ją. Sko­ro Pan Ognia za­siadł do sto­łu, nie ukry­waj­my przed nim na­szych mo­ty­wów. Wy­da­je się roz­sąd­ny. A te­raz — uśmiech ce­sa­rza po­sze­rzył się nie­co, gdy jego wzrok spo­czął na Suce — chcę wie­dzieć, i to do­kład­nie, w ja­kie ba­gno wpadł mój naj­lep­szy ge­ne­rał. Po­sta­wię sto ty­się­cy ce­sar­skich, że Szczu­ry ka­za­ły mu sie­dzieć w pa­ła­cu w Bia­łym Ko­no­we­ryn, i dru­gie tyle, że le­d­wo zszedł ze stat­ku, za­czął kom­bi­no­wać, jak by się tu za­ba­wić. A nie uwie­rzę, że Oga­ry nie wie­dzą, co wy­my­ślił.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)