Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 130
Перейти на страницу:

— Potrzebuję parę tłustych ślimaków. O, jest! — kapłan schował swój łup do małej torebki.

— Teraz rozumiem — roześmiał się trybun. — Ślimaki, sałata i już jest dobry obiad. Ugotujesz do nich jakieś jaja?

Styppes sapał z wysiłku, podnosząc się na nogi. Spróbował zetrzeć błoto, które przyczepiło siędo jego niebieskiej szaty, ale poddał się po chwili.

— Nie, kapuściany łbie. Muszę je mieć, żeby dokończyć wizerunek świętego Nestoriosa — uczyni! znak Phosa na piersi.

— Ślimaki? — Marek słyszał niedowierzanie, które wypełniało jego glos.

— No to chodź i zobacz sam, szyderco. — Zastanawiając się, czy Styppes nie nabija go właśnie w butelkę, Rzymianin ruszył do jego namiotu.

Przykucnęli obok siebie na brudnej podłodze. Styppes zapalił świeczkę z łoju, która wypełniła małe pomieszczenie zapa chem palonego tłuszczu. Kapłan pogrzebał w swojej torbie, wyciągając z niej w końcu wielką muszlę z ostrygi.

— Dobrze, dobrze — powiedział do siebie. Wyjął jednego ślimaka z mniejszej torebki i przytrzymał go nad płomieniem świecy. Nieszczęsny mięczak zaskwierczał tylko i wydzielił jakąś gęstą, przezroczystą maź. Gdy zaczęła skapywać, Styppe? zbierał ją do muszli. Ten sam los spotkał i drugiego ślimaka.

— Rozumiesz? — spytał kapłan, podstawiając Skaurusowi muszlę pod nos.

— Noo… nie — przyznał się trybun, bardziej poruszony cierpieniem ślimaków, niż byłby po kilku bitwach.

— No to zrozumiesz. — Styppes wylał maź na niewielką marmurową płytkę i dodał do niej sproszkowane złoto. — Będziesz mi musiał za to zapłacić, i to starymi monetami — ostrzegł Skaurusa. Potem dołożył jeszcze białawy proszek: Ałun — trochę żywicy, i wymieszał wszystko mosiężnym tłuczkiem. — No, teraz jesteśmy gotowi. Będziesz zachwycony — powiedział. Wyjął parę pędzli z futra borsuka. Jeden był tak mały, że włosie umocowane zostało w gęsim piórze, drugi, nieco większy, miał już drewnianą rączkę.

Marek wciągnął powietrze z zachwytu, kiedy zobaczył ikonę po raz pierwszy. Szkice Styppesa świadczyły o jego talencie, ale to były tylko szkice. Delikatne kolory i doskonała linia, twarz świętego Nestoriosa ascetyczna, ale pełna dobroci, subtelne cienie na jego niebieskiej szacie, długie szczupłe dłonie wzniesione w geście błogosławieństwa, co przypominało trybunowi zapierającą dech w piersiach mozaikę z wizerunkiem Phosa, w Wysokiej Świątyni w stolicy.

— Prawie uwierzyłem w twojego boga — powiedział, a była to dla niego najwyższa pochwała.

— Właśnie po to są ikony, żeby pouczać ignorantów i prowadzić ich do prawdziwej cnoty — odparł kapłan. Jego pulchna dłoń poruszała się równie zręcznie jak dłoń jubilera. Zamoczył maleńki pędzelek w złotym pigmencie rozlanym na marmurowej płytce. Choć gdy pracował, trzymał ikonę blisko przy twarzy, jego pismo było bardzo eleganckie; pozłacane litery, nawet wilgotne, błyszczały i iskrzyły w bladym świetle łojowej świeczki.

— Święty Nestorios — przeczytał Marek. Styppes użył teraz większego pędzla, by namalować nad głową świętego promieniste koło ze złota.

— Tak przedstawiamy słoneczną tarczę Phosa, by pokazać bliskość świętego człowieka i dobrego boga — wyjaśnił, ale trybun już się domyślił znaczenia aureoli.

— Mogę? — spytał, a kiedy Styppes skinął głową, wziął drewnianą tabliczkę w ręce. — Kiedy będę mógł to zabrać? — zapytał, już się niecierpliwiąc.

Choć raz, uśmiech Styppesa nie był ani kwaśny, ani złośliwy:

— Dzień na wyschnięcie złocenia, potem dwie warstwy werniksu, do zabezpieczenia koloru. — Podrapał się po swojej łysej głowie. — Powiedzmy, cztery dni.

