Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 130
Перейти на страницу:

— Jest pewna różnica — upierał się Marek. — Drax jest naszym wrogiem, to prawda, ale nie złośliwym i podłym, tylko Żądnym władzy. A nomadzi zabijają dla samej przyjemności zabijania. Przypomnij sobie, co widzieliśmy w drodze do Maragha i potem. — Pamiętał dobrze podarunek Avshara, który wtoczył się do obozu legionistów po bitwie… głowę Mavrikiosa Gavrasa.

Pakhymer zarumienił się, być może myśląc o tym samym, ale odpowiedział:

— Każdy kto próbuje mnie zabić, jest dla mnie podłym człowiekiem, a wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. I uważaj na to, jak wymawiasz słowo „nomada”, Skaurus. Moi ludzie pochodzą z tego samego stepu co Yezda.

— Przepraszam — powiedział trybun od razu, oddając mały punkt po to, by móc zająć się znowu tą ważniejszą sprawą. — Miej więc na uwadze, że gdy raz zaprosisz no… eee… Yezda na niziny; nawet jeśli rzeczywiście poradzą sobie z Draxem, to jednak grozi to nową nieustanną wojną; tym razem, żeby się ich stąd pozbyć.

— Czy to źle? Do czego by Videssańczykom potrzebni byli najemnicy, gdyby nie było z kim walczyć? — Pakhymer patrzył na niego dziwnie, tym samym spojrzeniem, jakie widział kilka razy u Helvis.

Westchnął. Zupełnie niechcący, Khatrish dotknął podstawowej różnicy między sobą a Skauru-sem. Dla Laona Pakhymera Imperium było pracodawcą i niczym więcej — jego los nic dla niego nie znaczył, chyba że wiązało się to jakoś z jego własnymi interesami. Ale Marek postrzegał Vides-sos, pomimo jego wad, jako coś wartego zachowania z innego względu. Było tym, i to od wielu stuleci — do czego dążył Rzym — gwarancją pokoju i spokoju dla ludzi, którzy żyli w jego granicach. Chaos i zniszczenie, które nastąpiłyby po jego upadku, napełniały go przerażeniem.

Jak mógł wytłumaczyć to Pakhymerowi, który dla chwilowi go triumfu pozwalał dwóm wilczym bandom gryźć się nad ciałem Videssos uważając, że wyświadcza w ten sposób przysługę? Marek westchnął znowu — nie, nie widział na to sposobu Tu właśnie jego kłótnia z Helvis stykała się z groźną rzeczywistością. Khatrish spustoszyłby kraj i nazwał to pokojem.

Jego nastrój polepszył się nieco, kiedy zebrani zmienili temat. Pakhymer zamierzał sprowadzić wszystkich swoich ludzi na południowy brzeg Arandos — to zapewniłoby Rzymianom zwiadowców i kawalerię, której tak bardzo potrzebo wali. Gdyby Thorisin zdołał zebrać nieco wojska, które zajęło by Draxa na północy, być może legioniści nie zostaliby całkiem wybici. I gdyby Gajusz Filipus zrobił z tymi półprofesjonalistami z Videssos to samo, co Sertorius zrobił kiedyś z Hiszpanami, mogli się jeszcze nieźle naprzykrzyć wyspiarzom Gdyby, gdyby, gdyby…

Był tak zajęty swoimi zmartwieniami, że gdy skończyło się zebranie oficerów, przeszedł obok Styppesa jakby ten by I powietrzem.

— To mi się podoba — powiedział gruby kapłan. — Zrób komuś przysługę, a potem przyjrzyj się, jakież to podziękowanie dostaniesz.

— Hę? — rozpogodził się Skaurus. — Więc już jest gotowe? — zapytał ciesząc się, że może się zająć czymś innym niż tylko najazdem Namdalajczyków.

— Ano tak, jest. Teraz mnie widzisz, co? — Marek za chował spokój i postanowił nie odpowiadać na wymówki. Cokolwiek mówił do kapłana, tamten obracał to przeciwko niemu. Styppes wymamrotał coś w swoją brodę i powiedział:

— No dobrze, chodź ze mną, chodź.

Kiedy trybun miał już ikonę w swoich rękach, nie szczędził kapłanowi pochwał, i nie była to tylko czysta uprzejmość. Styppes był kłótliwy i za bardzo lubił wino, ale jego ręce obdarzone były nie tylko mocą uzdrawiania. Niewzruszony zachwytami Skaurusa, zaczął mówić:

— Powód, dla którego marnuję swój talent dla jakiejś heretyckiej dziwki… — ale Skaurus uciekł, zanim przemowa rozpoczęła się na dobre.

