Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Inny wiatr [The Other Wind - pl]
Inny wiatr [The Other Wind - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Inny wiatr [The Other Wind - pl]

Электронная книга - «Inny wiatr [The Other Wind - pl]». Краткое содержание книги:

Mimo powrotu prawowitego króla w Ziemiomorzu nie dzieje się najlepiej. Prosty czarownik Olcha we śnie odwiedza krainę umarłych, gdzie przebywa jego ukochana żona. Jej pocałunek staje się początkiem zmian. Umarli pragną opuścić swój kraj, a Olcha może otworzyć im drogę. Zwraca się zatem o pomoc do dawnego Arcymaga Geda, który posyła go do Tenar, Tehanu i młodego króla w Havnorze. Wraz z dziewczyną-smokiem Irian muszą stawić czoło największemu z zagrożeń.
W „Innym wietrze” powracamy do Ziemiomorza, Archipelagu, w którym mieszkają magowie i smoki, i do bohaterów znanych z poprzednich tomów: Geda, Tenar, Tehanu, Arrena, Irian… Czas bowiem połączyć rozproszone wątki, czas pokazać, ku czemu wiodło przeznaczenie.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 51
Перейти на страницу:

— Tak — odparł po chwili. — Tak, księżniczko. Dobrze zrobiłaś.

— Raduje cię?

— I to bardzo. O tak. Dziękuję ci, księżniczko.

— Barrezu — rzekła, jak królowa przyjmująca podziękowania. Ogarnął go wstyd w obliczu niezwykłej godności księżniczki. Przed chwilą, gdy uniosła welon, jej twarz pokrył ognisty rumieniec. Teraz pobladła. Stała jednak prosto i nieruchomo, zbierając siły do kolejnej przemowy.

— Też — rzekła. — Ja też. Moja przyjaciółka Tenar.

— Nasza przyjaciółka Tenar — poprawił z uśmiechem.

— Nasza przyjaciółka Tenar. Mówi, że mam powiedzieć królowi Lebannenowi o Vedurnan.

Powtórzył to słowo.

— Dawno temu, dawno temu, ludzie z Kargu, ludzie magiczni, ludzie smoki, ha? Tak? Wszyscy ludzie jedno, wszyscy mówią jeden… jeden… Och! Wuluah Mekrrevt!

— Jeden język?

— Ha! Tak! Jeden język! — Tak bardzo skupiła się na próbach mówienia po hardycku, wyrażenia wszystkiego, co chciała rzec, że zapomniała o skrępowaniu. Jej twarz i oczy pojaśniały. — Ale potem ludzie smoki mówią: Zostawić, zostawić wszystko. Latać! Ale my ludzie mówimy: Nie, trzymać. Trzymać wszystko. Mieszkać. I rozdzielamy się, tak? Ludzie-smoki i ludzie-my. Wtedy zawrzeć Vedurnan. Ci zostawiają, ci trzymają. Tak? Ale żeby zatrzymać rzeczy, musimy zostawić tamten język. Język ludzi smoków.

— Dawną Mowę?

— Tak! Więc my, ludzie, zostawiamy język Dawna Mowa i zatrzymujemy wszystkie rzeczy, a ludzie-smoki zostawiają wszystkie rzeczy, lecz zatrzymują język. Ha? Seyneha? To właśnie Vedurnan. — Wdzięcznie gestykulowała pięknymi dużymi dłońmi. Patrzyła mu w twarz z nadzieją, że zrozumiał. — My iść na wschód, wschód, wschód. Ludzie smoki na zachód, zachód. My mieszkać, oni latać. Niektóre smoki odejść na wschód z nami, ale nie trzymać języka, zapomnieć i zapomnieć, jak latać. Jak Kargowie. Kargowie mówią język Kargów, nie smoków. Wszyscy dotrzymać Vedurnan, wschód, zachód. Seyneha? Ale…

Połączyła ręce wskazujące na „wschód” i „zachód”.

— Pośrodku? — odgadł Lebannen.

— Ha, tak! Pośrodku! — zaśmiała się z radości poznania nowego słowa. — Pośrodku wy! Ludzie czarów! Ha? Wy, ludzie środka, mówić po hardycki, ale też trzymać Dawna Mowa. Uczycie się jej. Tak jak ja hardyckiego. Ha? Mówić. A potem, potem to złe. Zła rzecz. Potem wy mówicie w języku czarów, języku Dawnej Mowie: Nie umrzemy. I tak być. Vedurnan złamany.

Jej oczy płonęły błękitnym ogniem. Po chwili spytała:

— Seyneha?

— Nie jestem pewien, czy rozumiem.

— Wy trzymać życie. Trzymać. Za długo. Nigdy nie zostawiać. Ale umrzeć… — Wyrzuciła ręce w powietrze w szerokim geście, jakby coś ciskała w dal nad wodę.

Ze smutkiem pokręcił głową.

— Ach… — Przez chwilę zastanawiała się, nie znalazła jednak odpowiednich słów. Pokonana, uniosła ręce dłońmi do góry we wdzięcznym geście poddania. — Muszę uczyć się więcej.

— Księżniczko, Mistrz Wzorów z Roke, Mistrz Gaju… — patrzył na nią, szukając śladów zrozumienia. Po chwili znów zaczął: — Na Roke mieszka człowiek, wielki mag, który jest Kargiem. Możesz powiedzieć mu to, co mnie, we własnej mowie.

