Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]
Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]

Электронная книга - «Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]». Краткое содержание книги:

Drugi tom cyklu „Temeraire” — niezwykłego połączenia fantasy i powieści historycznych z czasów napoleońskich.
Kapitan Laurence i Temeraire, nowicjusze w brytyjskim Korpusie Powietrznym, odegrali decydującą rolę w bitwie pod Dover, przyczyniając się do odparcia francuskiej inwazji. Niestety, wkrótce wpadają w kłopoty. Kiedy Chińczycy dowiadują się, że Temeraire — niezwykle rzadki smok, którego podarowali Napoleonowi — dostał się w ręce Anglików, wysyłają do Londynu gotową na wszystko delegację, aby go odzyskać. Laurence jednak odmawia współpracy. Za nieposłuszeństwo grozi mu szubienica, więc wbrew własnej woli musi wyruszyć z Temeraire’em w długą i niebezpieczną podróż na Daleki Wschód. Na dworze chińskiego cesarza czekają go jeszcze bardziej szokujące niespodzianki…
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 88
Перейти на страницу:

— Proszę mi wybaczyć — powiedział w końcu, nieco już zdesperowany. — Nie ułożę sobie wszystkiego w głowie, nie spisawszy tego wcześniej na papierze.

Niestety, wymówka ta okazała się nieskuteczna. Liu Bao, który także słuchał go z zainteresowaniem, powiedział szybko:

— Och, to się da zrobić.

Polecił przynieść pędzelek i atrament. Służący zabierali właśnie zupę, więc na razie było dość miejsca na stole. Od razu wszyscy ludzie siedzący w pobliżu pochylili się ku niemu: Chińczycy z ciekawością, Brytyjczycy w obronie własnej: za kulisami czekało kolejne danie, ale tylko kucharzom zależało na tym, aby je szybko wnieść.

Przekonany, że został ukarany za swoją próżność, Laurence musiał przedstawić swoje drzewo genealogiczne na długiej rolce papieru ryżowego na oczach wszystkich. Nie dość, że trudno mu było kreślić pędzelkiem litery alfabetu łacińskiego, to jeszcze nie zdołał sobie przypomnieć wszystkich szczegółów; pozostawił kilka luk ze znakiem zapytania, aż wreszcie po kilku skrętach i jednym skoku przez linię salicką doszedł do Edwarda III. Cały ten wywód nie dał zbyt dobrego świadectwa jego kaligrafii, lecz Chińczycy nie zwrócili na to uwagi, pogrążeni w ożywionej dyskusji, chociaż jego pismo było dla nich równie niezrozumiałe jak ich pismo dla niego. Yongxing długo wpatrywał się w papier z kamienną twarzą, Sun Kai zaś zwinął go z nad wyraz zadowoloną miną, najwyraźniej na pamiątkę.

Na szczęście na tym się skończyło, ale teraz nie dało się już odwlec wjazdu kolejnego dania i przyniesiono złożone w ofierze kurczęta, wszystkie osiem naraz, na ogromnych tacach, spowite oparami ostrego, gęstego sosu. Służący umieścili je na stole i wprawnie pokroili na mniejsze porcje tasakami o szerokich ostrzach, a Laurence z niejaką rozpaczą pozwolił, aby napełniono mu talerz. Mięso, delikatne i soczyste, smakowało wybornie, lecz było niczym kara, a nie był to wcale finał: kiedy zabrano kurczaki, tylko trochę nadjedzone, wniesiono całe ryby, usmażone na boczku wykrojonym z solonej wieprzowiny, pochodzącej z zapasów marynarzy. Wszyscy zaledwie spróbowali ryby, podobnie jak podanych później słodkości: ciastka z kminkiem oraz lepko-słodkich klusek w syropie, wypełnionych gęstym, czerwonym farszem. Służący podsuwali je szczególnie młodszym oficerom, więc nieszczęsna Roland zapytała żałosnym tonem:

— A nie mogłabym zjeść tego jutro?

Kiedy wreszcie pozwolono im uciec, kilkunastu gości trzeba było dosłownie podnieść z miejsca i wyprowadzić z kajuty. Ci, którzy mogli iść o własnych siłach, wyszli pospiesznie na pokład, gdzie oparli się o reling w różnych pozach, udając, że napawają się widokiem, choć tak naprawdę stali w kolejce do ubikacji. Laurence bez najmniejszych skrupułów skorzystał ze swojego osobistego wychodka, po czym z trudem powrócił na pokład i usiadł przy Temerairze, a jego głowa protestowała równie mocno jak brzuch.

Ze zdziwieniem zobaczył, że i Temeraire ucztuje w asyście chińskich służących, którzy przygotowali dla niego ulubione smakołyki smoków z ich kraju: krowie jelita, faszerowane wołową wątrobą oraz posiekanymi zmieszanymi z ziołami płucami, co wyglądało jak duże kiełbasy; poza tym udziec, lekko tylko podpieczony i polany chyba tym samym ostrym sosem, który serwowano ludziom. Ciemnobrązowy ogromny tuńczyk, pokrajany w grube steki, przekładane cienkimi warstwami żółtych klusek, stanowił danie rybne, a potem przyniesiono bardzo uroczyście całą owcę, której mięso ugotowano i wepchnięto z powrotem do skóry ufarbowanej na kolor szkarłatny, a zamiast nóg umieszczono kawałki drewna.

