Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]
Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]

Электронная книга - «Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]». Краткое содержание книги:

Drugi tom cyklu „Temeraire” — niezwykłego połączenia fantasy i powieści historycznych z czasów napoleońskich.
Kapitan Laurence i Temeraire, nowicjusze w brytyjskim Korpusie Powietrznym, odegrali decydującą rolę w bitwie pod Dover, przyczyniając się do odparcia francuskiej inwazji. Niestety, wkrótce wpadają w kłopoty. Kiedy Chińczycy dowiadują się, że Temeraire — niezwykle rzadki smok, którego podarowali Napoleonowi — dostał się w ręce Anglików, wysyłają do Londynu gotową na wszystko delegację, aby go odzyskać. Laurence jednak odmawia współpracy. Za nieposłuszeństwo grozi mu szubienica, więc wbrew własnej woli musi wyruszyć z Temeraire’em w długą i niebezpieczną podróż na Daleki Wschód. Na dworze chińskiego cesarza czekają go jeszcze bardziej szokujące niespodzianki…
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 88
Перейти на страницу:

Laurence kazał przynieść stół i krzesła, po czym zaprosił Rileya i Hammonda na wspólne wysłuchanie nowin. James z ochotą przystał na zdanie szczegółowej relacji z przechwycenia kolonii: był kurierem od czternastego roku życia i miał talent do barwnego przedstawiania wydarzeń, choć w tym wypadku materiał wyjściowy był zbyt skąpy.

— Przykro mi, że to taka nieskomplikowana historia. Właściwie nie doszło nawet do bitwy — powiedział przepraszającym tonem. — Mieliśmy tam pułk highlandersów, a Holendrzy tylko nielicznych najemników. Uciekli, zanim weszliśmy do miasta, a gubernator się poddał. Mieszkańcy wciąż są trochę niespokojni, lecz generał Baird pozostawił lokalne sprawy w ich rękach, więc specjalnie się nie burzą.

— No cóż, przynajmniej łatwiej będzie uzupełnić zapasy — powiedział Riley. — Nie musimy się też zatrzymywać na Świętej Helenie, dzięki czemu zaoszczędzimy jakieś dwa tygodnie. To rzeczywiście dobre wieści.

— Zostaniesz na obiad? — zwrócił się Laurence do Jamesa. — Czy musisz od razu wracać?

Volly głośno kichnął za jego plecami.

— Fuj — powiedział, budząc się, i z niesmakiem wytarł nos o przednią łapę, usiłując usunąć z pyska śluz.

— Och, przestań, ty brudasie — powiedział James, podnosząc się z krzesła; z torby przypiętej do uprzęży wyjął duży kawałek białego płótna i wprawnie wytarł Volly’ego. Patrząc na małego smoka, oznajmił: — Chyba zostaniemy na noc. Nie ma potrzeby go forsować, skoro już cię znalazłem. Będziesz miał czas, żeby odpisać na listy. Lecimy stąd prosto do domu.

…tak więc moja biedna Lily, podobnie jak Ekscidium i Mortiferus, musiała się wynieść z wygodnej polany do Piaskowni, ponieważ kiedy kicha, mimowolnie pluje kwasem; za ten odruch odpowiadają te same mięśnie (jak mówią mi lekarze). Cała trójka jest pełna obrzydzenia, bo muszą codziennie nurzać się w piachu i drapią się jak psy, próbując pozbyć się pcheł, które je oblazły pomimo częstych kąpieli.

Maksimus znalazł się w niełasce, bo pierwszy zaczął kichać, ale wszystkie inne smoki chcą kogoś obwinić za swoje Nieszczęście. Niemniej nieźle to znosi, czy też, jak kazał mi napisać Berkley: „Ma ich gdzieś i jęczy całymi dniami poza porą napychania kałduna, bo choroba ani trochę nie wpłynęła na jego apetyt”.

Poza tym dobrze się mamy i wszyscy przesyłamy pozdrowienia; także smoki proszą o przekazanie gorących pozdrowień dla Temeraire’a. Bardzo za nim tęsknią, choć z przykrością muszę cię poinformować, że odkryliśmy niedawno jedną z niechlubnych przyczyn ich afektu, a mianowicie Żarłoczność. Najwyraźniej Temeraire nauczył je otwierać i zamykać Zagrodę, dzięki czemu mogły się częstować, gdy tylko przyszła im na to ochota. Odkryliśmy ich Sekret, kiedy poinformowano nas, że Stado zostało dziwnie uszczuplone, a smoki z naszej formacji mocno przytyły. W końcu wyznały nam Wszystko.

Muszę kończyć, ponieważ ruszamy na Patrol, a Volatilus odlatuje rano na południe. Modlimy się o bezpieczną Podróż dla Was i szybki powrót.

Catherine Harcourt

— Ładnych rzeczy dowiaduję się od Harcourt. Nauczyłeś smoki kraść krowy i owce z zagrody? — zapytał Laurence, podnosząc głowę znad listu.