— Szkoda, że nie wcześniej — westchnął Marek. Wciąż nie był przekonany do videssańskiej sztuki symbolu i alegorii, ale niewątpliwie w obdarzonych wielkim talentem rękach Styppesa, miała ona potężną siłę.

Kapłan zażądał ikony z powrotem i ustawił ją tak, by mogła bezpiecznie schnąć.

— Dobra — powiedział zmieniając nagle zachowanie. — Gdzież ja to rzuciłem te ślimaki? Twój pomysł na obiad nie by! taki zły, cudzoziemcze. Masz może trochę czosnku?

Laon Pakhymer pojawił się w obozie legionistów niczym deus ex machina w rzymskiej sztuce — nikt go wcześniej nie widział, aż nagle, po prostu tam był. Przesłał Skaurusowi pozdrowienie — jakieś niedbale machnięcie ręką, które między jego niewymagającymi rodakami uchodziło za salut. Gdy trybun spytał, jak udało mu się przejechać nie tylko przez gęsto rozstawione posterunki ludzi Zigabenosa, ale także przez straże Namdalajczyków, odparł niedbale:

— Są sposoby — i przyłożył palec do prawej strony nosa.

— Założę się, że przejechałeś brodem tego starego wieśniaka! — wykrzyknął Sekstus Minu-cjusz.

— Czyż nie jest bystrym młodzieńcem? — powiedział Pakhymer z łagodną ironią. — A jeśli tak, to co?

— Ile wziął od ciebie? — zapytał Gajusz Filipus. Khatirsh wzruszył ramionami z rezygnacją. — Dwanaście sztuk złota.

Starszy centurion zakrztusił się winem.

— Na świętą dupę Jowisza! Powinieneś tam wrócić i zabić gnojka! Za nas wszystkich dostał tylko dziesięć.

— Być może — odparł Pakhymer. — Ale wy nie jechaliście prosto z Kyzikos. — Wyglądał na nadzwyczaj zadowolonego z siebie, jak kot, który wiedział gdzie znaleźć krem.

— A co to za różnica skąd się wra… — Marek przerwał w pół słowa, ze zdumieniem na twarzy. W Kyzikos mieściła się mennica Imperium. Nikt w tym świecie nie słyszał o Midasie ale w Kyzi-kos Khatrishe mogli być całkiem bliscy spełnienia jego marzeń. Trybun nawet nie pomyślał o tym, żeby wypomnieć im grabież złota Imperium — nauczył się już, że najemnicy służą przede wszystkim sobie. Powiedział tylko:

— Drax chyba by was za to nie polubił.

— Tym gorzej dla Draxa. Chociaż masz rację; rzucił przeciwko nam spore siły, no i w końcu udało mu się na;. odciągnąć, ale kieszenie mamy pełne. Nigdy nie miałem jeszcze takiej wypłaty.

Jego naznaczona ospą twarz była brudna, broda nabita kurzem i skołtuniona, ubranie poszarpane i złachmanione, ale mimo to był szczęśliwy. Gajusz Filipus gapił się na niego z nieukrywaną zazdrością.

— Nic dziwnego, że Namdalajczycy tak łatwo nam odpuścili, kiedy musieli zająć się Kyzikos — stwierdził Minucjusz.

— Jest tak, jak myślałem — powiedział do Skaurusa Gajusz Filipus. — Ale Drax robi błąd, zajmując się najpierw skarbem Kiedy na razie przeciwnicy są daleko, pieniądze wpadają mu w łapy, ale jeżeli weźmie złoto, a nas zostawi w spokoju, możemy znaleźć sposób, żeby mu je odebrać.

— On nie ma złota — zauważył Pakhymer. — Ale rozumiem, o co ci chodzi. Mam pewien plan, który rozrusza starego Draxa.

— Co chcesz zrobić? — spytał Marek z zainteresowaniem Pomimo swoich słabości, ten Kha-trish był inteligentnym i pomysłowym żołnierzem.

— Och, już to zrobiłem. — Pakhymer wydawał się zadowolony ze swojego sprytu. — Rozpuściłem trochę złota z Kyzikos tam, gdzie to się przyda najbardziej. Jest w drodze na centralny płaskowyż. Jeżeli przeklęci wyspiarze zajęci będą walką z Yezd, nie będą mogli bić się z nami.

Trybun otworzył usta ze zdumienia.

— Coo? Przekupiłeś nomadów, żeby zaatakowali Draxa?

— My też biliśmy się z nimi parę lat temu. Co w tym złego? — Pakhymer jednocześnie bronił się i atakował. — Walczyliśmy z wyspiarzami w zeszłym roku, kiedy służyli Ortaiasowi, i teraz znowu. Dwie wojny naraz to za dużo.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)