Księżniczka słuchała uważnie. Skinęła głową.

— Przyjaciel Irian. Sercem pragnę pomówić z nim. — Rozpromieniła się wyraźnie.

Lebannen poczuł wzruszenie.

— Przykro mi, że byłaś tu samotna, księżniczko.

Spojrzała na niego czujna, promienna. Nie odpowiedziała.

— Mam nadzieję, że z czasem, gdy nauczysz się języka…

— Szybko się uczę — odparła.

Nie wiedział, czy to stwierdzenie, czy obietnica.

Patrzyli wprost na siebie.

Księżniczka powróciła do dworskiej maniery i przemówiła uroczyście jak na początku:

— Dziękuję, że ty wysłuchać, panie królu. — Opuściła głowę i oczy w geście szacunku. Potem znów dygnęła głęboko, mówiąc coś po kargijsku.

— Proszę — rzekł Lebannen. — Powiedz mi, co mówiłaś.

Księżniczka umilkła, zawahała się, ale zaczęła tłumaczyć:

— Twoi, twoi, ach, mali królowie? Synowie! Twoi synowie, niech będą smokami i królami smoków. Ha? — Uśmiechnęła się radośnie, opuściła welon, który natychmiast zakrył jej całą twarz, cofnęła się cztery kroki, obróciła i odeszła zgrabnie i pewnie. Lebannen stał bez ruchu, jakby piorun z zeszłej nocy w końcu go dosięgną!

ROZDZIAŁ 5

POŁĄCZENIE

Ostatnia noc morskiej podróży była spokojna, ciepła, bezgwiezdna. „Delfin” pokonywał kolejne łagodne fale, zmierzając na południowy zachód. Ludzie łatwo zasnęli i pogrążeni we śnie śnili.

Olcha śnił o zwierzątku, które podeszło doń w ciemności i dotknęło dłoni. Nie widział, co to za zwierzę, a kiedy wyciągnął rękę, zniknęło. Nagle znów poczuł, jak mały aksamitny pyszczek dotyka jego palców. Uniósł się i sen umknął, lecz w sercu pozostał ból tęsknoty za czymś utraconym.

Na koi pod nim Seppel śnił, że jest we własnym domu w Ferao na Palnie i czyta starą księgę wiedzy z mrocznych czasów. Z zadowoleniem oddawał się pracy, nagle jednak mu przerwano. Ktoś chciał się z nim widzieć.

— To potrwa tylko chwilkę — rzekł do siebie i wyszedł pomówić z gościem. Przybysz okazał się kobietą o ciemnych włosach połyskujących czerwienią, a twarzy pięknej i zatroskanej.

— Musisz go do mnie przysłać — rzekła. — Przyślesz go do mnie, prawda?

Nie wiem, o co jej chodzi, pomyślał. Ale muszę udawać, że wiem. Toteż odparł:

— To nie będzie łatwe.

W tym momencie kobieta cofnęła rękę i ujrzał, że trzyma w niej kamień, ciężki kamień. Zaskoczony przestraszył się, że zamierza go nim uderzyć. Odskakując gwałtownie, ocknął się w ciemności kabiny. Przez długi czas leżał, nasłuchując oddechu pozostałych śpiących i szeptu morza za burtą.

W koi po drugiej stronie niewielkiego pomieszczenia Onyks leżał na wznak, patrząc w ciemność. Sądził, że ma otwarte oczy, że nie śpi. Lecz miał wrażenie, jakby jego ręce i nogi, głowę i dłoń oplatało mnóstwo cienkich sznurków, których końce znikały w mroku ponad lądem i morzem, aż za krzywizną świata. I pociągały go, szarpały tak, że on sam i statek wraz ze wszystkimi pasażerami podążali powoli, łagodnie do miejsca, w którym morze wysycha, w którym okręt w ciszy osiądzie na mieliźnie ślepych piasków. Nie mógł jednak niczego powiedzieć, nic zrobić, bo sznurki zamykały mu usta i oczy.

Lebannen poszedł spać do kabiny. Rankiem, kiedy przybiją do wyspy Roke, chciał mieć świeży umysł. Zasnął szybko, głęboko, a jego sny nieustannie się zmieniały. Wysokie zielone wzgórze nad morzem. Kobieta, która z uśmiechem podniosła rękę, pokazując, iż potrafi sprawić, że słońce wzejdzie. Posłaniec na dworze w Havnorze, od którego z przerażeniem i wstydem dowiedział się, że połowa jego ludu umiera z głodu w zamkniętych pomieszczeniach pod domami. Dziecko krzyczące: „Chodź do mnie!”, on jednak nie potrafił go znaleźć. A gdy tak spał, prawą rękę zaciskał mocno na kamyku w niewielkim woreczku na szyi.

Kobiety także śniły. Seserakh wędrowała w góry, piękne, ukochane, pustynne góry jej ojczyzny. Szła jednak zakazaną ścieżką, Smoczą Drogą. Ludzkie stopy nie mogą po niej stąpać, nawet jej przekroczyć. Pod bosymi nogami czuła gładki, ciepły piasek. Cały czas myślała, że nie wolno jej tędy iść. Ale szła, aż w końcu uniosła wzrok i przekonała się, że góry nie są tymi, które zna, lecz czarnymi, poszarpanymi wierzchołkami, na które nigdy nie zdołałaby się wspiąć. A jednak musiała.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 51
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)