Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]
Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]

Электронная книга - «Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]». Краткое содержание книги:

Po ucieczce z Sekty Zabójców młoda wojowniczka Dubhe musi uwolnić się od klątwy, która została na nią rzucona. Jedyną osobą, która może ją uratować, jest Sennar, niegdyś najpotężniejszy czarodziej Świata Wynurzonego, do którego udaje się wraz z Lonerinem po pomoc i radę. Tropem Dubhe podąża Rekla, Strażniczka Trucizn, wierna członkini Sekty Zabójców, z zamiarem zgładzenia dziewczyny. Tymczasem krwiożercza Gildia odkrywa w końcu, jak przywrócić do życia wielbionego przez nich Tyrana — Astera. Potrzebują jedynie ciała, w którym mógłby się odrodzić. Ich wybrańcem zostaje San, wnuk Sennara i Nihal, którego przed pazurami dzikiej sekty chroni gnom Ido. Czy Sennar, który po śmierci Nihal w poczuciu winy odsunął się od ludzi, nie wierząc w uratowanie Świata…
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 91
Перейти на страницу:

Ido wylądował przy akompaniamencie różnych przekleństw, po czym przez kilka sekund stał pochylony, starając się odzyskać oddech. Kiedy poczuł się lepiej, zaczął badać teren.

— Czego szukasz? — spytał San.

— Znaku. Zostawiłem go tutaj trzy lata temu i powinien jeszcze być.

Przesuwał palcami po ziemi, dopóki nie znalazł tego, czego szukał. Uśmiechnął się.

— Pomóż mi.

Pokazał Sanowi skrawek dziwnej tkaniny, którą ledwo można było dostrzec wśród piasku. Używał jej przede wszystkim w czasach działalności ruchu oporu, doskonale nadawała się do maskowania tajnych wejść do akweduktu w Krainie Ognia. Utkana była ze szczególnego włókna, które Soana potraktowała kiedyś magicznym płynem, sprawiającym, że było jeszcze mniej widzialne.

— Złap za drugi koniec i pociągnij, na moje trzy — powiedział.

Przykrycie dało się podnieść dość łatwo i wśród pyłu Ido rozpoznał zapach Soany. Przez chwilę przeniósł się daleko stąd, do krainy, gdzie wspomnienia miały jeszcze konsystencję rzeczywistości.

— Co to jest?

Ido ocknął się.

Płachta odsłoniła schody, które prowadziły w głąb ziemi.

Chłopczyk przyglądał im się z otwartą buzią i gnom nie mógł nie odczuwać przyjemności. Wszyscy robili taką minę za pierwszym razem, kiedy ich tam prowadził, w czasach wojny przeciw Dohorowi. Pierwszy kontakt z życiem ruchu oporu zawsze odbierał mowę.

— Zaraz zobaczysz — odpowiedział, schodząc jako pierwszy.

Woda płynęła w szerokim na parę łokci i równie głębokim korycie, zaś kolebkowe sklepienie korytarza wspierało się po obu stronach bocznych chodników, gdzie z trudem mieściły się obok siebie dwie osoby. Ido i San żwawym krokiem szli jednym z nich, wzdłuż kanału lekko oświetlanego ich pochodnią. Od czasu do czasu otwierały się boczne odgałęzienia, doprowadzające wodę gdzieś indziej, do wnętrza góry, do jakiegoś wielkiego miasta czy do Passel, rzeki Krainy Skał, z której Kraina Ognia czerpała wodę. Gorąco i wilgoć były nie do zniesienia. A jednak Ido czuł się jak w domu.

Pamiętał wszystko doskonale. Każdy chodnik wydawał mu się starym znajomym i wkraczał weń zdecydowanie, muskając ściany czubkami palców. Wszystko było dokładnie takie samo, jak trzy lata wcześniej, kiedy ruch oporu został unicestwiony i będący jego bazą akwedukt Krainy Ognia opróżniono. Po skończeniu wojny Dohor kazał zatopić dla bezpieczeństwa niektóre korytarze, jednak ta sieć kanałów była zbyt obszerna, aby całkiem ją zniszczyć. W rzeczywistości prawie nikt dokładnie nie wiedział, jak daleko rozciągał się pod ziemią ten labirynt. Ido natomiast tak: to była jego ojczyzna i dobrze znał wciąż dostępne i bezpieczne przejścia.

Po niedługim czasie zatrzymał się. Dotarli do celu. Przed nimi znajdowała się olbrzymia sala, miejscami rozjaśniana światłem przenikającym przez wielki fryz na sklepieniu. W akwedukcie było ich wiele, wszystkie zamaskowane z zewnątrz stosami kamieni i krzakami. Była to stara cysterna, w której ścianach wykuto niegdyś niewielkie nisze i chodniki: domy rebeliantów.

