Inny wiatr [The Other Wind - pl]
- Автор: Гуин Урсула К. Ле
- Серия: Ziemiomorze #6
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7337-353-5
- Переводчик: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Inny wiatr [The Other Wind - pl]». Краткое содержание книги:
W „Innym wietrze” powracamy do Ziemiomorza, Archipelagu, w którym mieszkają magowie i smoki, i do bohaterów znanych z poprzednich tomów: Geda, Tenar, Tehanu, Arrena, Irian… Czas bowiem połączyć rozproszone wątki, czas pokazać, ku czemu wiodło przeznaczenie.
— Ale przecież byłaś na statku, księżniczko — przypomniała Tenar (Śniłam — wtrąciła niecierpliwie Seserakh) — a Mistrz Wzorów to nie kapłan, lecz… mag…
— Księżniczko — przerwał jej Azver — myślę, że wszyscy wędrujemy Smoczą Drogą i wszystkie tabu mogą ulec zniszczeniu, zostać złamane, nie tylko we śnie. Pomówimy o tym później, pod drzewami. Nie lękaj się. Pozwól jednak, że najpierw powitam mych przyjaciół.
Seserakh z godnością skinęła głową, a on odwrócił się do Olchy i Onyksa.
Księżniczka nie spuszczała z niego wzroku.
— To wojownik — powiedziała z satysfakcją do Tenar po kargijsku — nie kapłan. Kapłani nie mają przyjaciół.
Wszyscy powoli ruszyli naprzód, w cień drzew.
Tenar uniosła wzrok i ujrzała sklepiony labirynt gałęzi, kolejne warstwy i poziomy liści. Dostrzegła dęby i wielkie drzewa hamman, lecz większość stanowiły drzewa Gaju. Ich owalne liście poruszały się lekko niczym liście topoli i osiki. Niektóre pożółkły — na ziemi dostrzegła złocistobrązowe plamy — lecz w porannym świetle listowie miało soczystą barwę lata, pełną cieni i miękkiego światła.
Mistrz Wzorów poprowadził ich ścieżką wśród drzew. Idąc naprzód, Tenar znów pomyślała o Gedzie. Przypomniała sobie jego głos, gdy opowiadał o tym miejscu. W tej chwili czuła mu się bliższa niż kiedykolwiek od czasu, gdy wraz z Tehanu zostawiły go na progu domu wczesnym latem i ruszyły do Portu Gont na królewski statek, który miał zabrać je do Havnoru. Wiedziała, że dawno temu Ged mieszkał tu z ówczesnym Mistrzem Wzorów, a później wędrował z Azverem. Wiedziała, że Gaj jest dla niego najważniejszym, uświęconym miejscem, że tu odnalazł spokój. Miała wrażenie, że gdy uniesie wzrok, ujrzy go na jednej z owych długich rozsłonecznionych polan. I myśl ta koiła jej serce.
Sen z zeszłej nocy poruszył ją do głębi. A gdy Seserakh wspomniała, iż we śnie złamała tabu, Tenar słuchała tego wstrząśnięta. Ona także złamała w swym śnie tabu, święty zakaz. Weszła na ostatnie trzy stopnie przed pustym tronem. Zakazane stopnie. Miejsce Grobowców na Atuanie należało już do przeszłości, odległej przeszłości. Być może, trzęsienie ziemi nie pozostawiło po sobie żadnego tronu i stopni w świątyni, w której odebrano jej imię. Lecz Dawne Moce ziemi wciąż tam były; były też tutaj. One nie zmieniały się, były trzęsieniem ziemi i samą ziemią. Ich sprawiedliwość nie przypominała ludzkiej. Gdy Tenar wędrowała obok krągłego wzgórza, Pagórka Roke, wiedziała, że znalazła się w miejscu, w którym spotykają się wszystkie moce.
Dawno temu sprzeciwiła się im, wyrwała z Grobowców, skradła ich skarb, uciekła tu, na zachód. Ale one były tutaj, pod jej stopami, w korzeniach drzew, korzeniach wzgórza.
Teraz zaś tu, w sercu świata, w którym spotykały się moce ziemi, znalazły się także ludzkie moce. Król, księżniczka, mistrzowie magii i smoki.
A także kapłanka złodziejka, żona farmera oraz wioskowy czarownik ze złamanym sercem.
Obejrzała się na Olchę. Szedł obok Tehanu, rozmawiali cicho. Tehanu w jego towarzystwie odzywała się częściej nawet niż przy Irian, i czuła się swobodnie. Widok ten cieszył serce Tenar. Pod wielkimi drzewami pogrążyła się w dziwnym transie, w świecie zielonego światła i roztańczonych liści. Pożałowała, gdy po chwili Mistrz Wzorów się zatrzymał. Miała wrażenie, że tu, w Gaju, mogłaby wędrować wiecznie.
Zebrali się na trawiastej polanie. Pośrodku gałęzie rozstępowały się, odsłaniając niebo. Bokiem biegł dopływ rzeki Thwilburn. Na jego brzegu rosły wierzby i olchy. Niedaleko strumienia stał niski, przysadzisty dom z kamienia i darni. Jedną ze ścian ocieniał wysoki dach zbudowany z trzcinowych mat i słomianych powróseł.
