Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 130
Перейти на страницу:

— Avshar nie będzie zadowolony — powiedział Kubad a jego uwaga zawisła w powietrzu niczym zapach błyskawicy. Teraz z kolei Denizli dotknął noża. Zły uśmiech wypełzł mu na twarz.

— Jeżeli ten syn cętkowanej kobyły nie jest tym, którego chce Avshar, możemy się z nim zabawić tu i teraz — wyciągnął nóż z pochwy i podsunął go pod oczy Viridoviksa.

— Rozwiąż mi ręce i zrób to, bohaterze — warknął Celt.

— Co on mówi? — zapytał Denizli. Kiedy Varatesh przetłumaczył, jego uśmiech poszerzył się jeszcze. — Powiedz mu, że ulżę jego rękom… po jednym palcu — znowu ruszył w stronę Virido-viksa.

Varatesh gotów był już pozwolić mu na to, ale nagła myśl kazała mu krzyknąć:

— Nie, czekaj! — i uderzeniem ręki zbił ostrze swojego jeźdźca na bok. Po raz drugi w ciągu kilku dni pozbawił Denizliego przyjemności zabijania. Renegat skoczył na niego z przekleństwem na ustach, tnąc szeroko sztyletem. Ale ostrze trafiło tylko na puste powietrze: zaskoczenie Varatesha zdawało się czymś niemożliwym — wódz banitów odsunął się już na bok. Nóż pojawił się w jego ręce. Pozostali Khamorthci — Kubad i jego towarzysze: Khuraz, Akes i Bikni — nie uczynili najmniejszego ruchu, by im przeszkodzić. W ich brutalnym świecie tylko siła dawała prawo do przewodzenia.

Varatesh został raniony w ramię, ale moment później Denizli skręcał się w błocie, krzycząc z bólu i trzymając się za rozcięty brzuch. Varatesh pochylił się nad nim i poderżnął mu gardło, jak zrobiłby to każdy miłosierny człowiek.

Viridoviks pochwycił jego spojrzenie.

— Ładna walka — powiedział. — Szkoda, że nie ja tego dokonałem. — Był to szczery komplement; zbyt poważnie zajmował się wojną i walką, by pozwalać sobie na próżne pochlebstwa. Va-ratesh był szybki i zwinny jak kąsający wąż.

Khamorth wzruszył ramionami.

— Zakopcie to ścierwo — powiedział do pozostałej czwórki. Wykonując polecenie bez najmniejszego szmeru, zerwali ubranie ze zwłok towarzysza i zaczęli kopać a rozmokły grunt ułatwiał im pracę. Varatesh odwrócił się do Gala: — Odpowiedz mi na to; jeżeli nie jesteś człowiekiem, którego szuka mój przyjaciel Avshar, dlaczego znalazłem cię dzięki magii? Dlaczego nie podziałało na ciebie usypiające zaklęcie? I dlaczego nosisz taki sam miecz jak ten… jak mu tam… Skaurus?

— Wybacz, ale jeżeli nie jestem tym, o którego ci chodzi, skąd mogę znać odpowiedzi na twoje głupawe pytania?

Varatesh uśmiechnął się, ale nie był to wesoły uśmiech.

— Myślę, że właśnie o to zapyta cię Avshar. Zostawiam to więc dla niego.

Po raz pierwszy Viridoviks zadowolony był z tego, że pad;i deszcz. Ukrył on krople potu, które wystąpiły mu na czoło Ten miecz! Żałował, że nie wie nic więcej o mocy, jaką obdarzyli go druidzi. Ale celtyccy kapłani nie ujawniali swoich tajemnic nikomu spoza swojej kasty. Nowicjusze spędzali dwadzieścia lat ucząc się na pamięć przekazywanej im wiedzy, jako że nie chcieli utrwalać jej na piśmie… a teraz byli odlegli o cały świat, i to świat utracony.

— Jeszcze momencik! — zawołał, gdy Varatesh ruszał już z miejsca. Kiedy Khamorth zatrzymał się, mówił dalej: — Teraz, kiedy ten świński pęcherz Denizli nie będzie miał już żadnego pożytku ze swojej peleryny, czy nie mógłbym pod nią spać dziś w nocy? Sucha drzemka to by była rzadka przyjemność po tej cholernej rozmokłej pogodzie. — Peleryny nomadów, zrobione ze śliskiej, jakby tłustej wełny, doskonale nadawały się na deszcz, bo woda spływała po nich jak po gęsich piórach. Gal w swoim ubraniu był wiecznie przemoknięty. Na szczęście było ciepło — przy zimniejszej pogodzie nie obeszłoby się bez gorączki.

— Dobrze, czemu nie? Rzeczywiście wyglądasz jak zmokła kura. — Varatesh wydał swoim ludziom rozkaz. Odpowiedziało mu kilka poruszonych spojrzeń, a Kubad szybko zaprotestował, ale słowa Varatesha zdawały się go zadowolić. Przywódca banitów powiedział do Viridoviksa:

— Weźmiesz pelerynę Kubada. Jest dziurawa, a on wolałby zatrzymać płaszcz Denizliego dla siebie.