Teraz, kiedy nikt tu nie mieszkał, przypominało to raczej kryptę niż historyczne miejsce bitwy. A jednak wspomnienia Ida szybko zaludniły je towarzyszami walki, przyjaciółmi, kobietami i dziećmi. W oczach jego wyobraźni owe małe, czarne otwory rozjaśniły się bladym światłem i jak duchy przywiodły mu na myśl żywą i chaotyczną wspólnotę, gdzie mieszkała również Soana. Dobrze pamiętał swoją kobietę, jak z czołem sperlonym potem i zawsze widniejącym na ustach słodkim uśmiechem prowadziła dzieci rebeliantów do szkoły czy wzmacniała swoimi czarami broń wojowników. Od kiedy umarła, nie znalazł na świecie nic, co mogłoby współzawodniczyć z jej urodą.

— To wspaniałe…

Ido odwrócił się gwałtownie. San oglądał salę, obracając się wokół własnej osi, z nosem w górze.

— To akwedukt, prawda? — spytał z błyszczącymi oczami.

Ido przytaknął.

— Tata często mi o nim mówił. W książkach piszą, że przeszła tędy moja babcia, kiedy szukała siódmego kamienia talizmanu, to legendarne miejsce! Opowiadał mi, że on też chciał je zwiedzić w młodości… A niech to, dziwnie się czuję, będąc tutaj.

Ido uśmiechnął się ze smutkiem.

— Musisz wiedzieć, że jeszcze trzy lata temu to miejsce było pełne ludzi, nimf i gnomów, którzy sprzymierzyli, się, aby walczyć z Dohorem. Potem wszystko się skończyło i pozostało tylko to, co widzisz.

Westchnął.

— Chodź — powiedział po chwili i poprowadził Sana do kwater.

Były one dość skromne: bardzo nieliczne meble, żadnego otworu na zewnątrz, tylko nisze na pochodnie przy ścianach, sufity tak niskie, że normalnego wzrostu człowiek mógł stać prosto, ledwo muskając je głową. Łóżka były wykute w ścianach i pokryte słomianymi materacami. Do przechowywania rzeczy osobistych przeznaczonych było kilka ław skrzyniowych.

Wszystko stało nienaruszone, dokładnie tak jak tamtego wieczoru, kiedy ruch oporu poniósł porażkę. Jedno krzesło wciąż leżało przewrócone na podłodze, w kącie, a na stojącym nieopodal stole było kilka otwartych książek. Spiżarnię wypełniały zgniłe produkty, ale orzechy wytrzymały, podobnie jak suszone mięso.

Ido uśmiechnął się: tu, w środku, byli bezpieczni.

— Dobrze, teraz kolej na nas.

San popatrzył na niego, nie rozumiejąc.

Gnom zaprowadził go do jednego z pokoi, tego w najlepszym stanie, i oparł się na łóżku. Wydało mu się, że jest w raju. Przez cały czas trwania tego przeklętego pościgu ani na moment nie zaczerpnął tchu. Z piersi wyrwał mu się jęk przyjemności. Położył się.

— Musisz zmienić mi opatrunek. W ławie, tam z tyłu, powinny być jakieś bandaże — mieszkał tutaj kapłan obozu.

San podniósł pokrywę i po pokoju rozeszła się chmura pyłu. Chłopiec kaszlał przez moment, po czym zanurzył się tam do połowy piersi. Po chwili wyprostował się z zadowoloną miną.

— Doskonale. Brakuje tylko wody, prawda?

Dzieciak był pełen entuzjazmu, że może pomóc, i rzucił się do cysterny, żeby napełnić wodą znalezione wiadro.

Okazał się nadzwyczaj zdolny w operowaniu bandażami. Widać było, że nigdy nie miał z tego typu czynnościami nic wspólnego, ale uważnie słuchał wskazówek gnoma.

Kiedy rana została odkryta, Ido popatrzył na nią okiem znawcy. Było to dość głębokie rozcięcie. Zaklął.

— Obawiam się, że będziesz zmuszony zabrać się do szycia, jeżeli oczywiście znajdziemy igłę i nici…

San zbladł, opuścił głowę i spojrzał na niego spod oka.

— Czy to na pewno konieczne?

— Nie ma innych metod, San, a poza tym nie jest to takie straszne, jak ci się wydaje. Spokojnie dasz sobie radę.

— Być może jest inne wyjście…

— To znaczy? — spytał zdumiony gnom.

San milczał ze spuszczonym spojrzeniem i czerwonymi policzkami.

— Mój ojciec nie chciałby…

Ido podrapał się w głowę.

— Nic nie rozumiem. Postaraj się mówić jaśniej i zacznijmy od początku. Znasz jakieś rozwiązanie?

San przytaknął, ale gestowi temu nie towarzyszyło żadne wytłumaczenie.

— No więc rób, co musisz!

Chłopiec westchnął głęboko, po czym opłukał sobie dłonie wodą i delikatnie oparł je na ranie gnoma. Ido instynktownie zrobił unik, ale po chwili poczuł, jak przenika go uczucie błogostanu. Zaniemówił ze zdumienia. San miał zamknięte oczy, a jego dłoń lekko jaśniała.

— Jesteś czarodziejem…

Na to słowo San wytrzeszczył oczy i natychmiast się od niego oderwał.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)