Temeraire spróbował potrawy i zaskoczony powiedział:

— Hej, to jest słodkie.

Zapytał o coś służących w ich języku; Chińczycy odpowiedzieli, kłaniając się wielokrotnie, a Temeraire skinął łbem i skonsumował danie, odrzuciwszy skórę i nogi.

— To tylko dekoracja — wyjaśnił Laurence’owi, po czym westchnął z zadowoleniem i ułożył się wygodnie na pokładzie. Był jedynym gościem, który czuł się znakomicie. Z tylnego pokładu w dole dochodził cichy odgłos wymiotowania; jeden ze starszych midszypmenów cierpiał z powodu przejedzenia.

— Powiedzieli mi, że w Chinach smoki nie jedzą skóry, tak jak ludzie.

— No cóż, mam tylko nadzieję, że tyle przypraw ci nie zaszkodzi — rzekł Laurence i zaraz tego pożałował, bo stwierdził, że kieruje nim zazdrość i z niechęcią odnosi się do tego, iż Temeraire’owi spodobał się jakiś chiński zwyczaj. Uświadomił sobie z przykrością, że nigdy nawet nie pomyślał o zaproponowaniu smokowi jakiejś potrawy przygotowanej przez kucharza ani nie dawał mu zbyt wielkiego wyboru poza rybą lub baraniną, nawet na specjalne okazje.

Ale Temeraire odpowiedział tylko spokojnie:

— Nie, bardzo mi smakowało. — Ziewnął, przeciągnął się i rozluźnił szpony. — Może jutro odbędziemy długi lot? — zapytał, zwijając się trochę. — Wcale się nie zmęczyłem w zeszłym tygodniu. Jestem pewny, że mogę już latać na dłuższe odległości.

— Dobrze — odpowiedział Laurence, zadowolony, że Temeraire czuje się lepiej.

Niedługo po tym, jak opuścili Cape Coast, Keynes zakończył okres rekonwalescencji smoka. Sprzeciw Yongxinga wobec lotów Temeraire’a nigdy nie został wycofany, lecz Laurence nie zamierzał stosować się do tego zakazu ani prosić księcia o pozwolenie. Hammond jednakże, dzięki pomysłowości i spokojnej dyskusji, dyplomatycznie załatwił sprawę: Yongxing pojawił się na pokładzie po wydaniu przez Keynesa opinii i udzielił oficjalnie zgody na loty „przez wzgląd na zdrowie i dobre samopoczucie Lung Tien Xianga”, jak się wyraził. Tak więc znowu mogli latać bez obawy, że doprowadzi to do sporów, lecz Temeraire narzekał, że jest obolały i zmęczony przy większej prędkości.

Uczta przeciągnęła się tak długo, że Temeraire zaczął jeść dopiero o zmierzchu; teraz zapadła już ciemność, a Laurence oparł się o bok Temeraire’a i spojrzał na mniej znane gwiazdy półkuli południowej. Niebo było czyste, więc kapitan nie powinien mieć kłopotu z ustaleniem kursu na podstawie gwiazdozbiorów. Marynarze też świętowali ten wieczór i ryżowe wino lało się obficie przy stołach w ich mesie; głośno śpiewali niedwuznaczną piosenkę, a Laurence upewnił się, że nigdzie w pobliżu nie ma Roland ani Dyera: prawdopodobnie oboje poszli spać zaraz po kolacji.

Kolejni goście opuszczali przyjęcie i kierowali się do hamaków. Riley wdrapał się na górę z tylnego pokładu, powoli stawiając kroki, bardzo znużony i czerwony na twarzy. Laurence zaprosił go do siebie i roztropnie nie zaproponował kieliszka wina.

— Niewątpliwie był to bardzo udany wieczór; każdy polityk uważałby, że wydanie takiej kolacji to sukces — powiedział Laurence. — Ale muszę wyznać, że zadowoliłbym się połową dań, a służący nie musieli aż tak bardzo troszczyć się o zaspokojenie mojego apetytu.

— Och… tak, rzeczywiście — odparł machinalnie Riley. Laurence spojrzał na niego uważnie i stwierdził, że kapitan jest wyraźnie strapiony i skonsternowany.

— Co się stało? Coś nie w porządku?

Laurence natychmiast omiótł wzrokiem takielunek i maszty, lecz nie zauważył niczego niepokojącego. Tak czy owak, rozsądek i intuicja podpowiadały mu, że okręt jest w porządku, przynajmniej jak przystało na takiego kolosa.

— Laurence, nie chcę być plotkarzem, ale nie mogę tego ukrywać — rzekł Riley. — Ten twój chorąży, czy raczej kadet, Roland. On… to znaczy, Roland zasnął w kajucie Chińczyków, a kiedy wychodziłem, służący zapytali mnie przez tłumacza, gdzie śpi, bo chcieli go tam zanieść. — Laurence domyślił się, jaki będzie wniosek, więc nie zdziwił się zbytnio, kiedy Riley dodał: — Tylko że ten tłumacz powiedział „ona”. Już miałem go poprawić, ale się przyjrzałem i… No, krótko mówiąc, Roland jest dziewczyną. Nie mam pojęcia, w jaki sposób ukrywała to tak długo.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)