— To mi wystarczy, dziękuję ci.

Khamorth rozwiązał mu ręce, tak żeby mógł sam jeść, ale jak zawsze obserwował go bacznie dopóki nie skończył, a potem ponownie skrępował, używając do tego nowego rzemienia. Kiedy prosił, by mógł wyjść za potrzebą, wiązali mu także nogi w kostkach i musiał poruszać się małymi, niepewnymi kroczkami. Oczywiście, tu też pilnował go łucznik.

Nie odszedł daleko, kiedy pośliznął się i wpadł z chlupotem do niewielkiej glinianki. Strażnik roześmiał się i nie uczynił najmniejszego wysiłku, żeby mu pomóc. Obawiając się podstępu, obserwował z bezpiecznej odległości, trzymając łuk w gotowości, jak Celt tapla się w błocie. W końcu Viridoviksowi udało się wstać. Jeśli przedtem był zmoknięty, to teraz nie było na nim suchej nitki.

— Och, najchętniej wylałbym się na ciebie — powiedział do nomady, ale po galijsku. Choć ten nie rozumiał słów, rozpoznał ton i śmiał się jeszcze głośniej. Viridoviks popatrzył na niego groźnie.

— Ech, ty łajdaku, wcale nie jesteś taki sprytny jak ci się wydaje — mruknął, a jego strażnik nie przestawał się śmiać.

Kompletnie przemoknięty, nie mógł oczekiwać, że okrycie z owczej wełny w czymś mu pomoże. Mimo to skulił się pod nim. Czterech z pięciu nomadów spało — Varatesh wyciągnął pierwszą kolejkę. Gdy skończyła się jego warta, obudził Akesa, który siedział z kwaśną miną w deszczu, dopóki nie przyszła pora na Kubada. Równie często jak Varatesh, rzucał okiem na Viridoviksa, ale Celt był tylko nieruchomą bryłą w ciemności.

Pomimo umiejętnie udawanego głębokiego snu, Viridoviks pracował ciężko, choć zupełnie cicho, pod swoim płaszczem. Kąpiel w gliniance nie była przypadkowa — przemoczył dokładnie rzemienie, którymi był spętany. Wilgotna skóra była o wiele bardziej podatna na rozciąganie niż sucha. Powoli i ostrożnie, nie chcąc ryzykować bez potrzeby, poruszał dłońmi do przodu i do tyłu, do góry i na dół, aż w końcu — mniej więcej w połowie warty Kubada — przełożył kciuk ponad rzemieniem, zaczepiając go niczym hak, i przeciągnął obie ręce przez pęta. Przez dłuższą chwilę zaciskał dłonie w pięści i rozluźniał je, próbując odzyskać pełne czucie.

Kubad miał ze sobą kubłak z kavassem, którym umilał sobie czas służby. Tym lepiej — pomyślał Viridoviks. Peleryna skryła jego uśmiech. Ziewnął głośno i usiadł prosto, upewniając się, że trzyma ręce za sobą. Rozejrzał się dokoła, jakby szukając strażnika, którego przecież obserwował uważnie przez całą noc.

Gdy tylko się poruszył, spoczął na nim czujny wzrok Kubada, ale nomada wiedział, że więzień jest dobrze związany. Podniósł bukłak do ust.

— A może by tak i łyczek dla mnie, Khamorth, kochanie? — zawołał Viridoviks. Mówił jednak bardzo cicho; z pewnością nie zależało mu na tym, by obudzić któregokolwiek z kompanów Kubada, a już najmniej Varatesha. Ale Kubad podszedł bliżej i przykucnął obok Gala.

— Obudziłeś się, bo chcesz pić, tak? — powiedział, przytrzymując bukłak przy ustach Virido-viksa.

Pijąc, Viridoviks czuł lekkie wyrzuty sumienia, że oto zamierzał odpłacić nomadzie zdradą za jego przyjacielski uczynek Odsunął je od siebie — jak bardzo przyjacielscy byli bandyci Varatesha, kiedy go porywali?

— Jeszcze? — zapytał Kubad. Gal skinął głową. Nomada pochylił się niżej, by napoić go jeszcze raz, a wtedy Viridoviks rzucił się gwałtownie, chcąc złapać go za gardło. Bukłak z kavassem poleciał na bok. Szczęśliwym trafem wylądował na wełnianej pelerynie nie czyniąc hałasu, który mógłby zdradzić Celta.

Kubad był doświadczonym wojownikiem, został jednak kompletnie zaskoczony i popełnił fatalny błąd. Zamiast sięgnąć po sztylet, działał pod wpływem pierwszej, instynktownej reakcji, próbując rozerwać uchwyt Viridoviksa na swoim gardle. Ale zdesperowany Gal z niesamowitą siłą naciskał ukośnie pod szczękę Kubada. Zbyt późno nomada przypomniał sobie o nożu. Była to jego ostatnia myśl, a ręce już go nie słuchały — opadły bezwładnie obok tułowia.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)