— Pałac zimowy, pałac letni — oznajmił Azver.
Onyks i Lebannen patrzyli zdumieni na niewielki budynek.
— Nie wiedziałam, że masz jakiś dom! — wykrzyknęła Irian.
— Bo nie miałem — wyjaśnił Mistrz Wzorów. — Lecz kości się starzeją.
Dzięki zapasom ze statku dom wkrótce wyposażono w posłania dla kobiet, a pod dachem ułożono sienniki dla mężczyzn. Chłopcy biegali tam i z powrotem z miasta do Gaju, przynosząc zapasy z kuchni Wielkiego Domu. Późnym popołudniem na zaproszenie Mistrza Wzorów zjawili się inni mistrzowie. Przybyli na spotkanie orszaku króla.
— Czy tu zbierają się, aby wybrać nowego Arcymaga? — spytała Onyksa Tenar, bo Ged wspomniał jej o sekretnej polanie.
Onyks pokręcił głową.
— Chyba nie. Król by wiedział, bo był tu podczas ostatniego spotkania. Możliwe jednak, że potrafi to stwierdzić jedynie Mistrz Wzorów, gdyż w tym lesie wszystko się zmienia. Nie zawsze rzeczy są tam, gdzie powinny. Ścieżki także ulegają zmianom.
— To powinno być przerażające — odparła — ale jakoś się nie boję.
Uśmiechnął się.
— Tak już tu jest.
Patrzyła, jak mistrzowie wchodzą na polanę. Przewodził im potężny, niedźwiedziowaty Mistrz Przywołań i Hazard, młody zaklinacz pogody. Onyks wyjaśnił jej, kim są pozostali: Mistrz Przemian, Mistrz Pieśni, Mistrz Ziół, Mistrz Rzemiosł, wszyscy siwi, Mistrz Przemian, kruchy ze starości, posługujący się laską czarnoksiężnika jak zwykłą do podpierania. Odźwierny o gładkiej twarzy i migdałowych oczach wydawał się ani młody, ani stary. Mistrz Imion, który przybył ostatni, wyglądał na jakieś czterdzieści lat. Twarz miał spokojną i zamkniętą. Przedstawił się królowi swym imieniem, Kurremkarmerruk.
W tym momencie Irian wybuchnęła oburzona:
— Ale ty nim nie jesteś!
— To imię Mistrza Imion — oświadczył spokojnie.
— Zatem mój Kurremkarmerruk nie żyje?
Skinął głową.
— Och! — krzyknęła. — Co za smutna nowina! Był moim przyjacielem w czasach, kiedy miałam tu niewielu przyjaciół.
Odwróciła się i pogrążona w gniewie nie chciała spojrzeć na Mistrza Imion. Rozpaczała, ale nie roniła łez. Powitała ciepło Mistrza Ziół i Odźwiernego, do pozostałych nie odezwała się ani słowem.
Tenar dostrzegła, że wszyscy magowie obserwują Irian niespokojnie spod posiwiałych brwi.
Potem spojrzeli na Tehanu i znów odwrócili wzrok. Zerkali z ukosa. Tenar zaczęła się zastanawiać, co widzą, kiedy patrzą na Tehanu i Irian. Oni bowiem widzieli oczami magów.
Zmusiła się zatem, by wybaczyć Mistrzowi Przywołań niestosowną, nieskrywaną grozę, gdy pierwszy raz ujrzał Tehanu. Może nie było to przerażenie, lecz podziw.
Kiedy wszyscy już się poznali i usiedli w kręgu na poduszkach, na pniakach i na dywanie z traw pod sklepieniem nieba i liści, Mistrz Wzorów przemówił głosem, w którym wciąż pozostały ślady akcentu kargijskiego.
— Bracia Mistrzowie, proszę króla, by przemówił, jeśli zechce.
Lebannen wstał. Tenar obserwowała go cały czas z nieskrywaną dumą. Był taki piękny, taki mądry mimo swej młodości. Z początku nie śledziła wszystkich jego słów, wystarczyło jej ogólne znaczenie i dźwięcząca w nich pasja.
Opowiedział Mistrzom krótko i jasno o tym, co sprowadza go na Roke — o smokach i snach.
Na zakończenie rzekł:
— Odnieśliśmy wrażenie, że każdej nocy wszystkie te sprawy zbliżały się ku sobie, coraz wyraźniej zmierzając razem ku zakończeniu. Pomyśleliśmy, że tu, w tym miejscu, dzięki waszej wiedzy i mocy zdołamy przewidzieć owo wydarzenie i stawić mu czoło, nie pozwalając, by zawładnęło naszymi umysłami. Najmądrzejsi z naszych magów przepowiadali, iż nadciąga wielka zmiana. Musimy złączyć swe siły, dowiedzieć się, co to za zmiana, co ją spowodowało, dokąd zmierza i jak możemy sprawić, aby konflikt i chaos przerodziły się w pokój i harmonię. Pokój, w imię którego władam.