Wykorzystał wolną godzinę przed obiadem, aby przeczytać listy i odpowiedzieć na nie.

Temeraire wzdrygnął się, a jego mina nie pozostawiała wątpliwości co do jego postępku.

— To nieprawda. Nie nauczyłem nikogo kraść — odparł. — Pasterze w Dover są bardzo leniwi i często przychodzą bardzo późno, więc musimy czekać w nieskończoność, a przecież bydło i tak jest przeznaczone dla nas. Nie można nazwać tego kradzieżą.

— Powinienem był się domyślić, kiedy przestałeś narzekać na ich opieszałość — powiedział Laurence. — Tylko jak, u licha, to zrobiłeś?

— Przecież to najzwyklejsza brama — odpowiedział Temeraire. — Wystarczy tylko podnieść sztabę i jest otwarta. Najlepiej robił to Nitidus, bo ma najmniejsze przednie łapy. Chociaż trudno jest utrzymać zwierzęta w zagrodzie i za pierwszym razem, kiedy udało mi się otworzyć bramę, rozbiegły się wszystkie — dodał. — Wraz z Maksimusem musiałem je długo zaganiać. To nie było zabawne, ani trochę — powiedział i usiadł z nastroszoną krezą, spoglądając na Laurence’a z oburzeniem.

— Przepraszam cię — rzekł Laurence, gdy już odzyskał oddech. — Naprawdę przepraszam, po prostu wyobraziłem sobie ciebie, Maksimusa i te owce… o matko kochana — powiedział Laurence i znowu zachichotał, choć bardzo starał się opanować. Członkowie jego załogi spoglądali na niego ze zdumieniem, a Temeraire miał wyniosłą i urażoną minę.

— Są jakieś inne nowiny w liście? — zapytał chłodno, kiedy Laurence wreszcie ucichł.

— Nowin nie ma, ale wszystkie smoki przesyłają ci gorące pozdrowienia — powiedział Laurence pojednawczo. — Na pocieszenie dodam, że wszystkie są przeziębione, a ty też byś pewnie zachorował, gdybyś był tam teraz — dodał, widząc, że Temeraire zwiesił łeb, gdy przypomniał sobie o przyjaciołach.

— Gdybym był w domu, to bym się nie przejmował tym, czy jestem chory czy nie. A poza tym i tak się pewnie zarażę od Volly’ego — powiedział ponuro Temeraire, spoglądając na małego smoka: Greyling mocno pociągał nosem przez sen, z jego nozdrzy z każdym oddechem wypływały bańki śluzu, a pod jego na wpół otwartym pyskiem zebrała się mała kałuża śliny.

Laurence rzeczywiście nie spodziewał się niczego innego, więc zmienił temat.

— Mam coś przekazać od ciebie? Pójdę do kajuty i napiszę listy w odpowiedzi, żeby James mógł je zabrać. Obawiam się, że nieprędko będziemy mieli kolejną okazję, żeby wysłać wiadomości przez kuriera, bo przecież nasi nie latają na Daleki Wschód, jeśli nie mają naprawdę pilnych spraw.

— Tylko przekaż moje pozdrowienia — powiedział Temeraire. — I poinformuj kapitan Harcourt, a także admirała Lentona, że to wcale nie była kradzież. Aha, i wspomnij też Maksimusowi i Lily o poemacie napisanym przez smoka, bo to było bardzo ciekawe i może chcieliby o tym usłyszeć. No i o tym, że nauczyłem się wspinać na pokład po burcie, że minęliśmy równik, a także o Neptunie i Trytonie.

— Wystarczy już, wystarczy, bo będę musiał napisać powieść — rzucił Laurence i podniósł się lekko: na szczęście noga już mu nie dokuczała i nie musiał kuśtykać po pokładzie jak starzec. Poklepał Temeraire’a po boku. — Chcesz, żebyśmy posiedzieli z tobą, kiedy będziemy pili porto?

Temeraire prychnął i trącił go czule nosem.

— Dziękuję ci, Laurence. Byłoby miło. Chętnie posłucham, jakie nowiny ma jeszcze James.

Laurence skończył pisać z wybiciem trzeciej, a potem zasiadł z gośćmi do posiłku w wyjątkowo swobodnej atmosferze. Normalnie Laurence przestrzegał oficjalnych zasad, a Granby i jego oficerowie szli za jego przykładem, natomiast Riley i jego podwładni robili to z własnej woli, hołdując morskim zwyczajom; wszyscy pocili się okrutnie przy każdym posiłku, w mundurach z grubego sukna, w elegancko zawiązanych krawatach. Ale James przejawiał typową dla urodzonego awiatora pogardę dla zasad przyzwoitości, połączoną z pewnością siebie człowieka, który jest kapitanem od czternastego roku życia, nawet jeśli tylko kapitanem kurierskiego smoka. Gdy tylko zszedł pod pokład, od razu zrzucił kurtkę i powiedział:

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)