Znalazł Helvis siedzącą pod drzewem, na zewnątrz obozu. Cerowała tunikę. Podniosła głowę, kiedy do niej podszedł. Gdy zobaczyła, że chce usiąść obok niej, wbiła igłę w koszulkę, która należała do Malrika, i odłożyła ją na bok.

— Witaj — powiedziała chłodno; nie starała się ukryć żalu ł złości na trybuna za to, że nie stanął po stronie jej rodaków przeciwko Videssos. Marek był już znużony tym, jak ciągle polityka wkradała się między ich dwoje.

— Witaj. Mam coś dla ciebie. — Słowa wydawały się płaskie i niezręczne, gdy tylko wychodziły z jego ust. Z nagłym ukłuciem wstydu zdał sobie sprawę, że miał za małe doświadczenie w mówieniu takich rzeczy. Zbyt mało myślał i robił dla Helvis, oprócz chwil, w których walczyli ze sobą.

— Co takiego? — ton jej głosu wciąż był neutralny. Myśli pewnie — zgadywał posępnie Marek — że mam dla niej bieliznę do zacerowania.

— Proszę, zobacz sama. — Jego głos, ze zmieszania, stał się gruby i chropowaty, kiedy podawał jej ikonę.

To, jak rozszerzyły się jej oczy, upewniło go, że jego domysły były aż zbyt bliskie prawdy.

— To dla mnie? Naprawdę? Skąd to masz? — nie oczekiwała wcale odpowiedzi. Przemawiało teraz przez nią zaskoczenie. — Dziękuję ci bardzo! — uścisnęła go jedną ręką, nie chcąc odkładać obrazu, po czym uczyniła znak Phosa na piersi.

Jej radość jednocześnie cieszyła Marka i budziła w nim skruchę. Z jednej strony był szczęśliwy, że udało mu się ją zadowolić, ale z drugiej wiedział dobrze, że powinien był o tym pomyśleć dawno temu. Źle jej odpłacał za miłość i lojalność, bo z jakiej innej przyczyny zechciała z nim zostać, pomimo tak wielu różnic? On także myślał o niej nie tylko jako o nocnej przyjemności. Miłość — pomyślał niezbyt oryginalnie — jest bardzo dziwna.

— Kto to jest? — zażądała Helvis, przerywając jego rozmyślania, ale na tym samym oddechu kontynuowała: — Nie, nie mów mi, niech sama zgadnę. — Jej wargi poruszały się bezgłośnie gdy odczytywała, litera po literze, złoty napis Styppesa. W ciągu niecałych trzech lat Marek, już znający biegle w mowie i w piśmie dwa języki, nauczył się czytać po videssańsku o wiele lepiej od niej.

— Nes-to-ri-os — odczytała sylabizując, a potem całość: — Nestorios! Święty z wyspy! Jak ty go zapamiętałeś?

Trybun wzruszył ramionami, nie chcąc się przyznać, że to Styppes znał to imię, a nie on. Nie czuł jednak wyrzutów sumienia; gdy chodziło o wiarę, której nie wyznawał, wystarczającą zasługą było zapamiętanie, że taki święty w ogóle istniał.

— Bo wiedziałem, że jest dla ciebie ważny — powiedział, a delikatne dotknięcie jej ręki upewniło go, że to była właśnie ta odpowiedź.

Strażnicy przyprowadzili do Skaurusa dwóch Namdalajczyków.

— Przyszli z białą flagą, panie — wyjaśnił Rzymianin. I poddali się naszym posterunkom w dębowym lesie.

Ludzie Księstwa pozdrowili trybuna ponurym salutem, choć jeden z nich wyglądał na szczególnie nieszczęśliwego. I nic dziwnego — pomyślał Marek — był to ten sam człowiek, którego wysłał do Draxa z ofertą wymiany.

— Witaj, Dardel — powiedział. — Nie spodziewałem się, że cię jeszcze zobaczę.

— Ani ja ciebie — odparł Dardel żałobnym tonem.

Drugi Namdalajczyk zasalutował ponownie. Skaurus widział już tę przystojną twarz z zadartym nosem, na prawym skrzydle armii Draxa pod Sangarios. Teraz oficer wyglądał elegancko, w jedwabnym płaszczu i pozłacanym hełmie.

— Baili z Ecrisi, do usług — przedstawił się, a jego videssański był niemal bez śladu wyspiarskiego akcentu. — Pozwolę sobie wyjaśnić. Mimo że mój suzeren, wielki książę i protektor Drax musi odrzucić wspaniałomyślną propozycję, uważał on za swój obowiązek odesłać ci osobę twojego więźnia.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)